Connect with us

Publicystyka filmowa

ARNOLD SCHWARZENEGGER. Z austriackiej prowincji na szczyty Hollywood

ARNOLD SCHWARZENEGGER to opowieść o niezwykłej drodze od austriackiej wioski do hollywoodzkiego szczytu, pełna pasji i determinacji.

Published

on

ARNOLD SCHWARZENEGGER. Z austriackiej prowincji na szczyty Hollywood

Maleńkie, liczące niespełna 2500 mieszkańców miasteczko Thal w austriackim regionie Styria ma niewiele do zaoferowania turystom. Mieści się nieopodal o wiele większego i atrakcyjniejszego Grazu, ale samo w sobie poza kościołem i kilkoma zabytkami nie ma się czym pochwalić. No, może poza muzeum poświęconym urodzonemu właśnie tutaj 30 lipca 1947 roku Arnoldowi Aloisowi Schwarzeneggerowi, najbardziej austriackiej gwieździe kina akcji i największemu mocarzowi wśród gubernatorów USA. Ów jegomość, którego podobizna w latach 80. i 90. zdobiła ściany pokoi milionów nastolatków na całym świecie, kończy dziś 70 lat i wciąż kopie tyłki.

Advertisement

Tego nie wymyśliłby nawet największy fantasta – potężnie zbudowany młodzian o niewymawialnym dla Amerykanów nazwisku i kanciastym akcencie przybywa do USA, staje się legendą bodybuildingu i gwiazdą kina, żeni się z członkinią rodu Kennedych, swój majątek zwielokrotnia dzięki przemyślanym inwestycjom, a na dokładkę zostaje gubernatorem Kalifornii. A przecież właśnie w taki sposób ułożyła się kariera Arnolda! Gdyby stworzyć listę biografii najlepiej realizujących maksymę „od zera do bohatera”, historia Schwarzeneggera na pewno byłaby na niej wysoko. Austriacki siłacz od maleńkości marzył o tym, by być sławnym i bogatym i marzenie to zrealizował, stając się medalowym przykładem spełnienia amerykańskiego snu. A wszystko to osiągnął pomimo biedy, prowincjonalnego wychowania i braku rodzicielskiego wsparcia.

JB Lacroix/WireImage

Arnold urodził się w rodzinie, której głową był Gustav Schwarzenegger, szef lokalnej policji i były członek partii nazistowskiej. Oprócz regularnej kindersztuby zmorą Arniego była także świadomość, że ojciec faworyzuje jego brata Meinharda. Dlaczego? Otóż herr Gustav ubzdurał sobie, że Arnold nie jest jego dzieckiem. Z tego powodu nie ukrywał większej sympatii dla starszego niemal o równy rok Meinharda, który – jak to często bywa – oczekiwaniom nie sprostał i zginął, prowadząc samochód po pijanemu.

Arnold tymczasem już w wieku 14 lat rozpisał sobie w głowie plan opanowania świata, rozpoczynając wówczas zaawansowane treningi siłowe. Na siłownię trafił po raz pierwszy, gdy trener piłki nożnej postanowił pokazać zawodnikom, jak przerzucać ciężary. Schwarzenegger złapał bakcyla, wkrótce porzucając bieganie po murawie na rzecz sztangi i ławeczki. Jeździł do pobliskiego Grazu, chcąc trenować w lepszych warunkach niż te oferowane przez lokale w Thal, w międzyczasie odwiedzając sale kinowe, gdzie podziwiał na ekranie słynnych siłaczy Johnny’ego Weissmullera i Steve’a Reevesa.

Advertisement

Serialowe uniwersum. Odcinki, kontrakty i zdrowy rozsądek

W 1965 roku odbył obowiązkową dla każdego osiemnastolatka służbę w austriackiej armii. Młody Schwarzenegger chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, gdy bez pozwolenia opuścił jednostkę i udał się na zawody Junior Mr. Europe. O mały włos nie trafił przed sąd wojskowy – skończyło się na tygodniowym pobycie w militarnym areszcie, ale Arnold z pewnością zapisał się w kronikach austriackiej armii jako jedyny młodzian, który uciekł z jednostki nie po to, by się wyszaleć, lecz by prężyć muskuły na zawodach dla siłaczy. Warto było jednak zaryzykować – Schwarzenegger tamte zawody wygrał, a w 1966 roku zdobył „dorosły” tytuł Mr.

Europe, został międzynarodowym mistrzem w trójboju siłowym i okrzyknięto go „najlepiej zbudowanym mężczyzną w Europie”. Później było już tylko lepiej: trzykrotnie zdobywał tytuł Mr. Universe, a aż siedmiokrotnie wygrywał zawody Mr. Olympia. Stał się żywą legendą bodybuildingu, miał ogromny wpływ na popularyzację i zmianę postrzegania tej dyscypliny, nie traktowanej wcześniej z należytym szacunkiem. Jego pozycja w historii tego sportu nie zmieniła się nawet wtedy, gdy przyznał się do stosowania sterydów w czasach, gdy było to jeszcze legalne.

Advertisement

W 1968 roku przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, spełniając swoje dziecięce marzenie. Trenował, zdobywał tytuły, ale nie przestawał myśleć o aktorstwie. Już po dwóch latach pobytu w USA zadebiutował przed kamerą jako „Arnold Strong Mr. Universe” w tytułowej roli w filmie Herkules w Nowym Jorku (1970) Arthura Allana Seidelmana, opowiadającej o mitycznym Heraklesie, który przybywa na Ziemię, by poznawać zwyczaje Nowojorczyków. Niskobudżetowa, lekka komedia nie była wówczas wysoko oceniana, ale po latach zyskała kultowy status jako nieco kampowy w formie debiut jednej z największych gwiazd kina akcji w historii.

Po tej roli przez dłuższą chwilę był nieobecny w filmie – wrócił dopiero w Długim pożegnaniu (1973), gdzie zagrał głuchoniemego żołnierza mafii (Schwarzeneggera nie uwzględniono w napisach). Rok później wystąpił m.in. u boku legendarnej Lucille Ball w telewizyjnym Happy Anniversary and Goodbye Jacka Donohue, a po sześciu latach od debiutu Arnold zapracował na pierwsze wyróżnienie. W Niedosycie (1976) Boba Rafelsona zagrał w zasadzie samego siebie – Joe Santo jest kulturystą, który przygotowuje się do zdobycia tytułu Mr. Universe, ale jego plan treningowy zakłócony jest przez pojawienie się inwestora (Jeff Bridges), zamierzającego wykupić i zlikwidować siłownię, w której ćwiczy Joe.

Advertisement

Bohater Bridgesa szybko zostaje zauroczony prostolinijnością i pasją Santo, jednocześnie zakochując się w uroczej recepcjonistce (Sally Field). Schwarzenegger za tę rolę został wyróżniony Złotym Globem dla najlepszego nowego gwiazdora i jest to jedyna ważna nagroda aktorska w jego dorobku.

W 1977 roku Arnold pojawił się we własnej osobie w dokumencie Kulturyści, który niesamowicie wpłynął na popularyzację powerliftingu 1979 roku i do dziś uchodzi za jeden z najlepszych filmów dokumentalnych o tematyce sportowej. Dwa lata później „austriacki dąb”, jak nazywano Schwarzeneggera w środowisku kulturystów, zagrał postać Przystojnego Nieznajomego u boku Kirka Douglasa w okropnej komedyjce Kaktus Jack Hala Needhama, ale na prawdziwe otwarcie swojej kariery musiał poczekać do lat 80.

Advertisement

Swój pierwszy komercyjny sukces Arnold zawdzięcza Robertowi E. Howardowi i postaci Conana Barbarzyńcy, który ten powołał do życia na kartach czasopisma „Weird Tales” w latach 30. XX wieku, a także rosnącej popularności filmów osadzonych w konwencji fantasy. W 1982 roku na ekrany kin wszedł Conan Barbarzyńca John Milius i z miejsca stał się hitem box office – przy budżecie poniżej 20 milionów dolarów zarobił na całym świecie ponad trzykrotnie więcej, co dla filmu z mało znanym jeszcze aktorem w roli tytułowej jest sporym osiągnięciem.

Sukces pierwszej odsłony przygód Conana Cymeryjczyka zaowocował szybkim sequelem – już w 1984 roku widzowie mogli oglądać na ekranach Conana Niszczyciela w reżyserii Richarda Fleischera, ale mimo jeszcze lepszego wyniku finansowego film ten nie spotkał się z tak ciepłym przyjęciem. Popularność nurtu fantasy zaowocowała także Czerwoną Sonją (1985) Fleischera, która – mimo że Arnold zagrał tam postać o innym imieniu – przez wielu uważana jest za nieformalną trzecią część trylogii o Conanie.

Advertisement

Zanim jednak Schwarzenegger ponownie przywdział zbroję, wystąpił w filmie, który najmocniej zdefiniował jego karierę. Terminator (1984) Jamesa Camerona to dzieło, o którym napisano już wszystko – w tym niezwykle istotnym dla nurtu science fiction thrillerze Arnold wcielił się w przybyłego z przyszłości zabójczego cyborga, polującego na Sarę Connor, matkę przyszłego przywódcy ruchu oporu w świecie opanowanym przez maszyny. Ikoniczna rola Schwarzeneggera doczekała się licznych reinkarnacji w kontynuacjach serii, choć w późniejszych odsłonach Terminator T-800 był już postacią pozytywną.

Można śmiało założyć, że gdyby rola w filmie Camerona powędrowała do kogoś innego (a sam reżyser desperacko starał się obsadzić w niej… O.J. Simpsona), kariera Austriaka nie potoczyłaby się w tak udany sposób. Druga połowa lat 80. to cała seria filmów akcji, które dla wychowanych w tym okresie są absolutnie kultowe: Komando (1985) Marka L. Lestera, Jak to się robi w Chicago (1986) Johna Irvina, Predator (1987) Johna McTiernana, Uciekinier (1987) Paula Michaela Glasera czy Czerwona gorączka (1988) Waltera Hilla nie tylko wyniosły Schwarzeneggera na absolutny szczyt, ale też określiły jego aktorską tożsamość, opierającą się na luźnym podejściu do konwencji i sporej dawce humoru, objawiającej się w nierzadko obciachowych dialogach.

Advertisement

Na przełomie lat 80. i 90. Arnold był już niekwestionowaną gwiazdą, a zarobki rosły proporcjonalnie do sławy aktora: za Komando otrzymał 2 miliony dolarów, podczas gdy za Czerwoną gorączkę trzy lata później zainkasował już kwotę czterokrotnie wyższą. W 1988 roku Schwarzenegger zagrał też w filmie, który przyniósł mu dochód większy niż jakikolwiek inny film (a trzeba pamiętać, że za występ w Terminatorze 3 w 2003 roku Arnold zgarnął 30 milionów dolarów!) – decydując się na udział w Bliźniakach Ivana Reitmana, Austriak zrzekł się pensji, namawiając do tego także reżysera i drugą gwiazdę, Danny’ego DeVito, w zamian negocjując z producentami 45% udziałów we wszystkich zyskach z filmu.

Mowa tu nie tylko o wpływach z kin (a Bliźniacy zarobili na całym świecie 216 milionów dolarów), ale także środkach ze sprzedaży filmu na rynek wideo, do telewizji, itp. Dziś ten model biznesowy jest dość popularny, ale pod koniec lat 80. Schwarzenegger był wśród pionierów i dzięki tej decyzji on, Reitman i DeVito zarobili po kilkadziesiąt milionów dolarów. Podobno cała trójka rozważa nakręcenie sequela pt. Trojaczki, w którym trzeciego brata miałby zagrać… Eddie Murphy! Całość należy traktować raczej w kategoriach dobrego żartu, choć podczas tegorocznego festiwalu w Cannes Arnold twierdził, że scenariusz tego niespodziewanego sequela będzie gotowy w ciągu miesiąca…

Advertisement

W 1990 roku Schwarzenegger postanowił spróbować swych sił w reżyserii – zaczął od odcinka Opowieści z krypty, dwa lata później nakręcił telewizyjne Święta w Connecticut i… dał sobie spokój. Może to i dobrze, bo dzięki temu mógł skupić się na aktorstwie – a grał wtedy bardzo dużo. Przez całe lata 90. dopisywał do swojego dorobku kolejne hity, a sukces Bliźniaków spowodował, że Arnold zapragnął udzielać się zarówno w kinie akcji, jak i w filmach komediowo-familijnych. I tak w 1990 roku wystąpił z jednej strony w Pamięci absolutnej Paula Verhoevena, kultowej pozycji kina SF, z drugiej w kolejnym wspólnym projekcie z Ivanem Reitmanem, Gliniarzu w przedszkolu, uwielbianej przez telewidzów komedii obyczajowej ze śladową ilością kina sensacyjnego w tle.

Podobnie było w 1994 roku, kiedy obok napakowanych akcją Prawdziwych kłamstw Jamesa Camerona w filmografii Schwarzeneggera pojawił się Junior (za kamerą ponownie Reitman), przekraczająca granice akceptowalnej głupoty komedia z ciężarnym Arnoldem w roli głównej. Do końca tamtej dekady Schwarzenegger regularnie figurował w kinowych repertuarach, ale jakość poszczególnych filmów i ich wyniki w box office nie były już tak imponujące jak dawniej. W XXI wiek Austriak wkraczał w aurze finansowego rozczarowania, bowiem ani 6-ty dzień (2000) Rogera Spottiswoode’a, ani Na własną rękę (2002) Andrew Davisa (tematycznie bliskie Komando) nie okazały się kasowymi produkcjami.

Advertisement

Pomijając komercyjny sukces trzeciej odsłony Terminatora, Arnold nie miał czego żałować, gdy zawieszał karierę po tym, jak nieoczekiwanie wygrał wybory na gubernatora Kalifornii, reprezentując barwy republikanów.

Zmarł Andrzej Wajda. Wybitny reżyser miał 90 lat

Mimo że po objęciu urzędu mógł pochwalić się poparciem społecznym wynoszącym 89%, gdy kończył drugą kadencję pozytywnie oceniało jego pracę zaledwie 23% obywateli Kalifornii. Jego kariera polityczna pełna była wzlotów i upadków (z naciskiem na te drugie), a jego liberalizujące się z czasem poglądy nie przysparzały mu zwolenników. Gdy na chwilę przed opuszczeniem urzędu gubernatora skrócił wyrok skazanemu za morderstwo synowi przyjaciela, opinia publiczna była oburzona. Schwarzenegger kończył polityczną karierę w niesławie, potwierdzając jedynie obawy swoich przeciwników, którzy na początku jego kadencji zarzucali mu brak właściwego przygotowania politycznego.

Advertisement

Tuż po opuszczeniu urzędu, Arnold wrócił tam, gdzie czuł się najlepiej – na plan filmowy. Najpierw zagrał w kontynuacji Niezniszczalnych (w pierwszej części zaliczył tylko symboliczne cameo), a później postanowił sprawdzić, czy po kilkuletnim rozbracie z aktorstwem jest w stanie udźwignąć ciężar głównej roli. Jak się okazało – nie był. Likwidator (2013) Jee-woon Kima okazał się filmem wtórnym i mało pomysłowym, co odbiło się na wynikach finansowych. Niewiele lepiej było z Planem ucieczki Mikaela Håfströma z tego samego roku, pierwszym filmem, w którym główne role zagrał Schwarzenegger i Sylvester Stallone. Nakręcony na fali popularności produkcji z dawnymi gwiazdami kina akcji Plan ucieczki nie spełnił oczekiwań widzów i zginął w morzu przeciętnych tytułów.

Jak na razie Arnoldowi nie udało się skutecznie reaktywować kariery – ani rozczarowujący Sabotaż (2014) Davida Ayera, ani tym bardziej fatalny Terminator: Genisys (2015) nie pomogło wiekowemu już aktorowi w odświeżeniu nieco przebrzmiałej sławy. W ostatnich latach Schwarzenegger próbował też ról bardziej dramatycznych, jak w Maggie (2015) Henry’ego Hobsona, gdzie zagrał ojca zombie-nastolatki, czy w tegorocznym Aftermath Elliotta Lestera, w którym zmaga się ze stratą żony i córki. Kończący dziś 70 lat Arnold Schwarzenegger z całą pewnością nie mieści się w definicji typowego siedemdziesięciolatka – zarówno pod względem kondycji i postury, jak i zawodowych ambicji, które wciąż trzymają go z dala od aktorskiej emerytury. Posiadający od 1983 roku podwójne obywatelstwo „austriacki dąb” wciąż ma w sobie wystarczająco pomysłów i samozaparcia, by udowodnić, że jego czas – mimo kariery trwającej przeszło cztery dekady – wciąż jeszcze się nie skończył.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *