search
REKLAMA
Filmowy profiler

Filmowy profiler #16. Margaret White. Carrie (1976)

Karolina Chymkowska

20 marca 2017

REKLAMA

.Na procesie prokurator podkreślał, że tej tragedii można było zapobiec, gdyby ktoś spróbował wcześniej zareagować. Kiedy pod wpływem leków Julia odzyskała odrobinę równowagi, opisała, jak do tego wszystkiego doszło. Mianowicie przeprowadziła na córce test na opętanie. Włożyła jej do ust kilka małych skrawków papieru wyrwanych z Biblii. Ponieważ dziewczynka wszystkie wypluła, oburzona “bluźnierstwem” Lovemore wpadła w szał.

Julia Lovemore

Po tych dwóch przykładach dzieciobójstwa na tle religijnym w ramach uzupełnienia przypadek poniekąd odwrotny. Beryl Gilchrist wychowała obu synów – Jermaine’a i Elvisa – w głębokiej, fanatycznej niemal wierze. Bóg i Kościół stały się ośrodkiem i treścią ich rodzinnego życia. Z czasem miało się okazać, że również niezbywalną podstawą łączących ich więzi. W średnim wieku bowiem Beryl doznała swoistego nawrócenia, przyłączyła się do sekty pod nazwą Elelyon The House of Prayer For All Nations, a z czasem została jej przywódczynią. Obaj synowie, a w szczególności Jermaine, postrzegali to jako  zdradę, herezję, grzech i obrzydliwość. Uznali, że matka podążyła drogą fałszu i wyparła się nie tylko Zbawiciela, ale i własnych dzieci. Ostatnią kroplą okazała się kłótnia na temat osoby telewizyjnego ewangelisty. Oburzony krytyką wyrażoną głośno przez matkę, Jermaine rzucił się na nią z nożem.

Zupełnie odmiennym, ale wartym wspomnienia w kontekście Margaret White przypadkiem jest Theresa Knorr. Theresa na manię religijną nie cierpiała, bynajmniej – raczej wręcz przeciwnie, skupiała się na czerpaniu przyjemności z życia na wszelkie możliwe sposoby. Czterokrotnie wychodziła za mąż, piła na umór i imprezowała całymi dniami. W stosunku do mężów zachowywała się obsesyjnie, władczo i z opętańczą zazdrością pod hasłem “będziesz mój albo niczyj”, nad szóstką dzieci natomiast znęcała się przy każdej możliwej okazji.

Z największym okrucieństwem traktowała dwie córki: Sheilę i Suesan. Dziewczynki dojrzewały i nabierały uroku, przyciągały spojrzenia mężczyzn, przypominając tym samym Theresie, że złote lata jej urody dawno już minęły. Knorr oskarżała Suesan, że jest “czarownicą”, która złowrogimi zaklęciami sprowadziła na matkę otyłość (co jest przecież bardziej prawdopodobne niż hektolitry piwa i fast foody). Na swoje nieszczęście Suesan miała twarde życie. Postrzał w klatkę piersiową przeżyła mimo braku pomocy lekarskiej. Przeżyła też atak nożyczkami. Chciała odejść z domu i Theresa zezwoliła na to pod warunkiem, że najpierw usuną kulę wciąż tkwiącą w plecach dziewczyny, by nie mogła posłużyć za dowód w sądzie. W konsekwencji chałupniczej operacji rozwinęło się potężne zakażenie. Zamiast wezwać karetkę, Theresa z pomocą synów wywiozła Suesan na odludzie, porzuciła na poboczu, oblała benzyną i podpaliła. Dziewczyna spaliła się żywcem.

Ofiary Theresy Knorr, Suesan i Sheila

Sheilę natomiast matka zmusiła do tego, by zarabiała na domowy budżet prostytucją. Na początku było fajnie, bo pojawiły się pieniądze na lepsze trunki, z czasem jednak zazdrosna o powodzenie córki wśród klientów Theresa oskarżyła ją o “rozsiewanie rzeżączki po domu”. Regularnie zamykała Sheilę w komórce bez dostępu do wody i jedzenia. Podobnie jak Margaret, Theresa miała jedną podstawową metodę wychowawczą – biła, póki domniemany winowajca się nie przyznał do wszystkich wydumanych oskarżeń. Słabsza fizycznie niż starsza siostra, Sheila szybko zmarła z wycieńczenia i odwodnienia, co Knorr odkryła po trzech dniach, kiedy wreszcie zdecydowała się zajrzeć do komórki zaniepokojona odorem rozkładu. Pozbycie się ciała zleciła najstarszym synom. “Czarownicy żyć nie dozwolisz”, zamykanie w komórce, nawet mniej czy bardziej uświadomiona zazdrość – wszystko to brzmi nadspodziewanie znajomo, prawda?

Po raz pierwszy spotykamy Margaret, gdy zbrojna w broszurki religijne odwiedza rodzinę Snellów. Już na przestrzeni tych kilku minut widać niepokojącą huśtawkę jej nastrojów – od charakterystycznie akcentowanego na wzór natchnionych kaznodziejów przemówienia wstępnego po lodowate “rozumiem”, gdy dochodzi do wniosku, że Jezusa pod tym dachem raczej nie znajdzie. Z kolei konfrontacja z córką – która ma za sobą bardzo przykre przeżycia, ponieważ nieoczekiwane nadejście menstruacji nastraszyło ją do obłędu – to pierwszy, ale nie ostatni przykład przeniesienia, rządzącego całym życiem Margaret. Ona jest szczerze przekonana, że w prawdziwie ewangelicznym duchu prowadzi córkę na drogę zbawienia. Oczywiście, dla dobra Carrie, jakże inaczej? Prawda jest jednak inna: Margaret ma do Carrie pretensję, że śmiała się urodzić, niejako stając się fizycznym i namacalnym dowodem popełnionego grzechu i przypomnieniem przyjemności, która temu grzechowi towarzyszyła. Każdy, kto spojrzy na Carrie, musi przecież myśleć, że ona, Margaret, była słaba i legła z mężczyzną, skażona “klątwą krwi” i “klątwą rodzenia dzieci w pocie i bólu”. Do momentu osiągnięcia dojrzałości cały świat Carrie sprowadzał się do osoby jej matki. Nawet groteskowa figurka Chrystusa na krzyżu, do której modli się w komórce, ma rysy Margaret.

Trudno jednoznacznie określić, na jaki rodzaj psychicznego zaburzenia Margaret cierpi. Należy tu zresztą podkreślić, że to nie przekonania religijne same w sobie są zaburzeniem, ale sposób ich manifestowania. To rozróżnienie istotne, ale stosunkowo często zapominane.

Surowy model wychowania ewidentnie zaczyna rozwijać u Carrie nerwicę eklezjogenną, natomiast Margaret raczej tego typu nerwicy nie doświadcza, jest na to zbyt wściekła i zbyt pewna siebie. Siła woli i niezłomność umysłowa tej kobiety są równe jej religijnemu oddaniu. Wyczerpuje co najmniej kilka kryteriów diagnostycznych osobowości chwiejnej emocjonalnie typu borderline: huśtawka nastrojów, błyskawiczne wpadanie w gniew, zachowania autoagresywne. Natomiast wydaje się, przynajmniej do pewnego momentu, wolna od jednego z najważniejszych kryteriów – chronicznej obawy przed porzuceniem.

Do niedawna nie miała do niej podstaw, przykuła do siebie Carrie tak intensywnymi więzami, że wydaje się niemożliwością, by córki – podnóżka, który można przesuwać z miejsca na miejsce i na którym można z powodzeniem wyładowywać frustrację i gniew – kiedykolwiek zabrakło. Nie zabraknie także Jezusa, jeżeli tylko wiara okaże się wystarczająco żarliwa. Te dwa elementy dają Margaret swoistą stabilność, zaczynają się jednak chwiać, w miarę jak Carrie wybija się na niepodległość i domaga niezależności, manifestując przy tym siłę. Słysząc hałas tłuczonego lustra, Margaret zagląda do pokoju córki i wyraźnie widzi, że coś jest nie tak, i Carrie nie mówi jej prawdy – jednak po raz pierwszy nie ma odwagi drążyć tematu. A co z kontrolą, czy też może raczej brakiem kontroli impulsów, również wpisujących się w obraz zaburzeń borderline? Najczęściej ta potencjalnie autodestrukcyjna impulsywność (niekontrolowany seks, kompulsywne jedzenie, nadużywanie narkotyków i tym podobne) idzie u chorego w parze z chronicznym uczuciem pustki, którą próbuje zapełnić na wszelkie możliwe sposoby. Margaret w sukurs przychodzi jednak jej wiara i stale istniejące widmo grzechu (a folgowanie nieumiarkowaniu niewątpliwie jest grzechem, niezależnie od dziedziny). Jej narkotykiem jest religia, pozbawiony kontroli fanatyzm. Do kompletu należy dodać złożony stosunek do męża, a ojca Carrie, którego ewidentnie nienawidziła (dewaluacja) i pożądała (idealizacja) zarazem.

Avatar

Karolina Chymkowska

REKLAMA