Publicystyka filmowa
Filmy, które MUSICIE OBEJRZEĆ, jeśli podobał się wam THE BATMAN
„Batman” Matta Reevesa trafił na platformę HBO Max i wreszcie można delektować się nim w domu. Polecamy tytuły, po które warto sięgnąć, kiedy nasycicie się już tym wyjątkowym filmem.
Jeśli pokochaliście Batmana z 2022 roku, z pewnością wiecie, że nie jest on klasycznym filmem superbohaterskim. Matt Reeves od początku swojej pracy nad scenariuszem podkreślał, że jego celem jest przekroczenie klasycznej formuły kina superhero. Chciał nadać swojemu dziełu emocjonalny ciężar i psychologiczną głębię, zakorzenić historię Mrocznego Rycerza w znanej nam rzeczywistości, a do tego przypomnieć światu, że mściciel w stroju nietoperza jest przede wszystkim świetnym detektywem. Mierzył wysoko, za cel stawiając sobie arcydzieła kina neo-noir, takie jak Chinatown czy Siedem. Wiemy już, że wyszedł z tej próby obronną ręką.
Teraz, gdy możemy już delektować się Batmanem w domu, warto poznać szerszy kontekst i przed kolejnym (i kolejnym, i kolejnym) seansem sięgnąć po dzieła, które zainspirowały reżysera i współtwórcę scenariusza w jednej osobie do stworzenia najbardziej artystycznego, realistycznego i postmodernistycznego z dotychczasowych filmów o Mrocznym Rycerzu. Polecamy też kilka produkcji, o których nie wspominał Reeves, ale które swoją estetyką i atmosferą bardzo przypominają jego obraz. Niezależnie od tego, czy kochacie stylistykę czarnego kina, fascynują was historie o seryjnych mordercach, ponad wszystko cenicie sobie milczących antybohaterów czy po prostu lubicie czasem obejrzeć kawał dobrego kryminału, w poniższym zestawieniu na pewno znajdziecie coś dla siebie.
„Siedem” (1995)
Na początek najbardziej oczywista ze wszystkich propozycji. Skojarzenia z arcydziełem kina neo-noir w reżyserii Davida Finchera nasuwały się już w momencie pojawienia się pierwszego zwiastuna Batmana. Po premierze okazało się, że były to skojarzenia jak najbardziej słuszne.
Mroczny thriller Matta Reevesa nawiązuje do Siedem nie tylko swoją stylistyką, ale też głównymi elementami świata przedstawionego. W obydwu przypadkach miejscem akcji jest wyjątkowo nieprzyjazne, pogrążone w mroku i zalane deszczem miasto. W tak niesprzyjających okolicznościach przyrody doświadczony detektyw i porywczy nowicjusz tropią seryjnego mordercę. Co więcej, działania tajemniczego psychopaty, zarówno w Siedem, jak i w Batmanie, są jego reakcją na zepsucie i podłość otaczającego go świata. John Doe i Riddler jasno dają to do zrozumienia poprzez wymyślne mordy i wiadomości, jakie pozostawiają na miejscach zbrodni detektywom.
Ernest Hemingway powiedział, że świat jest piękny i warto o niego walczyć. Zgadzam się z tą drugą częścią – mówi grany przez Morgana Freemana William Somerset, co równie dobrze mogłoby paść w ramach puenty na końcu Batmana. Dlatego, jeśli nie robiliście ostatnio rewatchu Siedem, z pewnością warto przypomnieć sobie ten film z Pittem i Freemanem właśnie teraz.
„Zodiak” (2005)
Kolejny film Finchera, z którym dzieło Reevesa ma wiele wspólnego, to Zodiak. Wygląd, temperament, szukanie publiczności, drwiny z policji, nawyk pisania dzienników i listów, szyfrowanie wiadomości… Wszystko to sprawia, że postaci granej przez Paula Dano o wiele bliżej jest do autentycznego seryjnego mordercy, który grasował w San Francisco na przełomie lat 60. i 70., niż do komiksowego pierwowzoru Riddlera. Pomysł Reevesa, by przedstawić dobrze znanego złoczyńcę w tak realistyczny sposób, był bardzo odważny. Na szczęście okazał się też niezwykle trafiony.
Historię Zodiaka można poznać w rozmaitych źródłach, jednak fanom Batmana film Finchera z pewnością przypadnie do gustu bardziej niż jakikolwiek inny przekaz. Opowieść o śledztwie w sprawie psychopatycznego mordercy jest bowiem nie tylko kolejnym przykładem współczesnej wariacji na temat czarnego kina. Jest także opowieścią o obsesji, która potrafi zdominować całe życie. W rolach głównych występują Jake Gyllenhaal, Robert Downey Jr. i Mark Ruffalo.
Zodiak i Siedem to produkcje najbardziej zbliżone do Batmana, jednak miłośnikom filmu Reevesa polecam przejrzeć całą filmografię Finchera. Niepokojący klimat, złowrogi miejski krajobraz, zdjęcia zrealizowane w niskim kluczu, przeszywającą muzykę i motyw obsesji znajdziecie też w filmach Zaginiona dziewczyna, Dziewczyna z tatuażem, Fight Club oraz w serialu Mindhunter. Jak słusznie zauważył jeden z amerykańskich portali, Matt Reeves po prostu nakręcił film Finchera o Batmanie, zanim Fincher sam wpadł na ten pomysł.
„Klute” (1971)
Pozostając w temacie dzieł, które zainspirowały Reevesa do osadzenia komiksowej historii w klimacie neo-noir, na pierwszy plan wśród dziesiątek klasyków kina lat 70. wysuwa się Klute Alana J. Pakuli. Tytułową rolę gra tutaj Donald Sutherland, który zbliża się do sexworkerki, by rozwiązać zagadkę zniknięcia wysoko postawionego mężczyzny. Dziewczyna była z nim niedługo przed jego śmiercią i teraz czuje się obserwowana. Zgadza się pomóc detektywowi z nadzieją na to, że on pomoże też jej.
Grana przez Jane Fondę Bree Daniels jest silna, niezależna i pewna siebie, jednak pod twardą skorupą skrywa zagubioną i przerażoną dziewczynkę. Zoe Kravitz udało się stworzyć postać bardzo podobną, równoprawną względem głównego bohatera, z którym wiąże ją uzależniająca i pełna napięć znajomość, początkowo oparta na uzupełniających się interesach. Złość, odraza i magnetyzm funkcjonują między Batmanem i Seliną Kyle niemal jednocześnie, a przy tym łączy ich specyficzna więź i wzajemna troska.
Klute jak żaden inny film miał wpływ na kształt i dynamikę relacji Mrocznego Rycerza i Seliny. Otwarcie mówią o tym zarówno Matt Reeves, jak i aktorzy wcielający się w ten niezwykły duet.
„Wszyscy ludzie prezydenta” (1976)
Klute nie jest jedynym thrillerem Pakuli, na którym wzorował się reżyser Batmana. W filmie znajdziemy też bezpośrednie odniesienia do Wszystkich ludzi prezydenta. Obraz z 1976 roku, w którym główne role zagrali Dustin Hoffman i Robert Redford, opowiada wprawdzie o śledztwie dziennikarskim, ale właśnie to, że czyni to w tak angażujący, pełen napięcia i mrożący krew w żyłach sposób, tak bardzo zafascynowało Reevesa. Reżyser przyznał, że czerpał z dzieła Pakuli, konstruując swoją opowieść o korupcji sięgającej najwyższych szczebli władzy. Dlatego też burmistrz Don Mitchell Jr. i prokurator Gil Colson odziedziczyli swoje nazwiska po współpracownikach Nixona zamieszanych w aferę Watergate.
„Chinatown” (1974)
Kolejny klasyk neo-noir, o którym wielokrotnie wspominał Reeves, opowiadając o swoich niedościgłych wzorcach podczas tworzenia Batmana. W filmie Polańskiego przyglądamy się skomplikowanemu śledztwu z perspektywy detektywa Jake’a Gittesa (Jack Nicholson). Mężczyzna, badając sprawę morderstwa, dociera do korupcyjnej afery, w którą wplątane są ważne osobistości ze świata polityki. Polański pokazuje bezsilność detektywa wobec korupcyjnej machiny i zgniłego systemu. Skupia się także na jego relacji z Evelyn Mulwaray (Faye Dunaway) – z pozoru klasycznej femme fatale, która jest tak naprawdę poturbowaną przez życie dziewczyną. Jake początkowo uważa ją za uwikłaną w sprawę, by w końcu przekonać się, jak bardzo się co do niej mylił. Wszystkie te cechy Gittesa odziedziczył Batman z 2022 roku.
„Taksówkarz” (1976)
Pewnego dnia spadnie prawdziwy deszcz i zmyje wszystkie te szumowiny z ulic. Choć zdanie wypowiedziane przez Roberta De Niro bliższe jest wizji świata Riddlera niż Batmana, jego początkowy monolog ma wiele wspólnego ze słowami, które padają z ust Pattinsona w prologu filmu z 2022 roku. Bohater nazywający samego siebie zemstą, podobnie jak taksówkarz u Scorsesego, jest samotnikiem cierpiącym na bezsenność, który jak narkoman uzależnił się od mroków nocy. Krąży wówczas po okolicy, ubolewając nad tym, jak stoczyło się jego miasto, nie widząc nadziei na poprawę i wymierzając sprawiedliwość na własną rękę.
W ten sposób nie tylko „sprząta” ulice, ale także rozładowuje tłumioną agresję. Fakt, że jest zdolny do jakichkolwiek uczuć wyższych, przyjdzie nam dostrzec dopiero wtedy, gdy pozna dziewczynę do towarzystwa. Znajomość ta obudzi w nim potrzebę bycia obrońcą i opiekunem.
Pomimo opisanych wyżej podobieństw, Travisa Bickle’a i Bruce’a Wayne’a dzieli bardzo wiele. W szczególności są to zupełnie odmienne kodeksy moralne, jakimi kierują się w życiu. Arcydzieło Martina Scorsese warto przypomnieć sobie jednak nie tylko w bezpośrednim kontekście nowego Batmana.
„Good Time” (2017)
Film, dzięki któremu Mroczny Rycerz ma dziś twarz Roberta Pattinsona. Reeves w wielu wywiadach podkreślał, że po obejrzeniu tego niezależnego dzieła braci Safdie nie był w stanie wyobrazić sobie w roli Batmana już nikogo innego poza odtwórcą roli Conniego – chłopaka, który za wszelką cenę próbuje wydostać z więzienia swojego opóźnionego w rozwoju brata. Filmowca zachwyciło to, jak niebezpieczną, zdesperowaną, pozbawioną hamulców, a jednocześnie bezbronną postać udało się wykreować Pattinsonowi na ekranie.
W hołdzie dla tego istotnego dla kształtu Batmana dzieła Reeves umieścił w swoim filmie związany z nim easter egg. W prologu jeden z przestępców z Gotham napada na sklep o nazwie Good Times, mając na sobie taki sam strój jak Connie.
Mroczny Rycerz. Trylogia (2005–2012)
Wybór tak oczywisty, że nie ma sensu się nad nim rozwodzić. W ramach formalności napiszę więc tylko, że zanim Matt Reeves wydał na świat swojego Batmana, Christopher Nolan 17 lat wcześniej jako pierwszy odważył się opowiedzieć o najsłynniejszym superherosie z komiksów DC w sposób pararealistyczny. I zrobił to po mistrzowsku. Najwięcej cech wspólnych znajdziemy między Batmanem (2022) a Mrocznym Rycerzem (2008), szczególnie jeśli chodzi o napięcie między głównym bohaterem a jego antagonistą, ale jeśli jakimś cudem nie widzieliście trylogii Nolana, po prostu jak najszybciej obejrzyjcie ją w całości.
„Joker” (2019)
Innym filmem DC, który zdecydowanie przypadnie do gustu fanom nowego Batmana, jest Joker z Joaquinem Phoenixem w tytułowej roli. W świetle tego, że obraz Todda Phillipsa wchodził do kin, kiedy Reeves miał już praktycznie gotowy scenariusz, nie można tu mówić o żadnej inspiracji. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że obydwa filmy powstały w tym samym przyziemnym, brudnym i odartym z komiksowej otoczki uniwersum. Todd Phillips wziął na tapet ikonicznego złoczyńcę, by zagłębić się w jego psychikę i poznać okoliczności, w których rodzą się wielkie czarne charaktery. Miał duże pole do popisu, bo Joker to z jednej strony jedna z największych ikon popkultury, a z drugiej postać, którą bez problemu da się umieścić w znanej nam rzeczywistości (nie trzeba gimnastykować się, by widzowie uwierzyli, że w zwyczajnym świecie ze zwykłymi policjantami może współpracować samozwańczy obrońca miasta przebrany za nietoperza). W efekcie powstał dramat psychologiczny najwyższej próby, który różni się od Batmana pod wieloma względami, ale artystycznie na pewno podąża w tym samym kierunku.
„Drive” (2011)
Jeśli kochacie milczących twardzieli o niewzruszonej postawie, którzy tłumią w sobie niewypowiedzianą rozpacz i niewyobrażalny gniew, koniecznie sięgnijcie po Drive. Bezimienny bohater grany przez Ryana Goslinga, podobnie jak Batman, został zbudowany z nawiązań do ikon kina noir, westernów i mocnych kryminałów. Nie nosi maski ani nie dysponuje wymyślnymi gadżetami. Za kostium starczy mu biała kurtka z rysunkiem skorpiona na plecach i rękawiczki kierowcy, a za siejącą postrach broń – zwykły młotek.
Film Nicolasa Windinga Refna stanowi kwintesencję estetyki, którą zwykło się nazywać neon-noir. Ciemne zakamarki oświetlają tutaj zimne światła neonów, nadając skąpanemu w mroku miastu jeszcze bardziej obcy i nieprzyjazny charakter. Dosłowność w ukazywaniu scen przemocy osiąga tu najwyższy poziom, a protagoniści są jeszcze bardziej poturbowani i wyalienowani niż ich poprzednicy z klasyki noir i neo-noir. Drive to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników współczesnego spojrzenia na czarne kino.
„Blade Runner 2049” (2017)
Kolejne neon-noir i kolejny film z Goslingiem w roli głównej. Na niniejszej liście spokojnie mógłby znaleźć się także oryginalny Blade Runner z 1982 roku, w którym zagubiony Rick Deckard z jednej strony prowadzi śledztwo, a z drugiej szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania w deszczowo-neonowym Los Angeles przyszłości. Blade Runner 2049 zdaje się jednak bliższy nowemu Batmanowi przede wszystkim z uwagi na głównego bohatera, którego ból i samotność są wręcz namacalne. Arcydzieło Denisa Villeneuve’a to idealny wybór dla każdego, kto docenił film Reevesa za niespieszną narrację, bardzo długi metraż, ograniczoną ilość scen akcji, fenomenalne zdjęcia i pogrążonego w rozpaczy protagonistę.
Dzieło Matta Reevesa to film utkany z nawiązań do dziesiątek innych filmów, słynnych postaci i autentycznych wydarzeń, co czyni z niego absolutnie wyjątkową pozycję w obrębie swojego podgatunku. Związki z Batmanem odnajdziecie również w Rozmowie Francisa Forda Coppoli, Brudnym Harrym Dona Siegla, Francuskim łączniku Williama Friedkina, trylogii dolarowej Sergia Leone, Ostatnich dniach Gusa Van Santa, a nawet w Ojcu chrzestnym i Chłopcach z ferajny, którymi Reeves inspirował się, tworząc swoją wersję Pingwina. Wszystko to świetne tytuły, po które warto sięgnąć niezależnie od okazji. Tym razem jednak warto to zrobić, by dostrzec, że nowy Batman to nie tylko świetny film superbohaterski, ale też hołd złożony amerykańskiej kinematografii.
