Connect with us

Publicystyka filmowa

KIM JEST HARRY BROWN? Analiza filmu Daniela Barbera (2009)

„KIM JEST HARRY BROWN? to film, który z brutalnością ukazuje mroczne oblicze Londynu, gdzie sprawiedliwość staje się osobistą misją.”

Published

on

KIM JEST HARRY BROWN? Analiza filmu Daniela Barbera (2009)

Kino od zawsze spełniało różnorakie role. Bawiło, wzruszało, czasem wykorzystywane było w propagandzie. Filmowcy, szczególnie z Hollywood, chętnie odpowiadają na zapotrzebowania widzów. Oczywiście robią to z chęci zysku, a nie pobudek altruistycznych.

Advertisement

Lata 70. ubiegłego wieku w USA to okres wielkich niepokojów społecznych. Drastyczny spadek zaufania do establishmentu po aferze Watergate, fatalne skutki wojny w Wietnamie, kryzys naftowy i finansowy czy wreszcie gwałtowny rozwój zorganizowanej przestępczości. Kraj został zalany kokainą, stymulantem, który sprawiał, że odurzeni nim kryminaliści dopuszczali się zbrodni z nieznanym wcześniej poziomem okrucieństwa. Oczywiste więc było to, że nastroje społeczne, w porównaniu do dwóch poprzednich dekad, były zdecydowanie gorsze. W trudnych czasach Hollywood zawsze notowało większe zyski.

Ludzie chcieli choć na moment oderwać się od szarej rzeczywistości i dać się uwieść magii srebrnego ekranu. Warto wspomnieć, że kino komercyjne w owym okresie miało prawdopodobnie większy wpływ na ludzi niż obecnie. Nie było wtedy konkurencji w postaci internetu, gier wideo, a wielkie telewizory plazmowe w domu były jedynie odległą pieśnią przyszłości. Niektóre gatunki filmowe dopiero raczkowały (vide film akcji) Można się pokusić o nieco górnolotne stwierdzenie, że wyjście do kina, nieważne nawet na jaki tytuł, łączyło się jeszcze z pewnym misterium.

Advertisement

Usłużna fabryka snów po raz kolejny wyszła naprzeciw oczekiwaniom widowni. Pragnęła leczyć niepokoje ludzi i dawać im ukojenie. Stworzony został nowy typ bohatera. Twardego, nieustępliwego, nierzadko okrutnego, posługującego się starobiblijną zasadą „oko za oko, ząb, za ząb. Bohatera, którego kręgosłup moralny nie był już tak sztywny jak w przeszłości. Jakże innego od szlachetnych i honorowych postaci kreowanych przez Johna Wayne’a w latach 50. i 60. Bohatera, który odkładał dylematy moralno-etyczne na bok wierząc, że cel uświęca środki i nie wahał się strzelić przestępcy w plecy. Bohatera, który wierzył, że najlepszym panaceum na panoszącą się wszem i wobec przemoc jest zduszenie jeszcze większą jej dawką.

Francuski łącznik

Już początek lat 70. zaowocował herosami „nowej ery”. W 1971 roku powstał, częściowo wzorowany na prawdziwych wydarzeniach, Francuski łącznik Williama Friedkina z Gene’em Hackmanem w roli głównej. Hackman wcielił się w Jimmy’ego Doyle’a, temperamentnego glinę z wydziału antynarkotykowego, który jest gotów przekroczyć granice prawa, by osiągnąć swój cel. Najciekawsza jest w tym filmie przewrotność w sportretowaniu głównych postaci dramatu.

Advertisement

Doyle jest niezrównoważonym psychicznie, uzależnionym od alkoholu rasistą, zaś jego głównym antagonistą jest francuski baron narkotykowy o manierach i ogładzie prawdziwego gentlemana. Banał o tym, że pozory mylą, nabiera tu zupełnie nowego wymiaru.

W tym samym roku powstały Nędzne psy Sama Peckinpaha. Dustin Hoffman zagrał w nich matematyka, który udaje się wraz z żona na brytyjską prowincję, by nabrać tam chęci do pracy. Jego spokój szybko zostaje zmącony przez napastliwych lokalnych zwyrodnialców. Dotychczas spokojny intelektualista o pacyfistycznych przekonaniach bierze odwet na napastnikach, przewyższając w bezwzględności samych bandytów.

Advertisement

Nędzne psy

Zarówno Francuski łącznik, jak i Nędzne psy zostały bardzo dobrze przyjęte przez widzów i krytyków, zapisując się na stałe w annałach kina. Jednakże obydwa dzieła, przez swoją przewrotną wymowę i artystyczne inklinacje, nie były do końca czytelne dla niewprawionego odbiorcy. Widzowi trudno było się identyfikować z tymi bohaterami, gdyż momentami zdawali się być bardziej odpychający od tych, z którymi walczyli.

Znacznie bardziej klarowny, komercyjny przekaz miały dwa inne obrazy, doskonale znane polskiemu kinomanowi. Wykreowały one jedne z najbardziej charakterystycznych postaci lat siedemdziesiątych. Mowa o filmach Brudny Harry i Życzenie śmierci.

Advertisement

W pierwszym z wymienionych, filmie Dona Siegela z 1971 roku, Clint Eastwood stworzył postać bezkompromisowego policjanta z San Francisco, który swój pseudonim Brudny Harry zawdzięcza brutalnym metodom pracy. Od Jimmy’ego Doyle’a różniło Harry’ego to, że pomimo pewnych wad, nie był aż tak kontrowersyjny, miał granice, których nie przekraczał i po prostu wzbudzał większą sympatię. Sami twórcy Brudnego Harry’ego sprytnie dystansowali się od Doyle’a, dając Harry’emu w pracy czarnego partnera, a w kolejnej części nawet azjatycką kochankę. Nie bez znaczenia była również, szczególnie dla żeńskiej części publiczności, atrakcyjna fizyczna powierzchowność samego Eastwooda.

Brudny Harry

W Życzeniu śmierci Michaela Winnera z 1974 roku Charles Bronson stał się Paulem Kerseyem. Typowym przedstawicielem klasy średniej, architektem, tzw. „everymanem”. Człowiekiem, któremu psychopaci odebrali rodzinę, mordując żonę i gwałcąc córkę. Kersey był zwyczajną jednostką, która musiała sobie poradzić w niezwykłych okolicznościach. Wobec bezradności policji wziął sprawy w swoje ręce i za pomocą broni palnej stał się mścicielem likwidującym przestępczość w Nowym Yorku. Kersey wzbudzał empatię widzów i znów niebagatelne znaczenie miała tu zewnętrzna aparycja. Bronson wyglądał jak dobroduszny wujaszek.

Advertisement

Odzew publiczności na Brudnego Harry’ego i Życzenie śmierci był entuzjastyczny. Obie produkcje doczekały się licznych kontynuacji, przy czym należy zaznaczyć, że jedynie pierwsza z wymienionych serii zachowała pewne walory artystyczne. Amerykańscy widzowie dostali tym samym pewną dawkę pokrzepienia. Bombardowani przez media alarmującymi statystykami przestępczości, szukali pociechy w kinie. Pragnęli wierzyć, że w organach ścigania są tak skuteczni ludzie jak Callahan. Ufali, że oni sami mogliby się stać Paulem Kerseyem i sami zacząć działać w jego sposób.

Życzenie śmierci

Prąd zmian etosu twardego bohatera nie ominął nawet wspomnianego wcześniej Johna Wayne’a. W 1974 roku w filmie McQ Johna Sturgesa i rok później w Branniganie Douglasa Hickoxa zagrał właściwie kalkę Brudnego Harry’ego. Miało to znaczenie symboliczne, gdyż Wayne, już wówczas aktor-legenda, musiał drastycznie odejść od image’u honorowego szeryfa z Rio Bravo, by sprostać nowym wyzwaniom ówczesnych trendów popkultury. Sądząc po wynikach kasowych, Wayne’owi udało się to jedynie połowicznie.

Advertisement

McQ

W omawianym okresie nawet samo życie dawało publiczności twardych herosów, których mogła podziwiać. Sztandarowym przykładem był Serpico z filmu pod tym samym tytułem. Sidney Lumet nakręcił w 1973 roku właściwie fabularyzowaną biografię policjanta Franka Serpico. Odważny gliniarz wydał walkę pandemii korupcji, jaka trawiła nowojorską policję. Osamotniony, musiał przeciwstawić się własnemu środowisku.

Obraz stał się klasykiem, jednakże nie mógł spełniać tej samej roli, co Życzenie śmierci i Brudny Harry. W filmach Eastwooda i Bronsona podział na dobrych i złych był przejrzysty, obaj panowie charakteryzowali się też niezwykłą skutecznością, zawsze załatwiali sprawy „od a do z. Świat Serpico siłą rzeczy musiał bardzo przypominać ten, w którym żyjemy. Składał się z różnych odcieni szarości, nikt do końca nie był zły, tak, jak nikt, włącznie z samym Serpico, nie był kryształowy. Wreszcie sam główny bohater w swojej krucjacie odniósł sukces połowiczny i zapłacił za to wysoką cenę. Zniszczyło to jego życie osobiste, a on sam musiał udać się na emigrację.

Advertisement

Serpico

W efekcie finalnym to mutacja Callahana i Kerseya była typem herosa, chętniej powielanego przez innych twórców. Serpico po prostu pokazywał rzeczywistość taką, jaką jest ona naprawdę – zniuansowaną i wieloznaczną. Świat Eastwooda i Bronsona to miejsce, w którym siła magnum jest wystarczającą solucją na większość problemów. Nie trzeba nawet mówić, która wizja dla przeciętnego widza jawiła się jako ta atrakcyjniejsza, bardziej pociągająca, a przede wszystkim miała większy komercyjny potencjał.

Dekada lat osiemdziesiątych była kolejnym okresem ekspansji twardego bohatera „robiącego porządki”. W dalszym ciągu rosnąca przestępczość oraz nowy ogólnodostępny narkotyk – „crack”, będący jeszcze bardziej niebezpieczną wersją zwykłej kokainy, to było aż nadto, by twórcy z miasta aniołów mogli sobie pozwolić na bazowanie na starych lękach. Niestety nasi filmowi twardziele odeszli już całkowicie od realiów rzeczywistości. Spadkobiercy Eastwooda i Bronsona w postaci Schwarzeneggera i Stallone’a prezentowali już zupełnie inny typ herosa.

Advertisement

Marion Cobretti z Cobry, szlagieru ze Stallone’em z 1986 roku, czy Schwarzenegger alias Mark Kaminsky w Rekinach podziemia (aka Jak to się robi w Chicago) z tegoż samego roku byli już superbohaterami wyciętymi wprost z kart komiksu.

Cobra

Dirty Harry i Death Wish były po trosze dramatami, dzięki czemu mogły się w pewnym stopniu silić na imitację prawdziwego świata. Odbiorca przy pewnej dozie dobrej woli mógł uwierzyć, że to, co obserwuje na ekranie, mogło się wydarzyć. Przemawiało to do publiczności, gdyż to, co jest atrakcyjne i ma pozory realności, intryguje najbardziej. Callahan i Kersey mogli wydawać się ludźmi z krwi i kości, łatwiej jest utożsamiać się z kimś, kto choć trochę nas przypomina. Panowie na literę S. kreowali natomiast kuloodpornych superherosów, których można jedynie podziwiać. Kogoś, kogo szans na spotkanie w prawdziwym życiu mieć nie możemy.

Advertisement

Czas jednak nie stoi w miejscu. W kolejnych dekadach Ameryka stawała się już zupełnie innym państwem. Ponowny szybki rozwój gospodarczy kraju zauważalnie poprawiał byt przeciętnego obywatela. Nastąpił znaczny spadek przestępczości. Liczba zabójstw w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców spadła z 8.7 w 1989 roku na 5.7 w 1999 roku. Udało się również opanować epidemię narkomanii. Wspomniane czynniki miały niebagatelny wpływ na preferencje widzów. Super Mściciel przestał być już w centrum zainteresowania. Amerykanie przestali się lękać i potrzebować celuloidowego idola, który w bezlitosny sposób powstrzyma falę przemocy. Powstaje więc pytanie, czy „Harry Kersey” bezpowrotnie odszedł do lamusa?

W odpowiedzi na to pytanie musimy się przenieść na kontynent europejski. Brytyjska produkcja Harry Brown z 2009 roku w reżyserii Daniela Barbera. Klimatyczny dramat sensacyjny z Michaelem Caine’em w roli tytułowej. Brown to sympatyczny, dystyngowany pan w podeszłym wieku, emerytowany zawodowy wojskowy. Żyje w jednej z najpodlejszych dzielnic Londynu. Osamotniony po stracie córki, żona w szpitalu na łożu śmierci. Jedynym jego kompanem jest inny staruszek, długoletni partner do gry w szachy.

Advertisement

Kiedy tenże przyjaciel zostaje zamordowany przez przestępców z okolicy, Brown nie może pozostać bierny. Rozczarowany indolencją organów ścigania dochodzi do wniosku, że fizyczna eliminacja lokalnych oprychów jest jedynym wyjściem. Główny bohater jest taki, jak w latach 70. Ma swoje słabości, w tym wypadku jest stary i schorowany, żyje w plugawym świecie, ale ma też wielką determinację, która daje nadzwyczajne efekty.

Zaskakujące jest podobieństwo Harry’ego Browna do Życzenia śmierci. W narracji, fabule i wymowie. Jeden i drugi tytuł bez ogródek sugeruje, że „ścierwo” po prostu należy wybić jak karaluchy. W pewnej scenie policjantka wypomina Harry’emu, że przemoc nie jest rozwiązaniem, że nie jest już żołnierzem armii brytyjskiej i nie walczy z separatystami irlandzkimi. Brown odpowiada, że Irlandczycy przynajmniej o coś walczyli, a dla bandytów z jego okolicy brutalne rozboje to tylko rozrywka. Twórcy filmu jasno dają do zrozumienia, że dla szumowin nie powinno być wyrozumiałości, bez względu na ich trudne dzieciństwo czy też biedę.

Advertisement

Po „wykonaniu zadania” Brown nie odczuwa wyrzutów sumienia. Przechadzając się po swoim osiedlu, które oczyścił z degeneratów, nie ukrywa satysfakcji, jaką zostawiły na jego twarzy czyny, których się dopuścił.

Dlaczego w wielkiej Brytanii powstał dziś taki film? Okazuje się, że w latach 1987-2007 liczba zabójstw, napadów i przestępstw na tle seksualnym wzrosła o 77%. Sytuuje to Wielką Brytanię wśród najbardziej niebezpiecznych krajów UE. Czyżby historia zatoczyła koło i wyspiarze ożywili amerykańskiego bohatera z lat 70.?

Advertisement

Zapewne w trudnych czasach wszyscy radykalizują swoje poglądy, by znaleźć szybkie i skuteczne rozwiązanie. Harry Brown jest w pewnym sensie gloryfikacją przemocy w słusznym celu. Nie będę dywagować, czy taki pogląd jest słuszny, prawda zazwyczaj leży pośrodku. Można się za to zastanawiać, czy typ twardziela, mściciela z lat siedemdziesiątych, na nowo zagości w głównym nurcie hollywoodzkich filmów rozrywkowych.

Gran Torino

Clint Eastwood po sukcesie Brudnego Harry’ego powtórzył rolę inspektora Callahana jeszcze czterokrotnie. Przez całe lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte pielęgnował swój wizerunek ikony męskości, prawdziwego macho, który bez zbędnych ceregieli i z całą stanowczością załatwi każdą sprawę. W ostatnim dwudziestoleciu wydaje się, że nieco zrewidował swoje poglądy. W 2008 wyreżyserował i zagrał główną rolę w Gran Torino. Jak pisała Manhola Dargis w New York Timesie„Brudny Harry powrócił w tym filmie, co prawda nie jako bohater, ale jako jego duchowy spadkobierca” – w postaci emerytowanego pracownika zakładów montujących samochody.

Advertisement

Clint sprawia w tym filmie wrażenie Callahana na emeryturze, zgorzkniałego, nie pogodzonego z całym światem. Jednocześnie robi rozrachunek ze swoim dawnym wizerunkiem i przyznaje, że samą przemocą nie da się rozwiązać problemu. Dochodzi również do wniosku, że czasem wróg tak naprawdę może okazać się naszym przyjacielem, niekiedy wystarczy go poznać i zrozumieć. Zaczął też dostrzegać, że świat nie jest czarno-biały i ma wiele odcieni.

Eastwood dochodził do tego przez wiele lat. Jego poglądy ewoluowały bardzo wolno. Nadzieja, że widzowie już nigdy nie będą emocjonowali się tymi, którzy dają proste i efektowne rozwiązania, jest myśleniem mocno życzeniowym. Wszyscy wolimy dostawać proste odpowiedzi, nie lubimy, jak ktoś mnoży kolejne pytania. Wolimy, jak ktoś myśli za nas. Nie dotyczy to jedynie kina, wystarczy spojrzeć w stronę polityki.

Advertisement

Harry Brown

Jestem przekonany, że heros sprzed kilku dziesięcioleci kiedyś powróci. To bohater na trudne czasy. Filmowcy sięgną po niego, by mógł pokrzepić kolejne pokolenia żyjące w poczuciu zagrożenia i braku bezpieczeństwa. A kim jest Harry Brown? Z pewnością jest Anglosasem, produktem tamtejszej kultury popularnej.

 

Advertisement

Źródła: 

1. Michałek K., Amerykańskie stulecie. Historia Stanów Zjednoczonych Ameryki 1900-2001, Warszawa: Mada, 2004 r.
2. Recenzja filmu Gran Torino
3. Artykuł o kinie lat siedemdziesiątych
4. Artykuł o ważnych wydarzeniach w USA w latach siedemdziesiątych
5. Artykuł na temat współczesnego wskaźnika przestępczości w USA
6. Artykuł na temat przestępczości w USA
7. Artykuł na temat problemu przestępczości w Wielkiej Brytanii
8. Strona imdb 

Advertisement

Tekst z archiwum film.org.pl (15.11.2010).

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *