Publicystyka filmowa
ZAPOMNIANE hity EPOKI VHS, które TRZEBA znać
Zestawienie 10 filmów pochodzących z lat 80. i 90., które warto sobie przypomnieć.
Tekst pierwotnie opublikowany 3.08.2021
Z dedykacją dla Szymona, mojego brata, w podziękowaniu za towarzystwo w przeżywaniu wspólnych filmowych przygód.
Wychowałem się w czasach bez Netflixa, HBO Max i innych dogodności, dzięki którym obejrzenie filmu sprowadza się do jednego kliknięcia pilotem. Za moich czasów, żeby obejrzeć dobry film w domowym zaciszu, trzeba było po niego pójść do wypożyczalni kaset wideo. Tam spośród setek tytułów zwróconych do nas okładkami należało dokonać wyboru na podstawie opisu dystrybutora bądź polecanek sympatycznej pani obsługującej. Nie było algorytmów, nie było rankingów, nie było ocen. Były jedynie czasopisma, udzielające cennych wskazówek, reszta leżała w gestii intuicji.
Potem, gdy już trzymało się w ręku schowaną w czarnym opakowaniu kasetę, jeszcze przed umieszczeniem jej w magnetowidzie silnie frapująca była ta charakterystyczna niewiadoma, udzielająca się jeszcze przed włączeniem przycisku PLAY. Jaki seans sobie zafundowaliśmy? Czy zaraz obejrzymy przyszły kultowy klasyk, czy też film, który szybko zostanie zapomniany?
Artykuł ten poświęcony jest filmom z lat 80. i 90., które mają cechy zarówno jednej, jak i drugiej kategorii. W wielu kręgach uznawane są za kultowe ze względu na jakościowe wyróżniki. Trudno jednak nie dostrzec, że przez lata zdołały obrosnąć kurzem.
Policjantki z FBI
Atrakcyjność tego filmu najlepiej wyznacza uroda blondwłosej Rebekki De Mornay. Kariera tej aktorki ułożyła się zresztą podobnie, jak losy filmu z 1988 – choć obdarzona niewątpliwym potencjałem, raczej nie zawojowała Hollywood, grając w latach 90. a to w produkcjach telewizyjnych, a to kierowanych prosto na VHS, zadowalając się czy to drugim, czy nawet trzecim planem.
Premiery Policjantek z FBI oraz takich filmów jak Ręka nad kołyską czy Nigdy nie rozmawiaj z nieznajomym, były złotym okresem w jej karierze. Za co kochamy Policjantki z FBI, gdzie De Morney wystąpiła u boku uroczo nieporadnej Mary Gross? To bardzo przyjemna, prostolinijna komedia, ze lekkim, nienachalnym humorem (scenę pojedynku na jedzenie pizzy mam przed oczami do dziś); interesowała widzów przez kilka lat, by później ulec zapomnieniu. Może w dobie girl power ktoś pokusi się o remake? To mogłoby być nawet interesujące.
Krótkie spięcie
Zanim nasze serca skradł pixarowski Wall-E, najsympatyczniejszym i najzabawniejszym filmowym robotem był ten znany z filmu Krótkie spięcie. Jestem przekonany, że twórcy słynnej animacji z 2008 roku trochę się filmem Johna Badhama z 1986 musieli inspirować. Neill Blomkamp, twórca Chappiego, pewnie także odrobił pracę domową. Rzecz bowiem w tym, że Krótkie spięcie przybliża postać robota w taki sposób, by nie straszył, a wzbudzał w widzu sympatię.
Otrzymujemy tu typową dla SF wersję mitu Frankensteina, w której ciało zastąpiła ożywiona piorunem maszyna. Dylematy egzystencjalne, choć podane z humorem, mają tu równie silny wydźwięk. Perypetie sympatycznego robota, wynalezionego z zamysłem stanowienia wsparcia dla wojska, toczą się przy wsparciu innej zapomnianej gwiazdy ery VHS – Steve’a Guttenberga, lepiej znanego widzom tamtych lat z cyklu Akademia policyjna.
Moce ciemności
Wiedzieliście, że ponoć to właśnie Chuck Norris swego czasu wcielił się w węża i wręczył pewnej Ewie jabłko? Zrobił to tylko po to, by na świecie zapanowało zło… z którym on sam mógłby walczyć. Niegdyś bohater kina akcji, później niestrudzony Strażnik Teksasu, na samym końcu bohater uszczypliwych dowcipów – tak pokrótce ułożyła się kariera Chucka Norrisa.
Moim ulubionym filmem z jego udziałem są Moce ciemności z 1994 roku, które łączą w sobie elementy kina sensacyjnego i rasowego horroru. Chuck w końcu otrzymuje tu zadanie adekwatne do jego umiejętności. Nadarza się bowiem okazja do walki z najwyższym złem, tu w osobie wysłannika samego diabła. Film obfituje w krwawe starcia, najbardziej jednak zapada w pamięć postać demonicznego antagonisty, brawurowo zagranego przez Christophera Neame’a. Pamiętam doskonale, że Moce ciemności był filmem, który solidnie zszargał moją psychikę. Co prawda oglądałem go za dnia, ale byłem na tego rodzaju seans trochę za młody. Ale powiedzcie sami – kto w erze VHS martwił się kategoriami wiekowymi?
Trzech małolatów ninja
Zarówno ten film, jak i kultowe Wojownicze Żółwie Ninja czy też nie mniej słynne Karate Kid to pozycje, które mocno wpłynęły na moją fascynację sztukami walk. Na treningi uczęszczał mój starszy brat, ja byłem jego sekundantem, sam nie trenowałem (trochę z obawy, trochę z lenistwa), ale co nie udało się za młodu, z powodzeniem nadrabiam w dorosłym życiu.
Bakcyl kina kopanego najwyraźniej przyniósł rezultaty. Tak jak dwa z wymienionych tytułów cieszą się do dziś uznaniem i kultowym statusem, także dzięki kolejnym wznowieniom i sequelom, tak droga Trzech małolatów ninja potoczyła się nieco inną ścieżką. Choć powstały aż trzy sequele produkcji z 1992 roku, to jednak każdy kolejny film miał coraz mniejszą siłę oddziaływania. To, co za młodzieńczych lat ujmowało mnie w Trzech małolatach ninja, wiązało się z tym, że bardzo łatwo mi było się z bohaterami tego filmu identyfikować. To nie były fantastyczne postacie obdarzone nadludzkimi umiejętnościami, a zwykli chłopcy, którzy popadli w tarapaty i musieli wykorzystać swoje umiejętności z dojo, by utrzeć nosa agresorom. Noszę ten film głęboko w sercu, bo przypomina mi czas, gdy jako młody chłopak uczyłem się odwagi do pokonywania codziennych trudności.
Szkoła wyrzutków
Jedno z moich najjaśniejszych wspomnień ery VHS. Najjaśniejszych w tym sensie, że gdy przypominam sobie czasy wypożyczania kaset i domowych seansów przed telewizorem, to właśnie ten tytuł jako pierwszy przychodzi mi do głowy. Silnie zakorzenił się w niej pewnie dlatego, gdyż w tamtym czasie, w 1991 roku, mocną mną wstrząsnął. To chyba jeden z pierwszych filmów, za sprawą którego zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo brutalne i bezkompromisowe może być życie.
Cóż z tego, że jesteś młodzianem uczęszczającym jeszcze do szkoły – nie znasz dnia ani godziny, w której ty także będziesz musiał zawalczyć o życie. Szkoła wyrzutków opowiada o sytuacji, w której pewne liceum dla trudnej młodzieży nawiedzają kolumbijscy handlarze narkotyków. Niesubordynowani nastolatkowie z bogatych domów, dla których dotychczas szczytem nieposłuszeństwa było utrudnianie życia rodzicom i nauczycielom, tym razem będą musieli chwycić za karabin. W jednej z głównych ról widzimy późniejszą gwiazdę Władcy Pierścieni – Seana Astina. Bardzo ciekawi mnie, czy w tak grzecznych i poprawnych politycznie czasach, w jakich żyjemy, dałoby się nakręcić remake tej mało wychowawczej, acz silnie emocjonującej i wciągającej produkcji.
Robot Jox
Robot Jox stanowi dla zarówno definicję kultowego kina ery VHS, jak i zapomnianych filmów tamtego okresu. Jest to zarazem tytuł, który daje wszelkie powody do tego, by powtarzać seans, ponieważ w kolejnych latach zyskał kilku znaczących naśladowców. Pojedynki z udziałem wielkich robotów sterowanych przez człowieka oglądaliśmy w serialu Power Rangers, ale chyba dopiero Guillermo Del Toro w Pacific Rim zrobił z tego pomysłu należyty użytek.
Robot Jox przetarł ten szlak, choć dziś pewnie nie każdy o tym pamięta. Wolimy przywoływać bardziej znane pojedynki Godzilli z Mechagodzillą. Czym jednak Robot Jox zasłużył sobie na wieczną pamięć? Jak na tamte czasy (1989 rok) i skalę widowiska cechował się bardzo dobrymi efektami specjalnymi. Oprawie wizualnej udało się oddać unikalny klimat, do którego chce się wracać po latach.
Niesamowita McCoy
Wy macie dziś swoją Scarlett Johansson i Margot Robbie, ja miałem w okresie dojrzewania swoją Kim Basinger, do której nieustannie wzdychałem. Aktorka, znana także z roli Vicki Vale z Batmana lub filmu Moja macocha jest kosmitką, odznaczała się niezwykle elektryzującym, podszytym seksapilem wdziękiem. Gdy wspominam sobie Basinger, sam się sobie dziwię, że ostatecznie ożeniłem się z szatynką (tu następuje mrugnięcie okiem), gdyż te bujne włosy koloru blond wydają się z perspektywy czasu kinowym dobrem tak trwałym i tak silnie oddziałującym, że można je zestawiać w parze z Marilyn Monroe.
Ale zostawmy urodę aktorki z filmu z 1993 roku, bo nie tylko tym się on przecież broni. Dziś wiele mówi się o tym, że należy tworzyć filmy o silnych kobiecych bohaterkach, podczas gdy zapomina się o tym, że z powodzeniem kręcono je znacznie, znacznie wcześniej. Włamywaczka McCoy to kapitalna postać, otoczona interesującymi postaciami męskimi, które są, dodajmy, zależne od poczynań i umiejętności głównej bohaterki. Kiedyś tego rodzaju przekaz tworzono znacznie swobodniej, nie obrażając inteligencji widza i dostarczając mu po prostu dobrej zabawy.
K2
Poruszające, głębokie widowisko, traktujące o męskiej przyjaźni i granicach ludzkiej wytrzymałości – tak zapamiętałem seanse z K2, przygodowego dramatu z 1991 roku, który swego czasu dość często trafiał do naszego magnetowidu. Rola Matta Cravena wbiła mi się do głowy tak silnie, że w późniejszych latach kojarzyłem go już tylko z tym filmem. Michaela Biehna zdołałem poznać wcześniej (Terminator), ale K2 to kolejny dowód na to, że czas między drugą połową lat 80.
i początkiem 90. był złotym okresem w karierze tego jakże charakterystycznego aktora. Trudno jest mi opisać uczucia, które każdorazowo wywoływał we mnie seans z K2, gdyż była to mieszanka zimna, niepokoju, przerażenia i niezwykle motywującego podziwu dla wyczynów bohaterów. Do dziś nie wiem, czy zdołałbym dać się porwać przez tak radykalny wir przygody, nie wiem, czy wchodząc na tą górę, trzeba być odważnym, czy szalonym, ale wiem, że zawsze mnie tego rodzaju ekstremalne historie dogłębnie fascynują. Dzięki nim uświadamiam sobie, że jak mały jestem w obliczu potęgi natury.
Krokodyl Dundee
Zgoda. Trudno przyporządkować Krokodyla Dundee do grona zapomnianych filmów, jeśli w 2020 roku ukazała się jego trzecia, nakręcona po latach kontynuacja. Powiedzmy to sobie jednak wprost – niewielu o nim słyszało, niewielu go widziało. Dundee grany przez Paula Hogana pozostanie więc zapomniany, ponieważ jest bohaterem, który kompletnie nie przystaje do dzisiejszej, mocno feministycznej rzeczywistości.
Pochodzi z czasów, gdy filmowcy lubili tworzyć postacie twardych, szorstkich i sprawczych mężczyzn, a widzowie – tak mężczyźni, jak i kobiety – lubili ich oglądać, gdyż dla jednej grupy był wzorem, dla drugiej obiektem westchnień. Pojawiająca się u jego boku kobieta nie jest w tym układzie tylko atrakcyjnym dodatkiem. Stanowi przecież cenne źródło motywacji i natchnienia. To dzięki niej australijski traper może w końcu wykorzystać swoje survivalowe umiejętności i poczuć zew przygody. Lekki charakter, wyważone żarty, ciekawe kontrasty między postaciami, miłosny klimat w otoczeniu natury – tak zapamiętałem Krokodyla Dundee.
Przeczytajcie także:
