search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

Jak POWINIEN wyglądać reboot WOJOWNICZYCH ŻÓŁWI NINJA

Filip Pęziński

30 marca 2019

REKLAMA

Po dwóch średnio przyjętych filmach o Żółwiach Ninja z 2014 i 2106 roku z Megan Fox w roli głównej, producenci stojący za marką postanowili zafundować żółwiom kolejny reboot. Ale co zrobić, żeby znów nie ponieść porażki? Moim zdaniem rozwiązanie jest dosyć proste. 

Przede wszystkim porzućmy eksperymenty, gry konwencjami i wymyślanie marki od nowa. Wszystko, czego potrzebujemy, zawarte jest w czterech słowach oryginalnego tytułu – Teenage Mutant Ninja Turles (ang. nastoletnie zmutowane żółwie ninja). Wróćmy do korzeni. Czyli po kolei…

Projekt postaci

Doceniam wszelkie przejawy kreatywności i próbę odświeżenia tytułowych postaci serii, ale to co zrobiono w dwóch ostatnich filmach serii, jak i w najnowszym serialu animowanym, wygląda po prostu źle. Lepsze bywa, jak wiemy, wrogiem dobrego, a klasyczny wygląd żółwi znany z komiksów, dawnych kreskówek i filmów aktorskich z lat dziewięćdziesiątych zwyczajnie działa. Postaci budzą sympatię i przywołują dobre wspomnienia. Wróćmy do nich w zapowiadanym reboocie. Marzeniem byłoby, gdyby udało się za pomocą kostiumów i efektów tradycyjnych, ale dobre (dobre!) CGI też może zdać egzamin.

Lata 90.

Królująca już w od kilku dobrych lat w kinie i telewizji nostalgia do lat 80. powoli zaczyna chyba ustępować tej do kolejnej dekady ubiegłego wieku – świetnym przykładem tego zjawiska jest tegoroczna Kapitan Marvel. Kiełkujący trend znakomicie wykorzystać mógłby reboot Wojowniczych Żółwi Ninja. Byłoby to o tyle naturalne, że pierwsze trzy filmy kinowe o tych bohaterach powstały właśnie w latach 90. Świetnie zresztą zagrał tą nutą Bumblebee, inny tytuł produkowany przez Michaela Baya, którego akcja działa się w tej samej dekadzie, w którym premierę miał pierwszy kinowy film o Transformerach.

Skala

wojownicze-żółwie-ninja

Ostatnie dwa filmy o żółwiach kończyły się podniebnymi akrobacjami i ratowaniem całego Nowego Jorku. Było to zupełnie niepotrzebne. Żółwie lepiej czują się w ukryciu – w kanałach, na wysypiskach śmieci i skąpanych nocą dachach budynków. Znowu pójdźmy tropem zeszłorocznego Bumblebee, który również odpuścił znane z innych filmów z serii Transformers wybuchy i ratowanie świata, a postawił na bohaterów, ich relacje, humor (dla odmiany udany) i rodzinne ciepło. Kojarzące się z niedzielnymi popołudniami kino familijne rodem z twórczości Stevena Spielberga i Roberta Zemeckisa mile widziane.

April O’Neal

wojownicze-żółwie-ninja

April O’Neal to niezwykle wdzięczna pod kątem kina przygodowego bohaterka – w końcu to młoda dziennikarka śledcza, która aż prosi się o wpadanie w tarapaty. To także postać idealnie wpisująca się we współczesne trendy, gdzie co raz częściej w blockbusterach stawia się na kobiety jako główne protagonistki. Niestety, ostatnie filmy z Megan Fox uczyniły z granej przez nią postaci bohaterkę średnio ciekawą, źle zagraną i przede wszystkim będącą głównie obiektem seksualnym. Po raz trzeci odwołam się zatem do Bumblebee, bo film ten stanowi idealny wzór dla tego typu widowisk, a przy tym podpisał się pod nim ten sam Michael Bay, który produkuje przecież współczesne filmy o żółwiach. Obsadźmy w roli April O’Neal znaną ze wspominanego filmu Hailee Steinfeld. Fajna, charyzmatyczna, młoda aktorka. Tylko tyle i aż tyle.

Muzyka

W Wojowniczych żółwiach ninja z 2014 roku wśród licznych niedociągnięć wskazać można także zupełnie bezbarwną, generyczną ścieżkę dźwiękową. Tymczasem trudno mi wyobrazić sobie lepszy materiał do zwariowanego, wypełnionego nostalgią mixtape’u, którego chyba za sprawą Strażników Galaktyki Jamesa Gunna znaleźć w kinie moźna teraz bardzo dużo. Wszystkim akcjom tytułowych żółwi towarzyszyć powinny hity z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. W tym pokraczne utwory hip-hopowe z oryginalnej serii filmowej.

Filip Pęziński

Filip Pęziński

Kocha kino społecznie zaangażowane. I takie z superbohaterami strzelającymi laserami.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA