search
REKLAMA
Zestawienie

SŁYNNE filmowe ZAKOŃCZENIA, które powstały PRZYPADKOWO

Genialne zakończenia będące dziełem przypadku.

Przemysław Mudlaff

20 lipca 2021

REKLAMA

„Jak zakończyć film?” Jest to jedno z tych pytań, które spędza sen z powiek wielu reżyserom. Zły wybór zakończenia może przecież mieć wpływ na klęskę całej produkcji. Dobry zaś może stać się wisienką na filmowym torcie. Nad satysfakcjonującym końcem obrazu kinematograficznego pracuje się dość długo. Ma on bowiem zapewnić, aby film wybrzmiał dokładnie tak, jak powinien, i sprowokował ostatecznie odbiorcę do śmiechu, płaczu, strachu lub refleksji. Przecież to często właśnie zakończenie zostaje w głowie widza po seansie. Od każdej z reguł są jednak odstępstwa. Istnieją bowiem również takie zakończenia filmowe, które powstały zupełnie przypadkowo, a następnie zostały przez twórców zatwierdzone. Oto one!

Jezus prześwietlony, czyli Ostatnie kuszenie Chrystusa (1988)

Ostatnie kuszenie Chrystusa to zainspirowany powieścią Nikosa Kazantzakisa dramat religijny w reżyserii Martina Scorsesego. Słynny reżyser, przedstawiając Jezusa jako przede wszystkim człowieka ze swoimi zaletami, wadami i wątpliwościami, stawia za pośrednictwem filmu prowokacyjne pytania o sens Chrystusowego poświęcenia. Ostatnie kuszenie… do dziś wzbudza kontrowersje i oburzenie. W kilku krajach nadal jest obrazem zakazanym.

W ostatniej scenie dzieła Scorsesego zobaczymy umierającego na krzyżu Jezusa (Willem Dafoe) wykrzykującego słowa: „Dokonało się! Dokonało”. Nagle obraz wypełni się dziwnymi kolorowymi wzorami świetlnymi, po czym zostanie nam pokazana plansza z napisami końcowymi. Chociaż wielu widzów do dziś odczytuje tę scenę jako symbol powrotu Jezusa do Boga, a nawet zmartwychwstania, to tak naprawdę wspomniana sekwencja ujęć nie była zaplanowana i właściwie nie wiadomo, czy cokolwiek miała oznaczać. Kolorowa poświata była bowiem wynikiem technicznego błędu operatora kamery. Scorsesemu ten niezamierzony efekt spodobał się natomiast na tyle, że postanowił zachować go w ostatecznej wersji filmu. Tak właśnie dokonało się zakończenie Ostatniego kuszenia Chrystusa.

Biała mewa upadła, czyli Barton Fink (1991)

Wyróżniona w Cannes trzema nagrodami, w tym najważniejszą Złotą Palmą, produkcja braci Coenów to historia o twórczym kryzysie tytułowego Bartona Finka (John Turturro). Oczywiście, jak na wspomnianych autorów przystało, snuta przez nich opowieść w doskonały sposób miesza i łączy jednocześnie takie gatunki filmowe, jak kryminał, thriller, horror, dramat oraz czarna komedia. Na dodatek Coenowie uwielbiają wrzucać do swoich dzieł sceny, które jakoś wiążą się z główną osią fabuły, ale nad tym, co oznaczają np. dla głównego bohatera, trzeba się trochę zastanowić. Nic więc dziwnego, że gdy w ostatniej scenie na drugim planie widzimy mewę wpadającą do wody, parskamy śmiechem i myślimy sobie: „ale z tych Coenów zgrywusy”. Tymczasem okazuje się, że opisany wyżej wlot ptaka do wody był tegoż ostatnim lotem w ogóle, a reżyserzy filmu oraz jego operator, Roger Deakins, nie mieli z tym nic wspólnego. Siedząca na plaży kobieta przybiera więc pozę ze zdjęcia, a do morza wpada mewa. Genialne w swojej prostocie i idealnie pasujące do całości Bartona Finka zakończenie. Nie pozostaje nic innego poza ukazaniem planszy z napisami końcowymi.

Bieg z przeszkodami, czyli 1917 (2019)

Skoro już wspomniałem o Rogerze Deakinsie, warto przywołać inny film, do którego ten genialny operator robił zdjęcia. To 1917, a sceną, w której przypadek lub raczej nieuwaga statystów zrobiła robotę, to oczywiście szeroko komentowany bieg Schofielda (George MacKay) wzdłuż okopów w celu dostarczenia rozkazu pułkownikowi MacKenziemu (Benedict Cumberbatch). Według MacKaya i reżysera filmu, Sama Mendesa, presja przy okazji kręcenia tej sekwencji ujęć była ogromna. Wszystko bowiem musiało zagrać w maksymalnie pięciu podejściach. Podczas drugiego ujęcia MacKay dwukrotnie zderzył się z przebiegającymi statystami. Chociaż myślał już, że należy znów rozpoczynać filmowanie od nowa, przypomniał sobie, że Mendes miał dać sygnał, gdyby coś poszło nie tak. Zarówno pierwsze, jak i drugie zderzenie ze statystami nie spowodowało jednak, że reżyser przerwał kręcenie, a wspomniane kolizje znalazły się ostatecznie w filmie, dodając jeszcze większej dramaturgii i emocji biegowi Schofielda. W pewnym sensie opisana sekwencja ujęć jest świetnym streszczeniem wymowy 1917. Odwaga i przekonanie, że coś po prostu należy zrobić, pozwala człowiekowi przetrwać najtrudniejsze momenty.

What’s in the box?, czyli Siedem (1995)

Autorem scenariusza do jednego z najbardziej mrocznych filmów w historii kina, czyli Siedem, jest Andrew Kevin Walker. Historia polowania na mordercę inspirującego się siedmioma grzechami głównymi wyszła spod ręki Walkera, gdy ten zmagał się z depresją, której przyczyną była niemożność zaistnienia w branży filmowej. Szczęście jednak uśmiechnęło się do scenarzysty i jego skrypt został zakupiony przez New Line Cinema. Reżyserią obrazu na jego podstawie miał zająć się Jeremiah Chechik, autor m.in. W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju (1989). Chechik miał jednak pewne zastrzeżenia do scenariusza Walkera. Jednym z nich było zakończenie z pudełkiem. Reżyser wraz z producentem Arnoldem Kopelsonem nie chcieli bowiem, żeby znalazła się tam czyjakolwiek głowa. Kręcenie Siedem przez Chechika nie doszło jednak do skutku. Skrypt krążył po Hollywood i czekał na twórcę, który podejmie się jego przeniesienia na ekran. Streszczeniem scenariusza zainteresował się David Fincher. Wkrótce poprosił o przesłanie sobie jego całości. Zamiast jednak otrzymać przepisany już na nowo (po uwagach Chechika i Kopelsona) skrypt, Fincher dostał ten oryginalny. Gdy w całej sytuacji zorientowali się producenci Siedem, było już za późno na jakiekolwiek zmiany. Zarówno Fincherowi, jak też Morganowi Freemanowi i Bradowi Pittowi tak bowiem spodobało się oryginalne zakończenie scenariusza Walkera, że już nie chcieli słyszeć o żadnych jego przekształceniach. Studio uszanowało ich decyzję, dzięki czemu wszyscy od ponad 25 lat wpadamy wraz z Millsem w furię po otrzymaniu przez niego tajemniczego pudełka.

Co tu tak wyje?, czyli 3:10 do Yumy (2007)

Lubię remake westernu Delmera Davesa autorstwa Jamesa Mangolda. Nie jest bowiem zwykłą zrzynką z klasyka, ale naprawdę solidnym kinem akcji z ciekawie poprowadzonymi postaciami. Nie jednak o filmie Mangolda chciałem tu pisać, ale o samym jego zakończeniu. 3:10 do Yumy kończy strzelanina po wjeździe słynnego pociągu na stację kolejową. Sekwencję wymiany ognia podkreśla niespokojny, przypominający bicie serca stukot pojazdu. Z materiałów dodatkowych na płycie DVD można dowiedzieć się jednak, że wspomniany dźwięk w tle pierwotnie pozostał w filmie wyłącznie ze względu na pewne problemy techniczne, z którymi borykała się ekipa. Chodziło o to, że tego dnia na planie 3:10 do Yumy panowało takie zimno, że nie można było zaryzykować wyłączenia silnika lokomotywy, ponieważ później trudno byłoby go uruchomić. Oczywiście warkot silnika można było ostatecznie usunąć, ale okazał się na tyle istotnym elementem sceny strzelaniny, że Mangold postanowił go pozostawić.

Niech ktoś krzyknie: „cięcie!”, czyli Absolwent (1967)

Na koniec jedno z najważniejszych i zarazem najlepszych filmowych zakończeń w historii kina. Przypomnę najpierw, jak ono wygląda. Oto Ben (Dustin Hoffmann) porywa Elaine (Katharine Ross) sprzed ołtarza. Szczęśliwi wsiadają do autobusu miejskiego. Siadają na jego tyle i kamera przygląda się ich twarzom przez ponad pół minuty. Para wygląda, jakby przemyśliwała swoje czyny, zastanawiała się również nad tym, co dalej oraz jaki wpływ będzie miało to wydarzenie na resztę ich życia. Jak już wspomniałem, zakończenie Absolwenta uważane jest za jedno z najważniejszych i najlepszych w historii kina. Tymczasem okazuje się, że było ono dziełem kompletnego przypadku. Informacje o tym przekazała Bobbie O’Steen, była żona montażysty Absolwenta, który pod nieobecność Mike’a Nicholsa miał samodzielnie nakręcić ostatnią scenę. Brak doświadczenia O’Steena spowodował, że ten po wejściu aktorów do autobusu zapomniał powiedzieć: „cięcie!”. Tak więc reakcje Hoffmanna i Ross okazują się być improwizacją, a może nawet wyrazem konsternacji wynikającej z braku wydania polecenia przez zastępcę głównego reżysera. Po obejrzeniu nakręconego materiału Mike Nichols uznał, że jest to wspaniałe, dzięki czemu odbiorcy na całym świecie mogą teraz zastanawiać się wraz z Benem i Elaine, co dalej w tym życiu począć.

Jak podobało wam się to zestawienie? Które z przypadkowych zakończeń najbardziej was zaskoczyło? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Przemysław Mudlaff

Przemysław Mudlaff

Od P do R do Z do E do M do O. Przemo, przyjaciele! Pasjonat kina wszelkiego gatunku i typu. Miłośnik jego rozgryzania i dekodowania. Ceni sobie w kinie prawdę oraz szczerość intencji jego twórców. Uwielbia zostać przez film emocjonalnie skopany, sponiewierany, ale też uszczęśliwiony i rozbawiony. Łowca filmowych ciekawostek, nawiązań i powiązań. Fan twórczości PTA, von Triera, Kieślowskiego, Lantimosa i Villeneuve'a. Najbardziej lubi rozmawiać o kinie przy piwku, a piwko musi być zimne i gęste, jak wiecie co.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA