Publicystyka filmowa
Miliony wydane na strach, czyli HORRORY z NAJWIĘKSZYM budżetem
Horrory z wielkimi budżetami.
Gdy myślimy o gatunku, jakim jest horror, rzadko kiedy kojarzy się on z dużym budżetem. Większość absolutnych klasyków powstała za garść dolarów. Okazuje się jednak, że duże studia filmowe decydują się na odważny krok i wykładają na stół spore pieniądze. Niestety niniejsza lista pokazuje, że nie zawsze więcej znaczy lepiej, choć wybrane horrory mogą poszczycić się wielomilionowym budżetem. Czy jakiś tytuł dodalibyście do tego zestawienia?
To: Rozdział 2 (79 milionów dolarów)
Pierwsza część To z 2017 roku okazała się niesamowitym sukcesem, zarówno pod względem finansowym, jak i artystycznym. W momencie gdy produkcja ta stała się najbardziej dochodowym horrorem wszech czasów, kwestią czasu było to, że na dużym ekranie pojawi się część druga.
A jak to z sequelami bywa, wszystkiego musi być dwa razy więcej, co oznacza także większy budżet. Nie ma co się dziwić, skoro do ról dorosłych bohaterów zatrudniono takie gwiazdy jak Jessica Chastaine czy James McAvoy. Dorzućmy do tego CGI w finałowej scenie przemiany klauna Pennywise’a i kolejne miliony musiały zostać wydane. Nie można także zapominać, iż produkcja trwa imponujące trzy godziny, co oznaczało dodatkowe koszty. Niestety sequel zarobił ponad 400 milionów dolarów, czyli ponad połowę tego, co pierwsza część, zbierając także mieszane opinie od widzów i krytyków.
Druga część ponownie skupia się na oryginalnej historii Stephena Kinga, gdzie dorosły „Losers Club” musi wrócić do Derry po 27 latach, gdyż klaun Pennywise powraca, by ponownie żywić się lękami miasta (i dziećmi).
Nawiedzony (80 milionów dolarów)
Ponownie mamy imponującą obsadę, w której znaleźli się Owen Wilson, Catherine Zeta-Jones, Lili Taylor oraz Liam Neeson, co już na starcie wymagało od producentów sporych nakładów pieniężnych na same aktorskie gaże. To kolejna próba przeniesienia klasycznej powieści Shirley Jackson na duży ekran, z tym że mamy znane nazwiska oraz mnóstwo CGI. Niestety finalny produkt można zaliczyć wyłącznie do kategorii guilty pleasure.
Na co więc jeszcze przeznaczono te 80 milionów dolarów? Otóż niektóre osoby pracujące na planie postanowiły go opuścić po niecałym tygodniu zdjęć, co spowodowało konieczność zatrudnienia nowych pracowników, w tym nowego operatora. Jednak duży budżet nie sprawił, że był to jeden z lepszych horrorów lat 90., a wręcz przeciwnie. Ale zarobił on w sumie 180 milionów dolarów, przez co mimo porażki artystycznej nie stał się porażką kasową.
Człowiek widmo (95 milionów dolarów)
Jeśli wpadniecie na pomysł, by zrobić film o niewidzialnym człowieku, to musicie liczyć się z tym, że CGI będzie stanowić większość budżetu. I tak też jest w tym przypadku. Jak podają źródła, połowa budżetu, czyli 50 milionów dolarów, poszło na same efekty wizualne, a dokładnie 560 różnego rodzaju ujęć niewidzialnego Kevina Bacona. Dodajmy to tego scenę eksplozji, która była filmowana przez 14 różnych kamer, i koszty wzrastają. Nie wspominając o tym, że do głównych ról zatrudniono wspomnianego Bacona oraz Elisabeth Shue. Produkcja balansuje na granicy science fiction i horroru, przedstawiając historię Sebastiana Caine’a, genialnego naukowca, który wynajduje serum czyniące ludzi niewidzialnymi. Mimo że pieniądze nie zostały wyrzucone w błoto, gdyż wszyscy chwalili efekty wizualne, to jednak film nie zyskał aprobaty krytyków filmowych. Na szczęście widzowie zupełnie się tym nie przejęli, dzięki czemu film zarobił dwa razy więcej, niż kosztował.
Prometeusz (130 milionów dolarów)
Prequel do fantastycznej serii Obcy, podobnie jak Człowiek widmo, balansuje na granicy horroru i science fiction. Do tego budżet w wysokości 130 milionów dolarów dawał nadzieję na widowisko z prawdziwego zdarzenia. Oczywiście Ridley Scott nie byłby sobą, gdyby nie zatrudnił takich gwiazd jak Michael Fassbender czy Idris Elba. Ten pierwszy otrzymał za występ 4 miliony dolarów, podczas gdy drugi – podobno – 8 milionów. Warto jednak zaznaczyć, iż znaczna część budżetu poszła na kamery 3D, przy pomocy których filmowano całą produkcję. Sprawiło to, że koszty produkcji znacznie wzrosły, ale film miał się wyróżniać na tle innych produkcji z 2012 roku. Najdroższe elementy to retrospekcje z przybycia Davida na planetę obcych, scena startu promu oraz ostatnia sekwencja akcji dziejąca się na statku. Trzeba pamiętać, iż Obcy – 8.
pasażer Nostromo
Wilkołak (150 milionów dolarów)
To jeden z moich ulubionych filmowych guilty pleasure, a występ Sir Anthony’ego Hopkinsa to czyste złoto. Niestety remake klasycznego dzieła z 1941 roku okazał się całkowitym niewypałem.
O ile pierwowzór zyskał status jednego z najlepszych horrorów wszech czasów, o tyle remake jest praktycznie do zapomnienia, nie licząc fantastycznej charakteryzacji, za którą produkcja otrzymała Oscara. Bez wątpienia film może pochwalić się jedną z najbardziej imponujących obsad, jaką można sobie wyobrazić na dużym ekranie. Poza wspomnianym Hopkinsem zatrudniono Benicio del Toro, Emily Blunt i Hugo Weavinga. Niestety większa część budżetu poszła na aktorskie gaże oraz efekty specjalne. Wiele scen trzeba było kręcić na nowo.
Do tego konieczne były dodatkowe efekty wizualne, co sprawiło, że koszty ustawicznie rosły. Produkcja wymagała także ponownego montażu, nie mówiąc już o problemach z muzyką, kiedy to Danny Elfman został usunięty ze stanowiska kompozytora. 150-milionowy budżet sprawił, że odpowiedzialne za produkcję filmu studio Universal przyznało, iż był to nie tylko jeden z najgorszych filmów, jakie kiedykolwiek nakręciło, lecz jednocześnie także błąd, który kosztował je fortunę.
Van Helsing (160 milionów dolarów)
Moje kolejne guilty pleasure znalazło się na tej liście. I muszę przyznać, że niczego nie żałuję. Produkcja powstała na fali sukcesu Mumii, która zarobiła ponad 400 milionów dolarów. Oczywiście produkcja jest połączeniem horroru i filmu akcji, dlatego pewnie wiele osób nie utożsamia go od razu z horrorowym gatunkiem.
Twórcy nie szczędzili jednak pieniędzy na to dzieło wątpliwej wartości, co widać po nadmiernym wykorzystaniu CGI. Swego czasu był to siódmy najdroższy film na świecie. Zatrudniono tu same gwiazdy, w tym Hugh Jackmana, który za rolę wziął 2 miliony dolarów. Towarzyszyła mu na ekranie brytyjska aktorka Kate Beckinsale. Produkcja miała być największym hołdem dla złoczyńców pochodzących z gotyckich horrorów, jednak już na etapie promocji widać było, że twórcy nie odrobili pracy domowej, nazywając potwora Frankensteina Frankensteinem. Niestety to kolejna produkcja made by Universal, która okazała się porażką i finansową, i artystyczną.
