Connect with us

Publicystyka filmowa

Mastermind. O kinie George’a Millera

„MASTERMINDS. O KINIE GEORGE’A MILLERA” to fascynująca podróż przez twórczość wizjonera, który redefiniuje kino akcji i wizualne szaleństwo.

Published

on

Mastermind. O kinie George'a Millera

Zwiastuny do Mad Max: Na drodze gniewu zapowiadają wielkie widowisko, wskrzeszając kultową postać, w którą dawno temu wcielił się Mel Gibson, a obecnie Tom Hardy. Jednak w każdej zapowiedzi filmu pojawia się napis, z pewnością dla wielu współczesnych widzów zagadkowy: „From Mastermind George Miller” (w tłumaczeniu dystrybutora – „film wizjonera George’a Millera”). Interesująca reklama, jeśli wziąć pod lupę twórczość australijskiego reżysera, obchodzącego w tym roku swoje 70. urodziny.

Advertisement

Nie dlatego, że Miller nie zasługuje na pochwały. Wszakże seria o szalonym Maksie to jego dziecko, choć ostatni raz widzieliśmy tytułowego bohatera aż 30 lat temu. Od tego czasu sam Miller dał się poznać jako twórca starający się odejść jak najdalej od początków swojej kariery, nacechowanych wizualnym wariactwem oraz komiksową brutalnością. Jednak fakt, że ten mastermind jest tak nachalnie powtarzany w każdej zajawce nowej produkcji każe zastanowić się, czy reżyser rzeczywiście na ów tytuł zasługuje. Jego niezbyt liczne dokonania, jakże przecież różne na pierwszy rzut oka, pozwalają to ocenić.

Miller, urodzony w Australii syn greckich emigrantów, początkowo nie planował zostać reżyserem. Studiował i ukończył medycynę, lecz już podczas rezydentury załapał bakcyla filmowego kręcąc ze swoim bratem eksperymentalne krótkie metraże. Podczas warsztatów filmowych na Uniwersytecie w Melbourne poznał Byrona Kennedy’ego, swojego przyszłego przyjaciela i wspólnika, z którym wkrótce założyli firmę produkcyjną Miller Kennedy. Był rok 1972 i należy zauważyć, że kino australijskie dopiero raczkowało – nikt nie znał Petera Weira, Bruce’a Beresforda, Phillipa Noyce’a, Gillian Armstrong, Freda Schepisi, czy właśnie George’a Millera.

Advertisement

Nic więc dziwnego, że na swój debiut musiał jeszcze kilka lat poczekać. W międzyczasie pracował w szpitalu na ostrym dyżurze, gdzie widział wiele ofiar wypadków drogowych, co przydało się na planie oryginalnego Mad Maxa. Również ówczesny kryzys naftowy (1973) stał się podstawą późniejszego scenariusza, wyolbrzymiającego konsekwencje recesji do tego stopnia, że reżyser w kontynuacji uczynił z benzyny najcenniejszy towar na ziemi.

five-things-you-might-not-know-about-mad-max-on-the-33rd-anniversary-of-its-release

[quote]Na pierwszego Mad Maxa udało się Millerowi i Kennedy’emu zebrać 350 tysięcy dolarów. Zatrudnili mało znanych aktorów, obsadzając w tytułowej roli praktycznie debiutującego Mela Gibsona.[/quote]

Advertisement

Powstały w 1979 roku film opowiadający historię policjanta, za kółkiem równie niebezpiecznego, co ścigani przez niego psychopaci, podbił cały świat, choć nie obyło się bez słów krytyki. Zarzucono twórcom epatowanie przemocą, nie podobała się również pesymistyczna wizja świata, w którym zwyciężyć może tylko silniejszy (i bardziej szalony). Chwalono jednak sceny akcji i Gibsona potrafiącego przekonująco ukazać swojego bohatera zarówno jako sympatycznego romantyka, jak i niezrównoważonego anioła zemsty. Ostatnia scena filmu wyraźnie pokazywała, w którą stronę zmierza Max.

Niewiele osób odgadłoby jednak, jaką rzeczywistość zastanie w powstałej dwa lata później kontynuacji. Pierwowzór rozgrywał się w świecie stojącym na skraju katastrofy, lecz nadal rozpoznawalnym. W sequelu o wszelkich przejawach normalności oraz cywilizacji możemy zapomnieć. Są tylko pustynia i szosy, po których jeździ Max w nadziei na znalezienie benzyny na dalszą podróż. Staje się jednak mimowolnym uczestnikiem konfliktu między barbarzyńskimi hordami potwornego lorda Humungusa, a pokojowo nastawioną osadą mającą dostęp do złóż ropy.

Advertisement

road-warrior

Aby nie zrażać nie zaznajomionych z oryginałem (zwłaszcza w USA pierwsza część nie była wydarzeniem) Mad Max 2 został przemianowany na Wojownika szos. Ale różnic między dwoma filmami było więcej. Fabuła stała się jeszcze bardziej pretekstowa, przemoc nabrała odcieni komiksu, sceny akcji porażały swoją energią oraz nastawieniem na demolkę, zaś Max – dzięki sprytnej narracji z offu – został ukazany jako mityczny bohater zanim jeszcze film się zaczął.

Miller uczynił wszystko, co mógł, aby jego film stał się popisem brawurowej, dzikiej fantazji, lecz tym razem idącej w parze z rozrywką i zabawą. Być może dlatego widzom udziela się radość w obserwowaniu rozbijających się pojazdów, obcinanych bumerangiem palców, a nawet samej postaci Maxa, który przypomina bardziej bohatera jakiegoś westernu, tajemniczego przybysza z mroczną przeszłością i złotym sercem niż cierpiętnika, jak to miało miejsce w finale poprzedniej części. Nic więc dziwnego, że tym razem Ameryka przyjęła australijskiego szaleńca z otwartymi ramionami, zaś Millera zaproszono do Hollywood.

Advertisement

Powstała w 1983 roku Strefa mroku była filmem nowelowym, bezpośrednio nawiązującym do kultowego serialu fantastycznego z lat 60. pod tym samym tytułem. Cztery segmenty nakręcone przez czterech reżyserów (John Landis, Steven Spielberg, Joe Dante i właśnie Miller) odznaczały się nierównym poziomem, ale najbardziej chwaloną historią okazała się właśnie ta zrealizowana przez reżysera Mad Maxa. Trwająca zaledwie dwadzieścia parę minut opowieść o znerwicowanym pasażerze, który dostrzega na skrzydle samolotu majstrującego przy silniku potwora pozwoliła reżyserowi zabawić się w dużo skromniejszych warunkach.

Powstała nowelka pełna grozy i humoru, z niepotrafiącym usiedzieć w fotelu Johnem Lithgowem, któremu klaustrofobia i paranoja dają się we znaki. Cały film pozostał jednak w cieniu tragedii, jaka miała miejsce na planie części Landisa, kiedy z powodu braku odpowiednich zabezpieczeń zginęła dwójka dzieci i grający główną rolę Vic Morrow.

Advertisement

john1

Zanim Miller raz jeszcze rzucił Gibsona w sam środek pustynnej wojny, zdążył nakręcić w Australii dwa miniseriale: The Dismissal (1983) oraz The Last Bastion (1984). Współreżyserem tego pierwszego był George Ogilvie, z którym podzielił się obowiązkami reżyserskimi również przy kręceniu Mad Max pod Kopułą Gromu (1985). Miller postanowił tym razem poświęcić się wyłącznie konstruowaniu scen akcji, „oddając” swojemu koledze pracę z aktorami.

Powodem tego była śmierć Byrona Kennedy’ego, tragicznie zmarłego w katastrofie helikoptera, którą jego przyjaciel i wspólnik wyjątkowo mocno przeżył. Choć stracił zapał do projektu, nie chciał z niego rezygnować.

Advertisement

Trzecia, planowo ostatnia część cyklu, dzieje się kilkanaście lat po wydarzeniach z Wojownika szos. Max zostaje wynajęty przez prowadzącą miasto-śmietnik Entity (Tina Turner) do zabicia osiłka w masce, Blastera. Aby nie budzić podejrzeń, musi tego dokonać pod tytułową Kopułą Gromu – areną, na której w ruch idą piły mechaniczne, maczugi i inna śmiercionośna broń.

[quote]Z jednej strony jest to najbardziej wystawny film z serii, z drugiej najmocniej krytykowany.[/quote]

Advertisement

Niepozbawiona ambicji opowieść skręca w pewnym momencie na terytorium znane z Piotrusia Pana i Władcy much, gdy Max staje się liderem grupy złożonej z samych dzieci. Nie podobało się również to, że aby zapewnić większą publiczność w USA (był to pierwszy Mad Max współfinansowany przez Amerykanów), obniżono kategorię wiekową do PG-13. Stąd mniej tym razem brutalności, mniej też samochodów i widowiskowych kraks – jedyny pościg mamy dopiero w finale. Obraz okazał się jednak przebojem, promując Mela Gibsona do rangi gwiazdy – następnym jego filmem była już Zabójcza broń. Miller natomiast zakończywszy swoją przygodę z pustynnym bohaterem mógł się oddać innym projektom.

MAD-MAX-BEYOND-THUNDERDOME-DI-09

Czarownice z Eastwick (1987), ekranizacja powieści Johna Updike’a, dała reżyserowi możliwość współpracy z Jackiem Nicholsonem, Susan Sarandon, Cher oraz Michelle Pfeiffer. Aktorki wcieliły się w role znużonych spokojnym życiem na prowincji przyjaciółek, które pewnej nocy przywołują mężczyznę ich marzeń. Figlarny Daryl Van Horne zaczyna romansować z każdą z nich, a tytułowe Eastwick ogarnia prawdziwy szał. Czy trzy panie to rzeczywiście czarownice, a tajemniczy przybysz jest diabłem pod ludzką postacią?

Advertisement

Udała się Millerowi ta krzyżówka erotycznej komedii i horroru. Nakręcił baśń dla dorosłych, pełną nie zawsze subtelnych podtekstów, ukazując idealne miasteczko pozostające „idealnym” miasteczkiem, nawet w obliczu ataku sił nieczystych. Nicholson jest złowieszczo czarujący, natomiast Cher, Pfeiffer i (zwłaszcza) Sarandon uwodzą widza w każdej scenie. Fantastyczna makabreska była oczywiście niemałym przebojem, lecz na następny film Australijczyka przyszło poczekać jego fanom pięć lat.

532934-the_witches_of_eastwick_poster

W tym czasie Miller pomógł swojej rudowłosej rodaczce odbić się na tyle wysoko, aby wkrótce wylądowała w Fabryce Snów i została tam do dziś. W latach 1987-91 Nicole Kidman, bo o niej mowa, zagrała w dwóch wyprodukowanych przez reżysera miniserialach (Wietnam, Bangkok Hilton) oraz dwóch filmach kinowych, z których jeden przysporzył jej niemałej popularności.

Advertisement

Wyreżyserowany przez Phillipa Noyce’a thriller Martwa cisza (1989) opowiadał o małżeństwie, które po stracie dziecka wyrusza w rejs jachtem. Na pełnym morzu napotykają jednak rozbitka (Billy Zane), jak się wkrótce okazuje, niebezpiecznego psychopatę. Podczas gdy mąż (Sam Neill) stara się wydostać z tonącego wraku, to od żony (Kidman) zależy, czy przechytrzy szaleńca.

Miller film nie tylko wyprodukował, ale również całkiem nieoczekiwanie został reżyserem drugiego planu, kręcąc podwodne ujęcia. Scenariusz napisał Terry Hayes, współautor dwóch kontynuacji Mad Maxa oraz wspomnianych seriali z Kidman. Dzięki trzymającej za gardło reżyserii Noyce’a, pełnej niespodzianek historii oraz rolom trójki aktorów powstał pierwszorzędny dreszczowiec, który australijskiej aktorce przyniósł bezpośredni bilet do Hollywood, a Millerowi satysfakcję, że mógł się do tego przyczynić. Wspólnie zrealizowali jeszcze młodzieżowy romans Randka na przerwie (1991) w reżyserii Johna Duigana, film znany przede wszystkim z faktu, że wraz z rudowłosą aktorką zagrała debiutująca Thandie Newton.

Advertisement

fhd989DCM_Nicole_Kidman_012

Na planie Oleju Lorenza (1992) Miller ponownie pracował z Susan Sarandon, co zaowocowało nominacjami do Oscara dla obojga. Po raz pierwszy w karierze reżyser postanowił porzucić fantastykę na rzecz autentycznej historii małżeństwa, które odkrywa, że ich kilkuletni syn zapadł na niezwykle rzadką i nieuleczalną chorobę. Zamiast poddać się i zawierzyć lekarzom, państwo Odone’ów wzięło sprawy w swoje ręce i zaczęło uczyć się medycyny, szukając w książkach oraz artykułach sposobu – początkowo na zahamowanie, a później powstrzymanie ADL. Stopniowo zdobywana wiedza oraz nieustająca nadzieja na poprawę okupiona została licznymi wyrzeczeniami ze strony rodziców oraz niezrozumieniem otoczenia.

Miller nie bał pokazać się swoich bohaterów jako ludzi dzielnych i ambitnych, ale po czasie też zmęczonych, zgorzkniałych, nie liczących się ze zdaniem innych. Zwłaszcza matka (wspaniała Sarandon) wydaje się wrogo nastawiona do tych, którzy nie wierzą, że chłopiec może cokolwiek jeszcze rozumieć czy czuć. Ojciec (bardzo dobry Nick Nolte z włoskim akcentem) jest nawet w swojej desperacji żywiołowy, ale zawsze szukający wyjścia w logice, trzeźwym myśleniu nie podyktowanym emocjami.

Advertisement

lorenzos_oil

[quote]Nigdy wcześniej ani później Miller nie podjął się realizacji projektu tak ambitnego pod względem opowiadanej historii.[/quote]

Jego medyczne wykształcenie przydało się, aby uwiarygodnić scenariusz, za który otrzymał nominację do Nagrody Akademii, lecz to reżyseria wydaje się odróżniać Olej Lorenza od innych filmów medycznych. Australijczyk nie jest typem sentymentalisty, choć na pewno niejedna osoba mogła się wzruszyć oglądając ten dramat. Kręci swój film korzystając ze środków wyrazu charakterystycznych dla poprzednich jego produkcji, jakże odległych gatunkowo.

Advertisement

Na przykładzie właśnie tego obrazu można najwyraźniej zaobserwować wyznaczniki stylu Millera. Dynamiczna praca kamery, znajdująca się często bardzo blisko bohaterów, a jednocześnie zamiłowanie reżysera do dalekich planów, liczne zbliżenia, nienaturalne kadrowanie, położenie dużego nacisku na warstwę dźwiękową, która w połączeniu z obrazem daje intrygujące efekty.

W przypadku poprzednich jego filmów mogło to umknąć uwadze, gdyż tamte światy już na pierwszy rzut oka były skrzywione, a styl Millera tylko to uwypuklał. Trudno wyobrazić sobie, aby w dramacie obyczajowym na podstawie autentycznej historii te sztuczki mogły pomóc, a jednak udało się to. Być może dlatego, że dla samego reżyser sytuacja, w której znaleźli się bohaterowie uzmysławia im, że żyją w świecie nie mniej szalonym niż ten z fantastycznych dystopii o Maxie. I aby przeżyć w takiej rzeczywistości, należy porzucić normalność oraz szablonowe myślenie i zacząć działać na opak, szukając wyjścia w rozwiązaniach przez wielu uważanych za szalone.

Advertisement

wnhnofa2vxgffxndvxm7uzzwj5o

W 1995 roku powstał film, który zaskoczył wszystkich, choć rzadko kiedy jest utożsamiany z samym Millerem.

[quote]Babe – świnka z klasą była projektem, o którym twórca ten marzył od lat, lecz w momencie powstania postanowił zadowolić się tylko rolami producenta i współscenarzysty.[/quote]

Advertisement

Nakręcona przez Chrisa Noonana opowieść o małej śwince z zadatkami na psa pasterskiego doczekała się siedmiu nominacji do Oscara, również w najważniejszych kategoriach (najlepszy film, reżyseria, scenariusz). Ostatecznie skończyło się na jednej statuetce, za efekty specjalne, oraz zachwycie widzów i krytyków nad szlachetną historią, udanie łączącą humor z dramatem.

Twórcy postanowili iść za ciosem i w trzy lata później powstała kontynuacja, Babe – świnka w mieście, wyreżyserowana już przez samego Millera. Niestety tym razem instynkt zawiódł Australijczyka. O ile historia podróży prosiaczka do wielkiego miasta niepozbawiona była atrakcji i mądrego przekazu, o tyle zabrakło lekkości charakteryzującej oryginał. Tym razem styl Millera okazał się kompletnie nie pasujący do opowieści dla dzieci, czyniąc z kontynuacji miejscami groteskową i straszną bajkę. Miasto raziło sztucznością, ludzie byli nieludzcy, a nowi zwierzęcy bohaterowie nie zawsze dali się lubić.

Advertisement

I choć intencje były czyste, wykonanie godne podziwu, a kilka scen rzeczywiście mogło wzruszyć, trudno nie traktować Świnki w mieście jako niepowodzenia na koncie reżysera. Film okazał się finansową klapą, każąc Millerowi zastanowić się nad powrotem do swojego kultowego bohatera.

MSDBABE EC051

Zdjęcia do czwartego Mad Maxa rozpocząć się miały już w 2001 roku, z Melem Gibsonem ponownie w roli tytułowej. Lecz po ataku na World Trade Center kurs dolara australijskiego względem amerykańskiego poszybował tak wysoko, że i budżet filmu urósł do niebotycznej kwoty. Trzeba było poczekać, aż sytuacja się ustabilizuje. W międzyczasie Gibson stracił ochotę na jeszcze jedną szaloną jazdę przez pustynię (sam miał wtedy kilka swoich „szalonych jazd”), co sprawiło, że studio odłożyło projekt na bok. Miller zatem mógł poświęcić się pracy nad filmem, który w końcu przyniósł mu upragnionego Oscara.

Advertisement

Happy Feet: tupot małych stóp (2006) mógł być ryzykowny dla kariery australijskiego twórcy. Nie dość, że po raz pierwszy mierzył się z animacją, to jeszcze był to znów film dla najmłodszych, co przecież w przypadku sequela Babe skończyło się porażką. Tymczasem nie dość, że powstała bajka urocza, bezbłędnie zrealizowana, pełna fantastycznej muzyki i z zaskakującą wymową ekologiczną, to jeszcze Miller dostał za nią najważniejszą nagrodę w świecie filmowym. Historia młodego pingwina Mambo, który woli stepować zamiast śpiewać jak każdy inny jego pobratymiec, jest skonstruowana wokół elementów znanych z poprzednich filmów reżysera.

Ponownie głównym bohaterem jest jednostka, która odznacza się pewną innością wśród otoczenia, uważana przez innych za niespełna rozumu, a jednak czyniąca ze swojego „szaleństwa” atut. I podobnie jak to miało miejsce w przypadku kontynuacji Mad Maxa reżyser mitologizuje postać Mambo, wkładając w usta innego nielota, Lowelasa, historię jego wędrówki. Jedną pustynię natomiast zamienił na drugą, lodową.

Advertisement

Mumble-Penguin

Pięć lat później Miller zrealizował Happy Feet: tupot małych stóp 2, lecz podobnie jak to było w przypadku Świnki w mieście rezultat był daleki od sukcesu. Tym razem treścią filmu była międzygatunkowa akcja ratunkowa w celu wydostania uwięzionych nielotów. Wszystkie elementy składowe oryginału pojawiły się również w kontynuacji, lecz najwyraźniej widzowie niespecjalnie chcieli oglądać powtórkę z rozrywki. Pingwiny są przesympatyczne, również gdy śpiewają i tańczą, co powiedział już pierwszy film. Drugi był zwyczajnie niepotrzebny.

I tak docieramy do Mad Maxa: Na drodze gniewu, sam Miller zatacza zaś niejako koło. Śledząc jego karierę wyraźnie widać, że z każdym kolejnym projektem odchodził on coraz dalej od swojego najsłynniejszego dzieła. Mniej było w nich brutalności, a widownia z filmu na film była coraz młodsza. Krwawe rządy Hummungusa zastąpił bajkami o dzielnej śwince i tańczących pingwinach, choć nawet kręcąc światy dla dzieci nie zapomniał, że trochę szaleństwa nie zaszkodzi. Ciekawym będzie zobaczenie twórcy Happy Feet znów w gatunku, od którego zaczynał i któremu wielce się przysłużył.

Advertisement

Mad Max wypromował nowe kino australijskie, ale miał także znaczący wkład w postapokaliptyczny odłam kina fantastycznego, w którym wojownicza jednostka walczy nie tylko z antagonistą (często przeważającym liczebnie), ale i z wrogim środowiskiem, światem zniszczonym i niejako cofniętym do wieków średnich. Mając w głowie taki obraz aż trudno się nadziwić późniejszym dziełom Millera.

DSC_3888.JPG

Wracając do postawionego na początku pytania:

Advertisement

[quote]czy George Miller zasługuje na miano wizjonera? Czy nazwanie go mastermindem nie jest przesadzone?[/quote]

Nigdy o nim nie myślałem w ten sposób. Być może dlatego, że cała jego kariera pozostała w cieniu filmów, które nakręcił na samym początku. Filmów niekoniecznie wybitnych, lecz z pewnością kultowych i ważnych dla gatunku. Nawet jego najbardziej dojrzałe, przemyślane i zwyczajne najlepsze dzieło, jakim jest Olej Lorenza, pozostaje przemilczane, gdy mowa o reżyserze. Szkoda, że owo „wizjonerstwo” jest sprowadzane tylko do futurystycznego cyklu o Maksie Rockatanskym, choć przyznam, że nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z wojownikiem szos. Na drodze gniewu zbiera ochy i achy zarówno od widzów, jak i krytyków, jednomyślnie twierdzących, że lepszego filmu akcji nie było od lat. Nieźle jak na 70-letniego miłośnika pingwinów.

Advertisement

Miller może być uważany za reżysera rozrywkowego, lecz to kino jakoś dziwnie oddziałuje na widzów. Dzika energia, którą da się zaobserwować we wszystkich jego filmach, czyni z nich coś wyjątkowego. Tak jakby opowiadane historie chciały się wyrwać z ekranu kinowego i żyć własnym życiem. Niczym uwięziony w telewizorze Daryl Van Horne w finale Czarownic – uśmiecha się, wie, że wszyscy go oglądają, pragnie tego. Wariaci rządzą kinem Millera, a nam się to podoba. Najwyraźniej wszyscy jesteśmy trochę szaleni.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Mel Gibson, George Miller, Tom Hardy

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *