Felietony - Cykle
#METOOMUCH. Grałeś u Allena i nie żałujesz? Już po tobie!
W filmie #METOOMUCH odkrywamy mroczne kulisy Hollywood, gdzie hasła #MeToo i #TimesUp zmieniają zasady gry. Czas na refleksję!
Nieważne Oscary, nieważne nowe Gwiezdne wojny czy nawet Wonder Woman. Ostatni rok w Hollywood to przede wszystkim dwa hasztagi: #MeToo oraz #TimesUp. Pisano już na ten temat dużo, ba! bardzo dużo, również na naszych łamach. Ja chciałbym poruszyć nieco inny wątek – to, jak ta akcja objęła swoim działaniem tych, którzy w ogóle na to nie zasłużyli.
Żeby było jasne – nie mam wątpliwości, że to, co dzieje się obecnie w świecie filmu, jest bardzo ważną sprawą. Kwestia molestowania i wykorzystywania swojej pozycji przez hollywoodzkich producentów przez wiele, wiele lat była tajemnicą poliszynela i naprawdę cieszę się, że w końcu mówi się o tym głośno. Mam też nadzieję, że winni dostaną za swoje. Nie mogę oprzeć się jednak wrażeniu, że akcja ta zatoczyła zbyt szerokie kręgi. I nie chodzi mi wcale o fakt, że swego czasu dzień po dniu dowiadywaliśmy się, że ten czy ten pan również dopuścił się molestowania – wierzę, że ich ofiary dopiero teraz zebrały się na odwagę, a jeśli uda się im udowodnić winę, sprawa jest prosta.
Mam na myśli to, co stało się w tym okresie z Woodym Allenem, a przede wszystkim z aktorami występującymi w jego filmach. Kate Winslet, która zaliczyła wy-bit-ną rolę w jego Na karuzeli życia nie tylko – wbrew wcześniejszym przewidywaniom – nie dostała choćby jednej marnej nominacji za ten występ. Gdy postanowiła rozdzielić to, jakim Allen jest reżyserem, od oskarżeń wobec niego, które w dobie #MeToo zyskały drugie życie, środowisko ją tak naprawdę zlinczowało.
O sprawie rzekomego molestowania, którego Allen miał dopuścić się w 1992 roku na Dylan Farrow, siedmioletniej córce swojej ówczesnej partnerki, świetny tekst napisał mój redakcyjny kolega Szymon Skowroński. Ja nie będę was już zarzucać faktami. Krótko mówiąc, sąd, który zajmował się sprawą, orzekł, że nie ma dowodów na oskarżenia Farrow. Reżyser stanowczo zaprzeczył, aby molestował siedmiolatkę i zasugerował, że to jej matka, Mia Farrow, wszystko wymyśliła – sprawa wyszła na jaw, gdy Allen starał się o opiekę nad dziećmi, a aktorka nie chciała mu jej dać.
Dziś Dylan Farrow ma 32 lata i raz po raz wraca do tej historii w wywiadach. Na początku tego roku zgodziła się na rozmowę w telewizji CBS, znów utrzymując, że Allen kłamie, a w obecnym klimacie panującym w Hollywood dość szybko stało się to gorącym tematem.
Dziś jest to słowo przeciwko słowu. Niejasności jest sporo, ale sąd już się w tej kwestii wypowiedział. Niczego nowego się nie dowiemy. Nie zmienia to faktu, że świat filmu nie potrzebował kolejnego procesu, aby uznać Allena winnym. Nie oszukujmy się – Woody nie ma nieposzlakowanej opinii, jego związek z Soon-Yi Previn wzbudza mnóstwo kontrowersji i zawsze będzie on na cenzurowanym. Podpinanie tych niepotwierdzonych oskarżeń pod akcję #MeToo jest jednak podłością. Co jak co, ale próżno by szukać amerykańskiego reżysera, który tak wiele zrobił dla kobiet-aktorek. Nigdy też nie było choćby plotek o tym, by wykorzystywał kogoś w sytuacji zawodowej.
Przez większość swojej kariery to właśnie on pisał najciekawsze postaci kobiece. Oscarów i nominacji do Nagrody Akademii za role w jego filmach po prostu nie da się zliczyć. Cate Blanchett, która swego czasu zrobiła sobie przerwę od aktorstwa i myślała, że nie będzie miała już do czego wracać, właśnie pod okiem Allena zaliczyła swój triumfalny powrót. Każdy wprost marzył o tym, aby zagrać u tego reżysera. Wystarczył jednak jeden wywiad Dylan Farrow, odgrzewający zresztą dawną, omawianą już na wszystkie strony sprawę, a nagle wszyscy się od niego odwrócili.

Greta Gerwig z Allenem podczas after-party po premierze „Zakochanych w Rzymie
Greta Gerwig oraz Timothée Chalamet, którzy prowadzili akurat wtedy oscarową kampanię, byli maglowani przez dziennikarzy – zmuszano ich, by ustosunkowali się do oskarżeń Farrow. Gerwig wystąpiła u Allena w Zakochanych w Rzymie, zaś Chalamet w czekającym na premierę A Rainy Day in New York i tylko z tego powodu zamiast o ich oscarowe projekty pytano ich głównie o skandal związany z amerykańskim reżyserem. W końcu odpowiedzi domagali się już nie tylko dziennikarze, ale też fani w mediach społecznościowych.
Presja była duża. Gerwig ostatecznie ogłosiła, że gdyby wiedziała o sprawie rzekomego molestowania, nigdy nie zagrałaby w filmie Allena. Potem zaś poinstruowała młodszego kolegę po fachu, jak zachować się w tej sytuacji. Chalamet, cudowne odkrycie zeszłego roku, aby nie stracić twarzy już na samym początku kariery, zapowiedział, że swoją gażę za A Rainy Day in New York przekaże na akcję #TimesUp.
Podobnie postąpiła partnerka Chalemeta z planu, Rebecca Hall, która przecież właśnie występem u Allena w Vicky Cristina Barcelona przeszła do wyższej aktorskiej ligi. Za grę pod okiem Allena przeprosił też Colin Firth. Inni, jak Mira Sorvino, Marion Cotillard, Chloë Sevigny, Michael Caine i Peter Sarsgaard, wywołani do tablicy stwierdzili, że nigdy nie będą już pracować z tym reżyserem. Farrow dziękowała im publicznie, jednocześnie potępiając tych aktorów, którzy postanowili w tej sprawie milczeć. Bez problemu przyrównywała też Allena do Harveya Weinsteina – „System latami ukrywał to, co robił Harvey Weinstein. W przypadku Woody’ego Allena nadal to robi”. Mówiła, że wielu aktorów nie ma odwagi nazywać rzeczy po imieniu, co jest dla niej tym bardziej przykre, że od dawna podziwia ich dokonania.

Skupienie czy zażenowanie? Co widać na twarzach Margot Robbie i Saoirse Ronan?
Najbardziej dostawało się Kate Winslet. Brytyjska aktorka wystąpiła w zeszłym roku w Na karuzeli życia w reżyserii Allena i według wielu krytyków miała olbrzymie szanse na oscarową nominację, a może i statuetkę. Prowadząc kampanię, udzielała wywiadów, brała też udział w panelach dyskusyjnych z innymi aktorami.
Nagle okazało się, że jeśli po prostu opowiada o pracy nad filmem i relacji z Allenem jako reżyserem, a nie odnosi się do oskarżeń, traktowana jest jako współwinna. Wielkim hitem w mediach społecznościowych było zdjęcie min Margot Robbie, Jessiki Chastain oraz Saoirsy Ronan, gdy Winslet z rozrzewnieniem wspominała pracę z Woodym.
Gdy wreszcie dziennikarze zaczęli aktorkę wprost zmuszać do tego, by jakoś skomentowała wrzawę medialną, a najlepiej – wzorem Firtha – przeprosiła, powiedziała, że nie znała Allena przed tym filmem, nie zna Farrow, i najważniejsze jest dla niej to, jaki reżyser jest na planie, nie jego życie prywatne.
Powinniśmy patrzeć na fakty. Woody ma 81 lat, trwający dwa lata proces niczego nie wykazał. Z tego, co mi wiadomo, nie został uznany winnym. Jako aktor, wchodząc na plan, nie myślisz o takich rzeczach, czy oskarżenia są prawdziwe czy fałszywe, zostawiasz to wszystko na boku i po prostu pracujesz. A Woody Allen jest niesamowitym reżyserem.
Stwierdziła, że jej rodzice byliby bardzo dumni, że miała okazję grać pod okiem Allena. Potem dolała oliwy do ognia, stwierdzając, że równie dobrze pracowało się jej z Romanem Polańskim.
Tego było już za wiele. W mediach Winslet stale krytykowano, jej nazwisko zniknęło z wszelkich list kandydatek do najważniejszych nagród. Aktorka, która do tej pory cieszyła się ogromną sympatią publiczności i środowiska filmowego, przez rolę u Allena powoli stawała się persona non grata. To, że była to wprost rewelacyjna rola, a reżyserowi nic przecież nie udowodniono, nie miało żadnego znaczenia. #MeToo sprawiło, że Hollywood wpadło w lekką obsesję. Nie tylko Allenowi przecież wypomniano niejasną sprawę sprzed lat. Z podobną nagonką musiał zmierzyć się Kobe Bryant, zdobywca Oscara w kategorii krótkometrażowego filmu animowanego.
W 2003 roku miał on zgwałcić pracownicę spa – Bryant nigdy jednak nie przyznał się do tego, utrzymywał, że stosunek odbył się za jej zgodą, prokuratura zaś wycofała zarzuty, gdy pokrzywdzona postanowiła nie zeznawać. Według wielu publicystów film Dear Basketball to jedynie kolejny punkt w długoletniej kampanii na rzecz ocieplania wizerunku koszykarza po tym wydarzeniu.
A jak skończyła się sprawa z Winslet? Aktorka w końcu się ugięła. Stojąc na scenie podczas gali London Film Critics’ Circle Awards, drżącym głosem wygłosiła przemówienie, w którym przyznała, że bardzo żałuje współpracy z pewnymi osobami. Nazwisko Allena co prawda nie padło (jakby nie było, Winslet grała też w filmach produkowanych przez Harveya Weinsteina), ale ci, którzy najbardziej narzekali na milczenie aktorki, zostali nieco uspokojeni. Oczywiście nie jest niczym złym, że Winslet, jako kobieta z branży, staje murem za koleżankami po fachu, które doświadczały molestowania.
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że do wygłoszenia tej mowy zmusiła ją reakcja mediów na jej racjonalne podejście do pracy z Allenem, który – powtórzmy to wyraźnie – z akcją #MeToo nie powinien mieć nic wspólnego. Sam fakt tego, że aktor ma płacić za grzechy reżysera, jest kuriozalny, ale w tej konkretnej sytuacji, trudno mówić nawet o jakimś konkretnym grzechu. Zasada domniemania niewinności naprawdę nie jest taka głupia.
kate winslet publicly admitting the mistake she made by working with a sexual predator and apologizing for it
i love her and im so glad she addressed it pic.twitter.com/xBYMYQRfgM
— cami (@swiftscarey) 28 stycznia 2018
Całe szczęście, że są jeszcze w Hollywood tacy ludzie jak Javier Bardem. Normalni, nieuginający się pod presją poprawności, stawiający na pierwszym miejscu fakty.
Gdyby były dowody na to, że Allen to zrobił, nigdy nie wystąpiłbym już w jego filmie. Ale sędziowie z dwóch różnych stanów uznali go niewinnym, sytuacja prawna jest dziś identyczna jak wiele lat temu, nic się nie zmieniło, a nagle zaczęto go traktować jak zbrodniarza. Czy jest mi wstyd, że z nim pracowałem? Absolutnie nie!
