Connect with us

Publicystyka filmowa

FILMY, których NIE DA się PODROBIĆ

FILMY, których NIE DA się PODROBIĆ to fascynująca podróż po unikalnych historiach, które na zawsze pozostaną w sercach widzów.

Published

on

FILMY, których NIE DA się PODROBIĆ

W Hollywood, jeśli chcesz zainteresować producenta swoim scenariuszem, musisz potrafić opowiedzieć o nim za pomocą połączenia dwóch innych istniejących i docenionych filmów. Może twoja gangsterska komedia to spotkanie Ojca chrzestnego z Głupim i głupszym albo masz znakomity thriller fantastyczno-psychologiczny powstały z syntezy Obcego i Milczenia owiec? A może twój oryginalny i nowatorski film akcji to połączenie Gorączki z Dniem świstaka? Tak czy inaczej – ktoś, kto wyłoży grube pieniądze na twój pomysł, musi mieć pewność, że gotowy film znajdzie swój target i będzie można go reklamować zgrabnym hasłem nawiązującym do żelaznej klasyki.

Advertisement

Nic nie przyciąga uwagi publiczności bardziej niż tekst w stylu „Najśmieszniejsza komedia od czasów Kaczora Howarda” lub „Znacie Jamesa Bonda i Ethana Hunta, szykujcie się na Jakuba Myśliwca”. Istnieje jednak grupa filmów, których nie da się podrobić, a ich formy lub treści nie można porównać do żadnego innego dzieła. Oto kilka przykładów obrazów, których nie da się podrobić.

Lawrence z Arabii

Ledwie w 1952 roku kina poszerzyły swoje ekrany, by zaprezentować widzom nowy wymiar filmowej rozrywki, która od tamtej pory stała się konkurencją dla rosnącej w siłę telewizji, a już dziesięć lat później na te ekrany trafił film, który raz na zawsze usytuował pojęcie „epicki” w kontekście X muzy. Lawrence z Arabii jest dwukrotnie dłuższy, dwukrotnie potężniejszy, dwukrotnie bardziej epicki niż jakikolwiek inny film w historii, w dodatku wyróżnia go szereg cech, które stały się podstawą licznych podróbek i prób imitacji, z których żadna nie przewyższyła oryginału.

Advertisement

Film Davida Leana, twórcy znanego najbardziej z wojennych, przygodowych fresków, można umieścić na wielu listach: najlepszych scenariuszy, najlepszych reżyserii, najlepszych montaży, najlepszych zdjęć, najlepszych ścieżek muzycznych. Można go wreszcie umieścić na liście filmów, co do których braku znajomości lepiej się nie przyznawać. Jeśli kino istnieje po to, by jedni ludzie mogli opowiadać innym ludziom historie o jeszcze innych ludziach, to Lawrence z Arabii jest jego esencją. Przygoda łączy się tu z refleksją, intymny dramat z wydarzeniami na skalę światową, poetyckość idzie ramię w ramię z brutalnością, a podtekst bywa ciekawszy niż tekst. W końcu – pustynia nigdzie wcześniej i nigdzie później nie była tak dobrze oddana. Dosłownie wszystko w tym obrazie zagrało idealnie, co sprawia, że trudno znaleźć jemu podobny.

Tokijska opowieść

Ze wszystkich znanych, utalentowanych i cenionych reżyserów japońskich Yasujirō Ozu wydaje się najbardziej „japońskim”. Jego opowieści dotyczyły prostych mieszkańców Nipponu i zakorzenione były we wschodniej kulturze i buddyjskiej filozofii. Ozu stosował bardzo restrykcyjny i minimalistyczny język filmowy, który stał się jego znakiem rozpoznawczym. Przy jego obrazach filmy Roberta Bressona lub Jima Jarmuscha wydają się filmami akcji. Ozu praktycznie nie stosował ruchomej kamery, w zdecydowanej większości ujęć stawiał ją bardzo blisko podłogi, filmując uporządkowane wnętrza i krajobrazy w syntetycznie i elegancko zaaranżowanych kadrach.

Advertisement

Potrafił przez długi czas filmować statyczne obrazy, bezustannie łamał montażową regułę stu osiemdziesięciu stopni, a od aktorów wyciągał proste, szczere, skromne emocje. Wszystkie jego filmy są do siebie bardzo podobne, jednak każdy jest na swój sposób wyjątkowy. Można powiedzieć, że tylko Ozu był w stanie podrobić Ozu, ale byłoby to banalne uproszczenie twórczości tego reżysera. Wszystkie cechy twórczości Japończyka ma Tokijska opowieść, bodaj najsłynniejszy jego film, który do dziś nie doczekał się godnego następcy w kategorii prostych, pięknych filmów o prostych, pięknych ludziach.

Pi

Lata dziewięćdziesiąte były w Hollywood złotym okresem kina niezależnego. Wielcy producenci zaczęli zauważać, że widownia potrzebuje szczerych, nieszablonowych obrazów z mniejszym rozmachem, za to pachnących świeżością. W tym czasie swoje udane debiuty zaliczyli Quentin Tarantino, David Fincher, Wes Anderson. Ich filmy były odważne, często kontrowersyjne, nierzadko – dziwne. Ale nie było chyba wtedy większego eksperymentatora niż Darren Aronofsky.

Advertisement

No bo wyobraźcie sobie – jesteście producentem, do którego przychodzą początkujący filmowcy. Pierwszy mówi: „Mam pomysł na gangsterski film, w którym wszystkie wydarzenia są retrospekcjami, a historia obraca się wokół napadu na jubilera, którego w filmie w ogóle nie będzie widać. Postacie będą bez nazwisk, a zamiast tego będą o sobie mówić Pan Czarny, Pan Różowy itd.”. Drugi reżyser sprzedaje swój film: „Chcę zrobić ekstrawagancką komedię o najgorszym uczniu z elitarnej szkoły, który podkochuje się w nauczycielce. Wszystko to ogram w kadrach, które będą przypominać domki dla lalek”. W końcu zjawia się trzeci gołowąs i nadaje: „Potrzebuję trochę zielonych na film o paranoicznym matematyku, który w całym otaczającym go świecie widzi wzory i ciągi, na przykład Fibonacciego, od tych wizji dostaje odpałów na poziomie zaawansowanej schizofrenii, a dochodzi do tego gang Żydów, który chce wykraść jego twierdzenia.

Aha, nie mam żadnego znanego aktora, ale nagram całość na czarno-białej taśmie 16 mm, a na końcu główny bohater wywierci sobie dziurę w głowie za pomocą wiertarki”. Hm, tak, Pi jest filmem, który trudno podrobić i nie popaść w banał.

Advertisement

Climax

Kadr z filmu "Climax"

Najnowsze osiągnięcie Gaspara Noé jest nie do podrobienia z kilku powodów. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek z obecnie tworzących reżyserów był w stanie zrobić film, który mniej więcej od połowy ogląda się „do góry nogami”. Nie wydaje mi się także, by ktokolwiek był w stanie dorównać Climaxowi na poziomie choreografii i scenicznego ruchu. Nie sądzę, by ktokolwiek wpadł na pomysł równie niesubtelnej, co trafnej metafory współczesnego świata. Ostatecznie, nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek w ogóle chciał zrobić wszystko, co wymienione zostało powyżej. Noé wydaje film raz na kilka lat – zawsze jest to duże wydarzenie artystyczne otoczone aurą kontrowersji, jednak nie da się zaprzeczyć, że jego wizja kina – i świata – jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju.

To prowokator, który język kina wykorzystuje w sobie jedynie właściwy sposób, nie bacząc na żadne zasady czy reguły. Efektem – niepowtarzalne, autorskie, oryginalne i nieszablonowe filmy, które mogłyby wypełnić wszystkie pozycje na niniejszej liście.

Advertisement

Stalker

99% początkujących, amatorskich filmowców będzie próbowało zrobić swoją wersję Stalkera. Filozoficzne rozważania, postapokaliptyczny krajobraz i oszczędność środków to jednak pułapki, w które wpadają, myśląc, że to właśnie im uda się powtórzyć sukces oryginału. Ale Andriej Tarkowski nie był ani amatorem, ani tym bardziej – początkującym filmowcem. Jego adaptacja tekstu braci Strugackich to kino najwyższej próby, które wydaje się w ogóle nie podlegać prawom czasu. Co z tego, że dzieje się tutaj niewiele, scenografia jest ograniczona do minimum, muzyka ledwo pobrzękuje w tle, a aktorzy zdają się hamować wszelkie środki ekspresji? Rosjanin doskonale wiedział, co robi, dokąd zmierza i jak osiągnąć zamierzony efekt.

Stalker to film, który wydarza się poza wszelkimi regułami percepcji – dzieło, które zmusza do myślenia i czucia, a nie tylko patrzenia i słuchania. To odrealniona, oniryczna wizja świata, co do którego nie można mieć pewności, czy zagłada w nim już nastąpiła czy dopiero nastąpi. To podróż do innego wymiaru, która zostaje w pamięci na zawsze. Jeśli jest ktoś, kto był w stanie wytworzyć podobne wrażenia za pomocą opustoszałego krajobrazu, trójki aktorów i minimum środków – proszę podać w komentarzu jego nazwisko i jego dzieło. Poczekam.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *