News
SOLARIS, arcydzieło SCI-FI według Stanisława Lema był w kinach non-stop przez 15 lat
W czasach gdy Hollywood bombardowało widzów seriami sci-fi, radzieccy przywódcy promowali Solaris jako intelektualne antidotum na zachodnią rozrywkę.
Film Solaris Andrieja Tarkowskiego z 1972 roku grany był w rosyjskich kinach nieprzerwanie przez 15 lat, co czyni go jednym z najdłużej wyświetlanych dzieł w historii. Według Brytyjskiego Instytutu Filmowego, ta adaptacja powieści Stanisława Lema stała się kamieniem węgielnym radzieckiego kina science fiction. Jak przypomina /Film w czasach gdy Hollywood bombardowało widzów seriami Gwiezdnych wojen i Star Treka, radzieccy przywódcy promowali Solaris jako intelektualne antidotum na zachodnią rozrywkę, ogłaszając ją lepszą wersją 2001: Odysei kosmicznej Kubricka.
Tarkowski stworzył dzieło radykalnie odmienne od konwencjonalnego kina gatunkowego. Solaris zawiera jedynie 142 ujęcia rozłożone na 161 minut projekcji, co daje średnio prawie minutę i osiem sekund na każde. Reżyser zmusza widzów do spowolnienia oddechu i wejścia w medytacyjny stan poprzez długie sekwencje ludzi poruszających się powoli przez upiorne przestrzenie. Film skupia się na Krisie Kelvinie, astronaucie na stacji orbitalnej wokół tytułowej planety, którego konfrontacja z obcą formą życia materializującą sobowtóra jego zmarłej żony zmusza do zmierzenia się z nieukojonym poczuciem winy.

Stanisław Lem nie docenił adaptacji swojego dzieła. Zarzucał Tarkowskiemu, że zamienił jego powieść o niemożności komunikacji z prawdziwie pozaziemskim życiem (Solaris jest dziełem przełomowym dla problematyki kontaktu w science fiction) w Zbrodnię i karę w kosmosie, a według słynnej anegdoty ganiał go po planie wyzywając od idiotów (durak). Pisarz zgłębiał (zresztą nie tylko w Solaris) niemożność pojęcia natury pozaziemskiej inteligencji, podczas gdy reżyser skupił się na ludzkiej psychice i poczuciu winy. Głęboko religijny Tarkowski wplótł w film motywy boskie, sugerując istnienie kosmicznych sił mających dostęp do naszych najskrytszych myśli.
Michał Bleja pisał o nim na naszych łamach w ten sposób: Mimo że Lem w swoich zarzutach miał dużo racji, bo Tarkowski rzeczywiście wykorzystał stworzoną przez niego historię po to, by zrealizować własne zamiary i wizje, a nie zamiary i wizje pisarza, to jednak uważam Solaris za film wyjątkowo udany […] W Solaris znajdziemy też kilka genialnych, malarskich momentów, które same w sobie stanowią wystarczający powód, aby się z tym dziełem zapoznać. […] – to właśnie dzięki takim momentom każdy obraz Tarkowskiego stanowi istną estetyczną ucztę.

Remake Stevena Soderbergha z 2002 roku z George’em Clooneyem, choć tym razem podobał się Lemowi znacznie bardziej, wciąż w jego ocenie nie przekazywał dobrze idei kontaktu, z czym – znając powieść – trudno się nie zgodzić.

