Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmy z ostatnich lat, które NIE ZASŁUGIWAŁY na to, by być klapą finansową

Choć miały wszystko, by odnieść sukces, widownia ich nie doceniła. Oto lista udanych, ciekawych filmów, które nie zarobiły na siebie w światowym box offisie, mimo wielu starań ich twórców.

Published

on

Filmy z ostatnich lat, które NIE ZASŁUGIWAŁY na to, by być klapą finansową

Jeśli choć trochę śledzicie box office w ostatnich latach, zauważyliście pewnie, że coraz częściej kasę wtapiają filmy, które są… dobre. Z roku na rok przybywa jakościowych realizacji kinowych, które mimo wysokiego poziomu nie przyciągają widzów. Kiedyś częściej jednak wtapiały kiepskie filmy, takie, które dane studio zrobiło byle jak lub w chaosie produkcyjnym. Dziś jest niemal na odwrót. A kino obecnie znajduje się w poważnym kryzysie. Pojedyncze sukcesy nie powinny przysłonić prawdziwej, dosyć ponurej prawdy. Jak długo jeszcze kina i studia filmowe będą się utrzymywać? Trudno powiedzieć, ale patrzymy w przyszłość z lekkim niepokojem, a optymizm w tym zakresie nie jest już opcją.

Bo nie da się ukryć, że także entuzjastów dobrego kina jest coraz mniej – a za dowód zjawiska niech posłuży poniższa lista. Przed wami 10 filmów z ostatnich dziesięciu lat (z przedziału czasowego 2015–2025), które były oceniane jako naprawdę spełnione – ale ich zarobki z kin pozostawiają wiele do życzenia. Te wtopy pokazują dosyć oczywistą, lecz coraz bardziej widoczną prawdę: że jakość danego filmu nie świadczy o jego popularności. Warto wymienione tutaj dzieła docenić i wrócić do nich w legalnych źródłach; pokazać, że jako publika chcemy jak najwięcej wartościowych, wyrazistych i oryginalnych realizacji.

Advertisement

„Nice Guys. Równi goście” (reż. Shane Black, 2016)

Kto uwielbia Nice Guys ręka w górę! Jak tu nie lubić tego świetnego duetu – Ryana Goslinga, który pokazał tu swój błyskotliwy talent komediowy, i postawionego mu w kontraście twardziela Russella Crowe’a. Co przemawia na korzyść tej zwariowanej komedii sensacyjnej? Po pierwsze świetnie wykreowany świat przedstawiony, po drugie intryga kryminalna przywołująca na myśl jej najlepsze odsłony. Całość skomponował Shane Black, który niejako powtarzając schemat swojego Kiss Kiss Bang Bang, zrobił film nawet lepszy – jeszcze zabawniejszy i z lepszym tempem! A przez wyrazisty klimat Los Angeles lat 70.

chce się do tej komedii kumpelskiej wracać po wielokroć. Choć Nice Guys wydawali się wprost zaprojektowani pod rozwijający postacie sequel, ten raczej już nie powstanie. Powód? Niskie zarobki: 62,8 miliona dolarów na świecie przy budżecie 50 milionów dolarów.

Advertisement

„Blade Runner 2049” (reż. Denis Villeneuve, 2017)

Dennis Villeneuve dzisiaj jest twórcą niepowtarzalnej rangi i klasy, który trzyma się swoich artystycznych wytycznych, nawet gdy realizuje blockbustery. Niedawno zgłosił się do niego Amazon, proponując mu wyreżyserowanie nowego filmu o Bondzie. Były jednak czasy, gdy jego los był niepewny: kiedy twórca musiał ciężko walczyć o swoją pozycję na rynku. Dwa tytuły, które ukazywały rozmach jego wizji, ale nie zdołały zainteresować masowej publiczności, to kolejno Nowy początek i Blade Runner 2049.

Obydwa, mimo bycia mądrymi, wartościowymi, oryginalnymi poematami science fiction z ambicjami, zarobiły dużo poniżej oczekiwań – zwłaszcza ten drugi, droższy, obraz – niezwykle udana kontynuacja nieśmiertelnego klasyku Ridleya Scotta. Jego klapa finansowa skreśliła marzenia fanów o kinowym ciągu dalszym. Wówczas nikt nie mógł się spodziewać, że w przyszłości Villeneuve stanie się autorem jednej z popularniejszych współczesnych serii science fiction, na której kolejne odsłony widzowie będą czekać z wypiekami na twarzy. Oczywiście mowa o Diunie. Ale będąc szczerym: ta wcześniejsza dystopia z Ryanem Goslingiem to do teraz niedoścignione, najlepsze dzieło reżysera.

Advertisement

Blade Runner 2049 zarobił w kinach 267 milionów dolarów przy 150 milionach budżetu.

„Zaułek koszmarów” (reż. Guillermo del Toro, 2021)

Kto czeka na Netflixowego Frankensteina? Zanim fani baśniowych horrorów del Toro otrzymają zasłużoną adaptację prozy Mary Shelley, mają jednak do czego wracać, jeśli chodzi o filmografię tegoż reżysera. Już wcześniej del Toro dał widzom namiastkę klimatu starych, dziwacznych horrorów rodem ze studia Universal. Zaułek koszmarów natomiast mieszał tę konwencję z czarnym kryminałem. Po kilku latach od premiery już wydaje się zapomniany. Ten film, poza byciem naprawdę solidnie napisanym dziełem z masą nawiązań do kina klasycznego, ma także nastrojowe zdjęcia i przede wszystkim – kapitalną obsadę, m. in.: Bradley Cooper, Rooney Mara, Cate Blanchett, Willem Dafoe, Toni Collette, Richard Jenkins i Ron Perlman. Mimo tego mało kto miał swego czasu ochotę udać się na ten stylowy obraz do kina.

Advertisement

Zarobki – niecałe 40 milionów przy budżecie o wysokości 60 milionów dolarów.

„To nie wypanda” (reż. Domee Shi, 2021)

Na tej liście mogłaby się znaleźć cała masa animacji Disneya i Pixara, które wtopiły, a były naprawdę niezłe: Elio, Naprzód, Między nami żywiołami i jeszcze kilka tytułów. Postawiłem na ten moim zdaniem najlepszy. Dlaczego ta mądra, śmieszna i zwyczajnie urocza animacja nie okazała się hitem? Wydaje się, że winy nie należy szukać w samym filmie — każdy jego element stoi na naprawdę wysokim poziomie. Sukcesowi przeszkodził przede wszystkim lockdown covidowy.

Advertisement

Ale przyczyn należy także szukać w tym, jak jest zbudowany współczesny rynek filmów dla dzieci. Rodzice i ich pociechy chętniej wybierają się na już zakorzenione w popkulturze, sprawdzone marki; kontynuacje dzieł, które wcześniej polubili. Cierpią na tym oczywiście oryginalne filmy Disneya i Pixara; takie, które przedstawiają nowe postacie, nowe pomysły czy nawet specyficzne style animacyjne. Z filmów Pixara z ostatnich lat, które nie są sequelami, prawdopodobnie żaden nie doczeka się kontynuacji ze względu na zbyt niskie zainteresowanie publiczności. Natomiast nadchodzące nowe odcinki Zwierzogrodu, Iniemamocnych i Toy Story – niemal na bank okażą się pogromcami box office’u. W takim krajobrazie realizacje pokroju To nie wypandy zwyczajnie nikną i nie mają siły przebicia.

Box office: 21 mln dolarów
Budżet: 175 mln dolarów

Advertisement

„Mad Max: Na drodze gniewu” (reż. George Miller, 2015)

Jak często udają się powroty do marek po wielu latach? Przyznacie chyba zgodnie, że bardzo rzadko. Są dwa wyraźne przykłady zjawiska, gdy wielki comeback okazuje się naprawdę wielki, nie tylko w obietnicach. Ba, okazuje się wybitny, przez niektórych nawet nazywany lepszym od pierwowzoru. I zupełnym przypadkiem obydwa znalazły się na tej liście. Pierwszym jest wyżej wymieniony Blade Runner 2049, a drugim… Mad Max: Na drodze gniewu. Film George’a Millera ma w sobie coś unikatowego, niespotykanego zupełnie na rynku. To niezwykle żywiołowe kino, dynamiczne, drapieżne i imponujące światotwórstwem.

Ten film ustanowił nową definicję kina akcji i wytyczył ścieżkę dla kina rozrywkowego – którą zdaje się, że nikt inny później nie podążył. Zabrakło odwagi. Dość powiedzieć, że zeszłoroczny prequel pt. Furiosa zarabiał równie kiepsko. Jakość ręki mistrza George’a Millera doceniają jedynie prawdziwi koneserzy.

Advertisement

Box office: 367 milionów dolarów
Budżet: 150 milionów dolarów

„Thunderbolts*” (reż. Jake Schreier, 2025)

W 2025 roku wyszły 3 filmy Marvela. Wszystkie raczej rozczarowały finansowo, ale który z nich zarobił najwięcej? Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat. A który był z nich najgorzej oceniany? Również Kapitan Ameryka… No cóż, masowe wypuszczanie średniej jakości produkcyjniaków do kin w ostatnich latach zaszkodziło studiu i sprawiło, że widzowie postawili krzyżyk na całym uniwersum Marvela. Z perspektywy 2025 szkoda, że tak się stało, bo Thunderbolts* ma wszystko to, za co kiedyś publika pokochała te superbohaterskie widowiska.

Advertisement

Wyliczmy sobie: świetny, nietypowy zestaw zróżnicowanych postaci, humor, stawka, dobra realizacja i szczypta kreatywnej fantazji. Dodatkowo to obraz, który w odważny sposób wypowiada się o zdrowiu psychicznym — bez popadania w banały i powierzchowność. Szkoda, że na etapie 2025 roku publika już nie była tym zupełnie zainteresowana.

Box office: 382,4 mln dolarów
Budżet: około 200 mln dolarów

Advertisement

thunderbolts

„Dungeons & Dragons: Złodziejski honor” (reż. Jonathan Goldstein i John Francis Daley, 2023)

Co zrobić, by film dzisiaj zarabiał? Jak jest najprostsza metoda? Wystarczy zrobić coś, co już było – nawiązać do marki, którą widzowie znają i kochają. Może to być remake, sequel, prequel, reboot, tak naprawdę cokolwiek, co będzie, jak to mawiał inżynier Mamoń, piosenką, którą już raz słyszeliśmy. Jak wobec tego mają się te mniej znane świeże franczyzy? No cóż, nawet jeśli w ich obsadzie znajdziemy popularne gwiazdy, świetny scenariusz, dobrą reżyserię, kreatywność… to muszą obejść się box office’owym smakiem. I oto przechodzimy do jednej z przyjemniejszych rozrywek ostatnich lat. Dungeons & Dragons: Złodziejski honor dostarczył dokładnie to, co kiedyś potrafi dostarczyć Marvel – solidną drużynową komedię z nutą przygody.

Dość powiedzieć, że fantasy to nisza gatunkowa, która nie zarabia prawie nigdy – chyba że mowa o wyjątku potwierdzającym regułę – trylogii Władcy pierścieni. W każdym razie nie zmienia to faktu, że Dungeons & Dragons to przykład jednej z niewielu udanych realizacji spod znaku klasycznego high fantasy z dużą dozą humoru i atrakcji – w sam raz do chrupania popcornu.

Advertisement

Box office: 208 mln dolarów
Budżet: 150 mln dolarów

„Wcielenie” (reż. James Wan, 2021)

To nie tak, że uważam, iż Wcielenie jest na tyle dobre, by zasłużyło na odpowiednio satysfakcjonujące wyniki w box offisie. Zasłużyło nawet nie samą jakością – ale odwagą. Twórczą, nieskrępowaną odwagą i ruszaniem ścieżkami, którymi mało który ze współczesnych twórców ma śmiałość kroczyć. Niestety, wychodzenie poza schemat to element wykluczający łatwe sprzedanie danego produktu. Jak już pisałem wcześniej: najprościej zarabiać na tym, co bezpieczne; nie wychylać się i robić po bożemu, bez szaleństw. Natomiast Wcielenie to zdecydowanie jeden z bardziej szalonych, hybrydycznych, zaskakujących i chaotycznych filmów ostatnich lat, którego seansu nigdy nie zapomnicie. Jednocześnie jest to olbrzymia wtopa finansowa, także rzadka dla gatunku, jakim jest horror – te filmy częstokroć miały łatwy zarobek dzięki stosunkowo niskim budżetom. Nie tym razem.

Advertisement

Box office: 34,9 miliona dolarów
Budżet: 40 milionów dolarów

„Kaskader” (reż. David Leitch, 2024)

Podobnie jak w przypadku Dungeons & Dragons nie mówimy tu o wybitnym, ambitnym dziele, a jedynie podnoszącej na duchu, bardzo przyjemnej komedii. Kaskader jako bonus posiada pewną szlachetną wartość: jest wielkim hołdem, listem miłosnym do niebywale trudnej, niedocenianej pracy kaskaderów na przestrzeni lat. David Leitch udowodnił tutaj także, że poza kręceniem pięknych, widowiskowych scen akcji potrafi serwować absurdalny humor i przekonującą chemię między postaciami. Ryan Gosling i Emily Blunt to duet rozsadzający ekran. Kaskadera, choć jest nierówny i niedoskonały, ogląda się z nieskrywaną sympatią i na kompletnym luzie. Pozytywny odbiór widowni i krytyki niestety nie pocieszył producentów – film zarobił dużo poniżej oczekiwań studia.

Advertisement

Box office: 181 mln dolarów
Budżet: 125 mln dolarów

„Babilon” (reż. Damien Chazelle, 2022)

Chyba nie ma bardziej kontrowersyjnej, polaryzującej pozycji na tej liście. Taki poziom mieszanych i ambiwalentnych opinii to rzadkość wśród współczesnych realizacji kinowych. Za klapę Babilonu winić należy przede wszystkim niezwykle słabą, nieobecną promocję. Kilka lat temu, siedząc niemal sam na sali Imaxowej, chłonąłem nieprawdopodobnie kinetyczny spektakl… i zastanawiałem się: czemu nikt na to nie chodzi do kina? Bo tak oryginalnych przeżyć nie zapewniło mi nic innego już od naprawdę dawna. Po sukcesie grzecznego, oscarowego La la land Damien Chazelle postanowił… nakręcić anty-La la land.

Advertisement

Film jest tak niepokorny, chaotyczny, zdziczały i z kompletnie pokręconą strukturą – że natychmiast odrzucił wielu z tych widzów, którzy upodobali sobie wcześniej sympatyczny musical z Emmą Stone i Ryanem Goslingiem. Babilon miał gigantyczne ambicje, wspaniałą obsadę, dłuuugi metraż i… niemal niewidoczną promocję. W efekcie otrzymaliśmy wielki film i wielką porażkę finansową zarazem. A rozwój kariery tego utalentowanego młodego reżysera na moment stanął pod znakiem zapytania.

Box office: 65,2 mln dolarów
Budżet: 80 mln dolarów

Advertisement

Absolwent filmoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim. Miłośnik westernu, filmu noir, horroru, filmów gangsterskich, samurajskich i o sztukach walki. Jego przygoda z kinem zaczęła się wraz z otrzymaniem kolekcji filmów Alfreda Hitchcocka na DVD. Wciąż jednym z jego ulubionych filmów jest „Psychoza” z 1960 roku. Uwielbia mieć własne zdanie i dyskutować na przeróżne tematy. Oprócz uprawiania kinofilii, amatorsko fotografuje przyrodę, czyta klasyczne powieści, kolekcjonuje i gra w gry planszowe. Jest autorem fanpage'a Specjalny Zakład Opieki Filmowej.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *