Ranking

PIXAR – ranking filmów

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Wychowałem się na filmach Pixara. Pierwszym kinowym seansem, który pamiętam było Toy Story. Do większości z tych filmów nieustannie wracam. Traktuję je bardzo osobiście – tak o nich też piszę. To one ukształtowały mnie jako widza. Poniższy ranking, jak każdy inny, jest bardzo subiektywny. Pewnie będzie kilka zaskoczeń, a wielu ułożyłoby tych szesnaście filmów inaczej. W komentarzach dodajcie własne TOP 15, TOP 10 czy TOP 5. Jestem pewien, że każde zestawienie będzie miało właściwą kolejność.

Aktualizacja rankingu w związku z premierą Aut 3.

e

MIEJSCE 18.

Gdzie jest Dory (2016) 2/10

Gdzie jest Dory to dla mnie najsłabszy film Pixara. Słodkie i urocze początkowe pięć minut to zdecydowanie za mało. Trudno mi uwierzyć w to, że Andrew Stanton z jednej strony jest w stanie zrealizować opartego na subtelnościach i ciszy Wall-E, w którym tak wiele wyrażane jest bez słów, przez gest czy inscenizację, a z drugiej tworzyć tak bezpośrednie i naiwne produkcje jak Gdzie jest Dory. Stanton musi wszystko wypowiedzieć, wykrzyczeć, wyłożyć na tacy i sugestywnie zasugerować. Nie interesują go niuanse, doskonale natomiast czuje się operując łopatą. Reżyser stracił umiejętność opowiadania obrazem. Gdzie jest Dory to kino naiwne i banalne.

Stanton oczywiście gra na sympatii widzów do oryginału. Wykorzystuje podobne wizualne motywy, tematy czy lokacje. Wchodzi tym samym w ślepą uliczkę, obnażając błahość swojego filmu. Bo to nie nostalgia, ale finansowa kalkulacja.

b

MIEJSCA 17. i 16. 

Auta (2006) 3/10

Auta 2 (2011) 3/10

W większości animacji Pixara zawsze jest tak, że głównymi bohaterami są spersonifikowane zwierzęta, czasami nieistniejące stwory, czasami emocje, innym razem przedmioty czy maszyny. Bardzo ważny jest fakt, że gdzieś koło nich funkcjonuje człowiek, będący punktem odniesienia. Dzięki temu nie czytam tych filmów jako banalnych metafor naszego życia. Odbieram je na nieco innym poziomie. W Wall-E’im ludzie wegetują na stacji kosmicznej, we W głowie się nie mieści przebywamy w umyśle dziewczynki, w Gdzie jest Nemo? tytułowy bohater zamknięty jest w akwarium u dentysty, w Potworach i spółka oraz Uniwersytecie Potwornym znajdujemy się w świecie za drzwiami dziecięcych szaf. Pixar był konsekwentny w budowaniu swojego uniwersum. W dwóch częściach Aut złamał tę zasadę.

Napiszę otwarcie. Kompletnie nie czuję tego świata i jego konwencji. Nie wiem czemu to jest całkowicie zmechanizowany, pozbawionym człowieka świat. O ileż to byłby lepszy film gdyby całe to towarzystwo ożywało w momentach, gdy nikt na nie nie patrzy. Podobnie jak zabawki w Toy Story. W moim odczuciu Lasseter rezygnując z tego schematu odebrał swojemu filmowi tę magię, właściwą pozostałym animacjom studia. Sprawił, że obie części Aut są w całej rozciągłości banalne, zbyt oczywiste. W filmie Pixara drażni mnie ta prostacka alegoria między światem samochodów a światem ludzi. To nie są złe bajki, to złe bajki Pixara, który zawsze zdecydowanie bardziej się starał. Za sukcesem marketingowym nie szedł ten artystyczny. Auta u Lassetera to przede wszystkim efektowne gadżety, uwikłane w nieciekawą opowieść.

b

MIEJSCE 15.

Merida Waleczna (2012) 4/10

Gdybym nie wiedział, że to Pixar, to w życiu nie domyśliłbym się, że za Meridę Waleczną odpowiada to samo studio, które stworzyło Wall-E’ego, Potwory i spółka czy Toy Story. Na prawdę doceniam feministyczny wydźwięk tego filmu. Podoba mi się, że Pixar sięgnął po klasyczny Disneyowski temat z księżniczką w roli głównej, by go później wywrócić do góry nogami. Tego rodzaju wywrotowość jest bliska Pixarowi. Jednak to zaledwie pierwszy i ostatni akapit Meridy Walecznej. W środku panuje straszny bałagan, żarty z pierdzenia (serio Lasseter? Pozwoliłeś na to?) i banalna symbolika. Wszyscy zachwycali się z jaką pieczołowitością wykonane zostały bujne włosy tytułowej bohaterki. Sam Pixar chwalił się nimi, wypuszczając w świat liczne materiały o tym jakie specjalne programy opracowywały ich ruch i falowanie. Faktycznie, wyglądały świetnie. Jednak nie od tego powinno się zaczynać realizację filmu.

b

MIEJSCE 14.

Dobry dinozaur (2015) 4/10

Chyba najprostszy, najbanalniejszy film w historii studia. Dobry dinozaur to konwencjonalna przypowieść o dorastaniu. Pixar zawsze unikał klisz i schematów. W przypadku tej animacji w nich grzęźnie. Kompletnie niewykorzystany jest pomysł wyjściowy. Dinozaury uniknęły zagłady, rozwinęły się nieprzeciętnie, ale to po prostu mało odkrywcza metafora tego przez co przechodził nasz gatunek. Homo sapiens z kolei zachowują się dokładnie jak psy: biegają za patykami, łażą na czterech łapach, gdyby miały ogon to bym nim merdały. Nuda. Dobry dinozaur nie jest ani specjalnie zabawny, ani fabularnie nowatorski. Oczywiście nie oczekuję od każdego filmu Pixara, by był rewolucją, ale by miał w sobie choćby minimum inwencji.  Genialna, wręcz nieprawdopodobnie realistyczna strona wizualna niestety nie ratuje tego filmu. Dobry dinozaur to średniak.

MIEJSCE 13.

Auta 3 (2017) 5/10

Najlepsza część trylogii, ale nic więcej. To jednak wciąż za mało, bym uznał Auta 3 choćby za film dobry. Już nawet nie chodzi o wygórowane standardy Pixara, ale zwyczajne porównanie z produkcjami konkurencji. Przewidywalna fabuła i lakoniczny opis postaci sprawia, że Auta 3 ogląda się z doskwierającą obojętnością. Pixar zderza ze sobą postęp reprezentowany przez nowoczesne technologie z klasycznymi metodami treningu. To jeden z głównych tematów filmu, ale niestety potraktowany dość pobieżnie i stronniczo. Jak na Pixara to kino wyjątkowo chłodne emocjonalnie. Miejscami fotorealistyczne plenery mogą zachwycić, ale trudno cokolwiek więcej wydobyć z Aut 3. To nijaki film z ładnym morałem. Jestem pewien, że zapisze się jedynie w historii box office’u. Widownia zapomni o nim po tygodniu.

b

MIEJSCE 12.

Gdzie jest Nemo? (2003) 6/10

Nie jestem fanem tego filmu. Przeszkadza mi przede wszystkim gadatliwa, piskliwa Dory (czy ktoś jeszcze nie przepada za tą postacią?). Jest jej za dużo. Wydaje mi się, że powstała jedynie po to, by być nośnikiem żartów. Dla mnie dodatkowo nieśmiesznych, bo ciągle ogrywany jest ten sam dowcip. Dory jest nieznośnie narzucającą się bohaterką. Nie lubię takich osób w rzeczywistości, nie lubię takich postaci w kinie. Tym bardziej, że Dory nie jest specjalnie ważna dla filmowej dramaturgii. Uważam, że animacja Andrew Stantona jest najsłabszym filmem z wczesnego okresu Pixara. Niewątpliwie ciekawie splecione ze sobą zostały tematy relacji między ojcem a synem oraz między mistrzem i uczniem. Gdzie jest Nemo? jest na pewno świetnym materiałem wychowawczym: tak dla dzieci jak i rodziców. Jednak jako film jest dla mnie nieco męczący i zwyczajnie nudny. Dość szybko ten morski świat przestał mnie fascynować. Niestety wyrosłem z Gdzie jest Nemo?.

Film Stantona ma jednak jeden niezaprzeczalnie wielki moment. Ten gdy Marlin razem z żółwiami płynie Prądem Wschodnioaustralijskim.

Recenzja „Gdzie jest Nemo”.

"MONSTERS UNIVERSITY" (Pictured) SULLEY and MIKE. ©2013 Disney•Pixar. All Rights Reserved.

MIEJSCE 11.

Uniwersytet Potworny (2013) 7/10

Początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tego filmu. Nie bardzo wiedziałem co można z tymi postaciami zrobić. O co jeszcze uzupełnić ich charaktery. Mike i Sully w Potworach i spółka dynamicznie ewoluują: względem siebie i względem Boo. Poznajemy ich bardzo dobrze. Uniwersytet Potworny mimo kilku mankamentów (raczej bezbarwny drugi plan, niektóre sceny akcji wydają się być wpleciona na siłę, a podgatunek college movies jest zbyt dosłownie parodiowany) całkiem się udał Pixarowi. Produkcja z 2013 roku startuje z dość niskiego poziomu, ale im bliżej końca tym jest coraz lepiej. Mike i Sully znacznie naturalniej wypadają gdy łączy ich toksyczna przyjaźń, niż początkowa zazdrość i nienawiść. Po dłuższym oczekiwaniu ta animacja nabiera odpowiedniej mocy.

Nie chcę zdradzać końcówki (podejrzewam, że akurat tego filmu nie widzieli wszyscy), ale winduje ona ocenę Uniwersytety Potwornego zdecydowanie do góry. Brawo za odwagę i niekonwencjonalność. Oczywiście Pixar zazwyczaj taki właśnie jest. Jednak w przypadku tej animacji dopiero pod koniec przypomniał o swojej naturze.

b

MIEJSCE 10.

Odlot (2009) 7/10

Po 45 minutach Odlotu zbierałm szczękę z podłogi. Miałem wrażenie, że obcuję ze skończonym arcydziełem. Czymś absolutnie niespotykanym, unikatowym i odkrywczym. Nie będę oryginalnym jeśli napiszę, że regularnie wracam do kilkuminotowej sekwencji streszczającej związek między Carlem i Elą. To jeden z najpiękniejszych, najbardziej wzruszających i natchnionych momentów w historii kina. W nie wielu więcej filmach doświadczyłem tak prawdziwie tętniącego z obrazu życia. Dopiero wtedy zrozumiałem jak błachym i zwodniczym efektem jest 3D, bo prawidziwy trójwymiar w filmach znajduje się zupełnie gdzie indziej.

Gdy Carl Fredricksen w spektakularny sposób opuszczał niechętne mu miasto, to byłem razem z nim. Chciałem wziąć udział w tej Wielkiej Przygodzie. Niestety dość szybko zawróciłem. I to nie z powodu ciekawskiego Russella. To także świetna, interesująca postać. Nie mogłem natomiast znieść tego irytującego, idiotycznego ptaka i tej zgrai gadających psów. Czy Pixar zapomniał jak wiele potrafi wyrazić bez słów? Bardzo szybko kupiłem bilet powrotny. Odlot jest jednym z moich największych filmowych rozczarowań. Wciąż nie wierzę, że Docter tak spartolił ten film.

b

MIEJSCE 9.

Ratatuj (2007) 8/10

Jeśli Pixar od początku działalności starał się zerwać z stylem klasycznych baśni Disneya, to w przypadku Ratatuja trochę się do niego zbliża. Animacja Brada Birda wykorzystuje wiele cech typowych starszemu studiu. Ratatuj jest wyraźnie inny od wcześniejszych fotorealistycznych produkcji Pixara. To animacja najmocniej przesiąknięta nostalgią i sentymentalizmem, a to emocje zazwyczaj kojarzone z Waltem Disneyem. Paryż, na terenie którego rozgrywa się film wygląda jak nieistniejąca magiczna kraina, pełna intensywnych barw i niesamowitości. To widokówkowe romantyczne wyobrażenie tego miasta z pierwszej połowy XX wieku, pozbawione jakiegokolwiek realizmu. Ta wizja również może kojarzyć się z baśniowymi realizacjami Disneya w duchu Alicji w Krainie Czarów czy Bambi, w których cała przestrzeń była równie mocno idealizowana. Postaci ludzkie to również karykatury, których strona fizyczna (od ubioru po ekspresywną mimikę) od razu zdradza jakie mają zamiary. Te wszystkie skumulowane zabiegi świetnie sprawdzają się w wizji Birda.

W Ratatuju łatwo wyczuć jego rękę. Ta produkcja Pixara, podobnie jak Iniemamocni, jest bardzo dynamiczna, wirtualna kamera gwałtownie krąży nad wszystkimi bohaterami, a szybki montaż wspaniale rytmizuje wiele scen. Ratatuj ma wiele znakomicie wyreżyserowanych momentów. Wspaniała jest najważniejsza scena w filmie: gdy wybredny krytyk kulinarny – Anton Ego – po skosztowaniu tytułowej potrawy wraca pamięcią do lat dziecięcych. Wtedy właśnie ten bohater zrzuca swoją maskę, przestaje być karykaturą samego siebie. Po tej scenie Ratatuj zaraz się kończy. Nie pozostaje nic innego jak włączyć go ponownie, by właśnie w taki sposób spojrzeć pozostałym postaciom w oczy.

Uważam również, że od strony czysto technicznej – tj. plastyki obrazu, faktur przedmiotów, stylizacji postaci czy płynności ruchów – Ratatuj jest jak dotąd największym osiągnięciem Pixara.

b

MIEJSCE 8.

Iniemamocni (2004) 8/10

Po sukcesie Stalowego gigant Brad Bird przeszedł do Pixara, gdzie zrealizował swój autorski scenariusz – inspirowaną superbohaterskimi komiksami opowieść o rodzinie Iniemamocnych. Cała historia jest ładnie wpleciona w amerykański, powojenny pejzaż. Podobnie jak w Watchmenach nagle znika zapotrzebowanie na bohaterów, obdarzonych nadludzkimi siłami. Pan Iniemamocny staje się więc panem Parrem, anonimowym pracownikiem jednej z wielkich korporacji. Żeni się z Helen, także dawną superbohaterką. Największą siłą Iniemamocnych są doskonałe, wielowymiarowe portrety psychologiczne postaci. Bird wspaniale umie wyrazić ich emocjonalny stan dzięki ulokowaniu ich w przestrzeni. Takie są szczególnie kadry, gdy widzimy pana Iniemamocnego ledwo mieszczącego się w ciasnym, małym samochodziku czy w momencie gdy siedzi w pracy przy niewygodnym biurku. Iniemamocni to nie tylko przebojowe, pędzące na złamanie karku sceny akcji, ale również niebanalna opowieść o rodzinie i spoczywającej odpowiedzialności na każdym z jej członków.

Chyba też żaden inny moment w kinie superbohaterskim nie wyraża tak celnie natury herosa, jak ten gdy pani Parr krzyczy z trybun do swojego syna, biorącego udział w biegach, by zwolnił i nie zdradził swoich nadnaturalnych możliwości. Bo sukcesem jest czasem zająć drugie miejsce. Wielkie, ważne kino, zjadające wszystkie produkcje Marvela na śniadanie.

b

MIEJSCE 7.

Dawno temu w trawie (1998) 9/10

Jeden z najmniej docenianych filmów Pixara. Bardzo niesłusznie. Dawno temu w trawie w twórczy sposób wraca do fabularnego schematu znanego z Siedmiu samurajów czy Siedmiu wspaniałych. W przypadku Pixara nie mogło to być oczywiście proste przełożenie 1:1. W filmie Lassetera najwiażniejszym bohaterem nie jest jeden z pozornych wybawców, ale ekscentryczna mrówka. Wielkim osiągnięciem Pixara jest to, że każdemu mieszkańcowi i mieszkańce mrowiska nadał indywidualne cechy. Ten film żyje na każdym planie. Wszystko w nim doskonale działa. Mamy magnetycznego przeciwnika Hoppera ze swoją dziwaczną bandą, barwną kłótliwą grupę cyrkowców. Między każdym z jej członków jest chemia, to postaci zadziorne i charakterne. Nieświadome w jak poważny konflikt wplątały się. Tak samo mrówki nie wiedzą z kim tak na prawdę mają do czynienia. Nieporozumienie w końcu musi zostać rozwiązane, w bolesny sposób dla obu stron. Na tej płaszczyźnie Dawno temu w trawie jest niezwykle interesujące. To jak obie strony się ze sobą porozumiewają, jak mimo sprzecznych interesów w paradoskalny sposób dogadują się. Bardzo mocnym dramatycznym momentem jest ten, gdy Flik orientuje się, że po raz kolejny zawalił. Jak wspaniale to napisana historia!

W kilku epizodach pojawia się chciwa pchła, śpiewająca zabawną piosenkę o “Worze złota”. To jedna z najśmieszniejszych postaci jakie przewinęły się przez filmy Pixara. Dawno temu w trawie jest rewelacyjne, nieco słabsze od trylogii Toy Story, ale i tak to praktycznie nieosiągalny poziom dla współczesnej jankeskiej animacji. Zapomniany wielki film.

Na zawsze w pamięci pozostała mi metaforyczna opowieść o kamyczku, którą Flik opowiada młodej Dorze i chwila, gdy w ostatecznej konfrontacji mrówek z konikami polnymi główny bohater występuje z szeregu i sprzeciwia się potężnemu Hopperowi. Przy każdym seansie jestem również wstrząśnięty, gdy ciężko zbierane przez mrówki nasiona spadają w przepaść.

b

MIEJSCE 6.

W głowie się nie mieści (2015) 9/10

To chyba najbardziej skomplikowany film w historii studia. Nie dziwne, że jego pomysłodawcą był odpowiedzialny również za Potwory i spółka Pete Docter. W głowie się nie mieści pod względem kreacji świata przedstawionego jest jeszcze bardziej fascynujące. Przedstawienie w jaki sposób funkcjonuje ludzki umysł, mimo oczywistych uproszczeń, jest przekonujące i niebanalne. We W głowie się nie mieści nawet nie chodzi o perypetie bohaterów, oni są przede wszystkim pretekstem dla Doctera, by przemierzyć umysł Riley w dłuż i wszerz. Każda kolejna lokacja jest jeszcze bardziej pomysłowa, a wszystkie razem są ze sobą w przemyślany sposób połączone. Całość jest logiczna i prawdopodobna. Dodatkowo W głowie się nie mieści ma kilka scen, w trakcie których po grzebiecie przechodzi dreszcz (szczególnie mam na myśli fragment, gdy w tle słyszymy kompozycję „We Can Still Stop Her”). Docter idealnie uderza we wszystkie struny. Wątek ludzki jest szczerze wzruszający i emocjonujący. Rodzinne kłótnie, przeprowadzka, rozstania z przyjaciółmi, depresja, rozczarowanie codziennością. Chyba każdy to kiedyś przeżył. W tych partiach animacja Doctera rozegrana jest na podobnych rejestrach jak Toy Story.

Do W głowie się nie mięście aż chce się wracać, by układać sobie ten świat ponownie, by odkrywać kolejne zależności, by zagłębiać się w umyśle Riley. Dlaczego 9/10? Ponieważ uważam, że tym razem Pixar delikatnie przekroczył granicę i ten film już nie jest dla najmłodszych. Nie pod względem tematyki czy jakiejkolwiek drastyczności, ale na czysto narracyjnym poziomie. To historia zbyt skomplikowana, w której maluchy się pogubią. W porównaniu z Wall-E’im, Potworami i spółka czy Toy Story wiodący bohaterowie nie są aż tak interesujący – mam na myśli pięć emocji. Radość i Smutek rzeczywiście łączą poważniejsze relacje . Jednak pozostała trójka jest jakby dodatkowo, nie wydaje się być konieczna. Gniew, Niesmak i Strach głównie mają wywoływać śmiech, to przede wszystkim nośniki sytuacyjnego humoru (niewątpliwie na wysokim poziomie). Uważam jednak, że Docter mógł nieco więcej nam o tych postaciach powiedzieć.

RECENZJA „INSIDE OUT”

b

MIEJSCE 5.

Potwory i spółka (2001) 10/10

Pod względem koncepcyjnym Potwory i spółka są obok tegorocznego W głowie się nie mieści najbardziej skomplikowanym filmem Pixara. Nic dziwnego – za obie animacje odpowiada ten sam reżyser. W Potworach i spółka w takim samym stopniu chodzi o konflikt charakterów, utrzymany w duchu amerykańskiego kina kumpelskiego, jak również o samą przestrzeń po której poruszają się bohaterowie. Samo przemieszczanie się po tym świecie jest fascynujące, rozglądanie się po otoczeniu i wychwytywanie z niego kolejnych dziwadeł. Jeśli Pixara utożsamiamy z oryginalności, niekonwencjonalnością, świeżością, złożonością postaci i przedstawionego świata to właśnie tym są Potwory i spółka. To również wspaniała zgrywa z horroru, którego mechanizmy zostają niebanalnie obnażone. Docter z ogromną wprawą korzysta chyba ze wszystkich metod i zagrywek kojarzonych z tym gatunkiem. Reżyser zręcznie bawi się tymi schematami, nawet w pewien sposób rewolucjonizuje horror. Tym razem człowiek jest obcym w świecie potworów. Zawsze jest odwrotnie.

Potwory i spółka to jedno z największych osiągnięć studia i prawdopodobnie obok Toy Story najbardziej znana ich marka. Film Doctera można analizować na siódmą stronę, interpretować nie tylko w kluczu gatunkowym, ale również społecznym, politycznym czy nawet ekonomicznym. Obraz Doctera posiada również niesamowitą puentę – najlepszą nie tylko w historii Pixara, ale chyba generalnie współczesnej animacji dziecięcej.

W tym samym roku co Potwory i spółka powstał też bardzo dobry Shrek, który wygrał Oscara w kategorii najlepsza animacja pełnometrażowa (był to pierwszy rok gdy przyznawali tę nagrodę). Wydaje mi się jednak, że Pixar był lepszy. Choćby dlatego, że w jego filmie była Boo.

W-107: ??????????????????????WALL???E

MIEJSCE 4.

Wall-E (2008) 10/10

Andrew Stanton zdecydował się na niezwykle odważny ruch i ograniczył do absolutnego minimum ilość wypowiadanych słów. To niespotykana sytuacja jak na film dedykowany głównie dzieciom, przyzwyczajonych do gadatliwych, ekspresyjnych postaci i przejrzystej werbalnej narracji. Pixar poszedł pod prąd i wygrał. Rozgrywająca się na Ziemi część filmu jest mistrzostwem reżyserii. Stanton doskonale opowiada obrazem, wprowadza zabójczo inteligentny humor. Romantyczny wątek między tytułowym bohaterem a EVĄ wygrywa na subtelnie wyrażanych emocjach i detalach. Wszystko to otoczone jest spektakularną wizją zniszczonej planety. Od zardzewiałych ważących setki ton kontenerowców i rozpadających się wieżowców, po kostkę rubika czy paletkę do ping-ponga zatopionych w stertach gruz. To skończona, kompletna wizja.

Druga połowa filmu, znacznie dynamiczniejsza i bogatsza w akcję, jest niemniej dobra. Dzięki niej Stanton wprowadza szereg ważnych, wręcz palących tematów. Coraz bardziej dla nas aktualnych. Wall-E w swoim przesłaniu sięga daleko poza narzucający się początkowo proekologiczny wymiar. Jest wyczerpującą refleksją nad kondycją człowieka i ostrzeżeniem do czego jest zdolny. Film Pixara dodatkowo zdobią odwołania do klasyki gatunku, ale ta intertekstualna gra jest jedynie szczegółem.

Wall-E w niebanalny sposób przetwarza biblijną symbolikę, zmieniając proporcję i odwracając znaczenia. Animacja Stantona to arcydzieło warte wszystkich nagród świata. Mój ulubiony film science-fiction.

b

MIEJSCA 3., 2., 1.

Toy Story  10/10

Toy Story 2 10/10

Toy Story 3 10/10

To najwybitniejsza trylogia w historii kina. Nie potrafię tych animacji potraktować osobno, nie potrafię również wybrać najlepszej z nich. Nie umiem też przy ich opisie pozbyć się osobistego tonu. Toy Story jest dla mnie filmem założycielskim. Filmem, który ukształtował mnie jako widza. Właśnie na filmie Lassetera byłem po raz pierwszy świadomie w sali kinowej. Na początku fascynowała mnie sama strona wizualna, zabawna ekspresywność postaci i przebojowe sceny akcji. Nie zagłębiałem się specjalnie o czym te postaci mówią, kim są. Żaden inny film nie sprawiał mi tyle dziecięcej frajdy. W Toy Story dostarcza jej choćby scena, gdy plastikowe żołnierzyki przeprowadzają akcję, by relacjonować jakie prezenty dostaje Andy. W Toy Story 2 przejazd przez kolorową “Halę z zabawkami Ala”. W Toy Story 3 otwierający film pościg za Panem Bulwą. To przede wszystkim trzy wspaniałe filmy dla dzieci. Chyba każdy ma gdzieś w sobie jeszcze pierwiastki tej dziecięcej naiwności (niezwykłości?), dzięki której w wyobraźni ożywiał swoje zabawki. Momentalnie związałem się z tą serią, bo opowiadała o mnie. Na wykładzinie w moim pokoju było podobnie tłoczno, jak u Andy’ego.

Z czasem wyrastałem z kolekcjonowanych zabawek, zanosiłem je do piwnicy. Część na pewno wyrzuciłem do śmieci, reszta gdzieś przepadła. Pozostałe ukrywałem przed starszymi kolegami, którzy zaczynali przenosić się na pecety. Tradycyjne zabawki stawały się passé. Jednak równolegle do tego procesu coraz wyżej ceniłem filmy Pixara. Zauważałem, że to nie przypadkowi bohaterowie, ale to symbole, postaci wyciągnięte z historii kina. Jak niezwykła jest sekwencja, gdy nowoczesny Buzz zaczyna zyskiwać popularność wśród zabawek Andy’ego i spychać na dalszy plan szeryfa Woody’ego. W ten sam sposób innowacyjny Pixar wyprzedził wciąż klasycznego Walta Disneya. Zacząłem coraz wyraźniej słyszeć jak niesamowite są w tych filmach dialogi – iskrzące od błyskotliwych ripost, wielokrotnie do bólu wzruszające. Może najpiękniejszy jest ten gdy główni bohaterowie uwięzieni są u Sida. Wtedy Woody tłumaczy Buzzowi, że jest kimś wyjątkowym. Może najwybitniejszą sceną jest ta w Toy Story 2, gdy szeryf jest naprawiany przez restauratora zabawek. Zawsze utożsamiałem tego starszego pana z Pixarem. Studiem, które realizuje swoje filmy właśnie z tak ogromną precyzją. Może najważniejsza jest chwytająca za serce piosenka Jessie o rozstaniu z Emily?

Do tej pory nie otworzyłem całkowicie oczu po końcówce Toy Story 3 gdy Cieńki, państwo Bulwa, Jessie, Buzz, Rex i Woody chwytają się za ręcę i spoglądają śmierci prosto w twarz. Na tą chwilę jest to punkt kulminacyjny w mojej biografii kinomana. To chyba z niego spoglądam na cały pozostały dorobek X Muzy.

Ostatnio dodane