Publicystyka filmowa
Redakcyjne TOP 5. Osobiste listy NAJLEPSZYCH filmów 2021 roku
Które filmy 2021 roku znalazły się w naszych TOP 5?
Poznaliście już wyniki Złotych Krabów, a teraz przyszedł czas na nasze osobiste listy najlepszych filmów 2021 roku. Do którego z TOP 5 jest wam najbliżej? Czy zgadzacie się z naszymi wyborami?
Filip Pęziński
1. Spider-Man: Bez drogi do domu – może to nieco kontrowersyjny wybór najlepszego filmu roku, ale skoro osobiste top, to osobiste, a najnowszego Spider-Mana widziałem już w kinie dwa razy. Za każdym razem klaszcząc, śmiejąc się w głos, płacząc. To nie tylko jeden z najlepszych blockbusterów Marvela, ale też rewelacyjny film o Spider-Manie (którego jestem ogromnym fanem w każdym medium) i przepiękne podsumowanie 20 lat tej postaci na wielkim ekranie.
2. tick tick… BOOM! – pełen energii musical, który przy okazji jest rewelacyjnym filmem biograficznym o legendzie Broadwayu, przepięknym portretem Nowego Jorku i epoki oraz – chyba przede wszystkim – oryginalnym i angażującym dziełem o kryzysie związanym z wchodzeniem w czwartą dekadę życia. Sam w listopadzie tego roku skończę 30 lat i już słyszę ten tykający nad głową zegar, więc film uderzył we mnie z podwójną siłą. W S P A N I A Ł Y Andrew Garfield!
3. Ostatniej nocy w Soho – wizualny majstersztyk w ramach znakomitego przedstawiciela nowoczesnego horroru. Rewelacyjne kino o okrutnym dla kobiet świecie. Genialna Thomasin McKenzie w centrum uwagi, nie mniej charyzmatyczni Matt Smith i Anya Taylor-Joy na drugim planie. Piękna rzecz. Dla takich filmów warto ratować kina.
4. Malcolm i Marie – z lockdownego przypadku Sam Levinson tworzy film, o którym pamiętać będę latami. Znakomicie napisana historia oparta na rozmowie kobiety i mężczyzny. Ujmująca wizualnie perełka. W końcu rewelacyjny pojedynek aktorski między doskonałymi Zendayą i Johnem Davidem Washingtonem. Gorzka opowieść o ludzkich relacjach, intymnych niedoskonałościach i współczesnym Hollywood.
5. Obiecująca. Młoda. Kobieta – pełne energii, oryginalne i uciekające od banałów kino zemsty, które pokazuje, że thriller wciąż może być świeży. Rewelacyjny film ery #MeToo.
Przemysław Mudlaff
1. Psie pazury – poetycki, duszny i pełen tajemnic dramat psychologiczny rozpisany na czterech aktorów, w którym Campion z niezwykłą wręcz precyzją prowadzi widza przez etapy bezwzględnej gry o dominację. Pełen emocji, pięknych pejzażów Montany (którą zagrała Nowa Zelandia), niepokojącej muzyki Jonny’ego Greenwooda i fantastycznych występów Cumberbatcha, Plemonsa, Dunst i Smita-McPhee film Psie pazury to proste, acz wyrafinowane dzieło i najlepsza rzecz od Jane Campion od 1993 roku, czyli premiery Fortepianu.
2. Aida – to jeden z najokrutniejszych, najmroczniejszych i najbardziej trzymających za gardło filmów 2021 roku, chociaż jego reżyserka bynajmniej nie epatuje brutalnością, przemocą i krwią. Jasmila Žbanić przez pryzmat jednostki opowiada o największej masowej zbrodni w Europie od czasu II wojny światowej, a więc masakrze w Srebrenicy z lipca 1995 roku. W oczach odtwórczyni tytułowej roli Jasny Đuričić urodzona w Sarajewie autorka gromadzi ból, dezorientację, niezrozumienie, strach, frustrację wszystkich żon i matek, które ponad 25 lat temu straciły mężów oraz dzieci i które nie są w stanie usunąć ze swojej pamięci najstraszliwszych obrazów wojny. Aida to kino ważne, poruszające, porażające, traumatyczne i terapeutyczne, które w moim przekonaniu powinno stać się „lekturą” obowiązkową dla uczniów szkół średnich na całym świecie.
3. Sound of Metal – niezwykły debiut Dariusa Mardera, który zachwycił mnie dojrzałością i umiejętnościami (dźwiękowy majstersztyk) jego twórców. Kino o stracie, bólu, cierpieniu, ale wreszcie też o samoakceptacji, z rewelacyjną rolą Riza Ahmeda i Paula Raciego.
4. Na rauszu – podczas seansu tego filmu czułem się, jakbym wielokrotnie się upijał. Za każdym razem jednak inaczej. Raz więc byłem na wesołym rauszu, potem na smutnym, jeszcze później byłem zły, a na końcu miałem dziwnego kaca. Zakończenie produkcji Thomasa Vinterberga wciąż siedzi mi w głowie. Do dziś zastanawiam się, jak u licha odczytywać ten wspaniały finałowy taniec Madsa Mikkelsena. Ogromne emocje + techniczna precyzja + wspaniała gra aktorska = wielkie kino.
5. Diuna – za każdym razem, gdy przygotowuję osobiste topy, gospodaruję jedno miejsce dla najlepszego w danym roku blockbustera. W 2021 najlepszą superprodukcją była dla mnie Diuna, której mocno wyczekiwałem od czasu, gdy tylko ogłoszono, że Villeneuve zajmie się jej realizacją. Moje oczekiwania i jednocześnie obawy rosły z każdym dniem do odkładanej co chwila premiery. Wreszcie się pojawiła. Z podniesioną głową triumfalnie przeszła przez kina. Diunę Villeneuve’a obejrzałem już trzy razy i każdy z tych seansów całkowicie mnie pochłaniał, oczarowywał, intrygował. Cieszę się, że legendarna powieść Franka Herberta znajduje się w rękach Kanadyjczyka, i cierpliwie czekam na więcej!
Wyróżnienia: Zielony rycerz. Green Knight, Lamb, Obiecująca. Młoda. Kobieta, Licorice Pizza
Gracja Grzegorczyk
1. Titane – na tle innych produkcji Anno Domini 2021 ta wyróżnia się na praktycznie każdym z możliwych filmowych poziomów, opowiadając przedziwną historię o różnych związkach: dwojga ludzi, rodzica i dziecka oraz zupełnie obcych osób.
Przy tym w przepiękny wręcz sposób nawiązuje do twórczości Davida Cronenberga. To rodzaj katartycznego przeżycia filmowego, które wbije się w mózg widza niczym seria niepokojących obrazów i zostanie z nim na dłużej. Jeśli widzieliście trailer filmu, to tak naprawdę nic nie widzieliście. Kocham miłością od pierwszego wejrzenia i stwierdzam, że film zasłużenie wygrał Złotą Palmę na festiwalu w Cannes.
2. Legion Samobójców: The Suicide Squad – jedni powiedzą, że to tania rozrywka dla spragnionych wrażeń po pandemii widzów, dla mnie absolutne zaskoczenie ubiegłego roku, pokazujące, że James Gunn, czego się nie dotknie, potrafi zamienić w przysłowiowe złoto. I choć część żartów była absolutnie toporna i na poziomie dowcipasów rodem z liceum, mimo wszystko bawiłam się znakomicie. Dużo lepiej niż na większości ostatnich produkcji Marvel Cinematic Universe. Plus David Dastmalchian to absolutny filmowy kocur, który błyszczy w każdej minucie filmu, w jakiej się pojawia.
3. Nikt – kolejne zaskoczenie roku 2021, choć nie jest to film z tzw. górnej półki. Wydawać by się mogło, że w temacie kina à la John Wick nie da się powiedzieć nic więcej, jednak reżyser Ilya Naishuller w zgrabny sposób żongluje filmowymi kliszami, nawiązując nawet do takiego klasyka jak Życzenie śmierci. Ale w przeciwieństwie do poprzednich filmów tego typu produkcja tworzy zupełnie nową jakość, nie stając się przy tym kopią z kopii swoich poprzedników. Nie zapominajmy też o odtwórcy głównej roli, Bobie Odenkirku, który dzięki dwuletniemu treningowi wie, jak na poważnie skopać tyłki złym facetom.
4. Psie Pazury – Jane Campion w wielkim stylu wraca po ponad dekadzie nieobecności na stołek reżyserki i serwuje nam historię petardę, choć przez dwie godziny seansu na pozór nie dzieje się zbyt wiele. Fenomenalne aktorstwo, świetnie napisana historia z emocjonującym finałem i bohaterami, którym albo się współczuje, albo których się nienawidzi. Jeżeli Benedict Cumberbatch nie dostanie chociaż nominacji do Oscara, znów się pogniewamy z Akademią.
5. Obiecująca. Młoda. Kobieta – bardzo ambitny pomysł przerodził się w niespodziewany debiut filmowy, który zostawił mnie po seansie ze szczęką na podłodze. Jeżeli ktokolwiek twierdzi, że kobiety nie stanowią ofiar nie tylko uprzywilejowanych mężczyzn, ale i całego patriarchalnego systemu, który daje więcej aprobaty oprawcom, aniżeli pozwala mówić ofiarom – niech koniecznie obejrzy ten film. Produkcja to emocjonalny rollercoaster ze świetnymi rolami aktorskimi, próbująca przetworzyć na ekranie traumę, której doświadcza wiele kobiet. Pozycja obowiązkowa do obejrzenia.
Wyróżnienie dla dokumentu Val
Mariusz Czernic
Obiecująca. Młoda. Kobieta, Psie pazury i Nikt – tytuły wyróżnione przez poprzedników – także przypadły mi do gustu. Jednak aby uniknąć powtórzeń, wyróżnię pięć innych filmów:
1. Susza – australijski kryminał ujęty w historię o małej społeczności farmerskiej, gdzie pod twardą, suchą ziemią poukrywane są bolesne wspomnienia, wstydliwe sekrety, perfidne kłamstwa. Nieśpieszne, ale ekscytujące dzieło, atrakcyjne wizualnie i bardzo mądrze korzystające z klisz gatunkowych.
2. Yakuza i rodzina – przygnębiający obraz upadku japońskiej mafii. Początkowo jest dynamiczny i brutalny, ale w pewnym momencie zmienia się w melancholijną opowieść o porażkach i rozczarowaniach, przede wszystkim zaś o zmierzchu epoki.
3. Ostatniej nocy w Soho – fascynujący sen-koszmar, który przenosi widza do lat 60., ukazując zarówno ich bajkowość, jak również mroczną stronę. Świetne kreacje na pierwszym i drugim planie, nade wszystko jednak kapitalne sekwencje łączące pomysły wizualne ze szlagierami lat 60. (Downtown, You’re My World).
4. Nowiny ze świata – pierwszy western z udziałem Toma Hanksa. W duchu bardzo klasyczny, przywodzący na myśl klimat starych westernów i przez to wyglądający pięknie na tle dzisiejszej kinematografii (warto wspomnieć, że za stronę wizualną odpowiadał Dariusz Wolski). Nastrojowa, dająca do myślenia opowieść o podróży wraz z ciężkim bagażem doświadczeń, której celem jest odpokutowanie za grzechy przeszłości.
5. Wykopaliska – poszukiwanie skarbów ukazane bez klisz typowych dla kina przygodowego. Film realistyczny, czerpiący pomysły z życiorysów prawdziwych ludzi i oddający sprawiedliwość tym, którzy nie doczekali się uznania za życia. Odkrycie anglosaskiej łodzi z VII wieku, dokonane w 1939, stało się pretekstem do opowiedzenia nostalgicznej historii o nieuchronności śmierci.
Tomasz Raczkowski
1. Diuna– przede wszystkim świetnie wykreowany świat sagi Franka Herberta. Chropowaty, organiczny, wiarygodny i dopracowany. To wstęp, więc ma za zadanie rozrysować zasady gry i planszę. I to właśnie robi – zachęca, wciąga, wprowadza. I to jak.
2. Jinpa – wspaniała tybetańska perełka, jeden z najbardziej transowych filmów roku, który ogląda się jak szkatułkę, z której po kolei wychodzą kolejne fragmenty, możliwości i znaczenia. Wyrafinowanej warstwie semantycznej towarzyszy wysmakowana formuła, łącząca sprane kolory z czernią i bielą, impresyjny montaż z surowym realizmem i zwyczajność z wręcz malarsko skomponowanymi kadrami. Film podróż.
3. Cząstki kobiety – autoadaptacja spektaklu Kornela Mundruczó może nie ma tej siły dramaturgicznej, co wersja sceniczna, ale za to pozwala wniknąć głębiej w doświadczenie bohaterki. Film o stracie dziecka i próbie życia dalej pomimo tego to przede wszystkim popis Vanessy Kirby, wynoszącej film na wyższy poziom.
4. Berlin Alexanderplatz – świetna współczesna adaptacja powieści Alfreda Doblina dowodzi zarówno potencjału społecznego komentarza zawartego w niemal stuletniej powieści, jak i daje przykład, jak kreatywnie wykorzystywać klasyczne tropy do opowieści o współczesności. Berlin Alexanderplatz to monumentalna, zachwycająca audiowizualnie refleksja nad współczesną Europą, nękaną przez nierówności, tworzoną coraz bardziej przez migrantów i mierzącą się ze swoimi mrocznymi cieniami.
5. Gunda – moralitet, który moralitetem nie jest. Film Kossakowskiego to wspaniała wycieczka w świat zwierząt i próba dotknięcia ich mikrokosmosu. Rewelacyjnie skomponowana z czarno-białych kadrów Gunda otwiera drzwi, za którymi chowamy niewygodną świadomość, i każe się nam skonfrontować z rzeczami, o których wolimy nie myśleć. A że robi to tak pięknie, to trudno odmówić.
Łukasz Budnik
1. Ostatniej nocy w Soho – stylowe, intrygujące, świetnie zagrane. Przyznam, że wcześniejsze filmy Wrighta rozmijały się z moim gustem, ale ten wciągnął mnie od razu. Kapitalny, KAPITALNY soundtrack i jego połączenie z obrazem; wszystkie sceny z lat 60. to filmowe złoto.
2. Spider-Man: Bez drogi do domu – o ile Soho to mój ulubiony zeszłoroczny film, o tyle w kategorii parku rozrywki (pozdrowienia dla Martina Scorsesego) najnowsza część przygód Spider-Mana nie ma sobie równych. Czysta radość, karuzela emocji i morze ekscytacji.
3. Diuna – zapowiedzi nie kłamały. Wielkie widowisko, które zachwyca skalą i projektem świata. Najlepszy soundtrack Hansa Zimmera od lat i rewelacyjna obsada. Rebecca Ferguson jest tu wspaniała.
4. Ojciec – umieszczam go na liście ze względu na to, że w Polsce zadebiutował dopiero w 2021 roku. Film, który przeraża bardziej niż niejeden horror, niezwykły formalnie, miejscami dojmująco smutny, z absolutnie wybitną rolą Anthony’ego Hopkinsa.
5. Malcolm i Marie – bardzo lubię filmy oparte na dialogach, a ten mnie nie zawiódł – z ciekawością śledziłem kolejne etapy kłótni tytułowej pary, ciesząc się znakomitym aktorstwem i pięknymi zdjęciami, rewelacyjnie wykorzystującymi zamkniętą przestrzeń.
Krzysztof Nowak
1. Psie pazury – po 12 latach od wydania swojego ostatniego filmu Jane Campion powraca w glorii i chwale z prawdziwą perełką. Udostępniony na Netfliksie film to wysmakowany antywestern, którego niespieszna narracja co jakiś czas pokazuje nam nieznaczne gesty czy rzucane ukradkiem spojrzenia bohaterów, by ostatecznie nadać im zupełnie inny kontekst.
2. Minari – lubię pozwalające się wyciszyć dramaty rodzinne i dokładnie takich odczuć dostarczył mi seans Minari. Przepięknie sfilmowana przyroda, spokojna, wprowadzająca w stan ukojenia muzyka i historia koncentrująca się na walce o samospełnienie i odnalezienie własnej tożsamości na obcej ziemi – a wszystko po to, by wypełnić nasze serce przyjemnym ciepłem.
3. Ostatniej nocy w Soho – jako miłośnik twórczości Edgara Wrighta na jego kolejne dzieło czekałem jak na szpilkach i z przyjemnością stwierdzam, że spełniło moje oczekiwania. Audiowizualnie zachwyca na każdym kroku, scenariuszowo uderza w czułe struny, a przy tym wpisuje się w trwającą obecnie społeczną dyskusję. To ten rodzaj koszmaru, z którego paradoksalnie nie chcemy się wybudzić.
4. Aida – mało rzeczy w tym roku równie mocno trzymało mnie za gardło co przełożenie masakry w Srebrenicy na język filmowy. Produkcja oddaje chaos miejsca stającego się niespodziewanie skupiskiem ogromnej grupy ludzi, jednocześnie na każdym kroku podkreślając niepokój i zagubienie przyszłych ofiar. To poruszająca opowieść o nieuchronnie nadciągającej tragedii, której jednak można było zapobiec; świadomość tego zawiesza jeszcze większy ciężar na naszym sercu. Zaryzykuję stwierdzenie, że seans obowiązkowy dla każdego – w ramach przypomnienia i przestrogi.
5. Zielony Rycerz. The Green Knight – jak pokazały inne adaptacje, legendy arturiańskie niekoniecznie muszą być wdzięcznym tematem do przeniesienia na ekran. A jednak – David Lowery wyszedł z zadania obronną ręką i zaprezentował nam rzeczywistość zawieszoną pomiędzy jawą a snem. Stworzona przez niego baśń pozwala delektować się zapierającymi dech w piersiach panoramami, wyprawiając nas w podróż nie do jądra ciemności, lecz głębi serca głównego bohatera, próbującego udowodnić sobie i innym własną rycerskość.
Reinterpretacja i ukłon w stronę poematu zarazem.
Rafał Donica
1. Ron Usterka – dawno się tak nie uśmiałem na animacji! Pierwsza połowa Rona Usterki to istna karuzela śmiechu – humor sytuacyjny i słowny w wykonaniu uszkodzonego Bomblobota Rona potrafi zafundować naprawdę solidny masaż przepony. To z jednej strony całkiem poważny film o prawdziwej przyjaźni w dobie social mediów, a z drugiej prawdziwa kopalnia zabawnych tekstów, w czym zasługa polskiego dubbingu z jajem, jakiego nie słyszałem bodaj od pierwszego Shreka. Ron Usterka ma niebanalną fabułę z przesłaniem, przestrogą i morałem, szczególnie dla młodego pokolenia (uzależnienie od lajków i udostępniania wszystkiego wszystkim). Jeśli ktoś jeszcze nie widział, a moja rekomendacja mu nie wystarcza, niech zerknie na oceny tej animacji na Rotten Tomatoes (certyfikat świeżości) czy IMDb.
2. Nie czas umierać – to zaraz za, albo i obok, Casino Royale najlepszy jak dla mnie film z serii 007, a Daniel Craig najlepszy (zaraz za Connerym lub obok niego) najlepszy Bond ever. Film, pełen zwrotów akcji i emocjonalnych momentów, mimo długiego czasu trwania (to przypadkiem nie najdłuższy Bond?) wciągnął mnie tak, że nawet przereklamowany Rami Malek nie dał rady popsuć tego świetnego widowiska. Tak kapitalnie nakręconych, buzujących adrenaliną strzelanin nie znajdziemy w całej historii serii, a finał z króliczkiem wetkniętym za szelkę zakręcił mi w oku naprawdę sporą łezkę. Aż bym chciał, żeby Craig wzorem naszego Tomasza Adamka za kilka lat znowu powrócił na ring i odbył kolejną pożegnalną walkę…
3. Matrix Zmartwychwstania – nie ma sensu, żebym drugi raz się produkował, bo pisałem o Zmartwychwstaniach na stronę FILM.ORG.PL dosłownie kilka dni temu. Jeśli zatem chcecie dowiedzieć się, dlaczego trzeci sequel Matrixa spodobał mi się tak bardzo, że aż trafił do mojego Top 5 za rok 2021, odsyłam do mojego felietonu, zatytułowanego nomen omen A mnie się NOWY MATRIX bardzo PODOBA.
4. Mitchellowie kontra maszyny – Netflix ma, jak wiadomo, bardzo nierówny poziom swoich produkcji, gdzie niczym w sinusoidzie filmy znakomite przeplatają się z produkcjami po prostu złymi. Mitchellowie kontra maszyny należą do tej pierwszej grupy, a wręcz do jej najznamienitszych reprezentantów. Podobnie jak w Ronie Usterce film pod płaszczykiem zwariowanej przygody pełnej szalonego humoru ukrywa krytykę przerażającej zmory naszych czasów, czyli mediów społecznościowych i ludzi z nosami schowanymi w smartfonach. Obłędna animacja, zwariowana narracja, świetnie nakreślone sylwetki bohaterów i ponadczasowe przesłanie, że rodzina jest najważniejsza – wszystko to sprawia, że seans upływa pod znakiem fantastycznej rozrywki z morałem. Na Rotten Tomatoes niemal najwyższe noty i certyfikat świeżości!
5. Wszyscy święci z New Jersey – a to ci niespodzianka, filmowy prequel serialu Rodzina Soprano, który przez krytyków i widzów został przyjęty z umiarkowanym entuzjazmem, bardzo mi przypadł do gustu. Film Alana Taylora, twórcy takich fuckapów jak Thor: Mroczny świat i Terminator: Genisys, co jest dość nędzną rekomendacją, tym razem nakręcił naprawdę zaskakująco dobry film w klimatach gangstersko-mafijnych. Co więcej, utrzymany jest on w stylistyce dzieł Martina Scorsese, nie sprawiając jednocześnie wrażenia tandetnego papugowania po mistrzu. Poza świetną kreacją Alessandro Nivoli, występami Raya Liotty i Johna Bernthala (ci dwaj zawsze w formie), jako wisienka na torcie syn nieodżałowanego Jamesa Gandolfiniego, Michael, w bardzo udanej roli nastoletniego Tony’ego Soprano.
Powiem Wam, że niesamowite podobieństwo syna do ojca (szczególnie te szczwane oczka) i ogólna atmosfera filmu sprawiły, że naprawdę żałuję, że Wszyscy święci z New Jersey nie są pilotem nowego serialu.
