Publicystyka filmowa
UNDER THE SILVER LAKE: kompletnie urwane z łańcucha połączenie THRILLERA i czarnego KRYMINAŁU
Jeżeli dać filmowcowi budżet i wolną rękę, czasem kończy się to dominującymi box office hitami, a czasem kończy się fenomenem takim jak Under the Silver Lake.
Jeżeli dać filmowcowi budżet i swobodę podążania za własną wizją, czasem kończy się to dominującymi box office hitami jak Obsesja, czy Backrooms: Bez wyjścia, a czasem kończy się fenomenem takim jak Under the Silver Lake (u nas mało wyrafinowane Tajemnice Silver Lake), zaskakująco kreatywnym, kompletnie zerwanym z łańcucha, rozpasanym połączeniem kina noir, thrillera, a nawet elementów komedii.
Reżyserem tego prawdziwie unikalnego filmu jest David Robert Mitchell, który dostał wolną rękę po zasłużonym sukcesie jego horroru Coś za mną chodzi z 2014 roku. Nakręcony w 2016 roku, ale wprowadzony do kin w USA dopiero w 2019, Under the Silver Lake uznano za film zagmatwany nawet jak na standardy A24: zdobył spolaryzowane 58% w serwisie Rotten Tomatoes i nie zdołał nawet odzyskać swojego skromnego budżetu w wysokości 8 milionów dolarów, zarabiając na całym świecie jedynie 2 miliony.

Film podąża za Samem (w tej roli Andrew Garfield), pozbawionym życiowego celu, ale za to z upodobaniem do teorii spiskowych, mieszkańcem Los Angeles, zafascynowanym swoją sąsiadką, Sarah graną przez Riley Keough. Sąsiadka pewnego dnia po wspólnie spędzonym wieczorze znika. Jej mieszkanie, z wyjątkiem dziwnego symbolu namalowanego na ścianie, jest puste. Sam próbuje odkryć, co się z nią stało.
Under the Silver Lake to gęsty, wypełniony dziwacznymi postaciami, lubieżnymi obrazami oraz skomplikowaną fabułą film. Gra on powszechnym (i romantycznym) wyobrażeniem Hollywood, ale kontrastuje je z plugawą rzeczywistością branży filmowej, szczególnie trudnej dla młodych, aspirujących aktorek. To taka dużo bardziej cyniczna wersja La La Land, jak zauważa słusznie Collider.

To prawdopodobnie powód, który zdecydował o tym, że film zraził do siebie wielu widzów – wprowadza on wiele niestandardowych, choć interesujących, nieco dziwnych elementów, z których wiele nie otrzymuje niestety satysfakcjonującego rozwiązania. Jednak dla fanów filmu ta dziwaczna energia jest jednak częścią tego, co czyni go tak interesującym.
Jednym z nich jest Szymon Skowroński, który o filmie pisał u nas tak: Istnieje ryzyko, że wszystko, co pomyślimy i napiszemy o Tajemnicach…, okaże się jedynie stekiem bzdur, bo reżyser chciał zrobić z widzem dokładnie to, co ze swoim bohaterem – wyprowadzić go w pole i udowodnić, że cała ta mistyczna otoczka wokół dzieł popkultury jest bezsensowna i niepotrzebna. Pytań w Silver Lake jest więcej niż prawdopodobnych odpowiedzi, a tajemnice pozostają tajemnicami na zawsze […] Film nie udziela odpowiedzi, ale można spróbować jej poszukać. […] Może wam się uda za którymś razem – bo Tajemnice… są filmem, do którego warto wracać.

