Publicystyka filmowa
PRZEZ CIEMNE ZWIERCIADŁO: najwierniejsza (i oczywiście niedoceniona) adaptacja geniusza SCI-FI, Philipa K. Dicka
Raport mniejszości czy Pamięć absolutna w zasadzie czerpią z Dicka jedynie ogólne założenia. Wyjątkiem jest tu Przez ciemne zwierciadło.
Łowca androidów Ridleya Scotta pozostaje swobodnym ujęciem Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?, a serial Człowiek z Wysokiego Zamku to raczej oryginalna produkcja niż wierna adaptacja. Podobnie Raport mniejszości czy Pamięć absolutna oddalają się znacząco od literackich pierwowzorów w zasadzie czerpiąc z Dicka jedynie ogólne założenia. Wyjątkiem jest tu Przez ciemne zwierciadło Richarda Linklatera.
Ekranowe adaptacje twórczości Philipa K. Dicka często borykają się bowiem z dwoma podstawowymi problemami: albo nadmiernie upraszczają filozoficzne koncepcje stojące za materiałem źródłowym, albo zapożyczają jedynie wybrane idee, jak twierdzi ScreenRant.

Przez ciemne zwierciadło ma zapierającą dech gwiazdorską obsadę: Keanu Reeves, Robert Downey Jr., Woody Harrelson i Winona Ryder. Film mimo to zarobił zaledwie 8,5 miliona dolarów przy budżecie wielkości 18,5 i spotkał się – delikatnie mówiąc – z mieszanym przyjęciem krytyków. Z czasem sytuacja nieco się poprawiła, ale wciąż pozostaje produkcją niszową.
No właśnie, Przez ciemne zwierciadło nie próbuje łagodzić najdziwniejszych i najbardziej złożonych aspektów oryginalnej powieści. W przeciwieństwie do większości adaptacji Dicka, film w pełni przyjmuje odrealnioną, halucynacyjną narrację. To podejście czyni go idealnym dla wiernych fanów twórczości pisarza, ale mniej, a czasem zupełnie nieprzystępnym dla szerokiej publiczności.

Mimo że proza Dicka i złożone idee niełatwo przekładają się na język kina, to jego twórczość była zaskakująco często adaptowana. Łowca androidów, Pamięć absolutna, Raport mniejszości czy Człowiek z Wysokiego Zamku dały nam skłaniające do refleksji science fiction, ale trudno nazwać je wiernymi adaptacjami. Przez ciemne zwierciadło, choć również korzysta z twórczych modyfikacji, nie traci z oczu… Dicka. Zamiast jedynie zapożyczać centralny koncept, po prostu mówi do nas słowami geniusza science fiction.
Dawid Myśliwiec, który dla nas zrecenzował A Skanner Darkly – bo tak brzmi oryginalny tytuł – pisał o nim tak: Dzięki nałożeniu warstwy animowanej na materiał aktorski […], Richardowi Linklaterowi udało się wywołać wrażenie permanentnego odrealnienia przy jednoczesnym zakorzenieniu tej opowieści w świecie zrozumiałym dla widzów. Zamiast stworzyć wysokobudżetowy, gwiazdorsko obsadzony thriller science fiction […], Linklater zrealizował oniryczny, odpowiednio mroczny dramat kryminalny o autodestrukcyjnych skłonnościach ludzkości. A przy tym sprawił, że Przez ciemne zwierciadło wygląda obłędnie.

