Publicystyka filmowa
SLIDERS: ta seria SCI-Fi to nie tylko sentyment, ale świetna zabawa
W erze, gdy multiwersum zdominowało popkulturę za sprawą już tylu graczy, że coraz częściej trudno ich policzyć, warto spojrzeć na Sliders.
W erze, gdy multiwersum zdominowało popkulturę za sprawą już tylu graczy, że coraz częściej trudno ich policzyć, warto spojrzeć na skromny serial, który jako pierwszy, a na pewno jeden z pierwszych, podjął ten temat na małym ekranie. Sliders opowiada historię Quinna Mallory’ego, genialnego studenta fizyki granego przez Jerry’ego O’Connella, który wynajduje urządzenie umożliwiające podróże pomiędzy wymiarami.
Wraz z profesorem Maximillianem Arturo (John Rhys-Davies), informatyczką Wade Welles (Sabrina Lloyd) oraz muzykiem Rembrandtem Brownem(Cleavant Derricks), Quinn wyrusza w nieplanowaną podróż przez alternatywne wersje Ziemi. Problem w tym, że towarzystwo traci współrzędne swojego rodzimego wszechświata i mogą je odnaleźć jedynie metodą prób i błędów, nigdy nie wiedząc, co ich czeka po drugiej stronie tunelu. Przygody wciągały, a chemia między członkami obsady sprawiała, że widzowie autentycznie przejmowali się losem bohaterów zagubionych w labiryncie nieskończonych możliwości.

Stworzony przez Tracy’ego Tormé i Roberta K. Weissa serial łączył spekulatywny komentarz społeczny z pomysłową historią i formułą procedurala – jeden odcinek, jeden wymiar. Każdy odcinek pozwalał eksplorować fascynujące pytanie co by było, gdyby – od światów opanowanych przez technologie po dystopijne alternatywy historii. Co by było gdyby dinozaury nigdy nie wyginęły? Co gdyby Wielka Brytania wygrała wojnę o niepodległość Stanów Zjednoczonych? A może starożytny Egipt wcale nie należałby do przeszłości?
W ocenie Collidera Sliders nigdy nie doczekał się takiej popularności jak współczesne produkcje oparte na koncepcji multiwersum, ale jego wpływ na gatunek jest niezaprzeczalny, o sentymencie nie wspominając. Serial udowodnił, że telewizja może podejmować ambitne tematy, zachowując przy tym przystępność i emocjonalną głębię.

Największym atutem Sliders nie są jednak wyłącznie intelektualne eksperymenty i pomysłowe scenariusze, lecz sposób, w jaki serial łączy atrakcyjną alegorię z wiarygodnymi bohaterami. Alternatywne historie stają się pretekstem do komentowania zjawisk społecznych – czasem w satyryczny sposób, a czasem z zadziwiającą przenikliwością. Niektóre moralne przestrogi bywają wyjątkowo dosłowne, ale trudno odmówić serialowi odwagi w stawianiu bohaterów przed etycznymi dylematami bez prostych odpowiedzi.
Serial trafił na naszą listę najlepszych seriali science fiction, a Gracja Grzegorczyk-Tokarska pisała o nim tak: Nie jest to dzieło przełomowe, ale niesamowicie przyjemne w odbiorze. Widzimy powtarzające się motywy, które dziś są może przestarzałe. Jednak to bez znaczenia, bo całość to totalna jazda bez trzymanki. Pojawiają się też odcinki, które starają się namieszać i wywrócić całą fabułę do góry nogami, co tylko działa na korzyść serialu. Do tego mamy bohaterów, którzy są na tyle sympatyczni, że chcemy dalej oglądać ich przygody.

Z kolei Jakub Piwoński umieścił go na liście kultowych seriali emitowanych na słynnym RTL 7 i napisał o nim w ten sposób: Mógłbym w tym miejscu wymienić także nie mniej kultowy serial Zagubiony w czasie, bo także miał swoją emisję na RTL 7, ale ja zawsze byłem zdecydowanie bliżej teamu Sliders. Pięć sezonów, masa kapitalnych przygód w czasie i przestrzeni i chyba najsłynniejsza rola w karierze Jerry’ego O’Connella. Takich młodzieżowych seriali SF się już nie robi, a szkoda.

