search
REKLAMA
Zestawienie

HORRORY klasy B z lat 90., których NIE ZNASZ, a powinieneś

Horrory klasy B z lat 90., których prawdopodobnie nie kojarzycie, a które warto zobaczyć.

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

2 sierpnia 2021

REKLAMA

Po zaprezentowaniu na łamach film.org.pl listy z horrorami klasy B z lat 80. przyszła kolej na następną dekadę i kolejny zestaw prawdziwych perełek, znanych w kręgach fanów gatunku, jednak nie szerszej publiczności. O ile wcześniejsze dziesięciolecie wypełnione było po brzegi slasherami, to lata 90. przyniosły konieczność zdefiniowania gatunku zupełnie na nowo…

Hardware (1990)

Produkcja, choć niskobudżetowa, stara się naśladować wiele arcydzieł science fiction, które jak nikt straszyły widownię pod koniec lat 70. i na początku lat 80. Mowa oczywiście o Obcym Ridleya Scotta i Terminatorze Jamesa Camerona. Mimo to produkcja z początku lat 90. była w stanie przedstawić na dużym ekranie wiele ciekawych pomysłów oraz stworzyć niezwykle oryginalną scenerię świata postapokaliptycznego. Za kamerą stanął Richard Stanley, który znany jest z próby nakręcenia Wyspy doktora Moreau z Valem Kilmerem i Marlonem Brando – prace nad nią stały się już miejską legendą. Na szczęście reżyser stworzył wcześniej Hardware, czyli krwawą historię przypominającą wspomnianego Terminatora, która otrzymała kategorię R, co oznacza, ze osoby poniżej 17. roku życia mogą oglądać film jedynie z rodzicem lub pełnoletnim opiekunem. Twórcy wykorzystują świetny, choć mało oryginalny już w tamtym okresie pomysł i zamykają morderczego robota w małym apartamencie z głównymi bohaterami. Kompaktowa sceneria zapewnia klaustrofobiczny nastrój, ale także mniej możliwości siania prawdziwego spustoszenia na dużą skalę, co jest zarówno wadą, jak i zaletą. Produkcja oferuje też wiele scen, które są od początku do końca cool. Stanleyowi nie można odmówić wkładu w gatunek, a osoby lubiące horrory science fiction koniecznie powinny sięgnąć po tę pozycję.

Studnia i wahadło (1991)

Lata 90. to przede wszystkim zwrócenie się w stronę klasycznych opowieści. Oczywiście Studnia i wahadło została zekranizowana przez Rogera Cormana w ramach jego fascynacji opowiadaniami Edgara Alana Poe. Dzięki temu w roku 1961 dostaliśmy świetną adaptację z Vincentem Price’em we własnej osobie. Ale wersja z roku 1991 także podąża śladem kampowych tradycji, wypadając niesamowicie dobrze na tle innych prób adaptacji klasycznego już opowiadania. Lance Henriksen występuje w roli perwersyjnego wielkiego inkwizytora Torquemady, który lubi być związany i bity, oczywiście kiedy nie terroryzuje Hiszpanii w imię chwały Kościoła. Mamy więc tortury, kobiece walory i więcej tortur, ale to wszystko sprawia, że wersję Stuarta Gordona ogląda się z dużym zaciekawieniem. W obsadzie znaleźli się także Oliver Reed i Jeffrey Combs, jednak to Henriksen kradnie każdą scenę, w której się pojawi. Scena, w której przepełniony złością każe swojemu podwładnemu „iść i torturować heretyków”, to moim zdaniem jeden z najlepszych momentów w historii kina. Szkoda, że Gordon, znany z pierwszego Reanimatora i mający duży wpływ na rozwój gatunku, nie jest w ogóle kojarzony z tym filmem. Śmiem stwierdzić, że to jedna z jego najbardziej niedocenianych produkcji.

Elektroniczna ruletka (1994)

Samotny nastoletni fan horrorów odkrywa tajemniczą grę komputerową na CD-ROM-ie, która wykorzystuje hipnozę, aby sprawić, że gracz będzie doświadczał najbardziej przerażających wrażeń, jakie można sobie tylko wyobrazić. Kiedy bohater wychodzi z hipnotycznego transu, z przerażeniem odkrywa, że ​​brutalne morderstwo przedstawione w grze rzeczywiście miało miejsce, a on – niestety – okazuje się zabójcą. Aktorstwo jest naprawdę dobre, szczególnie że w rolę głównego bohatera wciela się Edward Furlong, znany przede wszystkim z występu w Terminatorze 2. Efekty specjalne są niesamowite, głównie dzięki temu, iż wykorzystane zostały efekty praktyczne, co jest zaskakujące w kontekście tego, że fabuła filmu oscyluje wokół gry komputerowej. To samo tyczy się efektów gore. Punktem wyjścia dla fabuły była prawdziwa gra o nazwie Brainwaves. Po premierze kinowej filmu w Stanach Zjednoczonych gra została ponownie wydana w Europie jako Brainscanners. Produkcja ta jest nie tylko ciekawa ze względu na fabułę, morderstwa i postać Trickstera, ale również portret nastoletniego chłopca żyjącego z dala od świata. Jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, to koniecznie musicie go nadrobić.

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Chociaż docenia żelazny kanon kina, bardziej interesuje ją poszukiwanie takich filmów, które są już niepopularne i zapomniane. Wielka fanka kina klasy Z oraz Sherlocka Holmesa. Na co dzień uczestniczka seminarium doktoranckiego (Kulturoznawstwo), która marzy by zostać żoną Davida Lyncha.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA