Connect with us

Publicystyka filmowa

Najlepsze FILMY ROKU 2022 według redakcji Film.org.pl. Złote Kraby

Wręczamy Złote Kraby!

Published

on

najlepsze filmy 2022

Koniec 2022 i początek 2023 roku był dla redakcji portalu film.org.pl czasem dość intensywnym. Wszystko z tego względu, że tradycyjnie w okolicach końca pierwszego tygodnia stycznia, wręczamy najlepszym filmom, serialom, aktorkom i aktorom Złote Kraby. Każdy, kto nie zdołał więc obejrzeć najważniejszych tytułów, których polska premiera miała miejsce w minionych 365 dniach, musiał jak najprędzej się z nimi zapoznać. Jakie filmy z 2022 roku spodobały nam się najbardziej? Zapraszamy do zapoznania się z poniższym rankingiem i komentowania naszych wyborów.

10. „Film balkonowy"

Celując obiektywem z balkonu, Łoziński zaczepia przechodniów, pozwalając im się wygadać. Robi to w myśl, że zawsze jest jakiś temat do rozmowy. Jego bohaterowie z krwi i kości nie mają czasu na przygotowanie swoich odpowiedzi. Dzięki temu ich refleksje brzmią unikalnie i szczerze. Nie ma w nich również miejsca na wyświechtane banały. Tylko najczystsza surowizna, z tematyką kręcącą się wokół potrzeb, życia, bliskości i sensu tego wszystkiego. Otwartość wobec ukrytej kamery urzeka już od pierwszych mikrowywiadów. Ich bazę stanowią pytania, powiedzielibyśmy, błahe, aczkolwiek fundamentalne: „co słychać?”, „jak minął dzień?” czy wręcz „co mi powiesz?”. [Tomasz Ludward, fragment recenzji]

Advertisement

9. „Vortex"

Czy Vortex stanowi w twórczości Noégo całkowicie nowe otwarcie? Raczej nie – wystarczy bliżej przyjrzeć się kluczowym dla filmu motywom, aby dostrzec, że argentyńsko-francuski reżyser wciąż opowiada o tych samych, uniwersalnych kwestiach. O miłości (już nie intensywnej, angażującej cieleśnie jak w Love, ale długofalowej, wynikającej nie tyle z uczucia, co przyzwyczajenia i przywiązania), śmierci (już nie o duszy dryfującej w przestworzach jak we Wkraczając w pustkę, ale o czysto fizycznych, brutalnych przejawach umierania) i, rzecz jasna, temporalności (tym razem w formie podzielonego ekranu, umożliwiającego nam obserwację wydarzeń, które niejednokrotnie rozgrywają się w dwóch różnych miejscach jednocześnie).

 Vortex należy rozpatrywać w związku z tym raczej jako konsekwentne rozwinięcie tematów i motywów, którymi Noé interesował się już od początku swojej kariery – coś jednocześnie świeżego i logicznego. [Janek Brzozowski, fragment recenzji]

Advertisement

8. „Fabelmanowie"

Fabelmanowie to niezwykle bogate dzieło. Traktujące nie tylko o miłości do kina, dojrzewaniu artysty i rozpadzie rodziny, ale także o specyfice czasów, spielbergowskiego raju utraconego – Ameryce lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Naznaczonej dynamicznie rozwijającą się branżą IT, która przerzuca ojca Sama z Phoenix do Arizony i z Arizony do Kalifornii; fetyszem drobnych kamer filmowych – kupowanych za ostatnie centy Bolexów i Arriflexów; wreszcie, powoli dogorywającym, złotym wiekiem Hollywood, którego namacalnym symbolem staje się odwiedzony przez bohatera Ford. W latach siedemdziesiątych to Spielberg, Scorsese, De Palma, Lucas i Coppola przejmą stery, tworząc, wespół ze Swobodnym jeźdźcem Hoppera oraz Bonnie i Clyde’em Penna, podwaliny Nowego Hollywood.  Fabelmanowie to najbardziej żywy i energiczny film Spielberga od lat. [Janek Brzozowski, fragment recenzji]

7. „Titane"

titane

Symbole, metafory, alegorie, archetypy. Titane Julii Ducournau to mariaż b-klasowego thrillera z niejednoznaczną refleksją nad technologiczną inwazją na społeczną tkankę. Znajdziemy tu tropy cielesnego horroru Cronenberga, tożsamościowy szyfr Davida Lyncha, neonową estetykę Windinga Refna czy dreszczowca gdzieś z pogranicza Terminatora czy Obcego Ridleya Scotta. Słowem akademicka gratka dla filmoznawców, szukających w kinie ukrytych znaczeń, dekodowania misternej narracji i wypatrywania erotycznych podtekstów. Seksualne napięcie, strach przed pożądaniem i przekroczeniem intymnej linii ciągle unosi się nad głowami bohaterów. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji]

Advertisement

6. „Wiking"

Napisać, że Wiking to film pięknie zrealizowany, to nic nie napisać. To dzieło powstało po to, by doświadczać go na wielkim ekranie, w najwyższej jakości dźwięku i obrazu. Dokładnie tak, doświadczać – film oddziałuje na widza wręcz sensorycznie, jest intensywny, wchodzi pod skórę, wywołuje dreszcze, ciarki, przyspieszone bicie serca. To senny koszmar (Eggers, nawet nie kręcąc horroru, pozostaje mistrzem kreowania grozy i poczucia dziwności), ale taki, o którym marzymy, by się nie kończył.

Z pewnością nie każdy odbiorca doceni ten efekt. Większość widzów preferuje kino wtórne wobec literatury, czyli oparte na słowie, opowieści i rozwoju postaci, z którymi łatwo się utożsamić. Jednak Eggers doskonale rozumie, że kino jest medium przede wszystkim audiowizualnym, które do rangi sztuki urasta w momencie doskonałego wykorzystania środków stricte filmowych. A w świecie, w którym opowiedzieliśmy już sobie wszystkie możliwe historie, ważniejsze od co staje się jak – czyli forma, która zawsze jest nośnikiem treści. [Katarzyna Keberbnik, fragment artykułu]

Advertisement

5. „Najgorszy człowiek na świecie"

najgorszy człowiek na świecie

Poznajcie Annie Hall…przepraszam. Poznajcie Julię! Zafascynowaną chirurgią studentkę. Choć może nie do końca. Ciało ciałem, ważniejsze jest przecież to, co tkwi w głowie. Poznajcie Julię! Zakochaną w psychologii aktywną uczestniczkę wykładów. Człowiek to jednak coś więcej niż dręczące go przez sny demony. Poznajcie Julię! Aspirującą fotografkę, doskonale odnajdującą się w artystycznych portretach. To zdjęcia najprecyzyjniej wydobywają ludzkie wnętrze. Poznajcie Julię! Sumienną, choć odrobinę roztrzepaną, pracowniczkę księgarni. Codzienny kontakt z książkami, z literaturą piękną, otwiera oczy.

To tam wszyscy mistrzowie pióra, intelektualni przewodnicy, są na wyciągnięcie ręki. Nie myślcie jednak, że Najgorszy człowiek na świecie traktuje o wszystkim. Film Joachima Triera to rozpisana na dwanaście rozdziałów (plus prolog, plus epilog) opowieść o naszym dzisiaj. O uzależnieniu od smartfonów, o światopoglądowych wojenkach, o singlach, o parach, o zdradach, o małżeństwach, o posiadaniu dziecka i wiecznym, nierozwiązalnym konflikcie między tym, co oczekiwane/wymarzone i tym, co od szarości życia dostajemy. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji]

Advertisement

4. „Batman"

Batman

Po dziesięciu chudych latach Matt Reeves dostarcza fanom Batmana nie tylko film, za który w końcu nie muszą się wstydzić, lecz arcydzieło deklasujące wszystko, co o Mrocznym Rycerzu nakręcono do tej pory – nawet trylogię Nolana, która wyniosła film superbohaterski do rangi sztuki. Seria mistrza stawiała bowiem bardziej na jego autorską wizję niż na wierność komiksowemu pierwowzorowi. Tymczasem film Reevesa to Batman w czystej postaci; dzieło, które przypomina, dlaczego zwykło się go nazywać największym detektywem świata. To także reżyserski majstersztyk z pogranicza ponurego thrillera, psychologicznego dramatu i klasycznego filmu noir.

Matt Reeves serwuje widzom trzygodzinną ucztę, pozwalając delektować się każdym ujęciem. Powolna narracja buduje napięcie, sceny wybrzmiewają bez pośpiechu, a szalone tempo zarezerwowane jest wyłącznie dla obłędnych scen walk i pościgów. W Batmanie zachwyca właściwie wszystko – od scenografii, przez kostiumy, charakteryzację, zdjęcia, montaż i muzykę, po absolutnie doskonałe aktorstwo. John Turturro, Colin Farrell i Paul Dano zasługują na Oscary, Jeffrey Wright w roli Jima Gordona bije na głowę samego Gary’ego Oldmana, a Zoë Kravitz pozostawia w cieniu niemal wszystkie swoje poprzedniczki.

Advertisement

Nad całą tą genialną obsadą góruje zaś Robert Pattinson, który właśnie zapisuje się na kartach historii jako najlepszy Batman w dziejach kina. [Natalia Hluzow, fragment recenzji]

3. „Wszystko wszędzie naraz"

Intensywny prolog, zrealizowany przy wykorzystaniu długich, ruchomych ujęć, zapowiada solidny dramat egzystencjalny, skupiony wokół problemów rodzinnych i finansowych. I owszem, tym Wszystko wszędzie narazjest, ale tylko do pewnego stopnia. Za reżyserię filmu odpowiadają bowiem Daniel Scheinert i Dan Kwan – jeden z najbardziej kreatywnych duetów współczesnego kina amerykańskiego, odpowiedzialny m.in. za znakomitego Człowieka-scyzoryka oraz pamiętne teledyski do takich piosenek jak Turn Down For What DJ Snake’a i Lil Jona czy Houdini i Don’t Stop zespołu Foster The People. Jeżeli zna się chociaż jedno z tych szalonych dzieł, to naprawdę trudno jest być zdziwionym, gdy cały świat przedstawiony Wszystko wszędzie naraz staje w pewnym momencie na głowie.

Advertisement

Podczas wizyty w urzędzie skarbowym z Evelyn kontaktuje się Alpha Waymond (charyzmatyczna i waleczna wersja jej męża, pochodząca z alternatywnego uniwersum), informując bohaterkę, że jest ostatnią nadzieją na powstrzymanie niejakiej Jobu Tupaki, lubującej się w chaosie istoty, niszczącej każdy wszechświat, który nawiedza. Z dramatu egzystencjalnego, choć cała fabuła do końca pozostaje nim podszyta, film Danielsów przeistacza się w zwariowane science fiction, nieustannie kwestionujące i poszerzające granice naszej wyobraźni. [Janek Brzozowski, fragment recenzji]

2. „Top Gun: Maverick"

Top Gun: Maverick

Top Gun: Maverick to kino większe niż życie, nie tylko ze względu na potężny ładunek emocjonalny, oparty przecież na nostalgii przez wielkie N. To także realizacyjny majstersztyk, zapierający dech w każdej scenie, w której pojawiają się samoloty – aktorzy naprawdę przechodzili szkolenie z pilotażu (Tom oczywiście nie musiał, bo już to umie), a w kokpitach maszyn zainstalowano 6 kamer IMAX. Dzięki temu Top Gun: Maverick to jedyne takie dzieło, w którym filmowa immersja osiąga zupełnie nowy poziom. Jeśli połączymy to z misternie zaplanowaną główną misją pilotów (doprawdy, wyzwanie rodem z Mission: Impossible!), znakomitą muzyką i doskonałą formą aktorów (Cruise i Connelly są przepiękni!), otrzymamy blockbuster doskonały, wyhodowany na mieszance nostalgii i amerykańskiego patriotyzmu.

Advertisement

 Top Gun: Maverick ma papiery na to, by zostać największym filmowym widowiskiem tego lata. A Hold My Hand Lady Gagi kiedyś będzie miało taki sam status jak Take My Breath Away, zobaczycie! [Dawid Myśliwiec, fragment recenzji]

1. „Red Rocket"

red rocket

Red Rocket mógłby być ciężkim dramatem o zmarnowanym życiu i trudach egzystencji. Sean Baker jednak w elegancki sposób kieruje swój film na terytorium komedii i satyry. Rozmowy wypełnione ciętymi ripostami i wpadającymi w ucho wiązankami. Niezręczne sytuacje z teściową, małomiasteczkowy absurd dający o sobie znać to tu, to tam. Przesadna pewność siebie lekkoducha Mikeya co chwilę generuje humorystyczny zgrzyt konfrontujący bezpodstawne marzycielstwo z bezwzględną szarą codziennością. Kilka montażowym sekwencji stopniowo przechodzi od realnych społecznych problemów w stronę świadomej parodii.

Advertisement

Od: „wiem, że nie mam wymaganego doświadczenia, ale dajcie mi szansę na tym stanowisku”, po: „proszę wpisać w wyszukiwarkę ‘Mikey Saber XXX’. Nie znajdzie pani nikogo bardziej znanego ode mnie”. Sean Baker skleja to wszystko z wyjątkową lekkością. Naturalne dialogi i realistyczna, przyziemna oprawa. Czasami przełamana jaskrawo pomalowanym domkiem, romantycznym zachodem słońca czy chwytliwym muzycznym kawałkiem. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji]

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *