Connect with us

Recenzje

OCH, KAROL 2. Bez dwójki. Po prostu remake

OCH, KAROL 2 to błyskotliwy remake kultowej komedii, który zabiera nas w zabawną podróż przez miłość i absurd polskich relacji.

Published

on

RANKING NAJLEPSZYCH FILMÓW LAT 60. - miejsca 100-31

No i stało się. Polska komedia romantyczna, skrzyżowanie syreny z hydrą (wciąż pociąga kolejnych twórców i ciągle odrasta jej nowy łeb obok odciętego), rzuciła się na remake, zamiast tłuc od metra te same bzdurne opowieści z jeszcze idiotyczniejszymi tytułami z wykrzyknikami. Czyżby i w tej hienowatej metodologii ten widowiskowo partolony gatunek doszedł do własnego kresu? Zamiast eskalacji, która pewnego dnia zapewne doprowadziłaby do realizacji filmu pod tytułem „Nigdy w życiu nie kłam kotku, bo zaraz ci przyp.

Advertisement

..”, Ilona Łepkowska odkurzyła swój przebój z 1985 roku i wrzuciła w rok 2011. Bo Och, Karol 2 to nie jest sequel, jak mogłaby sugerować cyfra przy tytule. To opowiedzenie tego samego w lśniącej, glamourowej estetyce, mizdrzącej się do nas od czasu, kiedy Piotr Wereśniak Zakochanymi reaktywował zjawisko polskiej komedii romantycznej.

Karol Górski (Piotr Adamczyk) pracuje jako spec od szkoleń, a czas wolny dzieli między naiwną narzeczoną Marię (Małgorzata Socha), słodką idiotkę Paulinę (Marta Żmuda Trzebiatowska), drapieżną Wandę (Małgorzata Foremniak) i pedantyczną Irenę (Katarzyna Zielińska). Oczywiście przepis na sukces ma opanowany – żadna nie wie o pozostałych. Do czasu, kiedy narzeczona przejrzała listę kontaktów w jego komórce. Pewnego dnia Karol zastaje w domu wszystkie panie na raz, ochoczo godzące się na poligamiczny związek. Bezwolny i umęczony poczwórną dawką seksu Karol pewnego dnia poznaje kelnerkę Adriannę (Katarzyna Glinka), z którą ma nadzieję wrócić do starych, dobrych czasów, kiedy w łóżku był tylko z jedną kobietą. Również do czasu…

Advertisement

No i stało się nieoczekiwane. Och, Karol 2 nadspodziewanie się udał. Oczywiście w porównaniu z resztą filmów tego samego miotu, których tytułów nie warto przytaczać. Ilona Łepkowska i Piotr Wereśniak, jako scenarzyści, nie próbowali na siłę ulepszać przebojowego oryginału z 1985 roku w reżyserii Romana Załuskiego, powtarzając nawet imiona głównych postaci. Jedyna istotna zmiana dotyczy pociągnięcia opowieści nieco dalej niż w oryginale. Pierwowzór, przypomnijmy, był hitem lat 80., reklamowanym jako komedia erotyczna. Tamten Karol (Jan Piechociński) był projektantem z identycznymi problemami, a całość była zgrabnie oderwana od szarej rzeczywistości, na przekór pozostałym dokonaniom ówczesnego polskiego kina, pławiącego się w przaśnej, problemowej codzienności doby Jaruzelskiego (oczywiście za wyjątkiem filmów Juliusza Machulskiego).

Wersja A.D. 2011 nie musiała wymyślać tego bajkowego patentu, wystarczało umieszczenie akcji w znajomych wnętrzach z komedii Zatorskiego. Ale, jak na czasy, w których z obyczajowego punktu widzenia można pokazać w kinie właściwie wszystko, remake po latach jest mocno konserwatywny. I nie chodzi o tych kilka przekleństw, których w oryginale nie było. Chodzi o kobiecą nagość, na którą w latach 80. waliły spragnione „momentów” tłumy, rozochocone Seksmisją i negliżami Grażyny Szapołowskiej w Wielkim Szu i Medium. Czego by nie mówić o ograniczeniach filmowców, pracujących pod komunistycznym jarzmem, to na pewno cycków się nie bali. Tymczasem Och, Karol 2 jest w tej kwestii grzeczny jak serial Ranczo. Co prawda od pięknych twarzy i ciał w obsadzie można dostać zawrotu głowy, wybory Miss Świata są przy nich błahostką, nawet udział Nataszy Urbańskiej i Weroniki Rosati nie wpłynąłby znacząco na wskaźnik urody. Ale bohaterki w łóżku przewracają się w bieliźnie, sceny łóżkowe kończą się w momencie rozpoczęcia gry wstępnej, nawet scena striptizu bohaterek przed Karolem osiągnęła szczyt wraz z pokazaniem szpagatu Marty Żmudy Trzebiatowskiej w kusych majteczkach.

Advertisement

No ale kiedyś mieliśmy aktorki, teraz przez większość polskich hitów przewijają się uczestniczki telewizyjnych show, dla których realizacja filmu jest przecinkiem między bywaniem na salonach warszawki, sesją w popularnym tygodniku i wizytą u Kuby czy Szymona.

Wiarę w scenarzystów komedii romantycznych straciliśmy już dawno. Ich szlakiem podążyli aktorzy, a raczej te same składy, pokazujące się w kolejnych filmach Saramonowicza, Zatorskiego i Machulskiego. Kot, Karolak, Adamczyk i Mecwaldowski na raz na dużym ekranie to już niemal gwarancja puszczenia pawia, choć to przecież znakomici aktorzy. Plakat do Och, Karol 2 zrazu nie pozostawia złudzeń – Mucha, Socha, Żmuda Trzebiatowska, Foremniak. No i Adamczyk, który tak ucieka od nalepki papieża, że kompletnie zatracił wyczucie i gra coraz gorzej napisane role. Byle było bardziej wariacko i jak najdalej od złożonych bogobojnie rączek.

Advertisement

Tymczasem, wbrew prawdopodobieństwu, udało się twórcom wlać filmowe życie w wyeksploatowane gwiazdki kolorowych okładek. Piotr Adamczyk, grający Karola już po raz trzeci (po dwóch filmach papieskich), jest taki jak zwykle, ale nie przeszarżowuje i nie robi z siebie koncertowego idioty, któremu kobiety i widzowie muszą wszystko wybaczyć, skoro on taki przystojny. Z kobiecej obsady najlepiej wybroniły się Marta Żmuda Trzebiatowska, potrafiąca znaleźć dystans do samej siebie, by świetnie zagrać rolę słodkiej idiotki (podobnie aktorka podeszła do celowo schematycznej roli w Ciachu), oraz Małgorzata Socha, która skutecznie zagrała na tych samych, przeszarżowanych gestach, znanych z jej brawurowej roli w BrzydUli. Katarzyny Zielińska i Glinka były tylko ładnymi ozdobnikami. Z promującego film plakatu mogło wynikać, że Anna Mucha będzie jedną z „kobiet Karola. Tymczasem otrzymała nieoczekiwaną, drugoplanową rolę lesbijki, wzdychającej do biurowej sekretarki. I bardzo dobrze. Za to bardzo złym wyborem była Małgorzata Foremniak. Nie wiem, co stało się z tą znakomitą kiedyś aktorką. Jej rola została koncertowo położona, fałszywa i niestrawna w każdym geście i dialogu, za wyjątkiem sceny porannego kaca, który pani Foremniak zagrała wyjątkowo wiarygodnie aż do najmniejszego drgnięcia zmęczonej powieki. Dodatkowo plus dla scenarzystów za pomysł na epizod Magdaleny „Top Model” Mielcarz, która standardowo wyglądała ślicznie, ale za to kiedy się odezwała…

Na tym przepięknym tle pozostałe role męskie sprowadzono do epizodycznych schematów, organicznie zrośniętych z formułą komedii romantycznej. Krzysztof Stelmaszyk ma unikalny dar rozśmieszania samym wyglądem, najlepiej ze zbolałą miną a’la Nicolas Cage. Tymczasem scenarzyści, może ze względu na to, że aktor był już „ojcem” Adamczyka w Testosteronie, nie wykorzystali jego vis comica, ograniczając występ do kilku zabawnych scen.

Advertisement

Rolę przyjaciela Karola, Romana Dolnego, autorzy przekierowali na Grzegorza Małeckiego, który niestety nie przeskoczył Romana Dolnego z oryginału, granego przez koncertowo poczciwego w takich rolach Zdzisława Wardejna. Ale nie ma czego żałować – dobrze, że przyjaciela Karola nie zagrał Tomasz Karolak, któremu wszyscy po Testosteronie piszą takie same, schematyczne do wyrzygania role. Jan Frycz w roli psychoanalityka to powielenie jego safandułowatej roli w Nigdy w życiu!. Marek Barbasiewicz, jako ojciec Karola, zagrał w jednej scenie i ukradł ją całej obsadzie. Ale najlepszą scenę w całym filmie zarezerwował Wiktor Zborowski, grający teścia Karola.

Jego monolog o codziennym seksie z żoną od kilkudziesięciu lat, po których jego penis wygląda jak spracowane ręce praczki, wart jest całego seansu. Na drugim miejscu jest scena z wyprowadzanym siłą Adamczykiem z samolotu, krzyczącym znajome hasło „Niemcy mnie biją!” (oprócz cytatu z Jana Rokity, można ten tekst uznać również za nawiązanie do niemieckiej fobii jego Kornela z Testosteronu). No i wreszcie warto odnotować epizod oryginalnego Karola, Jana Piechocińskiego, tutaj grającego księdza w ostatniej scenie. Twórcy dowcipnie podsumowali jego życiorys, sugerując kapłaństwo jako jedyną ucieczkę przed tabunami zakochanych kobiet. To byłby materiał na osobny film, niestety nie do realizacji w naszym polskim katolandzie.

Advertisement

Czy tylko dla tych scen warto obejrzeć Och, Karol 2? Przecież tak naprawdę to tylko jedna z wielu polskich komedii romantycznych, w dodatku zrobiona przez sztandarowych dostawców tanich wzruszeń. Ilona Łepkowska, sprawna przecież scenarzystka, sama wepchnęła się w miłosno-serialową tandetę, a Piotr Wereśniak nie poszedł za ciosem znakomitej Stacji i ugrzązł w szybkich zleceniach wiecznego wyrobnika. Patrząc na te dwa nazwiska, można sformułować gotową opinię jeszcze przed seansem. Polski kom-rom, czyli pochód przemielonej szmiry, tak? Nie tym razem.

Och, Karol 2 to sprawne filmidło, komedia która śmieszy i która nie próbuje za wszelką cenę zrobić z widza idioty w imię nienaruszalnego, kom-romowego schematu made in Poland. Jest zabawnie, kolorowo i dynamicznie. Bez rewelacji i nie-wiadomo-jakich oczekiwań. Po prostu zawodowy produkt. Całość trzęsie się od cytatów z innych filmów, z oczywistym pierwowzorem na czele, ale tę zbieraninę zapożyczeń ogląda się znakomicie. A po wyjściu z kina pozostaje na twarzy tzw. banan. Czegóż chcieć więcej?

Advertisement

Tekst z archiwum film.org.pl.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *