Connect with us

Publicystyka filmowa

HORRORY klasy B z lat 80., których NIE ZNASZ, a powinieneś

Horrory klasy B z lat 80., których prawdopodobnie nie kojarzycie, a które warto zobaczyć.

Published

on

HORRORY klasy B z lat 80., których NIE ZNASZ, a powinieneś

Lata 80. to specyficzny okres, który dał światu kilkanaście kultowych filmów, jak również tonę dziwnych tworów, którym bliżej do kina klasy B. Jak jednak możecie się domyśleć, niektóre horrory z kategorii „tak złe, że aż dobre” na przestrzeni lat zyskały status kultowych, a ich nieznajomość to strzał w stopę. Dlatego niniejsza lista skupia się na horrorach klasy B, których prawdopodobnie nie kojarzycie, a które warto zobaczyć. Każdy, kto chce zanurzyć się w perełki gatunku horrorowego, powinien umieścić te kultowe filmy na szczycie swojej listy. Dodalibyście jakieś tytuły?

Advertisement

Aligator (reż. Lewis Teague, 1980)

Produkcja z początku lat 80. skupia się na miejskiej legendzie, zgodnie z którą mały aligator przypadkiem spłukany w toalecie dorasta w nowojorskich kanałach, by stać się prawie czterometrowym zabójcą. By jednak dodać smaczku, tytułowy aligator, aby przeżyć, pożera ciała zwierząt, które wrzucane są do kanałów przez firmę produkującą leki.

A ponieważ zwierzęce zwłoki przesiąknięte są sterydami, nie pozostaje to bez wpływu na aligatora. Szybko zaczynają ginąć miejscowe psy, jak i kilku pracowników kanalizacji (oczywiście). Twardy policjant łączy więc siły ze specjalistą od gadów, żeby powstrzymać aligatora przed wkroczeniem na ulicę miasta i zabiciem jego mieszkańców. Produkcja nie tylko nawiązuje do filmów klasy B z lat 50., ale jednocześnie stara się wypłynąć na fali sukcesu filmu Spielberga Szczęki.

Advertisement

Warto zaznaczyć, iż scenariusz stworzył John Sayles, który fanom kina klasy B znany jest z takich produkcji jak Pirania czy Skowyt. Film ma swoje świetne momenty, zarówno te pełne napięcia, jak i akcenty humorystyczne pod postacią aktora Henry’ego Silvy, który wciela się w rolę pompatycznego łowcy polującego na aligatora. Plusem jest także wygląd gada, gdyż trzeba pamiętać, że lata 80. nie były zbyt łaskawe pod względem wyglądu dla zabójczych zwierząt.

Evilspeak (reż. Eric Weston, 1981)

Gdy mówi się o produkcji Evilspeak, dość często pada stwierdzenie, że jest to połączenie Zemsty frajerów z Carrie – i niestety dużo w tym racji. Główny bohater Stanley Coopersmith jest w szkole wojskowej, jednak jego prawdziwą pasją są komputery, przez co jest nieustannie dręczony przez kolegów. Pewnego dnia w starej szkolnej kaplicy odkrywa sekretną księgę okultystyczną, która daje mu dostęp do arkanów czarnej magii. Dzięki niej udaje mu się przywołać demoniczne duchy, które mają dokonać zemsty na jego oprawcach.

Advertisement

Choć produkcja miała premierę w 1981 roku, to trzy lata później jego emisja została zakazana na terenie Wielkiej Brytanii. Jest to dość niezrozumiałe, biorąc pod uwagę, iż wiele innych filmów z epoki epatowało większym okrucieństwem i obrzydliwością. Jeżeli nastawieni jesteście na dziwne i surrealistyczne momenty, to ten film was nie zawiedzie. Na szczególną uwagę zasługuje scena z nawiedzonymi świnkami, ale to coś, co musicie zobaczyć na własne oczy. Produkcja ma także drugie dno – w latach 80. rozpoczęła się zbiorowa paranoja, iż komputery znajdujące się w niewłaściwych rękach mogą przyczynić się do końca świata. Jak widać, do dzisiaj nic takiego się nie stało. Jeżeli więc uwielbiacie makabryczne filmy zemsty, to jest to produkcja jak najbardziej dla was.

The Lift (reż. Dick Maas, 1983)

Jeżeli macie zamiar obejrzeć film o morderczej windzie, to zamiast wybrać dzieło M. Night Shyamalana, koniecznie sprawdźcie ten świetny duński horror. Produkcja opowiada historię technika Felixa, który próbuje dowiedzieć się, jaka tajemnica kryje się za niecodziennymi zgonami w biurowcu.

Advertisement

W tym celu łączy siły z dziennikarzem, by odkryć sedno sprawy, zanim biurowa winda zabierze kolejne życia. Trop prowadzi ich do przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją mikroczipów dla wojska. Jak już wspomniałam, jest to raczej zapomniany duński horror, który wyróżnia się makabrą, czarnym humorem oraz kilkoma scenami naprawdę chwytającymi za gardło. Jeśli myślicie, że film o morderczej windzie nie może straszyć, to jesteście w wielkim błędzie. Dodatkowo poza efektowym ucinaniem ludzkich głów twórcy podsycają ludzki strach poprzez takie sytuacje jak uwięzienie w windzie, które niekiedy prowadzi do ataków paniki, a osoby z klaustrofobią do stanu przerażenia.

Ale jakby tego było mało, ofiarami morderczej windy nie padają wyłącznie silni członkowie społeczeństwa, lecz także – co zaskakujące – ci najbardziej bezbronni: dzieci, seniorzy oraz osoby niewidome. Koniecznie musicie zobaczyć ten film, a amerykańskiego remake’u unikajcie jak ognia.

Advertisement

Roboty śmierci (reż. Jim Wynorski, 1986)

Mało kto na myśl o ochronie centrum handlowego wyobraża sobie stalowe kraty oraz zaawansowane technologicznie roboty. Myślimy raczej o starszym panie z krótkofalówką i drugą grupą inwalidzką. Twórcy Robotów śmierci poszli o krok dalej i dali nam cuda techniki, które strzelają wiązkami laserowymi w potencjalnych złodziei. Sprawy komplikują się za sprawą potężnej burzy, więżącej grupę nieświadomych nastolatków z robotami, które są w trybie zabijania. Sama fabuła i wykonanie wskazują na klasyczne dzieło kina klasy B, jednak niech was to nie zwiedzie. Widać, że twórcy byli skupieni na celu, jakim jest rozrywka oraz wywołanie ekscytacji u widza.

Mimo iż pozornie mamy do czynienia z ujęciem komediowym, to jednak produkcja wypełniona jest po brzegi horrorowymi elementami. Nie przywiązujcie się za bardzo do obsady, gdyż istnieje duże prawdopodobieństwo, że kolejny aktorzy będą ginęli w widowiskowy sposób. Ale nic dziwnego, producentem bowiem została legenda bardzo złego kina, czyli Roger Corman.

Advertisement

Uliczny chłam (reż. Jim Muro, 1987)

Produkcja ta jest prawdziwą ucztą dla fanów złych filmów oraz czarnego jak smoła humoru. Właściciel nowojorskiego sklepu monopolowego znajduje w swojej piwnicy starą, pokrytą pajęczynami skrzynkę z alkoholem. Postanawia sprzedać ją za dolara za butelkę miejscowym bezdomnym. Po wypiciu likieru ludzie zaczynają dosłownie zamieniać się w kałużę ludzkiej mazi.

Jak na kino klasy B mamy tu nagromadzenie tematów tabu, zaczynając od morderstwa, poprzez gwałt, rasizm, nekrofilię, a na brutalności policji kończąc. Nie jest to więc produkcja dla każdego. Sam reżyser pozbył się wszelkiego rodzaju zahamowań na rzecz nieskrępowanej wyobraźni. Mamy więc dzieło, które jest mroczne, pokręcone, pomysłowe i zasługujące na uwagę. Choć bardzo bym chciała, by produkcja dużo bardziej zgłębiła wiele istotnych tematów społecznych, to jednak finalnie to groteskowy i mroczny film, który balansuje na granicy dobrego smaku. To pozycja obowiązkowa, choć osoby o słabych żołądkach powinny w trakcie seansu na siebie uważać.

Advertisement

Żywe trupy (reż. William Wesley, 1988)

Jeśli będziecie sugerowali się polskim tytułem, to niestety, ale mija się on z prawdą. Nasi bohaterowie muszą bowiem zmierzyć się z demonicznymi strachami na wróble, jak wskazuje oryginalny tytuł, a nie z zombie z piekła rodem. Produkcja skupia się na grupie byłych żołnierzy, która kradnie trzy miliony dolarów. Niestety na skutek komplikacji ich samolot ląduje na środku pola kukurydzy, gdzie znajduje się opuszczony dom, pilnie strzeżony przez strachy na wróble.

Mimo kuriozalnego opisu to jedna z zapomnianych horrorowych perełek lat 80., którą naprawdę warto zobaczyć. Jeżeli marzył wam się niskobudżetowy Predator, to jest to pozycja wręcz idealna. Mamy więc twardych żołnierzy, wyizolowane miejsce, zabójcze strachy na wróble oraz gęstą atmosferę. Czego fan horrorów może chcieć więcej? Twórcy zastosowali ciekawy zabieg, który działa za każdym razem – pokazuj mniej. Dlatego też sceny z głównymi antagonistami są naprawdę przerażające. Jeśli jednak przyjdzie wam do głowy szukanie jakiekolwiek logiki w tejże produkcji, to nawet nie próbujcie, bo to zmarnowany trud oraz możliwość pozbawienia się świetnej zabawy przed telewizorem.

Advertisement

Chociaż docenia żelazny kanon kina, bardziej interesuje ją poszukiwanie takich filmów, które są już niepopularne i zapomniane. Wielka fanka kina klasy Z oraz Sherlocka Holmesa. Na co dzień uczestniczka seminarium doktoranckiego (Kulturoznawstwo), która marzy by zostać żoną Davida Lyncha.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *