Zestawienie

Postaci TOLKIENA, które zasługują na swój WŁASNY film

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Obejrzałem zwiastun Czarnej wdowy i jestem przerażony tym, jak pogardliwie można traktować widzów pod względem intelektualnym. Przyjmuję do wiadomości, że współczesne kino rozrywkowe skręciło mocno w stronę wysokobudżetowego superbohaterstwa. Nie rozumiem jednak, czemu traktuje się odbiorców kina jak idiotów, i to mało wykształconych. Według ostatnich badań podobno polscy uczniowie niedawno zlikwidowanych gimnazjów są w czołówce pod względem wyników nauczania. Wątpię, czy takich geniuszy zadowoliłaby więc kolejna strzelanka oraz rzucane przez aktorów frazesy w stylu: „Kiedyś nie miałam nic” albo „Nic nie trwa wiecznie”.

Filmy tego typu to szablony jak ze stocka. Podmienia się tylko główne postaci. Każe się im wypowiadać nic nieznaczące komunały i na koniec wszyscy żyją długo i szczęśliwie – właściwie nic się nie stało, nawet gdy pół Ziemi obróciło się w ruinę. Mam takie nieodparte wrażenie, że reżyserzy i scenarzyści takich filmów stali się mechanicznymi narzędziami producentów chciwie planujących zyski niczym Ebenezer Scrooge. Brakuje charakterów, którzy zmuszają widza do zastanowienia się nad tym, czy granica między dobrem a złem faktycznie jest taka oczywista. Mimo wielu słabości i naiwności w Tolkienowskim uniwersum są tam postaci, które zaspokoiłyby zarówno rozrywkowe potrzeby widzów, jak i dały im coś wartościowszego od kolejnej infantylnej nawalanki z mnóstwem efektów specjalnych. Trzeba tylko dokonać historiograficznego wysiłku, żeby mądrze opowiedzieć ich historię, z szacunkiem traktując ogromną i skomplikowaną mitologię uniwersum, jaką zostawił nam po sobie Tolkien. A na to stać wyłącznie twórców mentalnie niezależnych od całej tej żenującej machiny taśmowego kręcenia blockbusterów o targetach tak szerokich jak uśmiech wiejskiego konia.

Gandalf (Olórin, Mithrandir) – Ian McKellen

Może kiedyś zastanawialiście się, czy Gandalf był kiedykolwiek młody? Ani we Władcy Pierścieni, ani w Hobbicie Tolkien tego nie wyjaśnia ex post. Co najwyżej można się domyślić, że czarodziej mógł mieć w sobie, coś przedwiecznego, elfickiego, bo widać, że był znany od pokoleń zarówno w Lothlórien, jak i w Rivendell. Skoro elfy miały z nim styczność w ciągu mijających wieków, nie mógł być człowiekiem, nawet jeśli znał tzw. magię. Tak naprawdę Gandalf był Majarem, czyli niższym Ainurem, a więc duchem. Za sprawą boskiej decyzji zstąpił na Ardę (Ziemię), żeby pomagać Valarom (najwyższym Ainurom) w tworzeniu cywilizacji. Zanim przybył do Śródziemia, mieszkał w ogrodach Lórien leżących w błogosławionej krainie Amanu na zachód od Śródziemia. Tam właśnie udali się Frodo i Bilbo po zakończeniu wojny o Jedyny Pierścień. Tylko w Amanie mogli zaznać spokoju, ponieważ było to rajskie królestwo Valarów i coś w rodzaju ostoi, ich punktu wypadowego, gdy na Ziemi działo się coś złego.

Magia Gandalfa była więc w pewnym sensie z natury ograniczona. Tę granicę zakazanego, magicznego owocu przekroczył za to Sauron.

Faktycznie, jak to bywa w mitologicznych teogoniach i kosmogoniach, wraz z dobrymi Ainurami na świat zstąpiły złe duchy. Jednym z nich był Sauron. Około 1000 roku tzw. Trzeciej Ery Sauron ponownie zaczął zbierać siły i realnie zagrażać Śródziemiu. Po konsultacji z najwyższym Bogiem, Eru, Valarowie zdecydowali się posłać do Śródziemia 5 wysłanników tzw. Istari – Curuma (znanego jako Saruman), Alatara, Aiwendila (znanego jako Radagast), Olórina (Gandalf) i Pallanda. Przetrwali trzej (Saruman, Gandalf, Radagast). Nikt nie wie, co stało się z Alatarem i Pallandem, czyli tzw. Błękitnymi Czarodziejami. U Petera Jacksona ich imiona po prostu wyleciały Gandalfowi z głowy. Na ich temat krążyło wiele plotek – być może podzielili los Sarumana.

To zaledwie szkic całej mitologii, na podstawie której wykreowana została postać Gandalfa. Dzięki znajomości jej genezy może także jaśniejsze staje się, dlaczego czarodziej został pokazany jako stary człowiek z laską, tyle że magiczną. Czy więc nie jest on znakomitym materiałem na film o zmaganiach superbohaterów i zarazem czarnoksiężników? Podstawowy warunek, jaki musiałby być spełniony, to o wiele mocniejsze „umagicznienie” jego postaci. Emblematycznym przykładem niechęci Gandalfa do magii stwórczej, pełnej zaklęć i polimorfii, było jego starcie z Balrogiem. Czarodziej zachowywał się bardziej jak święty rycerz (znany z gier RPG paladyn), a nie czarnoksiężnik. Podobne sztuczki wykonywał w trakcie bitwy o Minas Tirith. Magia Gandalfa była więc w pewnym sensie z natury ograniczona. Tę granicę zakazanego, magicznego owocu przekroczył za to Sauron.

Sądzę, że widzowie w Gandalfie bardziej chcieliby widzieć sprawnego czarodzieja, natomiast Tolkien widział w nim kogoś podobnego do anioła albo zmartwychwstającego w białych szatach Jezusa, względnie kapłana, który nie może kreować, gdyż jedynie Bóg ma do tego prawo. Gdyby tak poradzić więc sobie z chrześcijańskimi uprzedzeniami autora Władcy pierścieni co do okultyzmu, Gandalf stałby się potężną istotą godną stanąć w szranki we współczesnym kinie fantasy z młodym Albusem Dumbledore’em odtwarzanym przez Jude’a Lawa. Dodatkowo można by ubogacić jego jednowymiarową płciowo naturę o emocjonalne związki z kobietami. Pod tym względem postać Gandalfa z książki Władca Pierścieni i Hobbit, jak również z filmów Petera Jacksona jest eunuchem, żeby nie powiedzieć z lekka mizoginem. Jeśli bogowie faktycznie mają zstępować między ludzi, niech w pełni doświadczają ich namiętności, jak np. w mitologii greckiej.

Ostatnio dodane