Connect with us

Recenzje

KISS KISS BANG BANG. 15 lat od premiery

KISS KISS BANG BANG to błyskotliwa komedia kryminalna, która ożywiła karierę Roberta Downeya Jr. i zaskoczyła widzów nieprzewidywalnością.

Published

on

kiss kiss bang bang val kilmer robert downey jr.

Ludzie kochają triumfalne powroty gwiazd, zwłaszcza takich, które milczały przez lata lub popadły w niełaskę. Mający premierę 14 maja 2005 roku na festiwalu w Cannes Kiss Kiss Bang Bang był właśnie takim comebackiem, i to podwójnym. Robert Downey Jr. jeszcze kilka lat wcześniej był na dobrej drodze, aby zaćpać się na śmierć lub skończyć w więzieniu, stając się ryzykowną inwestycją dla każdego producenta. O tym, że był nominowany do Oscara za tytułową rolę w Chaplinie, wszyscy już zapomnieli, zastępując to w świadomości widzów kolejnymi jego tabloidowymi ekscesami.

Advertisement

Dziś to oczywiście Iron Man oraz jeden z najlepiej opłacanych aktorów, który w międzyczasie otrzymał następną nominację do nagrody Akademii (za drugoplanowy występ w Jajach w tropikach), ale jeśli ktoś chciałby wskazać punkt zwrotny w jego karierze, po którym na nowo ona odżyła, będzie to bezapelacyjnie występ w debiucie reżyserskim Shane’a Blacka. I właśnie powrót tego twórcy jest być może jeszcze ciekawszy niż przypadek Downeya.

Pod koniec lat 80. i przez prawie całą następną dekadę Black był jednym z najpopularniejszych i najlepiej opłacanych hollywoodzkich scenarzystów, specjalizującym się w kinie sensacyjnym. Jako autor tekstów do oryginalnej Zabójczej broni (1987), Ostatniego skauta (1991), Bohatera ostatniej akcji (1993) oraz Długiego pocałunku na dobranoc (1996) wprowadził do gatunku powiew świeżości swym sardonicznym poczuciem humoru, soczystymi dialogami, które w ustach jego bohaterów zamieniały się w natychmiastowy kult, zamiłowaniem do pozornie przegranych postaci oraz zaskakującą brutalnością. Za scenariusz do tego ostatniego filmu Black otrzymał 4 miliony dolarów, wtedy rekordową gażę. Co z tego, skoro nagle wszyscy mu zazdrościli, najwyraźniej łącznie z Akademią, która odmówiła mu miejsca w jej szeregach. On sam uważał, że właśnie dlatego, że za dużo zarabia.

Advertisement

Zmęczony gatunkiem i własną sławą zniknął na długie dziewięć lat, czyli praktycznie tyle samo, ile trwała jego dotychczasowa kariera. Wolał urządzać i chadzać na ekstrawaganckie hollywoodzkie imprezy niż pisać, co poskutkowało później blokadą twórczą. W 2005 roku nikt już nie czekał na nowy film według scenariusza Shane’a Blacka, gdyż kino, które współtworzył, nie istniało, a on sam był reliktem minionej epoki. Nie dziwi zatem, że w Kiss Kiss Bang Bang zrezygnował z bombastycznej akcji na rzecz klasycznego czarnego kryminału i komedii, choć wszystkie inne wyznaczniki jego twórczości są tu obecne.  

Ponownie mamy zatem niedobrany duet – tym razem drobnego złodziejaszka z Nowego Jorku, Harry’ego Lockharta, i detektywa/konsultanta, Perry’ego van Shrike’a, zwanego – nie bez powodu – Gejem Perry. Pierwszy ląduje w Hollywood jako aktorskie odkrycie (na przesłuchanie do filmu trafił zresztą całkiem przypadkowo, uciekając przed policją), drugi ma uczyć go detektywistycznej roboty do roli. Wkrótce obaj są świadkami śmierci młodej kobiety, co jest dosyć częstym zabiegiem inaugurującym u Blacka, podobnie jak to, że akcja filmu rozgrywa się w okresie Świąt Bożego Narodzenia (czego kompletnie nie czuć, ale z drugiej strony to L. A.).

Advertisement

Lockharta gra Downey, Perry’ego Val Kilmer – i jest to duet marzeń. Podczas gdy jeden z nich jest totalnym pechowcem, który szybciej działa, niż myśli, drugi charakteryzuje się elegancją, opanowaniem i znajomością swego fachu. Słyszana z offu żartobliwa, choć nieuporządkowana narracja Lockharta ma przebłyski geniuszu, ale zostaje zepchnięta w cień przez genialne riposty jego partnera, rzadko kiedy ujawniającego rysy na swym doskonałym wizerunku. I Gejowi Perry zdarzają się wpadki – np. gdy chcąc ratować tonącą dziewczynę, omyłkowo trafia ją kulą w głowę – ale nawet wtedy Harry przebija go, sikając na zwłoki, które ktoś podrzucił do jego apartamentu.

Te kompromitacje decydują o komediowym charakterze filmu, potrafiącego nawet momenty przewagi bohaterów zamienić w dowody ich ogromnego pecha lub niekompetencji. Grając w rosyjską ruletkę warto najpierw podszkolić się z matematyki, Harry. Widać, że obaj aktorzy nie tylko doskonale czują przyjętą konwencję, ale mają również ogromne pokłady dystansu do swoich bohaterów.

Advertisement

Pośród licznych zwrotów akcji, niekończących się kłótni między głównymi bohaterami oraz pulpowej wrażliwości (bądź niewrażliwości) materiału debiutujący reżyser nie gubi z oczu tego, na czym zależy mu być może najbardziej – obrazu Los Angeles jako miejsca, gdzie marzenia tylko pozornie się spełniają; gdzie nic nie jest tym, czym się wydaje. Nawet Harry okazuje się tylko wabikiem na grubszą rybę, gdyż jego rzekomy angaż jest w rzeczywistości sposobem, aby Colin Farrell zszedł trochę ze swojej gaży. Fikcja wydaje się tu dyktować warunki, stanowi cel i sposób do jego osiągnięcia. Jednocześnie jest to kłamstwo, którego konsekwencje są często tragiczne.

Już w pierwszej, pozornie idyllicznej, scenie filmu, jeszcze z dala od blichtru Los Angeles, Black wykłada temat filmu czarno na białym – wykonywany przez młodego iluzjonistę trik nie idzie zgodnie z planem i wygląda na to, że mała dziewczynka zaraz zostanie przecięta na pół, gdy w rzeczywistości wywołana przez nią panika jest na pokaz. „Zostanę aktorką” – to jej wytłumaczenie całej sytuacji, a słysząc je, ojciec podnosi na córeczkę rękę. Cięcie. Tragedia obraca się w żart, ale na tym nie koniec, gdyż puentą jest zapowiedź przemocy, na dodatek skierowana w kierunku dziecka (nie pierwszy i nie ostatni raz w twórczości Blacka).

Advertisement

Tej nie widzimy naocznie, choć reżyser nie pozostawia nam złudzeń, że jest ona prawdziwsza od kariery, którą wymarzyła sobie mała Harmony, trzecia główna postać filmu. Co więcej, grana przez znakomitą, wtedy zupełnie nieznaną, 29-letnią Michelle Monaghan bohaterka jest kluczową postacią tej historii.

Harmony, przyjaciółka Harry’ego ze szkolnych lat, obecnie szukająca szczęścia w Hollywood aktorka, jest uosobieniem wielkich, niespełnionych nadziei, ofiarą snu o karierze, godzącą się na zasady gry, które rządzą tym miejscem. „Była typową dziewczyną z L.A., czyli nie pochodziła stamtąd”, słyszymy z offu głos Harry’ego, a trochę później bez ironii nazywa on aspirujące aktorki/piosenkarki/modelki „wybrakowanymi towarami z ciężkim dzieciństwem”. Tyczy się to również Harmony, która nie lubi, gdy maca się jej piersi, kiedy śpi, choć ostatecznie twierdzi, że to nic takiego.

Advertisement

Która stanie przed telewizyjną kamerą, próbując się jak najlepiej zaprezentować, mimo że chwilę wcześniej doprowadziła do wypadku aktora w kostiumie robota. Ona sama wie, że ma termin ważności, patrząc z politowaniem na wszystkie 35-latki, które myślą, że jeszcze coś osiągną. Póki ma 34 lata („I’m a baby”), może wszystko. W dzisiejszym społeczno-obyczajowym klimacie jej postać mogłaby niejednego widza zaboleć.

Nic dziwnego, że w świecie, który funkcjonuje w oparciu o kłamstwa i marzenia, również i zagadka kryminalna zasadza się na relacji fikcji i rzeczywistości – dużo tu fałszywych tożsamości, inspiracji pulpową literaturą i filmami oraz wiary w ich prawdziwość. Black musiał mieć frajdę, konstruując intrygę, gdyż ta co chwilę zaskakuje, każąc bohaterom nieustannie improwizować. Rodzi to komizm (podkreślony pełną żartobliwego uroku muzyką Johna Ottmana), ale reżyser i scenarzysta ma niesamowicie pewną rękę, kiedy chce uderzyć w poważniejsze tony. Być może najlepszą sceną filmu jest ta, w której będący świadkiem morderstwa Harry sam chwyta za broń i zabija – zmiana tonacji zadziwia, a nawet szokuje.

Advertisement

Mimo to wydaje się usprawiedliwiona i zasłużona, co zaskakuje jeszcze bardziej, kiedy – nadal w tej samej scenie – Black znów sięga po humor, pokazując psa zabierającego odcięty palec głównego bohatera. I ponownie nie mamy poczucia jakiejś niestosowności bądź błędu w sztuce. Jest to mistrzowska robota, potwierdzająca, że tak daleko, jak chce się posunąć Black-scenarzysta, Black-reżyser podoła wyzwaniu.

Oglądany po 15 latach od premiery debiut autora Zabójczej broni imponuje krytycznym, ale nie karcącym spojrzeniem na Hollywood. Być może dlatego, że reżyser jest pozbawionym złudzeń romantykiem, trochę jak jego bohaterowie. Los Angeles kusi, dużo obiecuje, zmienia ludzi w cyników i pozerów, ale trudno je obwiniać za to, czym jest dla wszystkich marzących o karierze. Jeśli już Black szuka winnych, to wskazuje na tych, co zawsze – ojców. W jego filmografii ci są źli (Długi pocałunek na dobranoc), nieobecni (Bohater ostatniej akcji, Iron Man 3) lub w najlepszym razie niedoskonali (Ostatni skaut, Równi goście). W Kiss Kiss Bang Bang ukazuje ich w najgorszym świetle. Ojcowie molestują własne dzieci, okradają je, zabijają albo doprowadzają do samobójstwa. I nieważne, czy dzieje się to w mieście aniołów, czy też na peryferiach w Indianie. Ta przerażająca konstatacja pozwala twórcy umieścić kompletnie zbyteczny epilog ze zniedołężniałym człowiekiem, który przed laty gwałcił córkę.

Advertisement

Razy, jakie otrzymuje od bohatera Kilmera, przynoszą małą satysfakcję, ale czy można prosić o więcej? Jak na film, który jest czystą rozrywką, na dodatek parokrotnie łamiącą czwartą ścianę, to finałowe odczarowanie świata boli swą niemocą. Mimo to Black szuka sprawiedliwość tam, gdzie się da.

Kiss Kiss Bang Bang został znakomicie przyjęty przez widzów i krytyków, choć hitem w kinach nie został. Nikt wtedy nie czekał na powrót Blacka, Downey był nadal w niełasce, sława Kilmera przebrzmiała (wielka szkoda, że i on bardziej nie skorzystał na sukcesie filmu), a i zwiastun sugerował coś bardziej ogranego i sztampowego. Tymczasem to właśnie ten występ przekonał Jona Favreau do powierzenia Downeyowi roli Tony’ego Starka. Sam aktor uważa KKBB za swój ulubiony film. Odwdzięczył się kilka lat później, typując Blacka na reżysera Iron Mana 3, obrazu, który był skazany zarobić miliard dolarów.

Advertisement

Od tego czasu filmowiec próbuje popchnąć swoją karierę we właściwym kierunku – Równi goście z 2016 roku, kolejny pastisz czarnego kryminału, tym razem rozgrywający się w latach siedemdziesiątych, był krokiem do przodu, ale już nakręcony dwa lata później Predator okazał się kompletną porażką pod każdym względem. Od tego czasu cicho sza o kolejnych projektach Blacka, mimo że był już do paru przypisany. Prędzej czy później znów się odezwie, w to nie wątpię. I w to, że będzie o tym głośno. Miejmy tylko nadzieję, że nie potrwa to kolejnej dekady.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *