Publicystyka filmowa
Najbardziej kultowe CLIFFHANGERY w horrorach
Odkryj moc CLIFFHANGERY w horrorach, które wstrzymują oddech i zostawiają nas w niepewności. Kultowe zakończenia, które pamiętamy!
Cliffhanger z angielskiego oznacza dosłownie „zawieszenie na krawędzi klifu”. Jest to zabieg fabularny polegający na nagłym zawieszeniu akcji w momencie największego napięcia. Dość częstym przykładem wykorzystania cliffhangera jest dramatyczne zakończenie, wywołujące poczucie niepewności, wątpliwości czy nawet grozy. Czyli, najprościej ujmując, coś, co twórcy (szczególnie seriali) bardzo lubią, a my jako widzowie pozostawieni sami sobie z pytaniami bez odpowiedzi – już niekoniecznie. Czasem jednak zakończenie dzieła cliffhangerem okazuje się być strzałem w dziesiątkę, bo mimu upływu wielu lat jest ono w stanie wywoływać bardzo żywe emocje. A skoro emocje, duży poziom napięcia, poczucie niepokoju – to koniecznie musimy porozmawiać o horrorach.
Jak wskazuje przymiotnik „kultowy”, filmy, które omawiam w tym tekście, są szeroko znane i dyskutowane, zdążyły się na stałe zagnieździć w kulturze, w związku z czym ich zakończenia nie powinny być dla Was wielkim zaskoczeniem. Jeśli jednak ich nie oglądaliście ani o nich nie słyszeliście, to w tym miejscu informuję: uwaga na spoilery! Nie psujcie sobie zabawy i wróćcie tutaj już po seansie.
Blair With Project (1999), reż. Daniel Myrick, Eduardo Sánchez
Trójka studentów szkoły filmowej: Heather (Heather Donahue), Josh (Joshua Leonard) oraz Mike (Michael C. Williams), wybiera się do Burkittsville w stanie Maryland w celu nakręcenia filmu dokumentalnego o Wiedźmie z Blair, która według legendy nawiedza okoliczne lasy. To właśnie od tego dzieła rozpoczęła się era horrorów takich jak Paranormal Activity, REC czy Cloverfield, wykorzystujących konwencję found footage, czyli stylizowania filmu na amatorskie, w domniemaniu prawdziwe nagrania, przeważnie kręcone przez jednego z bohaterów.
Co ciekawe, w przypadku Blair Witch Project aktorzy przez cały czas trwania zdjęć myśleli, że legenda o Wiedźmie jest prawdziwa – dopiero po ich zakończeniu dowiedzieli się, że wszystko zostało ustawione przez reżyserów.
Spopularyzowanie techniki found footage w świecie filmu nie jest jednak jedynym powodem, dla którego Blair Witch Project na stałe zapisał się w pamięci kinomanów – w przypadku tego dzieła nie można nie wspomnieć o jednym z najprostszych realizacyjnie, a jednocześnie najbardziej efektownych cliffhangerów w historii horroru. Heather i Mike, poszukując zaginionego Josha, docierają do opuszczonej chatki w środku lasu, która według doniesień w przeszłości była zamieszkana przez seryjnego mordercę dzieci. W pewnym momencie przyjaciele się rozdzielają, a gdy Heather odnajduje Mike’a, ten stoi nieruchomo w rogu piwnicy twarzą do ściany.
Dziewczyna na jego widok zaczyna krzyczeć z przerażenia i upuszcza kamerę, po czym następują napisy końcowe. Co się wydarzyło? Możemy się tylko domyślać. Warto jednak wspomnieć, że gdy na początku filmu studenci przeprowadzają wywiad z miejscowymi ludźmi, dowiadują się, że ów seryjny zabójca miał w zwyczaju mordować dzieci dwójkami – gdy rozprawiał się z jednym, drugie stawiał twarzą do ściany.
Coś (1982), reż. John Carpenter
Amerykańska stacja badawcza pośrodku niczego na Antarktydzie. Dwunastu naukowców odciętych od świata, którym przychodzi się zmierzyć z atakiem obcej formy życia sukcesywnie eliminującej kolejnych członków załogi. Reżyseria Johna Carpentera, który dzięki wielkiemu sukcesowi Halloween z 1978 roku był wówczas u szczytu swojej hollywoodzkiej kariery. Scenariusz na podstawie noweli Who Goes There? autorstwa Johna W. Campbella Jr., jednego z ważniejszych pisarzy w historii gatunku science fiction. Popularny i ceniony Kurt Russell w roli głównej. Muzyka skomponowana przez Ennio Morricone, którego postaci, jak sądzę, nie trzeba nikomu przybliżać.
A do tego spory budżet z Universal Pictures. Wszystko wróżyło filmowi wielki sukces, jednak ku zaskoczeniu Coś zostało bardzo negatywnie przyjęte zarówno przez krytyków, jak i przez publiczność, a co więcej, okazało się ogromną porażką finansową.
Ostatecznie jednak dzieło Carpentera zestarzało się jak wino. Dziś jest powszechnie wymieniane wśród najlepszych horrorów wszech czasów, a jego ostatnia scena stała się jednym z najbardziej kultowych cliffhangerów w historii. R.J. MacReady (Kurt Russell) oraz Childs (Keith David), ocaleli naukowcy, siedzą obok siebie, ogrzewając się przy ognisku. Wszyscy inni zostali wymordowani przez Coś. Widz pozostaje z pytaniem: czy uda im się przeżyć, czy ktoś przybędzie ich uratować, zanim zamarzną na śmierć? Mroczny i przygnębiający klimat filmu raczej nie zapowiada szczęśliwego zakończenia – prędzej sugeruje, że jeden z mężczyzn został zainfekowany przez Coś i wkrótce zmieni się w krwiożerczą bestię, która zabije drugiego.
Najbardziej popularna teoria mówi o tym, że nosicielem jest Childs – kiedy się odzywa, z jego ust nie wydobywa się para, co miałoby oznaczać, że nie jest już człowiekiem.
Lśnienie (1980), reż. Stanley Kubrick
Mrożąca krew w żyłach historia o rodzinie Torrance’ów, którą tworzą: Jack (Jack Nicholson) – ojciec, pisarz i trzeźwiejący alkoholik, Wendy (Shelley Duvall) – oddana żona i matka oraz ich kilkuletni syn Danny (Danny Lloyd). Gdy mężczyzna otrzymuje pracę jako stróż opustoszałego na zimę hotelu Panorama, wszyscy troje wprowadzają się tam, nie spodziewając się koszmaru, który czeka na nich na miejscu. Absolutna klasyka gatunku, jeden z najbardziej kultowych nie tylko horrorów, ale i filmów w ogóle. Cytaty, sceny i motywy ze Lśnienia stanowią inspirację dla wielu twórców, nieustannie przewijają się w popkulturze i są rozpoznawalne nawet wśród tych, którzy Lśnienia jakimś cudem nie widzieli.
Co ciekawe, mimo że dzieło Kubricka odniosło duży sukces komercyjny i od początku cieszyło się uznaniem publiczności, w momencie premiery krytyka nie była mu przychylna – otrzymał nawet dwie nominacje do Złotych Malin. Jednak jego największym sceptykiem pozostaje Stephen King, autor powieści, na podstawie której powstał film. Pisarz nigdy nie krył swojego niezadowolenia z tego, jak swobodnie reżyser potraktował pierwowzór literacki. Z jednej strony myślę, że każdy, kto czytał książkę, z pewnością zdaje sobie sprawę z tego, że Lśnieniu z 1980 roku znacznie bliżej do adaptacji niż wiernej ekranizacji, wobec czego frustracja Kinga zdaje się być zrozumiała. Z drugiej strony, gdyby nie swoboda twórcza Kubricka, świat zostałby pozbawiony zakończenia, które do dzisiaj zastanawia i trzyma w napięciu.
W powieści hotel Panorama zostaje strawiony w pożarze wraz z Jackiem w środku, z kolei w filmie bohater zamarza na śmierć w ogrodzie. Oczywiście nie to jednak budzi takie emocje. Po ujęciu, w którym widz obserwuje zamarzniętego mężczyznę i jest pewien, że zaraz pojawią się napisy końcowe, następuje przejście montażowe do jednej z sal hotelu Panorama. Tam, przy akompaniamencie jazzowej muzyki, kamera podjeżdża do ściany, na której wiszą fotografie. Gdy zbliża się do jednej z nich, znajdującej się w centralnym miejscu, widz dostrzega Jacka uwiecznionego na zdjęciu z balu, który odbył się w… 1921 roku.
Czy to oznacza, że po tym, jak umarł, został „wchłonięty” przez Panoramę? Czy tak naprawdę Jack nigdy nie był tylko Jackiem, lecz swego rodzaju nieczystą siłą? Kubrick w jednym z wywiadów sugerował, jakoby miało być to symbolem reinkarnacji poprzedniego stróża hotelu w głównego bohatera.
Ptaki (1963), reż. Alfred Hitchcock
W zestawieniu najbardziej kultowych cliffhangerów nie może oczywiście zabraknąć absolutnego mistrza suspensu, czyli Alfreda Hitchcocka. Ciężko wskazać tylko jeden tytuł z jego imponującej filmografii, ale ograniczenie wyboru do horrorów trochę ułatwia sprawę. W Psychozie, której zdaje się być najbliżej do typowego horroru, nietrudno byłoby znaleźć kilka scen adekwatnych do tematu zestawienia. Jeśli jednak pozostać stricte przy zakończeniach wykorzystujących zabieg cliffhangera, na myśl nasuwają się równie kultowe Ptaki. Film, który dziś zakwalifikowalibyśmy jako natural horror, czyli – w luźnym tłumaczeniu – horror ekologiczny (inne tytuły należące do tego podgatunku to m.
in. Szczęki Stevena Spielberga, Pirania Joego Dante czy polskie Drzewa Grzegorza Królikiewicza – aczkolwiek tego ostatniego nie polecam, przynajmniej o ile nie jesteście fanami twórczości Tommy’ego Wiseau).
Jak nietrudno się domyślić po tytule, tematem filmu Hitchcocka jest niespodziewany atak rozwścieczonego ptactwa na ludzi. Głównymi bohaterami są Melanie Daniels (w tej roli debiutująca na ekranie Tippi Hendren) oraz Mitch Brenner (Rod Taylor), którzy poznają się w sklepie zoologicznym. Gdy mężczyzna wychodzi ze sklepu, zauroczona Melanie decyduje się za nim podążać i dociera aż do jego rodzinnego domu.
Wkrótce potem rozpoczyna się atak ptaków, podczas którego para zbliża się do siebie i wspólnie stawia czoło zagrożeniu. Ostatecznie jednak nie udaje im się go uniknąć – Melanie zostaje ranna i Mitch postanawia ją zawieźć do szpitala. Kiedy bohaterowie próbują się przedostać do samochodu, okazuje się, że atak ustał – ptaki jak gdyby nigdy nic całkowicie się uspokoiły i tylko zdają się przyglądać, jak bohaterowie odjeżdżają w siną dal.
Widz zostaje zawieszony w niepewności – czy to już jest koniec, czy tylko cisza przed kolejną burzą? Czy skoro nie wiadomo, dlaczego w ogóle ptaki zaczęły atakować, to można być pewnym, że nie zrobią tego ponownie? Co ciekawe, na ekranie nie pojawiają się słowa THE END – bezpośrednio po planie ogólnym, na którym widzimy odjeżdżający samochód otoczony przez niewinnie wyglądające ptactwo, wyświetla się logo wytwórni Universal. Ponoć Hitchcock chciał w ten sposób podkreślić, że zagrożenie nadal może istnieć, pozostawiając widza w pełnym grozy napięciu.
Dziecko Rosemary (1968), reż. Roman Polański
Pierwszy film Polańskiego nakręcony w Stanach Zjednoczonych, a zarazem jedno z jego najbardziej kultowych dzieł, to ekranizacja bestsellerowej powieści Iry Levina z 1967 roku. Opowiada o młodym małżeństwie Woodhouse’ów: niecieszący się szczególnym powodzeniem w branży aktor Guy (John Cassavetes) i jego partnerka, tytułowa Rosemary (Mia Farrow) wprowadzają się do starej, otoczonej złą sławą kamienicy w Nowym Jorku. Wkrótce kobieta zachodzi w ciążę i zaczynają się dziać niezrozumiałe rzeczy, zarówno z nią samą, jak i wokół niej.
Zaczyna ona podejrzewać swojego męża o spiskowanie przeciwko niej wraz z ich najbliższymi sąsiadami – małżeństwem Minnie (Ruth Gordon) i Romanem Castavetami (Sidney Blackmer), co im bliżej końca filmu, tym bardziej okazuje się być nie tylko pogłębiającym obłędem młodej ciężarnej, ale mrożącą krew w żyłach prawdą. Staje się jasne, że państwo Castavetowie są satanistami i zdołali wciągnąć w swoją sektę również Guya, a Rosemary nosi w sobie tak naprawdę nie jego dziecko, lecz samego diabła.
W ostatniej scenie, kiedy kobieta odnajduje odebranej jej wcześniej niemowlę w pokoju pełnym wyznawców szatana, następuje pełna napięcia kulminacja cliffhangerów, które na stałe zapisały się w pamięci kinomanów. Najpierw, Rosemary zbliża się do kołyski, gdy widzi jednak swoje dziecko odsuwa się od niej z przerażeniem i zaczyna wykrzykiwać pytająco do otaczających ją ludzi: Co zrobiliście mojemu dziecku? Co mu zrobiliście?.
Widz czuje się zaintrygowany tym, jak prezentuje się potomek samego szatana, zdaje się, że po chwili napięcia, narastającego wraz z każdym kolejnym krzykiem Rosemary, kamera w końcu posunie się z powrotem w kierunku kołyski, by ukazać jego oblicze – to jednak nie następuje. Jedyne co, to w pewnym momencie między kolejnymi ujęciami, miga obraz oczu, które zdecydowanie nie są ludzkimi. Sataniści otaczają młodą kobietę, próbując ją przekonać, że powinna być dumna z tego, kogo wydała na świat, ona zaś czuje się coraz bardziej zagubiona i oszukana. Gdy jednak niemowlę zaczyna płakać, matczyny instynkt bierze górę nad wszystkimi innymi emocjami i Rosemary ponownie zbliża się do kołyski.
Tym razem nie cofa się z obrzydzeniem, lecz zaczyna nią bujać, a w jej oczach widać stopniowo pojawiającą się czułość. Kamera, przy akompaniamencie Kołysanki Rosemary Krzysztofa Komedy, zaczyna osuwać się w dół, w kierunku dziecka, jednak zanim do niego dociera obraz przenika na zewnątrz kamienicy, ukazując budynek z perspektywy lotu ptaka. Czy czułość, którą można dostrzec w oczach Rosemary w ostatnich sekundach filmu oznacza, że matczyna miłość będzie silniejsza niż obrzydzenie do tego, czym jest dziecko czy była to tylko chwilowa słabość i kobieta, jako katoliczka, nie da się wciągnąć w sidła satanistycznej sekty? Polański pozostawia to pytanie bez odpowiedzi.



