Publicystyka filmowa
Fikcja w fikcji, czyli ZMYŚLONE filmy i seriale w… prawdziwych filmach i serialach
ZMYŚLONE to fascynująca podróż po fikcyjnych filmach i serialach w dziełach, które znasz. Odkryj, jak rzeczywistość splata się z wyobraźnią!
Wkraczając do świata kinematografii, zwłaszcza fabularnej, wkraczamy tym samym do świata fikcji. Zawieramy z twórcami swoisty pakt nadawczo-odbiorczy: „Kochani widzowie, szanowne widzki – na ekranie wydarzają się zmyślone historie, a wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe (albo i nie jest)…”. Choć zdarza się, że nasi bohaterowie obcują z dziełami znanymi również nam (kto nie oglądał fragmentów Casablanki wraz z bohaterem Allenowskim na kadrach Zagraj to jeszcze raz, Sam, ten nie wie, co to znaczy wzruszać się i dzielić doświadczenie filmowe z postacią fikcyjną, a polecam).
Jednak czasem twórcy postanawiają sfabrykować również filmy i seriale ze świata swoich bohaterów – tworzą w ten sposób swoje małe osobne uniwersum. Choć to dość stary zabieg, jeśli chodzi o inne sztuki. Poniżej przedstawiam listę fikcyjnych filmów i seriali, które najbardziej zapadły mi w pamięć.
Anioły o brudnych duszach (Kevin sam w domu, reż. Chris Columbus, 1990)
„Bierz dupę w troki i zjeżdżaj stąd, zanim nafaszeruję cię ołowiem…” – okołoświąteczne oglądanie Kevina z lektorem w telewizji na stałe wprowadziło już to zdanie do słowniczka kultowych tekstów filmowych. Jednak po nastym seansie ulubionego amerykańskiego filmu familijnego Polek i Polaków wielu z nas niekoniecznie jest świadomych tego, że film noir Anioły o brudnych duszach, który Kevin ogląda na VHS-ie w wigilijny wieczór, tak naprawdę w rzeczywistości nie istnieje. Chris Columbus zdecydował się sparodiować scenę strzelaniny z nominowanego do Oscara kryminału Michaela Curtiza z 1938 roku pt.
Aniołowie o brudnych twarzach. Gangsterzy Johnny i Snakes w kultowej scenie „faszerowania ołowiem” są do bólu stereotypowi: swoją mimiką, przerysowanym akcentem czy kostiumami (zwłaszcza zestaw prochowca, kapelusza i papierosa à la Bogart). Podobnie scenografia zadymionego biura detektywistycznego wyposażona w charakterystyczne żaluzje, tworzące klimatyczny światłocień. Również jakość obrazu wskazuje raczej na produkcję sprzed minionych dekad… Trzeba przyznać, że twórcy Kevina samego w domu są wyjątkowo zdolnymi fabrykantami i niejednego widza udało im się jak dotąd nabrać.
Film w reżyserii Guida Anselmiego (Osiem i pół, reż. Federico Fellini, 1963)
Wśród fikcyjnych filmów zdarzają się również takie, które nie zdążyły nigdy powstać. Należy do nich chociażby wielka produkcja cenionego włoskiego reżysera Guida Anselmiego (Marcello Mastroianni), którego do życia w świecie przedstawionym Osiem i pół powołał równie znany włoski filmowiec – Federico Fellini.
Autotematyczna opowieść rozgrywa się m.in. na planie filmu science fiction, na którym chociaż już powstaje gigantyczna scenografia z platformą startową dla rakiety, to reżyserowi wciąż niestety brakuje weny twórczej. Choć wydaje się, że inspiracje do swojego filmu Anselmi mógłby czerpać przede wszystkim z atmosfery zimnowojennego wyścigu kosmicznych zbrojeń lat 60. XX wieku, to jednak metalowa konstrukcja w obrazie Felliniego posłuży również jako pole do wyrażenia bardziej filozoficznych prawd, dotyczących rozterek artysty w kryzysie twórczym. Guido, wypowiadając się o swoim dziele, zwraca uwagę na to, że zamierzał opowiedzieć poprzez nie coś prostego i prawdziwego. Szkoda, że fikcyjnego filmu nie można obejrzeć – szczere egzystencjalne kino science fiction w reżyserii alter ego Felliniego wydaje się wyjątkowo kuszącą propozycją.
Wideo z Jezusem (Wideo z Jezusem, reż. Sebastian Niemann, 2002)
Oglądaliście kiedyś adaptacje sensacyjnych powieści Dana Browna? Co tam odkrywanie jakiegoś prawdziwego kodu Leonarda da Vinci – nagrany na kasecie wideo Jezus Chrystus sprzed dwóch tysiącleci to jest to! Wideo z Jezusem to też adaptacja, choć tym razem oparta na książce science fiction autorstwa niemieckiego pisarza, Andreasa Eschbacha. Clou filmu stanowi odkrycie taśmy z Jezusem, którą w Jerozolimie początku nowej ery nagrał podróżnik w czasie, żyjący blisko dwadzieścia wieków później. Święty dokument ukazuje Nazarejczyka niestety w niezbyt korzystnym świetle, w wątpliwość zostaje podana także kwestia jego zmartwychwstania, dlatego dość niebezpiecznie jest pozostawać w posiadaniu VHS-u – teorie spiskowe na temat kościelnej mafii Watykanu znajdują swoje urzeczywistnienie w tym filmie.
To prawdopodobnie najbardziej strzeżona kopia filmowa w historii fikcjonalnej kinematografii. Jednak gdyby faktycznie istniał taki dokument, stałby się prawdopodobnie religijną relikwią. Cóż, jak na razie jedynie w świecie fikcji nośnik filmowy może zyskać taki status, chociaż pewnie niejeden kinoman traktuje swoje ulubione tytuły jak prawdziwą świętość…
Invitation to Love (Miasteczko Twin Peaks, reż. David Lynch, Mark Frost, 1990-1991)
Telenowela na modłę sławetnych Dynastii czy Mody na sukces, którą namiętnie oglądają mieszkańcy i przede wszystkim mieszkanki Twin Peaks. Kilkanaście minut Invitation to Love, stanowiące pars pro toto tej nieistniejącej opery mydlanej, wyreżyserował sam Mark Frost. Po wydobyciu tego smaczku spośród archiwalnych nagrań Miasteczka Twin Peaks, można jeszcze bardziej wczuć się w dziwny klimat lat dziewięćdziesiątych, w którym zanurzeni byli bohaterowie serialu. Twinpeaksowo-Lynchowska wyobraźnia znajduje swoje odzwierciedlenie również w fikcyjnym świecie przedstawionym, którego wyrazistymi emblematami są chociażby: bliźniacze szczyty wieżowców, w których mieści się Penthouse, niebieski welwet z serialowego intro, ciężkie czerwone zasłony czy siostry bliźniaczki, które choć mają diametralnie różne usposobienia, to gra je ta sama aktorka (para analogiczna do Laury i Madeleine).
Również para Esmeraldy z burzą tapirowanych włosów oraz Montany w skrzypiącej skórzanej kurtce w swojej fizjonomii przypomina do złudzenia duet Shelly i Bobby’ego. Kiczowaty klimat Invitation to Love podsycają ujęcia płonących w kominku polan (oby wśród nich nie tlił się przyjaciel Pieńkowej Damy…), które zwiastują ogniste romanse i burzliwe relacje między bohaterami telenoweli. Wyobrażam sobie, że taśmowe oglądanie tego serialu wywoływałoby raczej poczucie guilty niż pleasure, nawet u zagorzałych twinpeaksomaniaków.
Tata psychopata (Świat według Bundych, Ron Leavitt, Michael G. Moye, 1987-1997)
Jeżeli zastanawialiście się kiedyś, co kształtuje umysły mężczyzn pokroju Ala Bundy’ego, to już wiecie – Tata psychopata, czyli innymi słowy pars pro toto amerykańskiego sitcomu, przedstawiającego perypetie chicagowskiej rodziny Bundych.
Chociaż w Świecie według Bundych słyszymy jedynie intro tego fikcyjnego serialu (któremu, nomen omen, często wtóruje także tata Kelly i Buda), to możemy się jednak domyślać, że prawdopodobnie fabuła oraz „wartości” prezentowane w Tacie psychopacie stanowią lustrzane odbicie życia oraz wnętrza najwierniejszego widza sitcomu (z tym że podniesione do pewnego ekstremum). Założę się, że tytułowy tata psychopata w wolnych od makabrycznych wynaturzeń chwilach również zasiada przed telewizorem na swojej zapadającej się kanapie, w jednej ręce dzierżąc piwo, a drugą wsuwając za pas spodni.
.. Jednak tym, co przede wszystkim bawi Ala, jest czarny humor, który na co dzień gości w świecie tej patriarchalnej rodzinki, dlatego wesoła aluzja do seryjnego mordercy, Theodore’a Bundy’ego, nie powinna nikogo dziwić (zwłaszcza że swoje ostatnie udowodnione zbrodnie popełnił dekadę przed emisją Świata według Bundych). Dziarska melodia piosenki otwierającej każdy odcinek odsyła nas do westernowej estetyki, która stanowi jeden z emblematów amerykańskiej męskości. Choć dla zachowania płciowej równowagi warto również wspomnieć o serialowym spin-offie zatytułowanym Mama psychopata, który z upodobaniem ogląda Peggy…
Rozbrykani (BoJack Horseman, Raphael Bob-Waksberg, 2014-2020)
To jedyna animowana pozycja w moim zestawieniu, a mam wrażenie, że animacja sytuuje się jeszcze bardziej po stronie fikcji niż filmy aktorskie. Jednak kilka sezonów rozgrzebywania traum przebrzmiałego hollywoodzkiego aktora o narcystycznej naturze wystarczyło, by dość szczegółowo zaznajomić się z jego dorobkiem twórczym z czasów ekranowej świetności. Rozbrykani (Horsin’ Around) to popularny komediowy sitcom, którego twórcą jest Herb Kazzaz, emitowany przez blisko dekadę od końca lat 80. do połowy 90. (to oczywiście nie jedyna, choć najbardziej charakterystyczna produkcja filmowa w BoJacku Horsemanie).
Jeszcze względnie młody i niewinny BoJack gra tam główną rolę empatycznego konia, który bezinteresownie przygarnia pod swój dach, a następnie wychowuje trójkę ludzkich dzieci. Dziewięć sezonów serialu przedstawia ich codzienne perypetie, które pełnią jednocześnie wychowawczą funkcję dla najmłodszych widzów. W finale sitcomu bohaterowi granemu przez Horsemana pęka serce, gdyż jego podopieczni nie doceniali go wystarczająco… Znane są również kulisy Rozbrykanych – wraz z kręceniem kolejnych epizodów BoJack coraz częściej sięgał po kolejne szklanice napojów z procentami, wprowadzając tym samym nieletnią Sarę Lynn w świat używek dla dorosłych.
Jak potoczyły się ich dalsze losy, wiedzą ci, co obejrzeli BoJacka Horsemana. Ciekawe, ile prawdziwych hollywoodzkich produkcji skrywa za fasadą sympatycznego fikcyjnego świata przykre historie…
Trust in the Law! (Watchmen, Damon Lindelof, 2019)
Trust in the Law! z 1921 roku to jedyny film niemy w moim zestawieniu. Został wyświetlony w tym samym roku w starym kinie w amerykańskim miasteczku Tulsa w stanie Oklahoma. Po raz kolejny mamy do czynienia z synekdochiczną, względem zewnętrznego serialu Watchmen, konstrukcją – film wydaje się swoistą zapowiedzią wydarzeń z alternatywnego świata, zaczerpniętego z komiksu Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa.
Na ekranie pojawia się czarny charakter – biały skorumpowany szeryf, względem którego opozycyjnie sytuuje się zamaskowany czarnoskóry bohater – inspiracja dla Zakapturzonej Sprawiedliwości. Stereotypowe role w Trust in the Law! zostały odwrócone, a taka zamiana powinna przypominać nam o tym, że dobro i zło nie znają koloru skóry, a rasizm nie powinien nigdy zaistnieć. Żwawa linia melodyczna w stylu retro płynie z wnętrza pianina, na którym gra matka chłopca, zasiadającego na widowni, nadając filmowi dramaturgiczne tempo. Oczywiście estetyka tego fikcyjnego filmu, włącznie z charakterystycznymi zarysowaniami i skokami obrazu, powodowanymi perforacją taśmy, wiernie oddaje specyfikę imitowanego kina niemego.
Purpurowa róża z Kairu (Purpurowa róża z Kairu, reż. Woody Allen, 1985)
Allen tytułuje swoją komedię romantyczną tym samym tytułem, co ulubiony film Cecilii – głównej bohaterki swojego dzieła. Purpurowa róża z Kairu brzmi jak tytuł sensacyjnego romansu, którego akcja rozgrywa się w egzotycznej scenerii – i w zasadzie te skojarzenia okazują się trafne, bo tak właśnie jest.
Tom Baxter, archeolog przeprowadzający wykopaliska w Egipcie, podczas swojej wizyty w Nowym Jorku poznaje uroczą artystkę wodewilową – choć wydaje się, że rodzi się pomiędzy nimi uczucie, zamiast niej wybiera nieśmiałą kelnerkę z pogrążonego w Wielkim Kryzysie New Jersey. Wielokrotne seanse Purpurowej róży z Kairu opłaciły się bohaterce, ponieważ wreszcie jej marzenia mają szansę się urzeczywistnić. Do szarego życia Cecilii przenika świat czarno-białej fikcji, dzięki czemu jej codzienność nabiera żywych kolorów. Fikcja wylewa się ze srebrnego ekranu tak, że nie sposób jej odróżnić od rzeczywistości – koncept na miarę prawdziwego kinomana. Bohaterowie muszą się jednak pospieszyć z miłością, zanim na afiszach oraz kinowych szyldach pojawi się nowy tytuł…
Jutrzenka (Ucieczka z kina „Wolność”, reż. Wojciech Marczewski, 1990)
Pięć lat po premierze Allenowskiej Purpurowej róży z Kairu Wojciech Marczewski za zgodą amerykańskiego reżysera wykorzystuje jego koncept w swoim filmie, którego kadry stanowią świadectwo ustrojowej transformacji Polski (swoją drogą film Allena zostanie również wprost zacytowany w jednej ze scen w kabinie projekcyjnej).
W kinie „Wolność” wyświetlają propagandowy film zatytułowany Jutrzenka, którego bohaterowie rozpoczynają strajk na miarę PRL-owskich realiów. Miałki scenariusz, oparty na agitacyjnym schemacie, budzi niesmak, a w konsekwencji także i bunt w aktorach o wyższych aspiracjach… Scenografia i plenerowe zdjęcia filmu jakoś zawsze kojarzą mi się z klimatem Barw ochronnych Zanussiego – dawna posiadłość ziemska, przerobiona na budynek użyteczności publicznej, letni słoneczny dzień w okalającym budynek parku… Najciekawsze wydaje się jednak, że Jutrzenka staje się zaangażowanym symbolem rewolucyjnej jutrzenki, która realnie wpływa na zachowanie zatwardziałego cenzora. Magia kina pozwala opowiedzieć bardziej filmową historię opadania żelaznej kurtyny, burząc przy tym czwartą ścianę – w tym świecie rewolucja zaczyna się w kinie!
Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta (Miś, reż. Stanisław Bareja, 1980)
Miś to kultowa polska komedia z czasów PRL-u, obnażająca i obśmiewająca absurdy ówczesnej rzeczywistości. Niedorzeczny system nie oszczędza również planów filmowych, o czym mamy okazję się przekonać, przyglądając się zdjęciom z filmu propagandowego, zatytułowanego ironicznie – Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta, w reżyserii Zagajnego (jego postać jest rzekomo parodią reżysera, będącego na usługach partii komunistycznej – Bohdana Poręby, który krytykował twórczość Barei).
Kostiumowa satyra na zachodnioeuropejską klasę arystokratyczną wymaga użycia tytułowych rekwizytów, które w szarej PRL-owskiej rzeczywistości uchodziły za istny rarytas. Nic więc dziwnego, że za kulisami produkcji doszło do kradzieży filmowych parówek – stąd wziął się słynny tekst o „parówkowych skrytożercach”. Określenie „od kuchni” nabiera nowego znaczenia w kontekście tego filmu…
Filmy snuff / filmy ostatniego tchnienia
Na koniec dopisuję jeszcze tzw. „filmy snuff”, na których istnienie nie ma oficjalnych dowodów, dlatego przy obecnym stanie wiedzy na ten temat można je zaklasyfikować jako fikcyjne. Badacze tego legendarnego zjawiska, którego początków należałoby się doszukiwać mniej więcej w latach 70. XX wieku w Ameryce, wskazują na społeczne zapotrzebowanie na historię o autentycznych torturach przed obiektywem kamery. Przekazy o istnieniu „filmów ostatniego tchnienia” miałyby być spowodowane m.in. wzrostem poziomu brutalizacji współczesnego kina, a w końcu „apetyt rośnie w miarę jedzenia”.
.. Dlatego fikcyjne filmy z elementami przemocy już nie dostarczały wystarczającego dreszczyku emocji, stąd potrzeba naprawdę autentycznych wrażeń. Dla własnego komfortu psychicznego lepiej zachowajmy te obrazy makabry w sferze niedopowiedzeń.
Jak widać, fikcyjne filmy oraz seriale mogą mieć naprawdę różne oblicza, w zależności od przybranej przez twórców perspektywy. Jednak niezależnie od wybranej formy sfabrykowane produkcje filmowe tworzą w światach rzeczywistych seriali i filmów kompozycje szkatułkowe. Warto do takich metatekstowych szkatułek od czasu do czasu zaglądać…
