Connect with us

Plebiscyt

NAJLEPSZE HORRORY z ostatnich 10 lat. Wyniki głosowania czytelników

Sprawdź wyniki plebiscytu z okazji Halloween!

Published

on

NAJLEPSZE HORRORY z ostatnich 10 lat. Wyniki głosowania czytelników

Dziś Halloween, czyli doskonała okazja, aby usiąść w wygodnym fotelu, zasłonić okna, pogasić światła i odpalić straszny horror. Zastanawiacie się teraz, jaki film grozy wybrać na dzisiejszy wieczór, prawda? Już możecie przestać drapać się po głowach. Sami bowiem stworzyliście poniższy ranking! Każdy z was na pewno znajdzie tu coś dla siebie.

Przed wami 40 NAJLEPSZYCH HORRORÓW z ostatnich 10 lat!

Advertisement

Na których miejscach znajdują się tytuły, na które głosowaliście? Co sądzicie o wynikach plebiscytu? Koniecznie podzielcie się z nami wrażeniami w komentarzach! Jesteśmy strasznie ciekawi!

40. „Possessor” (2020)

Nazwisko Cronenberg dla Brandona, syna legendarnego Krwawego Barona Davida, to zarówno przepustka do filmowego świata, jak i przekleństwo. Wyjście z cienia kultowego rodzica to zadanie niełatwe, jednak Cronenberg Junior postanowił spróbować. Jego Possessor w tym kontekście jest triumfem. Film przesiąknięty jest kojarzoną z twórczością jego ojca paranoiczno-dystopijną aurą. Napędza go znajomy żywioł horroru cielesnego, ale w opowieści o futurystycznym opętaniu czuć też coś świeżego – Brandon podbija tony antysystemowej krytyki, dorzuca do układanki psychoanalityczne tropy dotyczące relacji rodziców z dziećmi (!) i znajduje swoją własną drogę w całym tym psychodeliczno-krwawym spektaklu.

Advertisement

Possessor to świetna rzecz, łącząca ambiwalentną intrygę z wizjonersko nakręconymi sekwencjami grozy i tworząca unikalny klimat, w którym bryluje eteryczna Andrea Riseborough. [Tomasz Raczkowski]

39. „Oculus” (2013)

CYBERPUNK - Akira

Choć początkowo nie pokładałam wielkich nadziei w tym filmie, to finalnie bardzo mile się zaskoczyłam. Ba! Do dziś to jeden z moich ulubionych horrorowych tytułów, nie tylko ze względu na obecność utalentowanej Karen Gillan. To przede wszystkim intrygujący pomysł, pokręcone obrazy filmowe (widzisz to, co lustro chce, byś widział) i kilka naprawdę solidnych momentów, które sprawiły, że dzieło to wybija się spośród typowych horrorowych straszaków, gdzie receptą na sukces mają być niezliczone jump scare’y.

Advertisement

Reżyser Mike Flanagan stara się, by jego dzieło to było coś naprawdę wyjątkowego. Warto pamiętać, że niejako sam podgatunek, z przeklętym przedmiotem w tle, narzuca już od samego początku pewne typowe dla niego elementy. Reżyser jednak nie ugiął się pod ich naporem, dają nam dzieło pełne depresyjnego fatalizmu, zniszczonych relacji rodzinnych oraz motywów charakterystycznych dla kina klasy B, czego chyba nikt się nie spodziewał. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

38. „Naznaczony: rozdział 2” (2013)

Zrealizowany za zaledwie 5 milionów dolarów Naznaczony: rozdział 2 swój komercyjny sukces zawdzięcza przede wszystkim kreatywności oraz sprytowi duetu Wan i Whannell. Fabuła kontynuacji hitu Jamesa Wana z 2010 roku jest wiarygodna i, co ważniejsze, wciągająca. Uwagę zwraca tu także strona techniczna filmu oraz bardzo dobra kreacja Patricka Wilsona. Jednym z najważniejszych elementów udanej produkcji grozy jest klimat, a tego w przypadku Naznaczonego: rozdziału 2 na pewno nie brakuje. Wan cierpliwy jest, łaskawy jest. Nie szuka poklasku, nie unosi się pychą. Robi po prostu swoje i dzieli się z nami swoją horrorową pasją. [Przemysław Mudlaff]

Advertisement

37. „Jako w piekle, tak i na Ziemi” (2014)

Paryskie katakumby skrywające nieodkryte tajemnice, bohaterowie, którzy giną w niecodziennych okolicznościach oraz poszukiwanie kamienia filozoficznego; jak się okazuje, te trzy elementy to przepis na murowany sukces. Produkcja, której budżet opiewał na 5 milionów dolarów, przyniosła aż ośmiokrotnie większe zyski. To także kolejny przykład bardzo dobrego wykorzystania techniki found footage, która tylko wzmacnia w tym przypadku eklektyczny pomysł wyjściowy.

Jeśli mam być jednak szczera, to na papierze produkcja wcale nie wyglądała tak atrakcyjnie. Przede wszystkim sceny otwarcia wydawały mi się nudne. Jednak w trakcie powtórnego seansie odkryłam, że w tym wszystkim liczy się każdy, nawet najdrobniejszy detal budujący  całą niecodzienną historię od samego początku do końca. O ile produkcja nie serwuje typowej horrorowej makabry, a jedynie dantejską makabrę dla wytrawnych znawców tematu, o tyle fani tego gatunku powinni być usatysfakcjonowani; w końcu razem z bohaterami przekraczamy bramy piekła, gdzie każda osobista trauma to powód, by zostać ukaranym. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

Advertisement

36. „Split” (2016)

Koncepcja rozszczepionej osobowości nie przekonuje wszystkich, dla wielu jest jedynie wygodną ucieczką różnych przestępców przed wymiarem sprawiedliwości. Niezależnie od tego, jak to bywa w niektórych przypadkach, kinowe przedstawienie tego syndromu jest nieodmiennie fascynujące. Do dziś nie mogę wyjść z podziwu, jak wspaniale zagrał to młody Edward Norton w Lęku pierwotnym, ale przyznać muszę, że to kreacja Jamesa MacAvoya w Splicie jest bezkonkurencyjna. Jest naprawdę godną podziwu sztuką zagrać osobowość wieloraką tak, że najmniejsza zmiana wyrazu twarzy jest znacznie bardziej przerażająca niż wszystkie prawdziwe czy wyimaginowane potwory świata, i on właśnie to zrobił.

Widz podczas seansu nie boi się tak naprawdę zapowiadanej Bestii, nie czeka w napięciu na jej pojawienie się – każda bowiem zmiana niesie ze sobą nowe, nieznane zagrożenie. Bardzo dobrze napisany, doskonale zagrany dreszczowiec. [Agnieszka Stasiowska]

Advertisement

35. „Mięso” (2016)

Mięso to jeden z najważniejszych debiutów reżyserskich ostatnich lat. Takie wrażenie miałem już podczas mojego pierwszego seansu filmu Ducournau, a poziom jej drugiej produkcji, Titane (2021) tylko mnie w tym przekonaniu utwierdził. Mięso jest dzikie, szalone, energetyczne i rzeczywiście może wzbudzać odruch wymiotny u widzów o słabszych żołądkach. Wszystko to służy jednak wyższemu celowi, metaforze. Ducournau wpisuje bowiem w konwencję kina kanibalistycznego opowieść o dojrzewającej seksualności. Pycha! [Przemysław Mudlaff]

34. „To: Rozdział 2” (2019)

Druga część bardzo udanej adaptacji książki Stephena Kinga z 2017 roku zaskakuje przede wszystkim jako sequel; dużo mroczniejszy, dużo bardziej zgłębiający traumy głównych bohaterów i bardziej ukierunkowany na straszenie widza, aniżeli część pierwsza. Mimo iż główny antagonista nie pojawia się tak często, jakbyśmy tego chcieli, to cały czas czuć jego przerażającą prezencję, która zawsze znajduje się w pobliżu bohaterów i na krok ich nie opuszcza.

Advertisement

Trzeba jednak pamiętać, że od naszego ostatniego pobytu w Derry, zasady całkowicie się zmieniły, a rzeczy z mrocznych koszmarów potrafią objawić się w biały dzień. Druga część spodobała mi się nie tylko jako studium ludzkiej natury, ale przede wszystkim jako przysłowiowy straszak; wiele osób zarzucało jednak reżyserowi, że ten próbował upchnąć zbyt dużo w prawie trzygodzinnym filmie, co po części jest prawdą. Nie zmienia to jednak faktu, że to adaptacja, jakiej dawno nie widzieliśmy w kinie i jakiej – przynajmniej mi – od bardzo dawna brakowało. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

33. „Czarny telefon” (2021)

Gdy Scott Derrickson zwolnił stanowisko reżyserskie Doktora Strange’a w multiwersum obłędu, nie szukał długo następnego projektu. Wrócił na swoje gatunkowe „łono” i wyreżyserował kolejny horror, tym razem będący mieszanką wątków nadprzyrodzonych i filmu typu „coming of age”. Czarny telefon opowiada o Wyłapywaczu (Ethan Hawke), który terroryzuje Denver, porywając dzieci z okolicy. W końcu w jego ręce trafia też główny bohater, Finney (Mason Thames), który dzięki pomocy duchów poprzednich ofiar Wyłapywacza będzie mógł powstrzymać psychopatycznego potwora.

Advertisement

Czarny telefon to horror oszczędny w formalnych środkach, ale wygrywający atmosferą i nadprzyrodzoną aurą – dzięki temu stał się drugim najbardziej kasowym horrorem tego roku na świecie (161 mln USD). [Dawid Myśliwiec]

32. „Wcielenie” (2021)

Wcielenie

James Wan po krótkiej przerwie powraca do ukochanego świata horroru, ale tym razem serwuje nam produkcję dużo bardziej bezczelną, samoświadomą, z założenia kiczowatą i bawiącą się tanim, pulpowym wymiarem gatunku. Wcielenie to przefiltrowany przez styl Wana hołd dla włoskiego giallo. Znam widzów, którzy go pokochali, znam takich, których całkowicie odrzucił. Cieszy, że nasi czytelnicy zdają się zaliczać do tej pierwszej grupy. [Filip Pęźiński]

Advertisement

31. „Zło we mnie” (2015)

Debiut pełnometrażowy Oza Perkinsa to jeden z najciekawszych horrorów XXI wieku. Misternie skonstruowany, balansujący pomiędzy dwiema liniami czasowymi i aż trzema bohaterkami: dwiema uczennicami katolickiego internatu dla dziewcząt oraz tajemniczą autostopowiczką. Perkins odstawia na bok oklepane zagrywki formalne (jak chociażby jump scare’y) i fabularne (wspaniale zredefiniowana final girl), stawiając na skrzętnie budowaną gęstą atmosferę. Efektem jest mroczna, głęboko niepokojąca opowieść, w której pierwsze skrzypce odgrywają samotność i motyw uwiedzenia przez zło. [Jan Brzozowski]

30. „X” (2022)

Ti West zabiera nas w niezwykłą podróż, bo swoją trylogię o porno (jak lubię ją nazywać) zaczyna od jej środkowego rozdziału, w którym poznajemy grupę młodych ludzi, udających się na amerykańską prowincję w latach 70. XX wieku, by tam nakręcić film pornograficzny. Co oczywiście nie kończy się dla nich najlepiej, bo formuła slashera zobowiązuje, a West perfekcyjnie wywiązuje się z umowy. W filmie zagrało absolutnie wszystko: od klimatycznej realizacji przez intrygującą formułę pełną czarnego humoru, erotycznego napięcia i efektownej przemocy, po obsadowe wybory doskonałe. Mia Goth, Jenna Ortega, Brittany Snow, Kid Cudi, Martin Henderson i Owen Campbell to mój ulubiony zestaw slasherowych ofiar. [Filip Pęziński]

Advertisement

29. „Wizyta” (2015)

Nie jestem przekonana co do rzekomej genialności dzieł reżysera M. Night Shyamalana i tak naprawdę nigdy nie byłam jego wielką fanką. Dlatego też Wizyta była dla mnie absolutnym zaskoczeniem oraz popisem faktycznych umiejętności reżysera, gdy ten nie próbował zaskoczyć widzów wydumanym plot twistem.

Fabuła jest prosta jak drut, gdzie finałowy zwrot akcji jest do przewidzenia w pierwszych minutach filmu. Ale jak fantastycznie zostało to wszystko zrobione, od samego początku do końca; wykorzystanie dodatkowo techniki filmowej, jaką jest found footage to absolutny strzał w dziesiątkę. Gęsia skórka, poczucie osaczenia – towarzyszące cały czas głównym bohaterom – nie odstępowało mnie praktycznie na krok, a kilka scen było tak perfekcyjnych i zapadających w pamięć, że dziwię się, iż o tym dziele nie mówi się szerzej i głośniej. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

Advertisement

28. „Halloween” (2018)

Na 40. rocznicę premiery kultowego Halloween Johna Carpentera zainicjowana przez niego seria zyskała nowy start w postaci bezpośredniego sequela (odrzucającego wszystkie powstałe między 1980 a 2010) zapraszającego nas na nowo na slasherowy spektakl starcia Michaela Myersa z Laurie Strode. W pierwszej części nowej trylogii David Gordon Green osiągnął satysfakcjonujący balans między celebrowaniem klasyka, któremu hołd oddawany jest szeregiem nawiązań i parafraz, a cieszącym oko widowiskiem gore. Nie ma tu przesadnych ambicji, jest za to dużo fajnie pomyślanych inscenizacji i gatunkowego mięsa, a postawienie naprzeciwko demonicznego mordercy w masce Jamie Lee Curtis przetransformowanej w babcię à la Sarah Connor pozwoliło na świetny finał – budzący zarówno ekscytację, strach, jak i miejscami śmiech. Szkoda, że kontynuacje Greena nie podążyły tą drogą, ale samemu filmowi z 2018 roku nic to nie ujmuje. [Tomasz Raczkowski]

27. „Zabawa w pochowanego” (2019)

Kocham taki powiew gatunkowej świeżości, szczególnie gdy mówimy o moim ukochanym gatunku, jakim jest horror. Produkcja z 2019 roku to absolutne zaskoczenie, perfekcyjnie zagrane z genialnym scenariuszem i finałem, który potrafi autentycznie rozbawić do łez. Dodajmy do tego Samarę Weaving, która nie cofnie się przed niczym, by tylko przeżyć do wschodu słońca, a otrzymamy – w moim przekonaniu – dzieło, które można okrzyknąć mianem horroru ponowoczesnego; mrugnięcie okiem.

Advertisement

Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że motyw bogatych ludzi zabijających dla zabawy tych znajdujących się niżej w hierarchii jest już wyświechtany, ale nie w tym przypadku. Cała produkcja jawi się jako świetna zabawa, gdzie każdy kolejny trup w rodzinie Le Domas sprawia, że nie sposób nie uśmiechnąć się z pełną satysfakcją. To przecież nie tylko walka o przetrwanie, ale walka z ideami reprezentowanymi przez ludzi bogatych oraz wypaczoną moralnie rodziną, która nie cofnie się przed niczym. Kto jeszcze nie widział, niech prędko nadrabia zaległości. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

26. „Ostatniej nocy w Soho” (2021)

Stylowe, intrygujące kino, które zachwyca formą i występami aktorskimi; Anya Taylor-Joy, Thomasin McKenzie i Matt Smith są tu rewelacyjni, a Wright sprytnie wykorzystuje elementy horroru, by opowiedzieć przygnębiającą historię kobiety wykorzystywanej przez mężczyzn. Na deser kapitalny soundtrack i jego połączenie z obrazem; wszystkie sceny z lat 60. to filmowe złoto. [Łukasz Budnik]

Advertisement

25. „Krzyk” (2022)

W moim odczuciu film definiuje jego pierwsza scena, w której morderca próbuje zabić postać graną przez Jennę Ortegę. To z jednej strony uwspółcześniona kalka otwarcia oryginału, a z drugiej kreatywna i pełna twistów nią zabawa. Kluczowa jest tu puenta: dziewczyna przeżywa spotkanie, dając do zrozumienia fanom, którzy przyzwyczaili się, że pierwsze spotkanie z Ghostfacem kończy się zgonem pięknej kobiety, że film nie powstał, aby spełniać ich roszczenia. Taki właśnie jest cały nowy Krzyk. Szanuje oryginał, bawi się nim, ale też wprowadza serię w nową erę, świadomie igra z fandomem. Mam poczucie, że Wes Craven byłby dumny. [Filip Pęziński]

24. „Doktor sen” (2019)

CO Z NICH WYROŚNIE: TARON EGERTON. Dziś Rocketman, a jutro...?

Doktor sen to jeden z tych filmów, o które nikt nie prosił, a które okazały się całkiem potrzebne. Mike’owi Flanaganowi udało się bowiem coś właściwie niemożliwego. Dokonał on przecież udanej i wiarygodnej fabularnie kontynuacji nielubianej przez Stephena Kinga adaptacji Lśnienia autorstwa Stanleya Kubricka, a także sumiennie przekazał widzom wizję Kinga z książkowego pierwowzoru swojej produkcji. Myślę, że żaden fan zarówno Kinga, jak i Kubricka nie powinien być za Doktora… na Flanagana zły. [Przemysław Mudlaff]

Advertisement

23. „Zombie express” (2016)

LESZEK LICHOTA i TOMASZ WŁOSOK. Z aktorami rozmawiamy o serialu KRUK. CZORNY WORON NIE ŚPI

Oryginalnie zatytułowany po prostu „Pociąg do Busan”, film Sang-ho Yeona to dynamiczny niczym południowokoreański tabor zombie horror, który opowiada historię epidemii wirusa rozprzestrzeniającego się wśród pasażerów pociągu podczas kursu z Seulu do Busan. Yeon, wcześniej twórca cenionych animacji dla dorosłych (m.in. Król świń), świetnie wyczuwa konwencję epidemicznego horroru, dawkując nam akcję bez wytchnienia. Pędzący na złamanie karku pociąg to idealne mikrosiedlisko dla tajemniczego wirusa, zwłaszcza że ci, którzy chcą ocaleć, zaczynają skakać sobie do oczu. Bardzo sprawnie zrealizowany i zapewniający potężną dawkę rozrywki zombie horror z bardzo mocną obsadą (Yoo Gong, Dong-seok Ma). [Dawid Myśliwiec]

22. „mother!” (2017)

Z jednej strony szczerze nie lubię tego filmu, z drugiej zaś, w jakiś dziwny sposób przywołał on mnie do siebie już kilkakrotnie. mother! to pokaz bufonady Darrena Aronofsky’ego, klasy Jennifer Lawrence i Javiera Bardema oraz technicznej maestrii operatorów i montażystów. To produkcja pełna sprzeczności. Jest jednocześnie prosta i zagmatwana, brzydka i piękna, przeintelektualizowana i skłaniająca do refleksji. Lubię nazywać mother! popieprzonym cudem. [Przemysław Mudlaff]

Advertisement

21. „Martwe zło” (2013)

Kiedy dowiedziałam się o produkcji nowego Martwego zła, sama byłam pierwsza do pisania złośliwych komentarzy, że prawdziwa filmowa legenda właśnie jest niszczona na naszych oczach. Czy dziś z perspektywy czasu i po seansie filmu zmieniłam swoje zdanie? Oczywiście, że tak. Nie jest to może mój wymarzony i wyśniony remake serii, jednak uderza w odpowiednie horrorowe tony, co pozwala mu zaskarbić zarówno miłość fanów gatunku, jak i fanów samej serii.

Trzeba mieć jednak na uwadze, że to krwawa jatka i totalna jazda bez trzymanki, gdzie żadna z podjętych przez bohaterów decyzji nie jest odwracalna, a ci, którzy zdecydowali się spędzić deszczową noc w odległej chatce w lesie – mimo dobrych intencji – będą musieli zmierzyć się z największym koszmarem swojego życia. I mówiąc koszmar, mam na myśli naprawdę krwawe, obrzydliwe zgony, gdzie twórcy dla radości widzów horrorów nie cofną się przed niczym. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

Advertisement

20. „To my” (2019)

Po głośnym, niezwykle dochodowym, ale skromnie zrealizowanym Uciekaj! Jordan Peele powraca do świata grozy tym razem z dużo większym budżetem i nieskrępowaną pewnością siebie. Oba te aspekty służą To my, bo udało się stworzyć wyjątkowe dzieło z jednej strony efektownie grające konwencją kina grozy i licznymi nawiązaniami do jej klasyki, z drugiej inteligentnie opowiadające o kapitalizmie i klasowości. Trudno nie zakochać się w tej utkanej z gorzkich i celnych przemyśleń alegorii Stanów Zjednoczonych (oryginalny tytuł Us, to tak samo „my”, co skrótowiec nazwy tego państwa), a łatwo wchłaniać ją ponownie i ponownie. Trzeba to dodać: Lupita Nyong’o jest tu po prostu doskonała. [Filip Pęziński]

19. „Cloverfield Lane 10” (2016)

Na kilka lat przed Prey Dan Trachtenberg stworzył inny film, w którego centrum postawił kobietę – wówczas graną przez Mary Elizabeth Winsteadktóra z powodzeniem wcieliła się w protagonistkę. Reżyser świetnie wykorzystał potencjał punktu wyjściowego w postaci zgromadzenia kilku osób na małej przestrzeni w obliczu zagrożenia; Cloverfield Lane 10 trzyma w napięciu, bez problemu angażuje w losy bohaterów i wciąga od pierwszej minuty. Najbardziej jednak zapada w pamięć John Goodman, który jest tu miejscami naprawdę przerażający. [Łukasz Budnik]

Advertisement

18. „Suspiria” (2018)

Moim zdaniem reżyser Tamtych dni, tamtych nocy, tworząc remake Suspirii, spisał się na medal. Otrzymaliśmy bowiem wersję, która bazuje na tym, co pokazał pod koniec lat 70. XX wieku reżyser Dario Argento, jednocześnie prezentując widzom coś zupełnie nowego. Twór ten potrafi, podobnie jak oryginał, autentycznie przestraszyć, co potwierdza chociażby słynna już scena mająca miejsce w sali z lustrami.

Nie próbujmy jednak zestawiać dwóch filmów ze sobą, gdyż nie ma to żadnego sensu. To po prostu nowe podejście do historii, jaką znamy z filmu z 1977 roku, a która równie dobrze może funkcjonować – jak wspomniałam – jako twór odrębny. Trzeba bowiem pamiętać, iż sam reżyser podkreślał, że nie jest to remake w ścisłym tego słowa znaczeniu, a wyłącznie hołd oddany oryginalnemu filmowi. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

Advertisement

17. „Lament” (2016)

Thriller erotyczny GŁĘBOKA WODA z pełnym zwiastunem. W obsadzie Ben Affleck i Ana de Armas

W przypadku amerykańskich horrorów skoncentrowanych wokół tematu opętania mamy głównie do czynienia z czystą rozrywką. Widz przeważnie nie zadaje zbyt wielu pytań ani nie zastanawia się nad tym, co widzi na ekranie. Jeżeli chodzi o Lament, reżyser każe nam poważnie się zastanowić, co byśmy zrobili w sytuacji praktycznie bez wyjścia. Staje się to szczególnie widoczne w scenie egzorcyzmu córki głównego bohatera, która jest wyjątkowo głośna i pełna szybkich cięć, co tylko potęguje efekt zagubienia i bezradności; widz zaczyna się jednak zastanawiać, jak daleko by się posunął w próbie ratowania własnego dziecka.

Każdy z elementów filmu, składających się na spójną całość, przepełniony jest symbolizmem i szczegółami istotnymi dla rozwoju fabuły, a jednocześnie tworzącymi niezapomniany klimat. Jest to bez wątpienia produkcja, obok której nie da się przejść obojętnie. To intrygujący twór, jakże genialny w swojej prostocie. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

Advertisement

16. „Mandy” (2016)

CHARLOTTE HOPE i RUAIRI O'CONNOR rozmawiają z nami o serialu HISZPAŃSKA KSIĘŻNICZKA

Mandy to nie tylko najlepszy film w okresie ostatnich kilkunastu lat kariery Nicolasa Cage’a – to w ogóle jeden z najlepszych filmów w dorobku tego kultowego aktora. Neonowe szaleństwo z piłami mechanicznymi, satanistami, szpiczastymi kreaturami, toporami bitewnymi i motocyklami na pierwszym planie. A w samym centrum tego wszystkiego on: wściekły, zakrwawiony, żądny zemsty. Mandy to prawdziwy rollercoaster: przez pierwszą połowę filmu powoli wjeżdżamy na szczyt, aby rozsmakować się w późniejszej, niekontrolowanej przejażdżce. I zupełnie jak po wyjściu z kolejki górskiej – zaraz po tym, jak nasz żołądek dojdzie do siebie – mamy ochotę na więcej. [Jan Brzozowski]

15. „Niewidzialny człowiek” (2020)

Remake klasyku horroru spod znaku czarno-białych produkcji Universalu okazuje się mocną produkcją o przemocy domowej, toksycznym męstwie i nienawiści do kobiet. A przy tym nie traci gatunkowego pazura, cieszy wizualną finezją i emocjonuje thrillerowym zacięciem. Niewidzialny człowiek to znakomity reprezentant kina ery #MeToo. [Filip Pęźiński]

Advertisement

14. „Bone Tomahawk” (2015)

Jeden z najdoskonalszych debiutów reżyserskich ostatniej dekady. Klasyczna w treści opowieść w stylu Poszukiwaczy (1956) Johna Forda doprawiona wątkiem kanibalistycznym na wzór Drapieżców (1999) Antonii Bird. W efekcie powstał szarpiący nerwy survivalowy horror wyróżniający się na tle współczesnej amerykańskiej kinematografii. Gdy zostaje porwana lekarka z miasteczka Bright Hope, formuje się niewielki oddział pościgowy, w którego skład wchodzą: staruszek Chicory (Richard Jenkins), kaleka Arthur O’Dwyer (Patrick Wilson), zaprawiony w bojach z Indianami John Brooder (Matthew Fox) i szlachetny szeryf o aparycji Wyatta Earpa, Franklin Hunt (Kurt Russell).

Ich przeciwnikami nie są Indianie, jakich znamy z wielu westernów. Reżyser odkrywa Dziki Zachód na nowo, stawiając na drodze bohaterów plemię troglodytów, lud mieszkający w jaskiniach, żywiący się ludzkim mięsem i polujący za pomocą tomahawków z ludzkich kości. To nie tylko bardzo dobry western, ale przede wszystkim znakomity horror. Gdy wraz z bohaterami docieramy do celu podróży, jesteśmy świadkami piekła na ziemi, bezwzględnego w swej surowości, przerażającego w swym okrucieństwie i wkręcającego się w głowę tak mocno, że trudno o nim zapomnieć. [Mariusz Czernic]

Advertisement

13. „Obecność 2” (2016)

Pierwsza Obecność nie tylko tchnęła nowe życie w zmurszały gatunek, ale i zapoczątkowała ciekawe uniwersum grozy, pokazujące różne zaplatające się wątki przeklętych artefaktów, demonów i egzorcyzmów. Rdzeniem tego świata jest jednak wciąż cykl opowiadający o małżeństwie Warrenów. W drugim odcinku James Wan powtarza sprawdzony schemat z poprzedniej części – bierze na warsztat nową sprawę opętania prowadzoną przez pierwowzory bohaterów w latach 70. i buduje wokół niej bezpretensjonalny spektakl grozy. Przy tym eksploruje też nieco bardziej relację samego Eda z Lorraine, dając im rozwinąć się jako ekranowe charaktery i tym samym czyniąc z nich faktyczne serce całego świata horrorów. Wychodzi to znów nad wyraz dobrze, a druga część Obecności już dziś może być uznana za pozycję klasyczną, jedną z lepszych w Wanowskim uniwersum. [Tomasz Raczkowski]

12. „Autopsja Jane Doe” (2016)

Być może zabrzmi to dziwnie, ale Autopsja Jane Doe pokazała, że nawet trupa można zagrać lepiej lub gorzej. Olwen Catherine Kelly robi to w filmie André Øvredala znakomicie! Cały zresztą hollywoodzki debiut Norwega jest znakomity. Głównie dlatego, że dosłownie wylewa się z niego klimat. Ponadto André Øvredal wykazuje się w Autopsji Jane Doe niebywałą inteligencją i za sprawą prostych, wręcz banalnych sztuczek buduje niewyobrażalne napięcie. [Przemysław Mudlaff]

Advertisement

11. „Ciche miejsce” (2018)

Ciche miejsce nie należy z pewnością do najambitniejszych horrorów w historii kina. Jednak zupełnie nie o wymyślanie na nowo koła chodziło Johnowi Krasinskiemu, reżyserowi, współscenarzyście i głównemu aktorowi tej produkcji. Ciche miejsce jest bowiem wyjątkowe na zupełnie innych płaszczyznach. Siła tytułu Krasinskiego leży bowiem w pomysłowości, a także w realizacyjnej maestrii. Trudno we współczesnym kinie grozy i kinie w ogóle znaleźć film równie dopracowany i pozbawiony logicznych dziur. Jakkolwiek to więc zabrzmi, w Cichym miejscu wszystko gra. I to na najwyższym stopniu intensywności. Takim, który powoduje, że wiercimy się na fotelu podczas seansu. [Przemysław Mudlaff]

10. „Babadook” (2014)

NAJWIĘKSZE BLOCKBUSTERY LATA 2014. Część 1

Ta niezwykła produkcja zgłębia – w dość nowatorski sposób – nie tylko motyw depresji, ale również motyw związany z utratą bliskiej osoby czy samotnym rodzicielstwem, jako wyzwaniem m.in. dla zdrowia psychicznego. Razem z bohaterami odkrywamy krok po kroku nie tylko przerażające rzeczy stojące za okresem dzieciństwa, ale także boje, z którymi muszą mierzyć się sami rodzice na co dzień. Produkcja w fantastyczny wręcz sposób zaciera granicę pomiędzy aspektami nadprzyrodzonymi a kruchą psychiką osoby, która nie jest w stanie znieść więcej i sama zamienia się niejako w potwora.

Advertisement

Film jest naprawdę straszny, nawet jak dla wieloletniej weteranki tegoż gatunku, i naprawdę emocjonujący oraz pięknie nakręcony. Jeśli spodziewacie się typowej makabry, to możecie się zawieść, jednak niepokojące wyobrażenia prezentowane przez reżyserkę naprawdę potrafią przerazić. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

9. „The Lighthouse” (2019)

Kolejny film w dorobku reżysera Roberta Eggersa kontynuuje tradycję amerykańskiego folkloru horrorystycznego (ang. folk horror), zapoczątkowanego przez jego Czarownicę. Czarno-biała produkcja z 2019 roku pełnymi garściami czerpie z opowieści mówionych, czyli lokalnego folkloru. Historia oparta jest o tradycyjną, walijską opowieść o dwóch latarnikach, którzy na początku XIX wieku utknęli na swojej stacji podczas burzy.

Advertisement

Reżyser poprzez wykorzystanie elementów ludowych w swoich dziełach zaciera granicę pomiędzy filmową fikcją a prawdziwymi mrocznymi, ludowymi opowieściami. Charakterystyczne dla gatunku horroru aspekty, jak elementy nadprzyrodzone, duchy oraz wiedźmy zostają wymieszane z opowieściami o szaleństwie i śmierci. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

8. „To” (2017)

Większość adaptacji mistrza grozy, czyli Stephena Kinga, to albo totalne porażki, albo filmowe perełki, które wielkimi zgłoskami zapisały się w historii kinematografii. Nie inaczej jest z nową wersją TO, która z jednej strony autentycznie straszy, a z drugiej jest mroczną historią o dojrzewaniu, przyjaźni i odrzuceniu. O ile Tim Curry bawił mnie jako klaun Pennywise, tak Bill Skarsgård praktycznie już od sceny otwierającej film wywołał u mnie autentyczne ciarki; ten występ to prawdziwe aktorskie złoto.

Advertisement

Wcześniejsza adaptacja pozwalała sobie na momenty groteski, przerysowania, gdzie produkcja z 2017 roku to mroczniejsza i zarazem bardziej wyciszona wersja, która jednak nie zawodzi, gdy chodzi o straszenie czy szokowanie widzów. Przerażenie miesza się z obrzydzeniem, by następnie wzbudzić w widzu niepokój odnośnie do otaczającego nas świata. Nowe TO bierze najlepsze elementy horrorowe i przerabia je na swoją modłę, gdzie strach miesza się z niepewnością, dotyczącą tak przeżycia, jak i samego życia. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

7. „Sinister” (2012)

W 2020 roku na podstawie badania tętna u widzów film Sinister uznano za najstraszniejszy horror w historii kina. Czy rzeczywiście takim jest? Można zapewne polemizować. Niemniej Sinister jest doświadczeniem głęboko niepokojącym, intensywnym, dusznym. Główna w tym zasługa Scotta Derricksona, który doskonale zdaje sobie sprawę, w jaki sposób budować napięcie. Wie on bowiem, że ciekawość jest silniejsza niż strach. [Przemysław Mudlaff]

Advertisement

6. „Uciekaj!” (2017)

Debiutancki obraz Jordana Peele’a był na pewno jednym z mocniejszych akcentów dla horroru w ostatniej dekadzie  i w ogóle w historii, jako że Uciekaj! nie tylko namieszało w oscarowym wyścigu, ale ostatecznie zgarnęło też statuetkę za scenariusz. Oczywiście fakt, że Peele wstrzelił się dobrze w zeitgeist rozliczania z kolonialnym i rasistowskim dziedzictwem USA, zrobił swoje, ale warto pamiętać, że Uciekaj! to po prostu naprawdę dobre kino – zarówno jako społeczna metafora, jak i w kategoriach czysto gatunkowych filmu grozy. Oparta na klasycznym motywie dobrodusznego bohatera w demonicznej posiadłości historia żeni następnie równie klasyczny trop opętania z klasowym i rasowym zniewoleniem, prowadząc widza przez pełną napięcia rozgrywkę pomiędzy czarnym protagonistą a światem bogatych białych. Peele znakomicie balansuje pomiędzy komentarzem politycznym a horrorowym konkretem, realizując w Uciekaj! nieśmiertelną regułę o pożenieniu zabawy z nauką. [Tomasz Raczkowski]

5. „Coś za mną chodzi” (2014)

Nie wiem, czy kiedykolwiek zapomnę seans filmu Coś za mną chodzi. Był to w mojej percepcji jeden z najbardziej przerażających horrorów, jakie widziałem w życiu. W filmie z Maiką Monroe w roli głównej najbardziej niepokojące jest to, że nigdy nie wiemy, skąd przyjdzie zagrożenie i w jakiej postaci. Klątwa przekazywana drogą płciową przybiera tu bowiem dowolną formę ludzką i nigdy, ale to nigdy, się nie zatrzymuje. Nowa fala strachu przyszła do mnie, kiedy zrozumiałem, jak doskonale to oddaje alegoryczny charakter filmu: kulturę gwałtu. Mocny, intrygujący, wchodzący pod skórę. Perfekcyjnie wpisujący się w społeczny kontekst najlepszych horrorów. Pozycja obowiązkowa. [Filip Pęziński]

Advertisement

4. „Dziedzictwo. Hereditary” (2018)

Dziedzictwo. Hereditary Ariego Astera opiera się na dwóch, granitowo mocnych filarach. Pierwszym jest absolutna klasyka gatunku, bo Dziedzictwo nie wpada w udziwnienia, nie próbuje omijać sprawdzonych ścieżek i nie zapuszcza się w ostępy niekonwencjonalnych rozwiązań. Horror – oto jest, zdaje się mówić Aster, pokazując nam starą jak świat, perfekcyjnie zrealizowaną opowieść o potwornym zagrożeniu. To mogło się nie udać, być wtórne i nudne – ale powiodło się w stu procentach, przypominając fanom, jak naprawdę powinien wyglądać film tego gatunku, i pozwalając się im nim w pełni cieszyć.

Drugą podstawą Dziedzictwa jest nieprawdopodobna w roli matki Toni Collette, która bodajże pierwszy raz w swojej długiej karierze mogła pokazać, na co naprawdę ją stać. Najlepszym określeniem tej kreacji jest chyba wstrząsająca, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek mógł pozostać obojętnym na całkowicie skądinąd niehorrorową, a jednak wspaniale budującą klimat scenę przy rodzinnej kolacji. Dziedzictwo to majstersztyk, zasługujący na każde uznanie. [Agnieszka Stasiowska]

Advertisement

3. „Obecność” (2013)

Gdy wydawało się, że horror doszedł już do ostatniej w swoim rozwoju ściany, że wszystkie sztuczki zostały pokazane, każdy możliwy kierunek gatunku zbadany, horror pogrąża się w powielaniu wciąż tych samych motywów, a nawet eksploatacja coraz brutalniejszego gore przestaje cieszyć, James Wan stworzył Obecność – horror bezczelnie klasyczny, wykorzystujący najbardziej fundamentalne sztuczki z gatunkowego elementarza, recyklingujący oglądane setki razy motywy, a jednak zachwycająco świeży i angażujący. Wykorzystując historie słynnych demonologów Eda i Lorraine Warrenów Wan stworzył nowe – co ważne, nieuciekające się do odświeżania starych franczyz – uniwersum i pokazał wszystkim, że horror oparty na demonicznych lalkach, trzeszczących schodach, opętanych dzieciach i prostych jump scare’ach może wciąż cieszyć. [Tomasz Raczkowski]

2. „Czarownica. Bajka ludowa z Nowej Anglii” (2015)

W 2015 roku debiutant Robert Eggers wszedł z przytupem do kina grozy wyjątkowym filmem, który sprowadził tę konwencję do jej najbardziej fundamentalnych korzeni, ale równocześnie stał się jednym ze sztandarowych przykładów nowej fali horroru – bardziej stonowanego pod względem akcji, przedkładającego suspens nad brutalną akcję i co najważniejsze, bez asekuracji uruchamiającego społeczne podteksty. W Czarownicy Eggers wykorzystuje folk horrorowy sztafaż do opowiedzenia przewrotnej historii o dojrzewaniu i kobiecości w patriarchalnym świecie. Straszy tu przede wszystkim Nieznane, uosabiane przez posępną, szatańską naturę, a elementy nadprzyrodzone pojawiają się na pograniczu jawy i napędzanych opresją i żądzą rebelii majaków. Reżyser perfekcyjnie łączy wszystkie elementy układanki, mistrzowsko inscenizuje i buduje gęsty, przerażający klimat, tworząc jeden z najlepszych filmów grozy w historii. [Tomasz Raczkowski]

Advertisement

1. „Midsommar. W biały dzień” (2019)

Ari Aster bawi się horrorem niczym dziecko klockami Lego. Bierze na warsztat ten niekoniecznie mainstreamowy podgatunek horroru folkowego, w jego ramach unika elementów nadprzyrodzonych (które według niektórych konieczne są do nadania filmowi statusu horroru), całą niemal historię opowiada w jasnym świetle dnia. Ostateczny efekt jest iście piorunujący, a Midsommar. W biały dzień siedzi mi w głowie od dobrych trzech lat tak mocno, jakbym obejrzał go wczoraj.

Duża w tym zasługa doskonałej Florence Pugh w centrum uwagi, największa jednak Astera, który bez grama fałszu, w oczyszczający wręcz sposób mierzy się z jednej strony z żałobą po stracie, z drugiej z toksycznością przywiązania. [Filip Pęziński]

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *