Publicystyka filmowa
NAJLEPSZE SCENY W SLOW MOTION. Dziesięć wybranych przykładów
Odkryj MAGIĘ SLOW MOTION w NAJLEPSZE SCENY W SLOW MOTION – dziesięć mistrzowskich momentów, które zatrzymują czas i zachwycają widza.
TEKST ZAWIERA SPOILERY
Urodziny obchodzi dziś Zack Snyder, którego znakiem rozpoznawczym jest (bardzo) częste stosowanie efektu slow motion. Wykorzystajmy tę okazję, by wymienić kilka ciekawych zastosowań tej techniki i podkreślić jej znaczenie w danej scenie. Oczywiście nie będziemy się skupiać wyłącznie na scenach spod ręki Snydera, wszak filmowcy często wspomagają się tą efektowną sztuczką, aby dzięki spowolnieniu tempa osiągnąć konkretny efekt.
Oto dziesięć przykładów scen, gdzie slow motion sprawdza się szczególnie dobrze. Wybór jest oczywiście całkowicie subiektywny i podyktowany sympatią do poszczególnych fragmentów. Kolejność przypadkowa.
Watchmen: Strażnicy (2009). Prolog

Na pierwszy ogień rzucę scenę z filmu dzisiejszego jubilata, przez wielu uważanego za jego najlepsze dzieło. Walka Komedianta z zamaskowanym napastnikiem dobrze definiuje to, czego możemy spodziewać po reszcie filmu Snydera. Świetna choreografia walk, fantastyczne rozwiązania audiowizualne i wreszcie całe mnóstwo slow motion. Zwolnione tempo wykorzystane jest tu, by podkreślić kolejne ciosy, przewroty i rzuty przeciwnikiem. Sporo w tym efekciarstwa, ale zasadnego w tej konkretnej konwencji. Snyder zresztą bardzo dobrze odnajduje się w ukazywaniu na ekranie walk nadludzi – w opisywanej scenie z Watchmen czuć doskonale każde wymierzone uderzenie, ale już prawdziwą maestrię reżyser osiąga w Człowieku ze stali, gdzie potyczka Supermana z Zodem niemalże trzęsie telewizorem podczas oglądania. Prolog Strażników płynnie przechodzi w doskonałe intro – kolejny przykład znakomitej strony wizualnej tego filmu.
300 (2006). Leonidas kontra Persowie

Diablo satysfakcjonujący moment. Podobnie jak Watchmen, 300 wręcz upstrzone jest fragmentami przedstawionymi w zwolnionym tempie. Najpopularniejszy z nich to dziś prawdopodobnie słynna scena z „THIS IS SPARTA”, ja postawię jednak na wściekłą szarżę Leonidasa siekającego Persów na różne sposoby.
Choć Snyder stosuje slow motion, to nadal bardzo dynamiczna sekwencja, co osiągnięte zostaje dzięki regularnym zbliżeniom na kolejne efektowne ciosy i komiksową krew rozpryskującą się dookoła. Świetnie wygląda przy tym sam Leonidas. Prawdziwy lider, nieustraszony i absolutnie nie do zatrzymania, wykorzystujący wachlarz broni oraz umiejętności nabytych przez lata treningów i walk. Znakomite zobrazowanie postaci i fantastyczna, ekscytująca scena.
Genialny klan (2001). Richie, Margot i zielony autobus
Wes Anderson używa slow motion w scenie, która na papierze może wydać się nieco błaha – ot, następujące po dłuższej przerwie spotkanie dwojga bliskich sobie osób. Tymczasem reżyser wycisnął z tego momentu, co się da, tworząc jeden z tych magicznych fragmentów, do których mogę wracać regularnie bez znudzenia. Używając slow motion, Anderson podkreśla, że dla Richiego i Margot czas zwalnia w tej jednej chwili, gdy ona zmierza ku niemu po wyjściu z autobusu. Reszta świata mogłaby nie istnieć. Ważny jest jedynie fakt zobaczenia się nawzajem, zaspokojenia tęsknoty i smakowania każdej sekundy ponownego spotkania.
Jednocześnie Anderson wykorzystuje zwolnione tempo, by ze szczegółami zainscenizować tło tej sceny – fantastycznym detalem są chociażby marynarze przechodzący w tle za Richiem, a wykorzystanie piosenki Nico jako ilustracji to przykład tego idealnego zgrania muzyki z obrazem.
Azyl (2002). Telefon potrzebny od zaraz
Azyl plasuje się gdzieś w drugiej połowie rankingu najlepszych dokonań Davida Finchera, ale to nadal bardzo przyzwoity, trzymający w napięciu thriller. Apogeum napięcia osiągnięte zostaje w momencie, gdy bohaterka Jodie Foster wychodzi na chwilę z tytułowego azylu, aby niezauważona przez grasujących napastników przemycić do środka telefon komórkowy. Niebotyczna dawka stresu to właśnie zasługa wykorzystanego w tej scenie slow motion.
Zarówno dla bohaterki, jak i jej córki ten dramatyczny moment musiał wydawać się całą wiecznością. Fincherowi znakomicie udaje się przenieść ich emocje na widza. Zaciskamy pięści w obawie, czy złoczyńcy zdążą wrócić, zanim drzwi pokoju ponownie zamkną się od środka, a niekończące się slow motion jest w tym przypadku wyłącznie zaletą.
Logan: Wolverine (2017). Xavier, hotel i paraliż
Przypadek specyficzny, bo zwolnione tempo tej sceny nie tyle wynika z jej inscenizacji, co z samej fabuły. Pozbawiony kontroli umysł Xaviera paraliżuje wszystkich oprócz Logana, który – z trudnościami – próbuje pospieszyć mu z ratunkiem. Przy okazji pierwszego, kinowego seansu i ja poczułem się unieruchomiony mocą Xaviera. Wibrujący ekran, przenikający uszy dźwięk i widok Logana z wysiłkiem pokonującego kolejne kroki generuje niesamowite napięcie. Odpowiedzialny za reżyserię James Mangold jednocześnie wykorzystuje zwolnione tempo, aby z detalami ukazać, jakie obrażenia mogą wyrządzić szpony Logana (podpowiedź wyżej – nietrudno przebić nimi na wylot ludzką czaszkę). Wyczerpujący emocjonalnie moment i jedna z najlepszych scen tego znakomitego filmu!
Sherlock Holmes (2009). Siła dedukcji

Przygody Holmesa według Guya Ritchiego to świetna rozrywka – dostosowana pod dzisiejszego widza złaknionego solidnych doświadczeń audiowizualnych, ale jednocześnie zachowująca ducha opowiadań Arthura Conan Doyle’a. Ritchie w obu odsłonach perypetii Holmesa o twarzy Roberta Downeya Juniora nie szczędzi ujęć w slow motion, więc było z czego wybierać. Postawiłem na fragment części pierwszej, gdzie zwolnione tempo służy jako środek na ukazanie niezwykłej dedukcji Sherlocka, sprawiającej wrażenie wybiegania myślami kilkanaście sekund do przodu.
Podczas walki z większym od siebie przeciwnikiem Holmes opracowuje sekwencję ciosów mających go powalić. Każdy z nich zobrazowany jest właśnie w zwolnionym tempie, jakby stanowiąc kolejny punkt w planie detektywa. Po swoistej zapowiedzi ruchów Sherlocka oglądamy je ponownie – tym razem już po bożemu, w normalnej prędkości. Żadnego popełnionego błędu. W końcu to Holmes.
X-Men: Przeszłość, która nadejdzie (2014). Oto Quicksilver!

Spośród wszystkich przedstawionych na ekranie scen ukazujących moce superszybkich nadludzi ta jest zdecydowanym zwycięzcą. Perfekcyjnie przemyślana i zrealizowana sekwencja, idealnie ukazująca perspektywę Quicksilvera używającego swoich umiejętności. Mutant w przeciągu góra sekundy może swobodnie przemieścić się po całym pomieszczeniu, dogodnie poustawiać niczego nieświadomych przeciwników, a nawet poprzesuwać znajdujące się w powietrzu pociski pistoletu, wszystko to w rytmie kapitalnej piosenki Time In a Bottle Jima Croce. Z oglądania jego mocy czerpiemy tyle radości, co on z racji ich używania.
Można się wręcz rozmarzyć, jak ciekawym doświadczeniem byłaby możliwość wejścia w jego skórę. Poprzeczka w tej kategorii została tutaj zawieszona tak wysoko, że nie sądzę, by udało się ją kiedyś przeskoczyć. Nawet oparta na podobnym schemacie scena w X-Men: Apocalypse nie była już tak dobra, jak w poprzedniku, choć to samo można byłoby powiedzieć o każdym innym momencie tego filmu.
Dredd (2012). Wpływ narkotyku

Podobnie jak w przypadku Logana, w Dreddzie sceny w slow motion wpisane są poniekąd w fabułę i stanowią ilustrację wpływu narkotyku znanego jako… Slow-Mo. Substancja ta sprawia, że zażywająca ją osoba postrzega świat w zaledwie jednym procencie standardowej prędkości, zatem to, co oglądamy na ekranie, bohaterowie filmu widzą rzeczywiście.
Można się zastanawiać, czy faktycznie chciałoby się doświadczyć czegoś podobnego. Nie wybierałem pojedynczej sceny, bo dokładnie każda przedstawiająca efekt ćpania Slow-Mo to wizualna perełka – poza zwolnieniem tempa twórcy stosują jeszcze zabieg w postaci podkręcenia saturacji koloru i kontrastu. Efekt jest znakomity.
Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia (2001). „Fly, you fools”

Nie mogłem odmówić sobie przyjemności umieszczenia sceny z Drużyny Pierścienia na tej liście. Moment kojarzony chyba przez wszystkich – pokonanemu Balrogowi w ostatniej chwili udaje się pociągnąć za sobą Gandalfa. Czarodziej chwilę przed upadkiem w otchłań rozkazuje reszcie Drużyny uciekać, co też reszta z oporami czyni. Ich wyjście z Morii Peter Jackson ukazuje w zwolnionym tempie, maksymalnie podbijając smutek i dramatyzm tej chwili, w czym dodatkowo pomaga przepiękna muzyka Howarda Shore’a. Widzowi w pełni udziela się poczucie straty i beznadziei odczuwane przez bohaterów.
Oto upadł ten, który dawał im największe poczucie bezpieczeństwa, stanowił wsparcie i zawsze służył opieką oraz dobrym słowem. Nie było lepszego sposobu, by ukazać tę rozpacz. Poczucie pustki odczuwa się za każdym razem.
Pluton (1986). Śmierć Eliasa

Ikoniczna scena. Wizerunek wnoszącego ręce ku górze, rozrywanego pociskami Eliasa to jeden z tych najsłynniejszych filmowych kadrów, zapewne kojarzonych nawet przez osoby, które kinem się nie fascynują. Moment godny swojej popularności.
Nie ma w tej scenie cienia fałszu czy sztucznej emocji – trudno nie poczuć współczucia i żalu, gdy patrzy się na zrozpaczoną, naznaczoną bólem twarz Willema Dafoe, bezskutecznie próbującego wstać i biec dalej. Zwolnione tempo bezbłędnie zgrywa się tutaj z użytym utworem (Adagio for Strings), maksymalnie pompując dramatyzm i emocjonalny ładunek tej sceny.
To tyle, jeżeli chodzi o moje typy (owszem, nie było wśród nich żadnej sceny z Matrixa!). Czekam oczywiście na wasze propozycje ulubionych scen w slow motion. Czy będą to inne fragmenty z wyżej wspomnianych filmów, czy może zupełnie nowe przykłady? Jest z czego wybierać!
Zanim się pożegnamy…
BONUS: Karateci Kiz (1974)
Na samo zakończenie bonusowa, jedenasta pozycja. Jeśli myślicie, że śmierć Eliasa to maksimum dramatyzmu, jaki można osiągnąć, używając slow motion w scenie czyjegoś zgonu, prawdopodobnie nie widzieliście nigdy poniższego fragmentu! Sześćdziesiąt siedem sekund czystej sztuki i filmowej magii. Zapraszam:
korekta: Kornelia Farynowska
