Plebiscyt
NAJLEPSZE SERIALE ostatniej dekady! Ranking czytelników
Przed Wami najlepsze seriale z ostatnich 10 lat! Tak ułożyły się Wasze głosy.
Od wielu już lat ranga serialu telewizyjnego znacząco wzrosła. Producenci nie szczędzą pieniędzy, aby te coraz lepiej wyglądały i były coraz lepsze pod względem jakości. W ciągu ostatnich 10 lat powstało wiele kultowych produkcji, które zrewolucjonizowały współczesną telewizję – choć z powszechnie znaną nam telewizją mają niewiele wspólnego. Serwisy streamingowe prześcigają się w produkcji kolejnych seriali, co sprawia, że od ekranu telewizorów, komputerów, tabletów i laptopów trudno się oderwać. Oto lista najlepszych seriali z ostatnich 10 lat. Wasza lista!
50. „Wielkie kłamstewka”
Kobiety sukcesu, przykładne żony, kochające matki – wszystkie zachowują fasadę szczęśliwego, bezproblemowego życia, podczas gdy za zamkniętymi drzwiami padają ofiarą swoich najbliższych oprawców. Celeste, Jane, Bonnie, Madeline i Renata mają dosyć życia w zakłamaniu i jedynie iluzji wymarzonego niegdyś szczęścia. Stając się swoimi partners-in-crime, działają w imię siostrzeństwa i brutalnie obnażają to, jak wiele jako kobiety jesteśmy w stanie zakamuflować i jak wiele poświęcić dla nie swojego dobra. [Mary Kosiarz]
49. „Ozark”
O jak bardzo brakuje takich inteligentnych thrillerów w streamingowej powodzi. Nie mówię, że ich nie ma, ale niezwykle rzadko trafia się na coś, co jest tak dobrze rozpisane, ma tak dobrze skonstruowanych bohaterów i akcję, która niemalże literalnie trzyma cię za gardło. Jedno nazwisko z dawniejszych już czasów przychodzi mi w tym kontekście do głowy: David Mamet. Podczas oglądania Ozark, to właśnie nazwisko autora Hiszpańskiego więźnia, Domu gry i Glengarry Glen Ross przychodziło mi do głowy, bo to on właśnie zasłynął w matematycznej precyzji ze swoich scenariuszy. Ozark jest właśnie taki: wszystko jest na swoim miejscu, ale nie masz pojęcia jakim, póki tego nie zobaczysz. Bohaterowie są jak prawdziwi ludzie, żaden z nich nie jest bez skazy, żaden z nich nie jest naprawdę zły, żaden z nich nie jest czarno-biały, nawet jeżeli robią rzeczy bardzo złe, nie możesz ich potępić, bo widzisz w nich siebie, niedoskonałego człowieka.
Ta precyzja, ta uwierająca niedoskonałość postaci nakłada się na intrygę, w której nigdy nie wiesz, co jest za kolejnym zakrętem. Bohaterowie też nie, więc z otwartym ustami przyglądasz się, jak w czasie rzeczywistym, posługując się sprytem i inteligencją, rzadko siłą, próbują z nich wybrnąć. I kibicujesz im. Najwyżej klasy telewizyjna rozrywka. [Edward Kelley]
48. „Młody papież”
Wyobraźcie sobie papieża, który pali papierosy, przeklina, jest Amerykaninem i ma przystojną twarz Jude’a Lawa. A papież ten nie boi się niczego. Potrafi szybko rozprawić się tak z pedofilami w kościele, jak i swoimi politycznymi przeciwnikami. Paolo Sorrentino stworzył serial enigmatyczny i jednocześnie wciągający. Nie ma tam nic, co byśmy wcześniej kiedykolwiek widzieli.
Ciekawe jest podejście twórców, którzy zdają się mówić, że nie ma jasnego podziału na tych złych i dobrych. Tutaj wszyscy są tacy sami. Zakłamani, żądni władzy i pieniędzy. Ale trzeba przyznać, iż to najprawdopodobniej najbardziej wiarygodna wizja Watykanu, z jaką mieliśmy kiedykolwiek do czynienia. Nie jest to obraz idealny, ale też nie jest przerażająco zły, jak wielu by chciało. Pius XIII to bardzo złożona postać – dawno nie oglądałam tak świetnie rozpisanego teatru jednego aktora. Jude Law idealnie pokazuje, że choć jego bohater ma być z założenia sympatycznym chłopakiem, który został papieżem z przypadku, to jednak pod tą aparycją kryje się przebiegły gracz, który jak nie po dobroci, to siłą będzie nawracał ludzi.
Serial to idealne połączenie dramatu z elementami humorystycznymi i ujęciami rodem wyjętymi ze snu. Całość ogląda się znakomicie i nie pozostaje nic innego, jak czekać na pojedynek młodego papieża z nowym papieżem. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]
47. „Szōgun”
Epicki, wizualnie oszałamiający fresk historyczny nasycony precyzyjnymi detalami oddającymi złożoność feudalnej Japonii. Hiroyuki Sanada jako Lord Toranaga emanuje siłą i subtelną przebiegłością. Cosmo Jarvis jako rozdarty między światami John Blackthorne dostarcza niezwykle emocjonalnej kreacji człowieka, którego tożsamość podlega nieustannej transformacji. Szōgun to złożone dzieło o zderzeniu kultur, ambicji i honorze, które z maestrią łączy intymne ludzkie dramaty z panoramicznym spojrzeniem na punkt zwrotny w historii Japonii. [Krzysztof Żwirski]
46. „Synowie Anarchii”
Hamlet w gangsterskim wydaniu. Historia o młodym członku motocyklowej braci walczącej z innymi gangami na papierze nie wygląda na nic nowatorskiego, nie jest też produkcją w żaden sposób przecierającą nowe szlaki, a mimo to każdy kolejny sezon ogląda się wyśmienicie. Występujący w głównej roli Charlie Hunnam ma wszystko, co w tragedii Szekspira było najważniejsze: rozedrganie, niezgodę na zastaną rzeczywistość, dzieciństwo rozbite przez wczesną utratę ojca i wiszącą nad tym wydarzeniem tajemnicę, a także ojczyma, któremu bardzo chciałby odebrać władzę. Synowie Anarchii to brutalny moralitet o sile przyjaźni, bolesnych więzach krwi, młodzieńczej, naiwnej potrzebie budowy świata na własnych zasadach, ale także o silnie zhierarchizowanym świecie, gdzie urodzenie i rasa liczą się bardziej od indywidualnych predyspozycji.
Serial stacji FX ma odrobinę redneckowy klimat, niegrzeczny humor, czasami idzie w poprzek poprawności politycznej, ale jego twórcy nie tracą z oczu obranego kierunku. A jest nim po prostu stworzenie zajmującej historii o motocyklistach, dla których honor, czasami pokrętnie rozumiany, liczy się najbardziej na świecie. [Marcin Kempisty]
45. „Nawiedzony dom na wzgórzu”
A kiedy wydawało się, że zmęczenie nawiedzonymi domostwami na fali produkcji o małżeństwie Warrenów sięgnęło szczytu, pojawił się Mike Flanagan z posiadłością rodziny Hill (daruję sobie komentarz na temat polskiego tłumaczenia tytułu). Nawiedzony dom na wzgórzu, pierwsza seria w dorobku tego twórcy, opowiada historię piątki rodzeństwa, które wychowywało się w miejscu co najmniej nietypowym. Gdy wracają do niego po latach, raczą widza rodzinną psychodramą skąpaną w niepokojącym sosie ponadnaturalnych zjawisk.
Flanaganowi udało się sprawdzone motywy podać w świeżej, zapadającej w pamięć formie. Na fali potężnego sukcesu zaczął produkować kolejne serie, z których jednak żadnej, jak na razie, nie udało się osiągnąć takiej popularności. [Agnieszka Stasiowska]
44. „Banshee”
Intensywny serial nasycony scenami akcji będącymi popisem brutalnej choreografii i wizualnej inwencji. Antony Starr jako fałszywy szeryf Hood stworzył postać, której mroczna przeszłość i skomplikowana moralność tworzą mieszankę wybuchową. Ivana Miličević jako Carrie emanuje siłą i determinacją, tworząc postać równie złożoną jak główny bohater. Narracja z bezpośredniością pokazuje świat, w którym przemoc jest językiem władzy, a przeszłość nigdy nie daje o sobie zapomnieć. Banshee to odważne widowisko o tożsamości, odkupieniu i cenie wolności, które nie pozwala widzowi nawet na moment oddechu. [Krzysztof Żwirski]
43. „Reacher”
Brutalna, surowa opowieść o sprawiedliwości pulsująca scenami akcji o miażdżącej sile. Alan Ritchson w tytułowej roli stworzył fizycznie imponującą i charyzmatyczną postać, której spokój i opanowanie kontrastują z wybuchami kontrolowanej przemocy. Jego Reacher to ucieleśnienie staroświeckiego bohatera – milczącego samotnika o żelaznym kodzie moralnym. Reacher to zbalansowana produkcja, która satysfakcjonuje zarówno miłośników twardej akcji, jak i złożonych intryg kryminalnych, nie tracąc ani na moment dynamicznego tempa. [Krzysztof Żwirski]
42. „Co robimy w ukryciu”
Co robimy w ukryciu Taiki Waititiego to jeden z moich ulubionych filmów o wampirach. Reżyser zdobył moje serducho nie tylko znakomitym humorem, ale też licznymi nawiązaniami do klasyki filmów wampirycznych. Z każdego z nich wziął mały element i inteligentnie go wykorzystał. Przyznam, że nieco bałam się sięgnąć po serial, bo nie chciałam się rozczarować. W końcu stwierdziłam, że przecież nie muszę oglądać całości. Skończyło się na zbigowaniu całego sezonu, a potem kolejnego i kolejnego, i kolejnego.
Serial Co robimy w ukryciu skupia się na innych bohaterach niż film, jednak jest równie zabawny i pomysłowy. Szczególnie podoba mi się pomysł wampira energetycznego, który w typowych filmach o krwiopijcach się zwykle nie pojawia. Szalone przygody Nandora, Laszlo, Colina, Nadji, Guillerma i spółki wywołują mój uśmiech po ciężki dniu i pozwalają się zrelaksować. W końcu już Polański wiedział, że w wampirach drzemią ogromne pokłady komizmu. [Alicja Szalska-Radomska]
41. „Brooklyn 9-9”
Eksplozja komediowego geniuszu z dialogami iskrzącymi się błyskotliwym humorem i doskonałym wyczuciem czasu. Andy Samberg jako Jake Peralta emanuje zaraźliwą energią i chłopięcym urokiem, tworząc bohatera, którego niemożliwe jest nie lubić. Cała obsada to niezwykle zgrany zespół, każda postać wnosi unikalną dynamikę i osobowość. Cudowny serial z niezwykłą lekkością łącząca absurdalny humor z ciepłymi, inspirującymi momentami budującymi relacje między bohaterami. [Krzysztof Żwirski]
40. „Yellowstone”
Yellowstone to epicki (przykro to stwierdzić, ale o wiele bardziej niż niesławny Horyzont) western. Cudowna klasyka gatunku, która łączy nowoczesność z tradycją. Mamy tu więc typowe postacie: ewidentnych „złoli”, grożących rodzinie walczącej o swoje ranczo, twardego nestora rodu i jego dzieci, które nie zawsze okazują lojalność we właściwy sposób. Ale są też próby pokazania zmian, jakie nieuchronnie czekają ten styl życia.
Kobiety – choć również osadzone w schematach – są „typowe” w sposób nowoczesny: nie wiszą już na ramieniu mężczyzn, lecz biorą sprawy w swoje ręce. Yellowstone dało widzom postacie już niemal kultowe – John Dutton (Kevin Costner), Beth (Kelly Reilly), Jamie (Wes Bentley) i Rip (Cole Hauser) przyciągają przed ekrany rzesze zachwyconych fanów. Ich losy mają ten sam rozmach, jaki kiedyś oferowały Dynastia czy Dallas. Dla Duttonów nic nie jest niemożliwe, a rodzina nie zaznaje ani chwili spokoju. Świetnie się to ogląda – nic zatem dziwnego, że Duttonowie królują już także w dwóch spin-offach, równie dobrze przyjętych jak oryginał: 1883 i 1923. [Agnieszka Stasiowska]
39. „Wataha”
Watahę zacząłem oglądać natychmiast po mojej pierwszej wizycie w Bieszczadach. Nie chcąc zapomnieć piękna rozległych połonin, sięgnąłem po serial, w którym Bieszczady są jego pełnoprawnym bohaterem. Chociaż ten piękny zakątek naszego kraju jawi się tu przede wszystkim jako niebezpieczna granica Unii Europejskiej, to wcale się nie zawiodłem. Wataha urzekła mnie niezwykłym klimatem, który wyróżnia tę produkcję na tle innych polskich seriali. Jest bowiem swojska, ale jednocześnie niepozbawiona zagranicznego sznytu.
Świetny scenariusz autorski, doskonała gra aktorska zarówno na pierwszym, jak i drugim planie, nawiązania do aktualnej sytuacji politycznej oraz dużo świetnie zrealizowanej akcji czynią z Watahy jeden z lepszych seriali oryginalnych HBO w ogóle. [Przemysław Mudlaff]
38. „Ash kontra martwe zło”
Martwe zło to bez wątpienia dzieło na wskroś kultowe. Ale serial na „podstawie” filmów to prawdziwa gratka nie tylko dla fanów oryginalnej trylogii. Choć produkcja skupia się na losach podstarzałego Asha Williamsa, czyli głównego bohatera filmów Sama Raimiego to jednak trzeba pamiętać, że Bruce Campbell to prawdziwe komediowe złoto, który nawet z bohatera na emeryturze potrafi znów zrobić „superbohatera” z małą pomocą przyjaciół. Niestety produkcja utrzymała się tylko przez trzy sezony, nad czym bardzo ubolewam. Z jednej strony mamy bowiem na pozór bezbronnych nastolatków, którzy powinni – w teorii – zginąć w pierwszych minutach serialu rozszarpani przez demony, co jednak się nie dzieje, a z drugiej gościa z piłą łańcuchową zamiast ręki, który co jak co, ale na zabijaniu demonów zna się najlepiej. Jeśli to was nie zachęci do seansu, to dodam, że w produkcji występuje Lucy Lawless, czyli serialowa Xena. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]
37. „Gwiezdne wojny: Andor”
Na ten moment prawdopodobnie najlepsza rzecz z uniwersum Gwiezdnych wojen po przejęciu przez Disneya. Serial Tony’ego Gilroya rozwija zaproponowany w Łotrze 1 zwrot ku „trybikom Rebelii”, dla których heroiczna saga pozostaje jedynie dość odległym horyzontem. Dzięki temu możemy zobaczyć galaktykę pod rządami Imperium, wreszcie dostrzec namacalne aspekty jego terroru i śledzić losy jednostek walczących o lepsze jutro bez wsparcia mieczy świetlnych, Mocy, przeznaczenia i innych dziejowych posłannictw. Zrobione jest to znakomicie w konwencji sensacyjnego SF z rzetelnym scenariuszem i space westernową dynamiką. Oby tylko kolejne sezony nie popchnęły Andora w stronę wykolejenia, jakie spotkało Mandaloriana, częściowo na skutek porzucenia „przyziemnego” konceptu i skali. [Tomasz Raczkowski]
36. „After Life”
After Life to absolutna perełka twórcy brytyjskiego (nie wiem, czy na to nie spojrzy, więc podkreślę – oryginalnego!) The Office Ricky’ego Gervaisa. Trzysezonowa produkcja opowiada historię wdowca, który po stracie żony próbuje podjąć decyzję, czy pozostać na tym padole łez, czy za nią podążyć. Kontynuuje pracę w lokalnej gazecie, zajmuje się psem, odwiedza cmentarz i przede wszystkim ogląda nagrania ze zmarłą żoną. After Life jest bezkompromisowy jak jego gwiazda – Ricky słynny jest z ciętego języka i cała seria jest prowadzona w tym właśnie tonie (wywiad ze stuletnią jubilatką to absolutne złoto!).
Jednocześnie jednak chwyta za serce – tak jak w scenie na dziecięcym oddziale onkologii czy podczas rozmów ze znajomą na cmentarzu. Przesłanie serialu jest jasne: jak to powiedział Gervais w swoim kultowym już monologu na gali Golden Globes: We’re all gonna die soon and there’s no sequel. Cieszmy się zatem tym, co mamy, teraz. [Agnieszka Stasiowska]
35. „The Last of Us”
Ekranizacja tej gry, o której słyszeliście, ale w którą nie mieliście czasu zagrać. Serialowa wizja ludzkości po zagładzie sprowadzonej przez zżerające ludzkie umysły grzyby jest zaskakująco świeża, choć równie ponura i pesymistyczna. Rodząca się między dwójką bohaterów zażyłość nie staje się w The Last of Us zarzewiem nowego świtu, ale jest raczej melancholijnym echem ludzkich wartości pośród postępującej degeneracji i zniszczenia. Klimat, ciekawa psychologia postaci i odpowiednio dawkowana oraz aranżowana akcja składają się na jeden z najciekawszych seriali ostatnich lat. [Tomasz Raczkowski]
34. „Rojst”
Polskie uniwersum Rojsta niczym kultowe amerykańskie sagi rodzinne zabiera nas w podróż poprzez wstydliwą przeszłość, kryminalne intrygi i nieubłagane reguły politycznej gry, taranujące głównemu bohaterowi drogę do rozwiązania wielopokoleniowej zagadki. Piotrowi Zarzyckiemu, wybitnie sportretowanemu przez Dawida Ogrodnika, daleko jednak do brawury wielu innych serialowych detektywów – walka o prawdę dotyczącą lokalnych zabójstw jest w rzeczywistości walką toczoną przeciwko całemu peerelowskiemu systemowi, konsekwentnie śledzącego każdy jego ruch i dbającego o to, by tajemnice sięgające II wojny światowej nigdy nie ujrzały światła dziennego.
Pełnokrwisty kryminał, którego scenografia i klimat lat 80. są niemalże osobnym, niewypowiedzianym bohaterem dobitnie przekazuje niemiłosierne realia jednego z najbardziej upodlających okresów Rzeczpospolitej, utrzymując międzysezonową jakość dzięki fenomenalnym kreacjom aktorskim i kolejnym równie frapującym zagadkom. [Mary Kosiarz]
33. „Homeland”
Intensywny, trzymający w napięciu thriller szpiegowski zagłębiający się w najciemniejsze zakamarki wojny z terroryzmem. Claire Danes w roli Carrie Mathison daje popis aktorskiego kunsztu, kreując portret genialnej analityczki zmagającej się z własnymi demonami. Damian Lewis jako Nicholas Brody przykuwa uwagę magnetyczną ambiwalencją, tworząc postać, której lojalność pozostaje fascynującą zagadką. Fabuła z chirurgiczną precyzją analizuje moralną szarość współczesnej geopolityki. Homeland to bezkompromisowe studium obsesji, paranoi i poświęcenia, które nie boi się zadawać niewygodnych pytań o cenę bezpieczeństwa narodowego i granice lojalności wobec kraju. [Krzysztof Żwirski]
32. „Teoria wielkiego podrywu”
Komedia, która rewolucjonizuje sposób przedstawiania postaci naukowców w popkulturze. Jim Parsons jako Sheldon Cooper stworzył ikoniczną postać, której ekscentryczność i genialny umysł tworzą doskonałe połączenie, wnosząc do serialu niepodrabialny rodzaj humoru. Cała obsada idealnie się uzupełnia, tworząc grupę bohaterów, których dziwactwa i pasje stają się źródłem zarówno śmiechu, jak i nieoczekiwanie wzruszających momentów. To produkcja, która sprawiła, że nauka stała się sexy, a widzowie na całym świecie pokochali fizykę kwantową i komiksy z taką samą pasją jak główni bohaterowie. [Krzysztof Żwirski]
31. „Ted Lasso”
Oszałamiająco optymistyczna produkcja przełamująca wszelkie schematy seriali sportowych, oferująca widowisko pełne ciepła i autentycznych emocji. Jason Sudeikis w tytułowej roli stworzył postać tak charyzmatyczną i pozytywną, że trudno nie zakochać się w jego nieustającym optymizmie i mądrości ukrytej pod pozorną naiwnością. Interakcje między bohaterami zbudowane są z niezwykłą dbałością, tworząc relacje, które rezonują z widzem na głęboko emocjonalnym poziomie. Znakomita obsada drugoplanowa tworzy niezapomniany zespół postaci, z których każda przechodzi fascynującą przemianę. Ted Lasso to świetnie skonstruowana produkcja o sile dobra, współpracy i samorozwoju, która w mistrzowski sposób używa futbolu jako tła dla opowieści o ludzkich zmaganiach i triumfach. [Krzysztof Żwirski]
30. „Twin Peaks: The Return”
Gdy Laura Palmer w przedwczesnym finale oryginalnego Miasteczka Twin Peaks żegnała się z widzami słowami „do zobaczenia za 25 lat”, mało kto chyba przypuszczał, że David Lynch rzeczywiście ćwierć wieku później doprowadzi historię kultowego agenta Coopera do końca. Zrobił to na przekór oczekiwaniom i wbrew utartym schematom za to z typową dla całej jego twórczości myślą: świat jest pełen zła, ale człowiek zasługuje na dobro. Twin Peaks z 2017 roku to emocjonujące arcydzieło domykające niezapomnianą twórczość zmarłego niedawno Lyncha. [Filip Pęziński]
29. „Pingwin”
Pingwin udowodnił, że ekranizacja komiksu superbohaterskiego może jeszcze pozytywnie zaskoczyć. Serial co prawda pozbawiony został jakichkolwiek zamaskowanych mścicieli, ale korzysta z gęstego klimatu najlepszych powieści graficznych o Batmanie, tworząc portret zbiorowy półświatka Gotham City, gdzie nie ma miejsca na nadzieję, a każdy ludzki odruch jest albo fasadą, albo błędem. Niesamowity Colin Farrell w roli tytułowej. Świetna koda do Batmana Matta Reevesa. [Filip Pęziński]
28. „Fargo”
Swego czasu, pisząc o tym serialu, postawiłem śmiałą tezę i teraz ją podtrzymam – według mnie Fargo to najlepszy serial na podstawie filmu. Jego siła polega na tym, że stworzył zupełnie nową osobowość. Zapożyczył jedynie ducha i charakter pamiętnej produkcji braci Coen, idąc jednak w zupełnie nowatorskich kierunkach. To zaskakujące, jak bardzo Fargo potrafi być sztampowe za sprawą licznych zapożyczeń, przy jednoczesnym byciu czystym oryginałem. Po każdym sezonie ręce same składały mi się do oklasków za sprawą doświadczenia niezwykłego miksu aktorstwa, humoru i specyficznego (zimowego) klimatu. [Jakub Piwoński]
27. „House of Cards”
Mistrzowsko skonstruowana opowieść o władzy przesiąknięta polityczną intrygą i bezwzględną kalkulacją na każdym kroku. Kevin Spacey jako Frank Underwood wykreował postać o niespotykanie wielowarstwowej osobowości, której bezpośrednie zwroty do kamery hipnotyzują widza swoją intymną bezwzględnością. Robin Wright w roli Claire dorównuje mu charyzmą i przebiegłością, co tworzy duet, którego ambicja nie zna granic. Serial w bezkompromisowy sposób obnaża mechanizmy władzy, wciągając widza w mroczny świat waszyngtońskich rozgrywek. Mroczna, pozbawiona sentymentów opowieść o dążeniu do władzy za wszelką cenę tworzy wciągające, choć niepokojące doświadczenie, które nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. [Krzysztof Żwirski]
26. „Arcane”
Twórcy nie żałują postaci i raz za razem stawiają ich przed rozdzierającymi serce dylematami moralnymi, dzięki czemu każda minuta serialu służy ich rozwojowi, a przede wszystkim – nie nudzi. To dzieło o świetnym tempie, trzymające na krawędzi fotela od początku do końca, błyskawicznie związujące nas z bohaterami, a do tego stojące na najwyższym poziomie technicznym. Fani League of Legends powinni być zachwyceni. Inni widzowie także. Udało się – udowodniono, że te światy mogą się spotkać na przyjaznych warunkach. [Krzysztof Nowak, fragment recenzji]
25. „Sherlock”
W roku 2009 Guy Ritchie nakręcił Sherlocka z Robertem Downeyem Juniorem i udowodnił światu, że w tę postać można tchnąć nowe życie. Ale to Steven Moffat i Mark Gatiss rok później wynieśli tę historię na zupełnie inny poziom. Sherlock w ich wykonaniu sprawił, że miliony ludzi na całym świecie zakochały się w mistrzu dedukcji. Benedict Cumberbatch jako detektyw wszech czasów to wcielenie błyskotliwości, chłodnego uroku i neurozy na najwyższych obrotach. Jest tu geniusz i arogancja, ale też i błyski człowieczeństwa, które rozbrajają. Z kolei Martin Freeman jako Watson to serce tej historii – niepozorny bohater, który te błyski człowieczeństwa z Sherlocka czasami wydobywa, w najpiękniejszy sposób.
A po drugiej stronie… James Moriarty, czyli czyste szaleństwo. Andrew Scott, jeden z najlepszych współczesnych aktorów, jest w tej roli jednocześnie przerażająco niestabilny i niezaprzeczalnie atrakcyjny. Sherlock Moffata i Gatissa to nie tylko nieoczywiste zagadki i inteligentne dialogi, ale też historia o przyjaźni, lojalności, samotności i cenie, jaką się płaci za bycie odmiennym. [Agnieszka Stasiowska]
24. „Fleabag”
Fleabag jest przede wszystkim bystrą, orzeźwiającą i błyskotliwą tragikomedią. Waller-Bridge interesuje się dualizmem rzeczywistości i nawet najtrudniejsze doświadczenia okrasza ciętym, inteligentnym, ale jednocześnie niegrzecznym humorem. Jakby podawała nam gorzką pigułkę i słodką ciecz, która na chwilę zabije gorycz tabletki. Poza wyraźnym autorskim stylem przejawiającym się w błyskotliwym, zabawnym komentowaniu trudnej rzeczywistości oraz burzeniem czwartej ściany serial charakteryzuje się również oryginalnością i trafnością spostrzeżeń, których wydaje się brakować wielu podobnym produkcjom o feministycznym zabarwieniu. [Przemysław Mudlaff]
23. „The Expanse”
The Expanse to zjawiskowa i oszałamiająca wizualnie kosmiczna opera z elementami innych gatunków filmowych. Było tak zarówno wtedy, gdy serial należał jeszcze do stacji SyFy, jak też teraz, kiedy odpowiada za niego Amazon. Mimo różnych zawirowań produkcja Fergusa i Ostby’ego wciąż trzyma wysoki poziom. To twór doskonały zarówno pod względem narracji, jak i akcji oraz postaci, nawet wtedy, gdy jego twórcy nie trzymają się kurczowo literackiego pierwowzoru. Według fanów SF The Expanse to najlepsze, co ich spotkało w kategorii serial od czasów Battlestar Galactica. Ja tam im wierzę. [Przemysław Mudlaff]
22. „Rick i Morty”
Dlaczego nikt nie stworzył tego serialu, kiedy miałem 16 lat?! Psychodeliczny, wywrotowy, niepoprawny politycznie, z wywracającym do góry nogami spojrzeniem na rodzinną dynamikę, fruwającymi fuckami i pomysłowością, która urywa głowę razem z płucami. Są odcinki, po których obejrzeniu siedzisz i zastanawiasz się, jak pomysł na coś takiego mógł wykiełkować w głowie człowieka myślącego na tyle racjonalnie, żeby potem spisać z tego scenariusz i zrobić serial, animowany.
I, o zgrozo, wiele z tego szaleństwa nie tylko miewa podstawy w nauce (kwantowy wieloświat, teoria symulacji, podróże w czasie i wiele, wiele innych), ale autentycznie zmusza do refleksji, a czasem spędzenia dłuższej chwili na myśleniu, bo pod warstwą nieskrępowanej zabawy znajdujesz koncept, którego przetrawienie czy wręcz rozszyfrowanie zajmuje dłużej niż trwanie jednego odcinka. Właśnie dlatego, że często oparty jest na znacznie głębszej myśli ukrytej pod warstwą animowanego szaleństwa. Nie dziwi więc, że Rick i Morty stał się ulubionym serialem geeków i odszczepieńców, jednocześnie zachowując pełną uniwersalność. Z całą pewnością najlepsza animacja dla dorosłych, jaka zdarzyła się w epoce streamingu. [Edward Kelley]
21. „Gambit królowej”
Anya Taylor-Joy i jej mistrzowska szachowa rozgrywka. To właśnie dzięki Gambitowi królowej, jednemu z najwybitniejszych miniseriali XXI wieku, ta filigranowa, piekielnie utalentowana dziewczyna momentalnie stała się obiektem westchnień niemal każdego wielkiego hollywoodzkiego reżysera. Jej neurotyczna, brutalnie potraktowana przez życie Beth Harmon dzięki przebiegłości, uodpornieniu na krzywdę i nieprzeciętnym matematycznym zdolnościom z piekła sierocińca i dysfunkcyjnej rodziny zastępczej trafia na sam szczyt światowej szachowej hierarchii, na której zaledwie chwila zawahania i jeden niewłaściwy ruch są w stanie całkowicie zmieść ją z planszy. Do Queen’s Gambit powraca się regularnie i bez końca, na podobieństwo Beth analizując każdy detal tej bezbłędnie zaprojektowanej rozrywki. [Mary Kosiarz]
20. „Fallout”
Brawurowo zrealizowana adaptacja kultowej serii gier roztaczająca przed widzem zapierający dech w piersiach postapokaliptyczny świat pełen skrajnych kontrastów – promieniującego okrucieństwem pustkowia i obłąkańczo optymistycznej, retro futurystycznej estetyki lat 50. Ella Purnell w roli Lucy urzeka autentycznością, prowadząc swoją postać od rozbrajającej naiwności mieszkanki sterylnej Krypty do zahartowanej przetrwaniem wojowniczki. Walton Goggins jako Ghul kradnie każdą scenę – postać balansującą na granicy groteski i tragizmu, której chaotyczne moralnie wybory paradoksalnie czynią go najbardziej ludzkim elementem tego nieludzkiego świata.
Produkcja pulsująca nieprawdopodobną pasją do najmniejszych detali – od zardzewiałych, radioaktywnych ruin amerykańskiego snu po sterylne, skrywające własne koszmary sklepienia Krypt. Scenariusz z diabelską zręcznością żongluje makabryczną komedią, brutalnością świata po atomowej zagładzie i przeszywająco szczerymi momentami człowieczeństwa, które mimo wszystko przetrwało. [Krzysztof Żwirski]
19. „Dojrzewanie”
Jedna z najświeższych pozycji na liście i od razu w pierwszej dwudziestce. Ten wynik nie dziwi, bo Dojrzewanie zdecydowanie zapada w pamięć, zarówno ze względu na treść, jak i aspekty techniczne. To, jak ten serial jest nakręcony (każdy odcinek na jednym ujęciu!) i zagrany, to absolutna maestria. Emocje gwarantowane. [Łukasz Budnik]
18. „Euforia”
Autorskie, niepokorne, tak samo odrzucające i przyciągające, pełne empatii spojrzenie na pozbawione nadziei pokolenie wychowane w cieniu zgliszcz po wieżach World Trade Center. W Euforii Sama Levinsona działa przejmujący scenariusz, pełna rozmachu realizacja i doskonałe kreacje aktorskie na czelę z Zendayą, Hunter Schafer, Sydney Sweeney i Jacobem Elordim. Prawdziwe arcydzieło współczesnej telewizji. Oby powróciło (właśnie trwają prace na planie trzeciego sezonu) na równie imponującym poziomie. [Filip Pęziński]
17. „BoJack Horseman”
Hitowy serial Netfliksa stworzony przez Raphaela Boba-Waksberga to przede wszystkim cięta satyra na Hollywood – świat dużych pieniędzy, płytkich relacji oraz, w gruncie rzeczy, wyjątkowo smutnych i samotnych ludzi (tudzież poddanych daleko idącej antropomorfizacji zwierząt). Świat ten oglądamy z perspektywy tytułowego bohatera: przebrzmiałego gwiazdora sitcomu desperacko próbującego wypełnić pustkę we własnym wnętrzu za pomocą używek i szybkiego, niezobowiązującego seksu.
Pełno tu smakowitego, absurdalnego humoru, pełno interesujących, zapadających w pamięć postaci, pełno wyśmienitych gagów, za którymi niemalże zawsze podąża jednak gorzka refleksja dotycząca kondycji współczesnego człowieka. Koniec końców BoJackHorseman okazuje się imponującym popisem ludzkiej kreatywności, która najjaśniejszym światłem świeci w dwóch najlepszych, bo najbardziej przemyślanych odcinkach serialu: Fish Out of Water i Free Churro. [Jan Brzozowski]
16. „Peaky Blinders”
Peaky Blinders to jedna z tych niezapomnianych telewizyjnych produkcji, do której oprócz absolutnie wyśmienicie wykreowanych postaci (od pierwszoplanowych gangsterów pokroju braci Shelbych, po brawurowo wykorzystujących swoje epizodyczne wątki Alfiego Solomonsa, Oswalda Mosleya czy Freddiego Thorne’a) powraca się w dużej mierze dzięki hipnotyzującej, przydymionej, niezdolnej do podrobienia stylistyce międzywojennego Birmingham. Bukmacherskie uniwersum Stevena Knighta osadza wszelkie niezbędne elementy kina gangsterskiego na polityczno-społecznym tle początku XX wieku, jakie wymusza na wpływowej rodzinie ze Small Heath powojenną mobilizację w dojściu na sam szczyt ogólnokrajowej gangsterskiej rangi.
Ten wybitny psychologiczny portret konkretnego okresu angielskiej historii twórcy okraszają pogrążonymi w mroku zdjęciami i genialną ścieżką dźwiękową z wnikającym pod skórę motywem przewodnim autorstwa Nicka Cave’a. Pomimo zakończenia emisji na szóstym sezonie fenomen Peaky Blinders przetrwa jeszcze całe lata dzięki już teraz zaplanowanym kolejnym, tym razem filmowym projektom kontynuującym losy klanu Shelbych. [Mary Kosiarz]
15. „Biały Lotos”
Antologia o uprzywilejowanych gościach luksusowego hotelu szturmem wdarła się w pejzaż najbardziej popularnych, najchętniej omawianych i najkreatywniej przemielonych w memy emitowanych aktualnie seriali. Działają tu bardzo sprawne połączenie dramatu z komedią, galeria zastępowalnych postaci, które stanowią istny przekrój problemów pierwszego świata, znakomicie dobrana obsada, pełen energii soundtrack, przepiękne lokacje i specyficzny wypracowany przez trzy sezony klimat produkcji. Przy Białym Lotosie jednocześnie aż chce się polecieć na urlop i… nigdy go nie brać. [Filip Pęziński]
14. „Rozdzielenie”
Najpiękniejsze w Rozdzieleniu jest połączenie refleksji na temat materialnego aspektu funkcjonowania firmy, nastawionej przecież na ciągle rosnący zysk, z mistyczną aurą tego miejsca. Mam wrażenie, jak gdyby twórcy pokazywali widzom kosmogonię rodem z początków każdego wielkiego systemu filozoficznego czy religijnego, jak gdybyśmy byli właśnie świadkami powstawania nowego świata zakorzenionego w nowych aksjomatach, choć ubranego w stare szaty. Severance to serial kompletny ze świetną obsadą (Turturro, Arquette i Walken), pieczołowicie rozplanowaną fabułą, a także zapadającymi w pamięć scenami. Tak powinny prezentować się współczesne seriale science fiction – minimalizm formy i maksimum treści. [Marcin Kempisty]
13. „Zadzwoń do Saula”
Po Breaking Bad ostrożnie podchodziłem do Better Call Saul, tymczasem okazało się, że to serial równie dobry (a w momentach nawet lepszy) i niezwykle udanie poszerzający świat stworzony przez Vince’a Gilligana. Sam Saul (w zasadzie Jimmy) stał się dzięki niemu być może najważniejszym bohaterem obu seriali. Żal, że fenomenalny Bob Odenkirk nie doczekał się nagrody Emmy za tę rolę. [Łukasz Budnik]
12. „Sukcesja”
Rzadko przy oglądaniu seriali siadam do każdego kolejnego odcinka ze spokojem i pewnością, że twórcy mnie nie zawiodą i dostarczą kolejny doskonały kawałek telewizji. Tak jednak stało się w przypadku Sukcesji, szczególnie w finałowym sezonie, który był po prostu wybitny. Wyjątkowo napisany i zagrany przez wszystkich serial, do którego planuję jeszcze wrócić, aby nacieszyć się każdym elementem. [Łukasz Budnik]
11. „Narcos”
Chociaż od początku wiemy, jak cała historia się skończy, to wciąga ona jak mało która. To w znacznej mierze zasługa talentu scenarzystów, wielkiej roli Wagnera Moury jako Pablo Escobara i tego, że prawdziwe dzieje kolumbijskich narkotykowych bossów są tak pokręcone, iż nie wymyśliłby ich najbardziej kreatywny twórca. Nie można także zapominać o Pedrze Pascalu, dla którego rola agenta Peñy stała się przepustką do wielkiej kariery. Mamy piękne kobiety, pieniądze, intrygi, krwawe porachunki, morze kokainy i bezsilność państwa wobec przestępców, czyli wszystko, czego potrzeba do zbudowania dobrego serialu.
A talent scenarzystów sprawił, że nawet gdy zabrakło już Escobara i bohaterami stali się mniej od niego charyzmatyczni przywódcy kartelu z Cali, seria wciąż trzymała wysoki poziom. Narcos to wzorcowy wręcz przykład, jak należy wykorzystywać materiał źródłowy dla stworzenia świetnej produkcji. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]
10. „Mindhunter”
Mindhunter Davida Finchera to dzieło precyzyjne i stylowe. Zabiera widza w podróż do samego początku mrocznej historii – tam, gdzie FBI dopiero zaczyna rozumieć, że potwory mają twarze, głosy, rytuały. Jonathan Groff, Holt McCallany i Anna Torv w rolach zespołu agentów badających seryjnych morderców budują wielowymiarowe trio, w którym każda postać bije własnym, skomplikowanym rytmem. Ale to, co naprawdę wbija w fotel, to obiekty ich badań. Cameron Britton jako Ed Kemper – postawny, zwodniczo spokojny.
Samo jego „czy mogę zapalić?” mrozi krew w żyłach. Również Damon Herriman jako Charlie Manson jest przerażająco realny – mimo nie można oderwać od niego wzroku. Mindhunter balansuje na granicy pomiędzy fascynacją a analizą – ale robi to z wyczuciem. To nie gloryfikacja, lecz bezstronne spojrzenie na temat. Dlatego też niezrozumiała decyzja Netflixa o porzuceniu tej produkcji do dzisiaj budzi emocje wśród jej fanów. Mindhunter zasługiwał na ciąg dalszy. I my też. [Agnieszka Stasiowska]
9. „Ślepnąc od świateł”
Ekranizacja bestsellerowej powieści Jakuba Żulczyka nie tylko godnie przeniosła na ekran jego prozę, ale uczyniła Ślepnąc od świateł tytułem – nie bójmy się tego powiedzieć – kultowym. Ta mroczna przypowieść o złu, które jak gęsty, brudny deszcz zalewa Warszawę i jej mieszkańców, jest triumfem scenopisarskim, realizatorskim, aktorskim (mimo kilku kontrowersji). Postać Daria i jego charakterystyczne odzywki to poziom sklejenia ze społeczeństwem godny najlepszych dzieł Władysława Pasikowskiego. [Filip Pęziński]
8. „1670”
Błyskotliwie inteligentna satyra historyczna przepełniona absurdalnym humorem i zaskakująco celnym komentarzem społecznym. Bartłomiej Topa jako Jan Paweł Adamczewski tworzy niezapomnianą kreację szlachcica, którego megalomańskie wizje nowoczesności kontrastują z zacofaniem i ignorancją. Katarzyna Herman jako jego żona idealnie balansuje między pragmatyzmem a własną ambicją, tworząc fascynującą dynamikę małżeńską. Fabuła ze swobodą żongluje anachronizmami, tworząc bezczelnie zabawny obraz Polski sarmackiej, który jednocześnie stanowi zwierciadło współczesności. Wizualnie wysmakowana produkcja z misternymi kostiumami i scenografią tworzącymi autentyczne tło dla absurdalnych sytuacji komediowych. [Krzysztof Żwirski]
7. „Stranger Things”
W zasadzie można byłoby napisać o tym serialu jedno zdanie i by wystarczyło: w pojedynkę stworzył modę na lata 80. Kto przeżył, ten wie! Ale to coś znacznie więcej. Aż trudno było uwierzyć, że można tak wiernie, z takim sercem i oddaniem złożyć hołd tej dekadzie, która mimo stworzenia całego stosu filmów kultowych i arcydzieł zapisała się również w pamięci jako prawdziwy wszechświat obciachu, w którym uchodziło dosłownie wszystko: od Komando i Wykidajły po Blade Runnera i Lśnienie, z całą twórczością Spielberga gdzieś pośrodku. W Stranger Things to wszystko jest i jeszcze trochę. To zagubione już w kolejnej dekadzie wrażenie ekscytacji, prawdziwej przygody, historii nie z tej ziemi, która pochłania cię jak Powrót do przyszłości albo Poszukiwacze zaginionej arki, niezależnie od pochodzenia, niezależnie od wieku. Braciom Duffer udało się w sposób idealny połączyć nostalgię za kinem nowej przygody w stylu The Goonies i Piramidy strachu z science fiction, horrorem i wątkami rodem z fabularnych gier fantasy i Stephena Kinga. Powstał amalgamat doskonały, który w późniejszych sezonach traci lekko swój powab, ale nadrabia entuzjazmem i sercem, z jakim traktuje swoich młodocianych bohaterów. No i oczywiście dodatkowy punkt za Master of Puppets. [Edward Kelley]
6. „Detektyw”
True Detective to serial, który zaczynał jako objawienie – a potem już tylko próbował siebie dogonić. Pierwszy sezon to absolutny majstersztyk: Luizjana, bagna, dziwaczne sekty i dwaj detektywi, których łączy obsesja poznania prawdy. Matthew McConaughey i Woody Harrelson jako Rusty Cohle i Marty Hart dali tu z siebie wszystko – i zrobili coś, czego telewizja wcześniej nie widziała, dzięki czemu przeszli do legendy. Sezon drugi nie miał szans dorównać takiemu poziomowi i został oceniony bardzo surowo. Choć zupełnie inny, był mimo wszystko bardzo dobry w swojej brutalnej, miejskiej poetyce.
Vince Vaughn, zaskakująco głęboki i tragiczny, był jednym z największych atutów tej historii. W części trzeciej gwiazdą był Mahershala Ali. Śledztwo w trzech liniach czasowych było ładną próbą powrotu do korzeni, ale… to sezon, o którym najłatwiej było zapomnieć. Na sezon czwarty, który firmowała twarzą sama Jodie Foster, czekano z wielkimi nadziejami. Niestety, mimo potencjału mroźnej scenerii Alaski, ta odsłona okazała się najsłabsza. Nic Pizzolatto, który odpowiadał w całości za sezon pierwszy i nadzorował powstanie drugiego i trzeciego, tym razem oddał stery w ręce Issy López, która napisała i wyreżyserowała wszystkie odcinki.
Ze szkodą dla antologii, bo części czwartej odczuwalnie brakowało ikry, a atmosfera, choć gęsta, nie chwytała za gardło tak, jak to bywało wcześniej. Pizzolatto pozwolił sobie na krytykę Night Country w swoich mediach społecznościowych, lecz usunął te wpisy po tym, jak López odpowiedziała na jego uwagi, stwierdzając, że Night Country zostało stworzone z szacunkiem dla oryginalnego dzieła i z miłością do całej serii. W lutym 2024 roku, tuż po emisji finału czwartego sezonu, HBO oficjalnie potwierdziło, że powstanie piąta odsłona serii, ponownie z Issą López w roli showrunnerki. Premiera planowana jest na 2027 rok. [Agnieszka Stasiowska]
5. „Czarne lustro”
Gatunek science fiction zawsze był odpowiedzią na ludzkie lęki i tęsknoty związane z postępem technologicznym. Polecieliśmy w kosmos? Obcy. Internet? Terminator. Robotyka? Łowca androidów.
Natomiast Black Mirror to chyba jedyny serial, który tak dobrze i komplementarnie adresuje aktualne lęki i tęsknoty społeczeństwa prawie na bieżąco. Ponadto podsuwa też dystopijne wizje odnośnie do rzeczy, których jeszcze nie zdążyliśmy się przestraszyć. Można tworzyć rankingi ulubionych i mniej lubianych odcinków, jednak ja nie wskazałabym chyba ani jednego, który uważam za jednoznacznie nieudany. Fascynujące i mroczne, autonomiczne historie o dalszej i bliższej przyszłości zdają się często bardziej rzeczywiste niż niejeden dramat społeczny. Każdy odcinek wyróżnia się odrębną, wyjątkową estetyką i własnym światem. Każdy mówi o tym, co ciebie dotyczy. [Weronika Lipińska]
4. „The Boys”
Bezkompromisowo brutalna i szokująco oryginalna dekonstrukcja gatunku superbohaterskiego systematycznie łamiąca konwencje i oczekiwania widzów. Antony Starr jako psychopatyczny Homelander stworzył jednego z najbardziej przerażających antagonistów telewizyjnych – postać, która emanuje jednocześnie charyzmą i niepokojącą niestabilnością. Karl Urban jako Billy Butcher dostarcza niezapomnianej kreacji antybohatera, którego obsesyjna misja zemsty przeplata się z momentami nieoczekiwanej głębi emocjonalnej. Wizualnie odważny i stylistycznie niepokorny serial z kreatywnymi ujęciami ukazującymi najciemniejsze zakamarki świata, gdzie superbohaterowie są produktami korporacyjnymi. [Krzysztof Żwirski]
3. „Dark”
Trochę niedoceniony i niezrozumiany serial, który jednak dał radę zrobić coś, co udaje się mało którym hitom SF – dowieźć trzymające się kupy zakończenie, nie rozwalając po drodze historii o podróżach w czasie. Niemiecki serial miał swoje słabości realizacyjne, nie wszystkie fabularne koncepty były równie udane, ale całościowo był fascynującą układanką na temat czasu, przestrzeni i zmieniających się w nich wartości oraz perspektyw. Śledzenie historii było prawdziwą przygodą i docenić warto, że zakończono ją w zwartym metrażu zgodnie z planami, a nie próbowano na siłę doić zyski. [Tomasz Raczkowski]
2. „Gra o tron”
Kontrowersyjny finał niczego tu nie zmienia: GoT to jeden z najważniejszych popkulturowych fenomenów XXI wieku, serial, który przez niemal dziesięć lat niepodzielnie rządził w rankingach popularności. Jego wpływ trwa nadal: prequel Ród smoka przyciąga kolejnych fanów, trudno też spotkać kinomana, który nie słyszałby o tym, że Lannister zawsze spłaca swe długi, na Północy nadchodzi zima, a Jon Snow nic nie wie. To serial, do którego wraca się z ogromnym sentymentem i przyjemnością – w najlepszych sezonach porywający historią i politycznymi intrygami, w najsłabszych wciąż potrafiący się ratować epicką widowiskowością i ikoniczną już ścieżką dźwiękową. [Katarzyna Kebernik]
1. „Czarnobyl”
Pierwsze miejsce dla Czarnobyla absolutnie nie dziwi – to serial właściwie pozbawiony wad. W odróżnieniu od na siłę rozciąganych, kontynuowanych w nieskończoność historii kilkuodcinkowa produkcja HBO udowadnia, że czasem mniej znaczy więcej. Doskonały scenariusz wyciskający wszystko, co najlepsze z prawdziwej historii, bezbłędna warstwa audiowizualna, pełnokrwiste postaci, którymi szczerze się przejmujemy – Czarnobyl to jakość, którą pamięta się po latach, a uznanie czytelników Film.org.pl świadczy o tym najlepiej. Pomimo opowiadania o bardzo konkretnym (i fascynującym) momencie w historii serial pozostaje też niepokojąco aktualny, ponieważ na Wschodzie, jak wiemy: bez zmian. [Katarzyna Kebernik]
