Artykuł

KEVIN SAM W DOMU. Świąteczny American Dream

Świąteczna legenda i żelazny punkt telewizyjnej ramówki.

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Pamiętam ten dzień, kiedy po raz pierwszy obejrzałem Kevina…. Miałem sześć, może siedem lat. Byłem chory. Od rana do wieczora leżałem w łóżku pod pierzyną z zużytych chusteczek i miałem wszystkiego dość. Ale wtedy mój starszy brat przyniósł mi z wypożyczalni kasetę VHS – powiedział, że ma dla mnie coś, co na pewno poprawi mi humor. Na naklejce napisany był tytuł Kevin sam w domu. Włożyłem film do odtwarzacza video, obejrzałem całość, po czym bez chwili zastanowienia przewinąłem kasetę do początku i… wcisnąłem „play”. To chyba jedyny raz w życiu, kiedy obejrzałem jakiś film dwa razy pod rząd, bez żadnej przerwy. Byłem po prostu zafascynowany Kevinem…. Kiedy następnego dnia brat oddał kasetę, chciało mi się płakać. Była to dla mnie prawdziwa tragedia.

Takie wspomnienia ma z pewnością wielu Polaków. Kevin sam w domu jest u nas po prostu otoczony kultem. Kiedy w 2010 roku stacja Polsat zapowiedziała, że nie wyemituje tego filmu w okresie świątecznym, widzowie zaprotestowali. W internecie wrzało – mówiło się o tym, że można odwołać Boże Narodzenie, że Polsat zabija święta, i tak dalej, i tym podobne. Powstała nawet petycja do władz telewizji, aby jednak pokazano Kevina…. Ostatecznie stacja ugięła się pod protestami i zdecydowała się na emisję świątecznego hitu, a w kraju zapanowała euforia. I to nie tylko na Facebooku. Sam doskonale pamiętam, jak wybrałem się wtedy z koleżanką do Media Markt na ostatnie przedświąteczne zakupy. Gdy oglądaliśmy okładki dvd, ni stąd ni zowąd podbiegła do nas rozentuzjazmowana dziewczyna. „Nie kupujcie ‘Kevina…’ na dvd! Polsat pokaże go w święta, nie odwołujemy Gwiazdki!” – głosiło jej przesłanie. Do dzisiaj nie wiem, czy zrobiła to spontanicznie, czy może był to element szeroko zakrojonej akcji. Jak by nie było, pokazuje to, jak wielkie emocje wzbudza w Polakach ten film o rezolutnym ośmiolatku – i to niezmiennie od wielu, wielu lat.

home-alone-1a

Kevin sam w domu (lub jego całkiem zgrabnie pomyślany, rozgrywający się w Nowym Jorku sequel) to właściwie stały punkt programu, jeśli chodzi o polskie obchody Bożego Narodzenia. Co roku przyciąga przed telewizory miliony widzów. Dla niektórych jest to oczywiście niczym obraza – u mnie zresztą również telewizor w Wigilię jest wyłączony. Ale prawda jest taka, że te seanse zbliżają do siebie ludzi. To już w pewnym sensie tradycja, dzięki której rodzina siedzi w jednym pokoju, na jednej kanapie, wspólnie śmiejąc się, komentując ulubione momenty filmu. Jeśli ma to uchronić od świętowania osobno, czyli na zasadzie każdy ze swoim smartfonem, jestem jak najbardziej „za”.

Wydaje się, że taki stan rzeczy to coś naturalnego i globalnego. W końcu to amerykański film. No i rzeczywiście, w roku premiery zarówno część pierwsza, jak i druga zawojowały box-office. Obie odsłony Kevina… zanotowały ogromny sukces kasowy, a także ugruntowały pozycję Macaulaya Culkina jako dziecięcej gwiazdy numer 1. To z pewnością bardzo lubiane filmy. Ale… właściwie próżno szukać ich na wszelkich listach najlepszych czy najpopularniejszych tytułów okołoświątecznych. Rozmawiając ze znajomymi z zagranicy również rzadko spotykałem się ze zrozumieniem naszej polskiej fascynacji Kevinem…. Wydaje się, że w Stanach o wiele silniejszą pozycję mają klasyki, jak np. To wspaniałe życie czy Białe Boże Narodzenie. Amerykanie doceniają też obie ekranizacje Grincha oraz W krzywym zwierciadle: Witaj święty Mikołaju. W Europie zaś swoistym kultem otacza się To właśnie miłość i… brytyjską krótkometrażówkę Bałwanek. Kevin… wielbiony jest właściwie tylko nad Wisłą. Dlaczego? Co takiego sprawia, że ten film tak silnie zakorzenił się w naszej świadomości?

still-of-macaulay-culkin-and-daniel-stern-in-home-alone-(1990)-large-picture

Oczywiście to solidna slapstickowa komedia, którą można oglądać całymi rodzinami. Ambitnie ciągnie ją na swoich barkach młody Culkin, który naprawdę pokazał tutaj swój ogromny talent. W wielu scenach jest to właściwie teatr jednego aktora. O wtopę było bardzo łatwo, ale Macaulay nie zawiódł i bezbłędnie poradził sobie z tym trudnym zadaniem. Film jest w ogóle bardzo dobrze obsadzony – zarówno Joe Pesci oraz Daniel Stern w rolach włamywaczy, jak i Catherine O’Hara z Johnem Heardem jako rodzice Kevina odwalają kawał świetnej roboty. Nie wspominając już o Robertsie Blossomie, czyli „przerażającym” staruszku odśnieżającym chodniki – zawsze bardzo podobał mi się ten wątek i to głównie zasługa jego wiarygodnej kreacji.

Ostatnio dodane