Publicystyka filmowa
Sceny z klasyków kina, które wyjątkowo ŹLE SIĘ ZESTARZAŁY
Które sceny z uwielbianych filmów najgorzej zniosły próbę czasu?
O filmach rzadko można powiedzieć, że starzeją się jak wino. I nie chodzi jedynie o postęp technologiczny, który sprawia, że efekty specjalne już po kilkunastu latach zaczynają wyglądać śmiesznie i staroświecko. Główna przyczyna dezaktualizowania się wielu filmowych klasyków tkwi w tym, że świat się zmienia, a one – siłą rzeczy – pozostają w starej rzeczywistości. I podczas gdy ów świat z roku na rok coraz lepiej radzi sobie z problemami rasizmu, seksizmu, homofobii i innych przejawów nietolerancji, w niezliczonych znanych i kochanych produkcjach wciąż pozostają one na porządku dziennym.
Z sentymentem można przyglądać się scenom z użyciem tylnej projekcji w Casablance, a nawet nieudolnie wygenerowanym komputerowo szponom Wolverine’a z jego origin story. Homofobiczne żarty, przejawy kultury gwałtu czy rasistowskie wstawki nie zasługują jednak na podobną estymę. Nawet jeśli pojawiały się w dziełach uważanych za kultowe, wybitne czy… niewinne. W niniejszym zestawieniu nie znajdziecie produkcji, które już w momencie ich powstawania budziły kontrowersje związane ze swoją niewłaściwą wymową.
Nie przeczytacie tu o skrajnie rasistowskich Narodzinach narodu z 1915 roku ani o hebefilskiej Lolicie. Zebrane zostały tutaj tylko te filmy, które zapisały się w naszej pamięci jako piękne, romantyczne bądź zabawne, choć zawierają w sobie mocno niepokojące fragmenty. Przed wami 10 scen z kultowych klasyków, które naprawdę źle się zestarzały.
10. Stereotypowy gej w „Legalnej blondynce” (2001)
Niby nic, a jednak stereotypowe przedstawianie postaci homoseksualnych razi w oczy w 2022 roku, kiedy każdy ma już chyba w bliskim otoczeniu choć jednego mężczyznę, który wyszedł z szafy, i każdy wie, że niekoniecznie nosi on obcisłe błyszczące ciuchy, mówi kobiecym głosem i zna nazwiska wszystkich projektantów mody. Elle Woods (Reese Witherspoon) jednak tego nie wiedziała i na podstawie komentarza świadka na temat jej butów wywnioskowała, że jest on gejem. Bo poziom zainteresowania tematyką modową jest przecież ściśle powiązany z orientacją seksualną (!). Przy całej mojej miłości do Elle, która pokazuje swojemu nadętemu byłemu, że nie jest (stereotypową) pustą blondynką, akurat to nie należało do jej najbardziej genialnych odkryć.
9. Wymuszanie zgody na kobiecie w „Pamiętniku” (2004)
Filmów, w których mężczyźni uciekają się do podstępu, szantażu czy nagabywania, by umówić się z dziewczyną, która wyraźnie mówi im, że tego nie chce, jest tak wiele, że aż przykro o tym wspominać. Z nich wszystkich za najromantyczniejszy z romantycznych romansów opartych na powieściach Nicholasa Sparksa uchodzi Pamiętnik, w którym miłość Noah i Allie okazuje się silniejsza niż śmierć. Zanim to jednak następuje, podczas pierwszego spotkania bohater grany przez Ryana Goslinga swoją natarczywością i groźbą rzucenia się z wysokości wymusza na nieznajomej dziewczynie (Rachel McAdams) zgodę na randkę.
Zachowania tego typu nagminnie ukazywano w kinie jako szalone i romantyczne. Dziś (na szczęście) społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, że są one zwyczajnie niepokojące i naruszają cudze granice.
8. Stalking w „Zmierzchu” (2008)
Kwestię tego, jak przerażający jest fakt, że niecałe 15 lat temu Edward Cullen był idolem nastolatek, poruszałam już w tekście o kultowych postaciach, które nie zasługują na tak dużą miłość, jaką ich darzymy. Warto jednak powtórzyć jeszcze raz, że kiedy chłopak (a tym bardziej dorosły facet) zakrada się do twojego pokoju przez okno bez twojej wiedzy i zgody, po czym oświadcza, że robi to od kilku miesięcy, bo LUBI OBSERWOWAĆ, JAK ŚPISZ, to nie jest romantyczne. Nie całujesz go. Dzwonisz na policję. Nawet jeśli wygląda jak Robert Pattinson. Mam wrażenie (a przynajmniej w to chcę wierzyć), że większość współczesnych nastolatek już o tym wie i reaguje na tego typu sceny grymasem obrzydzenia.
7. Indiańskie harce w „Piotrusiu Panie” (1953)
O niestosownych scenach w animacjach Disneya, które zestarzały się BARDZO źle, można napisać oddzielny artykuł, a nawet pracę magisterską. W tym tekście wezmę na tapet tylko kilka przykładów, pierwszym z nich zaś będzie obraźliwa wobec rdzennej ludności Ameryki Północnej piosenka What Makes Red People Red (w polskim tłumaczeniu Co znaczy okrzyk Howgh). Trudno zdecydować, czy gorzej zestarzał się tekst piosenki czy towarzysząca jej animacja. Jedno jest pewne – klasyk Disneya z 1953 roku jest produkcją bardzo rasistowską, ukazującą tubylczą ludność jako nieznających języka i skłonnych do przemocy dzikusów, którzy częstują dzieci fajką.
Disney po latach sam przyznał się do błędu, umieszczając na swojej platformie streamingowej ostrzeżenie przed rasistowskimi elementami w Piotrusiu Panie.
6. Motyw kopciuszka w filmie „Cała ona” (1999)
Pozostając w temacie baśni, co do których należy mieć dziś spore zastrzeżenia, warto zwrócić uwagę na film Cała ona, oparty na znanym od wieków motywie kopciuszka. W tej komedii romantycznej dla nastolatków Freddie Prinze Jr., by wygrać zakład, zmienia szkolną „dziwaczkę” (Rachael Leigh Cook) w królową balu maturalnego. A jako że dziewczyna okazuje się przy tym całkiem niezłą laską, chłopak również się w niej zakochuje.
Cały ten film zestarzał się tak źle, że trudno wskazać jedną konkretną scenę, która zniosła upływ czasu najgorzej. A wszystko przez to, że motyw kopciuszka jest fundamentalnie szkodliwy – niezależnie od tego, czy akcja filmu toczy się w liceum z lat 90., w Los Angeles czy w baśniowym królestwie. Wmawianie dziewczynkom, że szata zdobi człowieka i niezależnie od tego, jak mądre, piękne i wspaniałe są, muszą dostosować się do męskich gustów, by znaleźć szczęście, jest złe. Zawsze i w każdych okolicznościach. I nie dociera do mnie, że przez wiele lat wiele pokoleń w ogóle dopuszczało do siebie myśl, że jest inaczej.
5. Biały zbawca w „Diunie” (1984)
Diuna Davida Lyncha zestarzała się pod wieloma względami, co najlepiej obrazuje zestawienie jej z nową adaptacją książki Herberta w reżyserii Denisa Villeneuve’a. Koszmarne efekty specjalne, archaiczna reżyseria oraz plastikowe kostiumy i scenografia nie rażą jednak aż tak bardzo, jak przekaz filmu, który w latach 80. nie był dla nikogo szczególnie zaskakujący. Paul Atryda jawi się jako biały Mesjasz i zbawca zamieszkujących pustynne tereny Fremenów, co jest przykładem bardzo krzywdzącego toposu, występującego też m.
in. w Avatarze czy Ostatnim samuraju. I choć krytycy wysnuwają wobec Diuny Villeneuve’a podobne zarzuty, należy pamiętać, że film, który trafił do kin w 2021 roku, jest jedynie pierwszą częścią większej całości, a w jego kolejnej odsłonie mamy poznać prawdziwy – antykolonialny i antyimperialistyczny – przekaz płynący z dzieła Herberta.
4. Rasizm w „Śniadaniu u Tiffany’ego” (1961)
Audrey Hepburn stworzyła w Śniadaniu u Tiffany’ego ikoniczną postać, która na zawsze zapisała się w historii kina, i nikt nie zamierza jej tego odbierać. Jednak sceny ukazujące jej japońskiego sąsiada lepiej wymazać z pamięci. Pan Yunioshi to postać utkana ze szkodliwych stereotypów, a do tego – co stanowiło dość powszechne zjawisko w latach 60. – zagrana przez białego aktora, Mickeya Rooneya, karykaturalnie ucharakteryzowanego na „typowego Azjatę”. Przykłady zabiegów określanych dziś jako blackface, yellowface, brownface czy redface w hollywoodzkich klasykach można mnożyć bez końca.
I to w filmach o wiele nowszych niż ekranizacja opowiadania Trumana Capote’a. Na szczęście dziś każdy filmowiec już wie, że zamiast malować białych aktorów farbą, można po prostu zatrudnić aktora o innym niż biały kolorze skóry.
3. Mokre sny starszego pana o nastolatce w „American Beauty” (1999)
American Beauty to nagradzany klasyk, za który Oscary w 2000 roku otrzymali zarówno grający główną rolę Kevin Spacey, jak i reżyser Sam Mendes. To także świetny dowód na to, jak zmieniło się Hollywood w ciągu ostatnich 20 lat. Scena, w której główny bohater siedzi na trybunach sali gimnastycznej i ślini się do koleżanki swojej nastoletniej córki, uchodziła niegdyś za kultową. Dziś przyprawia o mdłości zarówno postawa głównego bohatera, jak i postać grającego go Kevina Spaceya. I to z tego samego powodu – niezdrowej fascynacji dorosłego mężczyzny nieletnimi.
2. Gwałt na żonie w „Przeminęło z wiatrem” (1939)
Jak bumerang powraca w tym zestawieniu temat zgody na intymność, ponieważ przerażające jest to, jak bardzo kino przez dekady gloryfikowało mężczyzn, którzy o nią nie pytali. Przeminęło z wiatrem to jeden z wielu takich przykładów, ale też przykład wyjątkowo dobitny. Ten absolutny klasyk i jeden z największych filmów w dziejach kina nadal zachwyca od strony realizacyjnej, a zdanie Frankly, my dear, I don’t give a damn (Szczerze, moja droga, nic mnie to nie obchodzi) nadal pozostaje najsłynniejszym cytatem filmowym w historii. W Gone with the Wind razi dziś jednak tak wiele rzeczy, że oglądanie go z czystą przyjemnością przestało być możliwe.
Wiele można powiedzieć o tym, jak krzywdzący jest w tym filmie obraz czarnoskórych postaci i ukazywanie historii z perspektywy „dobrego Południa”. Wierzę jednak, że już w latach 30. XX wieku średnio rozgarnięty widz brał to w duży nawias, mając świadomość, że czasy niewolnictwa to jedna z najczarniejszych kart w historii ludzkości. Natomiast relacja Scarlett i Rhetta przez dziesięciolecia uchodziła za burzliwą, lecz namiętną i romantyczną. Tymczasem w jednej z ostatnich scen uwielbiany przez pokolenia, seksowny i szelmowski Rhett upija się i gwałci swoją żonę. Co gorsza, za sprawą tego wydarzenia Scarlett budzi się następnego ranka w świetnym humorze. Oto przepis na udane małżeństwo – pokazywali w latach 30. twórcy Przeminęło z wiatrem – kiedy żona doprowadza cię do szaleństwa, po prostu weź ją siłą.
1. Obrzydliwy popis transfobii w filmie „Ace Ventura: Psi detektyw” (1994)
Jim Carrey jako Ace Ventura w latach 90. bawił widzów w każdym wieku. Zamiłowanie do jego koszmarnych wygłupów zawsze stanowiło dla mnie zagadkę, ale takie były fakty – widzowie kochali psiego detektywa. I z pewnością zaśmiewali się w głos, kiedy w finale filmu z 1994 roku dawał tak skrajnie obrzydliwy popis transfobii, że dziś nie da się go oglądać nawet do celów badawczych. Bohater grany przez Carreya wymiotuje, szoruje się i zanosi się od płaczu, kiedy orientuje się, że kobieta, do której się zbliżył, jest transseksualna. Następnie w finale filmu urządza jej publiczny lincz, podczas którego bije ją, obraża, obnaża, wrzuca do sadzawki, a na koniec depcze butem jej dłoń.
Trudno ukryć zdziwienie, że ktokolwiek zgodził się wziąć w takiej scenie udział. Tak skrajnego bestialstwa nie da się bowiem wytłumaczyć ani tym, że „takie były czasy”, ani faktem, że „to przecież tylko żarty”. Finałowa scena filmu Ace Ventura jest po prostu nie do przyjęcia i powinna zostać zakazana. I to nie przez „poprawność polityczną”, lecz ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Znacie więcej podobnych przykładów? Napiszcie o nich w komentarzach!
