Connect with us

Publicystyka filmowa

SERIE FILMOWE, które były najczęściej RESTARTOWANE

Restart, czyli reboot, to pojęcie dzisiaj popularne na równi z remakiem, jednak z nim nietożsame.

Published

on

SERIE FILMOWE, które były najczęściej RESTARTOWANE

Restart, czyli reboot, to pojęcie dzisiaj popularne na równi z remakiem, jednak z nim nietożsame, chociaż na pierwszy rzut oka może się tak wydawać. Reboot daje twórcom o wiele większą dowolność w korzystaniu z wątków wcześniej umieszczonych w serii. Remake za to zobowiązuje do odtworzenia pierwotnego scenariusza. Reboot wydaje się więc o wiele większą szansą na stworzenie czegoś nowatorskiego, godnego z czasami produkcji danego tytułu. Dla serii filmów to zawsze szansa, bo nieubłaganie się one starzeją, a często są nośnikiem kultowych filmowych symboli, które powinno się atrakcyjnie prezentować kolejnym pokoleniom widzów.

Advertisement

Z reguły nie interesują się oni starymi filmami, lecz chcą poznawać nowe. Ten naturalny proces jest generalnie dla kina dobry. Zapewnia mu rozwój, czego przykłady umieszczam poniżej. W tych seriach zobaczyliśmy bohaterów w nowych odsłonach, z reguły lepszych technicznie i dostosowanych do zmieniającej się percepcji współczesnej publiczności.

„Batman”

Rebootowali serię Tim Burton po L.H. Martinsonie, potem Joel Schumacher, Christopher Nolan i wreszcie Matt Reeves. Każda z tych odsłon jest jedyna w swoim rodzaju. Poznajemy Batmana z różnych stron.

Advertisement

Oglądamy jego osobowość niemal już jak muzealny eksponat. Warto zwrócić uwagę, co na temat rebootu sądzi sam mistrz Nolan, gdyż jest to ciekawa opinia, może nieco buńczuczna, no ale reżyser ma do tego prawo ze względu na swój talent i nowatorskość. To znak, jak szybko rzeczy zmieniają się w branży filmowej, ale koncepcyjnie nie było czegoś takiego jak „reboot”. Ten pomysł nie istniał, kiedy przyszedłem spojrzeć na Batmana. To nowa terminologia. Warner Bros. był właścicielem tej wspaniałej postaci i nie wiedział, co z nią zrobić. Dotarł do ślepego zaułka z poprzednią iteracją. Jeśli spojrzysz na to, co zrobił Tim Burton, chodzi konkretnie o świat, który został stworzony, do którego pasuje Batman.

To wielka gotycka wizja, która jest bardzo spójna i spójna z postacią Batmana. To, czego nie widziałem, zwłaszcza w komiksach, to zwykły świat, w którym moglibyśmy żyć w Gotham. Kiedy Gothamite widzi Batmana, jest tak niezwykły, jak byłby w naszym świecie. Zależało mi na niezwykłej postaci na tle zwykłego świata. To nie jest to, co zrobił Tim, więc pomyślałem, że to zupełnie inny kierunek.

Advertisement

„Godzilla”

Geneza tego jakże znanego potwora filmowego kryje się głęboko w smutnej historii XX wieku i nuklearnym ataku na Hiroszimę i Nagasaki. Pierwsza produkcja ujrzała światło dzienne w 1954 roku, a potem regularnie Godzilla już pojawiała się na ekranach, stopniowo tracąc ten swój smutny, polityczny sens, który niewątpliwie miała w latach 50. W 1998 roku udanie zrestartował ją Roland Emmerich. Potem w 2014 zrobił to Gareth Edwards, nadając Godzilli jeszcze lepszą wizualną formę, lecz równocześnie spychając ją na dalszy plan fabuły przepełnionej historiami ludzkich bohaterów.

W 2016 roku do gry wrócili jednak Japończycy produkcją Godzilla Resurgence i zrestartowali historię Króla Potworów, nawiązując do dawnej stylistyki, z zachowaniem jednak współczesnej, efektownej formy. Pewnym rodzajem restartu i crossoverem w jednym są produkcje łączące Godzillę z King Kongiem np. Kong: Wyspa Czaszki.

Advertisement

„James Bond”

W serii filmów o Jamesie Bondzie większość krytyków wydziela wiele sequeli i jeden całkowity restart. Powiedziałbym jednak, że był też drugi reboot, z tym że o znacznie mniejszej nowatorskości, ten z Piercem Brosnanem z 1995 roku. GoldenEye wreszcie skonfrontowało Jamesa Bonda z nowoczesnym światem, w którym nie ma permanentnego zagrożenia ze strony ZSRR. Zmienił się więc naczelny wróg, ale i znacznie więcej – styl narracji, podejście do kobiet, które już nie tylko były zmuszone używać swojego ciała do osiągania wymiernych celów. No i pojawiła się M. Historii wciąż jednak brakowało ciągłości i realizmu, a te przyszły wraz ze znakomitym Casino Royale i Danielem Craigiem w roli Bonda. Historia stała się bardziej mroczna, realistyczna, a sam agent 007 zgodnie z panującym trendem redefiniowania bajkowych elementów w postaciach herosów uległ w końcu rzeczywistości i okazał się zniszczalnym bohaterem. Kolejny restart serii więc przed nami. Mam nadzieję, że będzie to coś wyjątkowo innego, niż do tej pory widzieliśmy w serii.

„Spider-Man”

Każdy kolejny restart jest gorszy od poprzedniego. Generalnie nie jestem fanem tej postaci, a najbliżej mi do stylistyki zaprezentowanej przez Sama Raimiego. Spider-Man w jego interpretacji był najbardziej dojrzały, najmniej głupio gadał, miał cechy faktycznego superbohatera, ale w sumie był tym wszystkim za cenę odejścia od komiksowego pierwowzoru. Restarty w tym przypadku możemy podzielić na filmy w reżyserii Sama Raimiego, potem nastał czas Niesamowitego Spider-Mana autorstwa Marca Webba, a od 2016 Spider-Man pojawiał się już w filmach w ramach MCU, a jego kariera trwa do dzisiaj, niemniej po tak długim czasie restart znów wydaje się potrzebny.

Advertisement

„King Kong”

Podobnie jak Godzilla, King Kong jest wdzięczną postacią do opowiadania różnych historii, nie tylko tej klasycznej, z lat 30. XX wieku. Cała seria składa się z remake’ów, crossoverów, restartów i sequeli. Nas najbardziej interesuje reboot serii z 1976 roku w reżyserii Johna Guillermina oraz remake z 2005 w reżyserii Petera Jacksona, który tak do końca rebootem nie jest, a remakiem, chociaż o stylistyce tak odmiennej od pierwowzoru, że trudno jest zdefiniować, ile w nim z remake’u, a ile z restartu. Jest jeszcze jedna produkcja, która również stoi w rozkroku, jeśli chodzi o teorię filmu – Kong: Wyspa Czaszki Jordana Vogt-Robertsa. Jest w tej produkcji coś z restartu serii i próby stworzenia spójnego środowiska „monsterverse”, a z drugiej strony crossovera traktującego luźno oryginalną historię, a King Konga spychającego na dalszy plan.

„Superman”

Nie spodziewałem się, że do postaci Supermana podejdę kiedyś inaczej, niż podchodzę do postaci Spider-Mana. Wszystko dzięki Henry’emu Cavillowi. Ale zacznijmy od początku. Zagorzałym fanom tej postaci polecam wyjątkowy tytuł z 1951 roku – Superman i Człowiek-kret. Tak więc wersję z 1978 roku w reżyserii Richarda Donnera można z powodzeniem uznać za udany reboot serii. Z perspektywy lat cztery części z Christopherem Reevem bardzo mocno się jednak zestarzały. Kolejną próbą restartu była osobliwa produkcja z Brandonem Rouhem w reżyserii Bryana Singera, aż w końcu pojawił się godny tej historii i reżyser, i aktor.

Advertisement

W Człowieku ze stali Henry Cavill oraz Zack Snyder pchnęli Supermana na dojrzałą ścieżkę, z której superbohater do tej pory nie zszedł.

„Halloween”

Tę prostą historię można opowiedzieć na tak wiele sposobów, nie robiąc remake’ów. To prawdziwa sztuka, która trwa od 1978 roku, kiedy to John Carpenter nakręcił ten legendarny dzisiaj tytuł. Nie dziwne więc, że inni twórcy zaczęli kręcić sequele, odzierające coraz bardziej Mike’a Myersa z jego tajemnicy. Tak więc w 1998 roku Steve Miner zaryzykował i nakręcił restart, znów z Jamie Lee Curtis w roli głównej. Sytuacja więc się powtórzyła, aż do wyczerpania tematu. Wtedy zjawił się Rob Zombie i jego brudne, gore podejście do tematu. Czy jednak jego Halloween można w pełni nazwać restartem serii? David Gordon Green uznał, że nie, i nakręcił kolejny restart.

Advertisement

„Mumia”

Restart serii z 2017 roku w reżyserii Alexa Kurtzmana uznawany jest prawie jednogłośnie za produkt nieudany. Całkiem niedawno stwierdziłem, że po raz kolejny to sprawdzę. Oczywiście przekonałem się, że produkcja ma wiele wad, ale czy poprzednie Mumie ich nie miały np. w zakresie koszmarnie zaprojektowanych efektów specjalnych? W ciągu kilku lat z pewnością doczekamy się kolejnej odsłony serii może nawet z Brendanem Fraserem w jednej z ról. Czy powinna być to rola główna? Nie jestem o tym przekonany, niemniej czekam na przypomnienie sobie tego niezapomnianego klimatu Nowej Przygody z pierwszej części filmu.

„Predator”

Kręcenie restartów Predatora jest ryzykowne i niestety przez wielu widzów traktowane jako mało udane. Obecnie zapewne będziemy mieli kilka lat przerwy między kolejnymi częściami serii, ale z pewnością twórcy nie zrezygnują z umieszczania Predatora w różnych środowiskach oraz czasach. Prey sprzed roku jest najnowszym restartem serii. Wcześniej tej sztuki próbował dokonać Shane Black z marnym skutkiem.

Advertisement

Trudno będzie pobić film Johna McTiernana nie tylko ze względu na formę, sposób montażu, muzykę i scenariusz, ale i właśnie Arnolda Schwarzeneggera.

„Planeta Małp”

Historia wydaje się już zakończona i trudno sobie dzisiaj wyobrazić kolejny reboot. Bardziej prawdopodobny jest kolejny remake. Jest dla mnie niemałym zaskoczeniem, że komukolwiek udało się zrobić dobry restart serii, nawet jeśli pachnie on nieco remakiem. Zmian jest jednak tak wiele, że z powodzeniem można uznać produkcję Geneza planety małp Ruperta Wyatta za reboot, podobnie zresztą jak Ewolucję planety małp Matta Reevesa. Co zaś z wersją Tima Burtona? Nie jest to zły film, jednak po reżyserze spodziewałem się o wiele więcej nowatorskości w podejściu do tej znakomitej historii wymyślonej przez Pierre’a Boulle’a.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *