Zestawienie

I am the one who knocks, czyli najbardziej SZOKUJĄCE momenty z BREAKING BAD

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Myślę, że nie tylko mi trudno jest uwierzyć w to, że finał Breaking Bad ukazał się już ponad siedem lat temu. I choć od tamtej pory pojawiło się całe zatrzęsienie nowych seriali (w tym całkiem udanych naśladowców pokroju Ozark), niewiele z nich zdołało choć trochę zbliżyć się do doskonałości wypracowanej przez Vince’a Gilligana i Petera Goulda. Z pewnością należy tu wspomnieć rewelacyjne Better Call Saul, które w moich oczach wcale nie ustępuje starszej produkcji; jeśli jednak chodzi o liczbę momentów z opadnięciem szczęki, wspomniany spin-off musi oddać palmę pierwszeństwa oryginalnej serii. W tym zestawieniu przyjrzę się najbardziej szokującym chwilom Breaking Bad. Na pewno nie zmieszczą się tu wszystkie tego typu sceny, zachęcam więc do uzupełnienia listy własnymi typami. Bitch.

Uwaga: cały tekst (włącznie z tytułami akapitów) jest najeżony spoilerami ze wszystkich sezonów Breaking Bad.

Otwarcie serialu

Jedno z najlepszych otwarć w historii seriali – już od pierwszych minut pilotowego odcinka wiemy, że oglądamy coś wyjątkowego. Zanim mamy czas przetrawić ujęcie majestatycznie opadających na ziemię spodni, w centrum akcji pojawia się kamper, szaleńczo prowadzony przez półnagą postać w masce przeciwgazowej. Na podłodze pojazdu leżą dwaj bezwładni mężczyźni, wszędzie wala się chemiczny ekwipunek, a domniemany partner kierowcy leży nieprzytomny na desce rozdzielczej. Krótką kraksę później dowiadujemy się, że kierowca jest protagonistą i za chwilę popełni tzw. samobójstwo przez policję. W tym momencie akcja cofa się o trzy tygodnie, a w głowie widza pojawia się tysiąc pytań – co musiało się stać, że ten uśmiechnięty i do bólu zwyczajny tata, mąż i nauczyciel wylądował w takiej sytuacji? Do dziś pamiętam oglądanie tego odcinka po raz pierwszy i moje ogromne zaintrygowanie tą historią; byłem też przekonany, że do sceny otwierającej wrócimy dopiero pod koniec sezonu, a może nawet serialu. Sądziłem, że to będzie emocjonalny high point całego Breaking Bad i oj, srogo się myliłem.

Trup w wannie

Odcinek pilotowy w żadnym wypadku nie zapowiada przesadnie drastycznych scen w serialu. Nie brakuje tam przemocy, ale pojawia się ona w stonowanym i dość bezkrwawym wydaniu. Być może dlatego moment, w którym na wpół rozpuszczone zwłoki zabitego gangstera rozbryzgują się po całym korytarzu, wywołuje takie wrażenie. Oczywiście, jest to także zasługa świetnego budowania napięcia – podejrzliwemu widzowi z pewnością zapaliła się czerwona lampka, kiedy Jesse zalał kwasem zwłoki leżące w wannie (choć Walt kazał mu kupić w tym celu plastikowe pojemniki), ale dopiero reakcja Walta na odkrycie tego faktu pozwoliła spodziewać się tragedii. To, co następuje chwilę później, jest jednocześnie przerażające i komicznie absurdalne – trudno powiedzieć, czy powinniśmy złapać się za głowę, czy roześmiać. A może jedno i drugie?

Chemia w praktyce

Jeden z pierwszych kamieni milowych dla Walta – to tu narodził się Heisenberg, którego pokochaliśmy/znienawidziliśmy wszyscy. Początkowo może się wydawać, że wizyta w przybytku Tuco to pewne samobójstwo, jednak otwierająca odcinek zajawka tej sceny pokazuje nam odmienionego Walta, który niemal nietknięty wychodzi z jakiegoś zdezelowanego budynku. Podobnie jak w przypadku pilota, możemy się tylko zastanawiać, jak do tego doszło – jak nasz w gruncie rzeczy sympatyczny Walt zmienił się w tego nieznajomego (którego niedługo nazwiemy Heisenbergiem). Determinacja i pewność siebie Walta, pozorny brak szans na zwycięstwo i zasugerowany wcześniej (podczas lekcji chemii) wybuchowy zwrot akcji: trudno sobie wyobrazić lepsze narodziny kultowej postaci.

Żółw

Wiele szokujących momentów Breaking Bad jest w jakiś sposób zapowiedzianych – w tym przypadku było to trajkotanie Marie o odcinaniu głów przez meksykańskie kartele. Mimo to myślę, że nikt nie spodziewał się, że po raptem jednej scenie głowa Danny’ego Trejo wyląduje na żółwiu… który następnie eksploduje, rozrywając na kawałki kilku policjantów. Fakt, że obserwujemy tę potworną scenę z perspektywy Hanka, który jeszcze przed wybuchem był w trakcie ataku paniki (stres pourazowy po strzelaninie z Tuco), dodatkowo potęguje upiorność tej wstrząsającej sceny.

Katastrofa lotnicza

Cały drugi sezon w niezwykle zagadkowy sposób zapowiada tę katastrofę. Począwszy od oderwanego oka pluszowego misia (które oczywiście wziąłem za ludzkie oko podczas pierwszego oglądania) i ujawnienie w połowie spalonej twarzy zabawki (motyw, który jeszcze wróci w wielkim stylu), przez dźwięk syren, służby sprzątające zniszczenia i dwa worki z ciałami – chyba większość widzów spodziewała się ataku na dom White’ów i śmierci Skyler i/lub Waltera Jr. Myślę natomiast, że NIKT nie oczekiwał pośrednio spowodowanej przez Walta lotniczej katastrofy tuż nad jego domem. Świetny sposób na kontynuowanie zapoczątkowanego przez bohatera łańcucha tragedii i mocne zakończenie sezonu.

Ratunek i kara

Do tego momentu Walt miał już na swoim koncie morderstwa i wątpliwe moralnie czyny, ale dopiero w tej scenie możemy odczuć jego bezwzględność. Jasne, mówimy tu o zabiciu dwóch kanalii, które zamordowały małe dziecko i były o krok od zastrzelenia Jesse’ego, ale wciąż… Brutalne przejechanie autem po obu dilerach i klasyczna egzekucja rannego – nietrudno zareagować na to podobnie jak wstrząśnięty Pinkman. Idealne wyczucie czasu Walta oczywiście jest mocno naciągane, ale ładunek emocjonalny zawarty w tej sekwencji pozwala mi to wybaczyć.

Ostatnio dodane