Connect with us

Publicystyka filmowa

I am the one who knocks, czyli najbardziej SZOKUJĄCE momenty z BREAKING BAD

Odkryj najbardziej SZOKUJĄCE momenty z BREAKING BAD, które na zawsze zmieniły oblicze telewizyjnej fabuły. Bądź gotów na emocje!

Published

on

I am the one who knocks, czyli najbardziej SZOKUJĄCE momenty z BREAKING BAD

Myślę, że nie tylko mi trudno jest uwierzyć w to, że finał Breaking Bad ukazał się już ponad siedem lat temu. I choć od tamtej pory pojawiło się całe zatrzęsienie nowych seriali (w tym całkiem udanych naśladowców pokroju Ozark), niewiele z nich zdołało choć trochę zbliżyć się do doskonałości wypracowanej przez Vince’a Gilligana i Petera Goulda. Z pewnością należy tu wspomnieć rewelacyjne Better Call Saul, które w moich oczach wcale nie ustępuje starszej produkcji; jeśli jednak chodzi o liczbę momentów z opadnięciem szczęki, wspomniany spin-off musi oddać palmę pierwszeństwa oryginalnej serii.

Advertisement

W tym zestawieniu przyjrzę się najbardziej szokującym chwilom Breaking Bad. Na pewno nie zmieszczą się tu wszystkie tego typu sceny, zachęcam więc do uzupełnienia listy własnymi typami. Bitch.

Uwaga: cały tekst (włącznie z tytułami akapitów) jest najeżony spoilerami ze wszystkich sezonów Breaking Bad.

Advertisement

Otwarcie serialu

Jedno z najlepszych otwarć w historii seriali – już od pierwszych minut pilotowego odcinka wiemy, że oglądamy coś wyjątkowego. Zanim mamy czas przetrawić ujęcie majestatycznie opadających na ziemię spodni, w centrum akcji pojawia się kamper, szaleńczo prowadzony przez półnagą postać w masce przeciwgazowej.

Na podłodze pojazdu leżą dwaj bezwładni mężczyźni, wszędzie wala się chemiczny ekwipunek, a domniemany partner kierowcy leży nieprzytomny na desce rozdzielczej. Krótką kraksę później dowiadujemy się, że kierowca jest protagonistą i za chwilę popełni tzw. samobójstwo przez policję. W tym momencie akcja cofa się o trzy tygodnie, a w głowie widza pojawia się tysiąc pytań – co musiało się stać, że ten uśmiechnięty i do bólu zwyczajny tata, mąż i nauczyciel wylądował w takiej sytuacji? Do dziś pamiętam oglądanie tego odcinka po raz pierwszy i moje ogromne zaintrygowanie tą historią; byłem też przekonany, że do sceny otwierającej wrócimy dopiero pod koniec sezonu, a może nawet serialu. Sądziłem, że to będzie emocjonalny high point całego Breaking Bad i oj, srogo się myliłem.

Advertisement

Trup w wannie

Odcinek pilotowy w żadnym wypadku nie zapowiada przesadnie drastycznych scen w serialu. Nie brakuje tam przemocy, ale pojawia się ona w stonowanym i dość bezkrwawym wydaniu. Być może dlatego moment, w którym na wpół rozpuszczone zwłoki zabitego gangstera rozbryzgują się po całym korytarzu, wywołuje takie wrażenie. Oczywiście, jest to także zasługa świetnego budowania napięcia – podejrzliwemu widzowi z pewnością zapaliła się czerwona lampka, kiedy Jesse zalał kwasem zwłoki leżące w wannie (choć Walt kazał mu kupić w tym celu plastikowe pojemniki), ale dopiero reakcja Walta na odkrycie tego faktu pozwoliła spodziewać się tragedii. To, co następuje chwilę później, jest jednocześnie przerażające i komicznie absurdalne – trudno powiedzieć, czy powinniśmy złapać się za głowę, czy roześmiać. A może jedno i drugie?

Chemia w praktyce

Jeden z pierwszych kamieni milowych dla Walta – to tu narodził się Heisenberg, którego pokochaliśmy/znienawidziliśmy wszyscy. Początkowo może się wydawać, że wizyta w przybytku Tuco to pewne samobójstwo, jednak otwierająca odcinek zajawka tej sceny pokazuje nam odmienionego Walta, który niemal nietknięty wychodzi z jakiegoś zdezelowanego budynku. Podobnie jak w przypadku pilota, możemy się tylko zastanawiać, jak do tego doszło – jak nasz w gruncie rzeczy sympatyczny Walt zmienił się w tego nieznajomego (którego niedługo nazwiemy Heisenbergiem). Determinacja i pewność siebie Walta, pozorny brak szans na zwycięstwo i zasugerowany wcześniej (podczas lekcji chemii) wybuchowy zwrot akcji: trudno sobie wyobrazić lepsze narodziny kultowej postaci.

Advertisement

Żółw

Wiele szokujących momentów Breaking Bad jest w jakiś sposób zapowiedzianych – w tym przypadku było to trajkotanie Marie o odcinaniu głów przez meksykańskie kartele. Mimo to myślę, że nikt nie spodziewał się, że po raptem jednej scenie głowa Danny’ego Trejo wyląduje na żółwiu… który następnie eksploduje, rozrywając na kawałki kilku policjantów. Fakt, że obserwujemy tę potworną scenę z perspektywy Hanka, który jeszcze przed wybuchem był w trakcie ataku paniki (stres pourazowy po strzelaninie z Tuco), dodatkowo potęguje upiorność tej wstrząsającej sceny.

Katastrofa lotnicza

Cały drugi sezon w niezwykle zagadkowy sposób zapowiada tę katastrofę. Począwszy od oderwanego oka pluszowego misia (które oczywiście wziąłem za ludzkie oko podczas pierwszego oglądania) i ujawnienie w połowie spalonej twarzy zabawki (motyw, który jeszcze wróci w wielkim stylu), przez dźwięk syren, służby sprzątające zniszczenia i dwa worki z ciałami – chyba większość widzów spodziewała się ataku na dom White’ów i śmierci Skyler i/lub Waltera Jr.

Advertisement

Myślę natomiast, że NIKT nie oczekiwał pośrednio spowodowanej przez Walta lotniczej katastrofy tuż nad jego domem. Świetny sposób na kontynuowanie zapoczątkowanego przez bohatera łańcucha tragedii i mocne zakończenie sezonu.

Ratunek i kara

Do tego momentu Walt miał już na swoim koncie morderstwa i wątpliwe moralnie czyny, ale dopiero w tej scenie możemy odczuć jego bezwzględność. Jasne, mówimy tu o zabiciu dwóch kanalii, które zamordowały małe dziecko i były o krok od zastrzelenia Jesse’ego, ale wciąż… Brutalne przejechanie autem po obu dilerach i klasyczna egzekucja rannego – nietrudno zareagować na to podobnie jak wstrząśnięty Pinkman. Idealne wyczucie czasu Walta oczywiście jest mocno naciągane, ale ładunek emocjonalny zawarty w tej sekwencji pozwala mi to wybaczyć.

Advertisement

Żadnych półśrodków

Pierwsze morderstwo Jesse’ego to bolesny moment zarówno dla niego, jak i widza. Jego ofiarą nie jest bowiem żaden psychopatyczny diler ani wyrachowany cyngiel kartelu – to ciapowaty Gale Boetticher. Jesse jest zmuszony go zamordować, żeby ocalić życie Walta i swoje, jako że obaj zostali postawieni pod ścianą przez Gusa Fringa. To zabójstwo wywołuje takie wrażenie głównie z powodu usposobienia Gale’a, który pomimo uczestnictwa w produkcji metamfetaminy sprawia wrażenie niegroźnego niewiniątka.

Trzeba jednak nadmienić, że niedługo przed swoją śmiercią Gale świadomie wydał wyrok na Walta, zapewniając Gusa, że potrafi powtórzyć jego chemiczne sukcesy – trudno więc go postrzegać wyłącznie jako ofiarę.

Advertisement

To ja jestem niebezpieczeństwem

Skyler przez długi czas nie miała pojęcia, czym zajmuje się mąż, a kiedy już się dowiedziała, wciąż nie zdawała sobie sprawy, kim stał się Walt. W tej scenie pan White wreszcie zrzuca swoją maskę potulnego kłamcy i pokazuje żonie prawdziwą twarz Heisenberga. Nawet my, którzy mieliśmy już okazję widzieć mroczne alter ego Waltera w akcji, nie możemy pozostać obojętni wobec tego emocjonalnego monologu. Monologu zbudowanego na przezwyciężeniu lat wstydu, strachu i braku wiary w siebie – na wewnętrznej sile, którą Waltowi dało czynienie zła. To fenomenalnie napisana i wyreżyserowana scena, ale jej kultowość i shock value to głównie zasługa perfekcyjnego aktorstwa zarówno Bryana Cranstona, jak i Anny Gunn.

Pieniądze dla Teda

Kiedy konflikt z Gusem osiąga punkt krytyczny, ostatnią nadzieją dla Walta i jego rodziny okazuje się wyjazd i zmiana tożsamości. Organizacja tego koła ratunkowego to jednak bardzo droga zabawa – kiedy więc Walt odkrywa, że jego ciężko i nielegalnie zarobione pieniądze trafiły do kochanka jego żony, nie pozostaje mu nic innego niż wybuch histerycznego śmiechu. Nieuchronność nadciągającej tragedii, absurdalność sytuacji, sugestywne kadrowanie i kompletny obłęd Walta (wyjątkowo wybitny występ Cranstona, nawet jak na ten serial) – prawdziwe ciarki na plecach.

Advertisement

Dwie twarze

Finał niszczycielskiego konfliktu Walta z Gusem (i przy okazji Hectorem Salamancą) sprytnie zagrał publice na emocjach; kiedy wybuchowa pułapka Walta i Hectora zgodnie z planem zaskakuje Fringa, wydaje się, że to koniec. Ku niedowierzaniu widza Gus wychodzi jednak z pomieszczenia względnie nietknięty, a gdy już możemy pomyśleć, że po raz kolejny udało mu się uniknąć śmierci, pokazana zostaje druga połowa jego twarzy – a z tej zostało bardzo niewiele. To groteskowy moment, mocno naginający poczucie wiarygodności, jakie towarzyszy nam przez większość serialu. W żadnym razie nie traktuję tego jak zarzut, w końcu otrzymaliśmy dzięki temu jedną z najbardziej pamiętnych scen śmierci w historii telewizji.

Finał napadu na pociąg

Napad na pociąg w wykonaniu Walta, Jesse’ego, Mike’a i Todda to trzymający w nieustannym napięciu kawał porządnego neo-westernu. Do samego końca wydaje się, że coś pójdzie nie tak, ale mimo to skok przebiega gładko i kończy się sukcesem. Radość trwa jednak krótko – okazuje się, że świadkiem zdarzenia był mały chłopiec. Zanim ktokolwiek ma czas na reakcję, Todd – nowy nabytek w drużynie i pozornie dobroduszny chłopak – wyciąga pistolet i bezlitośnie zabija dziecko.

Advertisement

Trudno powiedzieć, co wstrząsa bardziej: tragiczna śmierć niewinnego chłopca czy fakt, że głupkowato-poczciwy Todd okazuje się prawdziwym potworem, który nie widzi absolutnie niczego złego w swoim czynie. Z perspektywy czasu odbiór tej sytuacji jest jeszcze gorszy: wszak to jest moment, w którym Todd zaczął zastępować Jesse’ego w roli pomocnika Walta doceniającego brak skrupułów nowego towarzysza.

Uważaj, do kogo mówisz

Jedna z najbardziej bezsensownych i zaskakujących śmierci w całym serialu. Oto Mike Ehrmantraut, doświadczony zabójca i spec od wszystkiego, były policjant i naczelny twardziel Breaking Bad, daje się zdradziecko postrzelić rozjuszonemu Waltowi. Co gorsza, całego konfliktu można było uniknąć, gdyby tylko Walt wcześniej wpadł na to, skąd może zdobyć listę współpracowników Mike’a.

Advertisement

Mimo wszystko drażni mnie jednoznaczne określanie Mike’a jako ofiarę tej sytuacji. Były zabójca Gusa przez całą swoją znajomość z Waltem gnoił go i poniżał, często niesłusznie oskarżając (chociażby o konflikt z Gusem) i traktując protekcjonalnie, bez jakiegokolwiek szacunku – dobrze jednak wiedział, że ma do czynienia z zabójcą. Ironiczne w tym wszystkim jest to, że Mike i Walt mają na swoim koncie podobne grzechy i być może to właśnie było jednym z powodów tej tragicznej w skutkach niechęci. Koniec końców Mike popełnia ten sam błąd, który zakończył życie Gusa, Jacka i jego gangu, a nawet Hanka – wszyscy oni zlekceważyli Walta i zapłacili za to najwyższą cenę.

Objawienie

Jak tu nie uwielbiać takiej zgrywy? Cztery sezony śledztwa i zabawy w kotka i myszkę. Stopniowo popadający w obsesję Hank i pseudonim, który nie daje mu spać po nocach: Heisenberg. Kim jest ten tajemniczy diler i jak go złapać? Dorwanie producenta słynnej niebieskiej mety staje się dla szwagra kwestią honoru, a widz z czasem zaczyna rozumieć, że kiedy prawda wyjdzie na jaw, więzi rodzinne nie będą miały znaczenia.

Advertisement

Nie po wszystkim, co się wydarzyło. Świetnym twistem jest natomiast wybór momentu tego przełomowego objawienia. Nie dzieje się to, kiedy Hank nieustępliwie usiłuje dorwać swój cel (a kilka razy jest bliski sukcesu), o nie. Objawienie ma miejsce, kiedy wydaje się, że wszystko zmierza ku lepszemu – Walt wreszcie porzuca swoją działalność i ma odłożone grube miliony dolarów dla swoich bliskich, a cała rodzina cieszy się wspólnym obiadem. To właśnie wtedy – podczas wizyty w toalecie (!) – Hank zupełnym przypadkiem trafia na ostatni element układanki. W tym momencie pojawiają się napisy końcowe, a przed widzem roztacza się perspektywa czekania roku na resztę sezonu. Ciężka sprawa, a dla oglądających serial dziś – abstrakcja.

Tragedia na pustyni

Polowanie Hanka na Walta nie mogło nie skończyć się tragedią. Mimo to chyba mało kto był gotowy na taki przebieg wydarzeń. Wszyscy znaliśmy Hanka jako dobrego strzelca i wytrwałego wojownika, ale przewaga liczebna i ogniowa gangu Jacka zapowiada fatalny finał już od początku konfrontacji. Całość trwa wyjątkowo krótko, ale nie ma co się oszukiwać – Hank i Steve nie mieli żadnych szans.

Advertisement

Jednakże kiedy Schrader zostaje postrzelony, a Walt wyrywa się, żeby go ocalić, serial perfidnie daje nam fałszywą nadzieję na szczęśliwe zakończenie. Przez pozorne wahanie Jacka można pomyśleć, że być może skusi się on na pieniądze Walta w zamian za życie jego szwagra. Do brutalnej rzeczywistości sprowadza nas (i Walta) sam Hank, który rozumie, że jego oprawca bawi się ze swoimi ofiarami i nawet przez sekundę nie rozważa oszczędzenia mężczyzny. Schrader nie zamierza błagać o litość i zachowuje twarz do ostatniej sekundy życia – po jej upływie trudno zaś nie czuć miażdżącego zdruzgotania.

Neonaziści do odstrzału

Śmierć gangu Jacka to bezsprzecznie najbardziej satysfakcjonujący moment całego serialu. Po potwornych niesprawiedliwościach z kilku poprzednich odcinków trudno było oczekiwać czegoś zbliżonego do happy endu, ale jednak się tego doczekaliśmy. Zaskakujący jest także sposób, który Walt wybrał na zakończenie tego konfliktu; większość jego poprzednich wybiegów była subtelniejsza i bezpieczniejsza dla samego Walta.

Advertisement

Ta konfrontacja mogła jednak pójść nie tak na dziesięć różnych sposobów, co pokazuje, że nasz protagonista nie ma już nic do stracenia. Skoszenie wszystkich członków gangu ukrytym w bagażniku karabinem maszynowym to plan tyleż odważny, co szalony i oryginalny. Ten tort ma również aż dwie wisienki – brutalną śmierć psychopaty Todda z ręki Jesse’ego oraz egzekucję na Jacku, który ostatecznie skończył podobnie jak Hank. Późniejsza śmierć rannego Walta nie jest jednak takim szokiem jak poprzedzający ją sukces sprawiedliwości – to raczej coś, czego od dawna spodziewał się każdy.

Bonus: Imprezowy ciąg

To bonusowa pozycja na liście, bo nie jest to moment, a określenie „szokujący” wydaje mi się nieco na wyrost. Niemniej obserwowanie, jak rozpadający się psychicznie Jesse zmienia swój świeżo wyremontowany dom w szaloną imprezownię, a następnie melinę dla bezdomnych narkomanów, to mrożące krew w żyłach doświadczenie. Fakt, że chłopak praktycznie nie wchodzi w interakcje z zaproszonymi ludźmi (którzy są w zasadzie zbieraniną wykolejeńców i nieznajomych) dodatkowo wzmacnia obraz autodestrukcyjnego wyobcowania Jesse’ego.

Advertisement

Nawet odkładając na bok aspekt psychologiczny – jestem pewien, że stopniowa destrukcja świeżo odpicowanego domu to iście wstrząsające przeżycie dla każdego pedanta i niewolnika porządku (coś o tym wiem).

Specjalne wyróżnienia (dla pamiętnych scen, które ustępują jednak reszcie listy):

Combo i młodociany zabójca – Jesse od początku przestrzegał Walta przed interesami na cudzym terytorium, jednak chciwość tego drugiego doprowadza do ataku na znajomego Pinkmana, Combo. I o ile sam fakt ataku nie jest szczególnie zaskakujący, o tyle 11-latek jako egzekutor jak najbardziej pozostawia odbiorców w stanie oniemienia.

Advertisement

Skyler atakująca Walta nożem i późniejsza rozmowa przez telefon – nieuchronny rozpad rodziny White’ów był kwestią czasu, ale paskudny przebieg tego dramatu (w dodatku świeżo po śmierci Hanka) sprawia, że to jedna z najtrudniejszych w odbiorze scen całego serialu. Kulminacja w postaci porwania Holly przez Walta, a także późniejsza rozmowa telefoniczna (wszystkie Oscary świata dla Cranstona), to symboliczne przybicie gwoździa do trumny sponiewieranego emocjonalnie widza.

Przyzwolenie na śmierć Jane – kiedy Jane wraca do heroiny i zaczyna szantażować Walta, jej śmierć zdaje się pewnością. Szybko bowiem staje się jasne, że ta dziewczyna ma jeszcze większe skłonności do autodestrukcji niż Jesse, natomiast konflikty z Waltem nikomu nie wychodzą na dobre, nawet na początku serialu. Nie zmienia to jednak faktu, że obraz Walta przyglądającego się śmierci Jane jest potworny; nie sposób tu usprawiedliwić decyzji bohatera, choć być może ocalił on w ten sposób życie swojego partnera (którego Jane z pewnością zaprowadziłaby na dno).

Advertisement

Więzienna seria – nawet kiedy dobrze już znamy bezwzględną twarz Heisenberga, ten potrafi zaskoczyć: w tym przypadku było to zlecenie jedenastu brutalnych morderstw w celu uniknięcia ryzyka ewentualnej wpadki. Drastyczne, bezlitosne i zupełnie zwyczajne dla Walta. Brr.

Kara Todda – niewola Jesse’ego to być może najbardziej przygnębiający wątek Breaking Bad, doskonale wpisujący się w grobową atmosferę ostatnich odcinków. Jego kulminacją jest morderstwo byłej dziewczyny Pinkmana jako kara za jego nieposłuszeństwo. Jest to ohydne i nieludzkie, a całość pogarsza świadomość, że być może to kilkuletni Brock znalazł leżące w drzwiach zwłoki swojej mamy. Tyle dobrego, że sprawca zabójstwa – Todd – zostaje zabity razem z resztą gangu w finale serialu.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *