Connect with us

Publicystyka filmowa

Kim byliby BOHATEROWIE TOLKIENA we współczesnych filmach

Czy zastanawialiście się, kim byliby BOHATEROWIE TOLKIENA w nowoczesnym kinie? Odkryjcie, jak ich losy mogłyby się splatać z dzisiejszymi opowieściami!

Published

on

Kim byliby BOHATEROWIE TOLKIENA we współczesnych filmach

Może i to karkołomnie zadanie znaleźć odpowiedniki tolkienowskich postaci w dzisiejszym kinie fantastycznym. Z drugiej jednak strony Tolkien w swoich książkach niczego nowego nie wymyślił. Niekiedy nawet w sposób zbyt oczywisty wykorzystał i zarysował podział między dobrem i złem, identycznie jak to robią niektórzy dzisiejsi twórcy kina superbohaterskiego. Niemniej różnica jest taka, że autor Władcy pierścieni był pisarzem aktywnym w czasach, kiedy nie przywiązywało się aż takiej wagi do celów marketingowych, zwłaszcza w literaturze, zatem mógł się bardziej postarać.

Advertisement

Natomiast współcześni filmowcy są częścią machiny reklamowej, która działa z całą premedytacją, mylnie zakładając, że widzowie są raczej głupsi niż mądrzejsi. U Tolkiena zadziałała więc usilna potrzeba chrystianizacji poprzez stosowanie w tekście niekiedy zbyt banalnych metafor, natomiast u dzisiejszych producentów bezsprzecznie panoszy się dolar. Nie mam więc żadnych obiekcji, żeby poprzez wizualizację filmową Petera Jacksona samego Tolkiena z nimi sparować, bo przecież i tak chodzi o taki czy inny elektorat, kupiony albo za dającą nadzieję ideologię, albo za pieniądze.

Upiory Pierścienia – Dementorzy (Harry Potter i więzień Azkabanu, 2004, reż. Alfonso Cuarón)

Kiedyś byli ludźmi, królami dysponującymi ogromną, despotyczną władzą. Dali się jej zwieść, dlatego zapragnęli mieć jeszcze więcej. Widząc ich skłonności i poszukując łatwych do uzależnienia od siebie sług, Sauron podarował im 9 pierścieni, bo wiedział, że się im nie oprą. Wtedy na dobre stali się niewolnikami, upiorami nienawidzącymi wody i światła. W ich obecności człowiek zapadał na tzw. czarny dech – tracił zmysły, radość, wolę życia, w końcu umierał – zupełnie jak w obecności dementorów. Co do nich, to J.K Rowling nigdy nie wyjaśniła, kim dokładnie byli. Można tylko zakładać, że ludźmi zmienionymi przez nienawistne moce w potwory karmiące się jakimikolwiek przejawami nadziei i szczęścia. Upiory Pierścienia i dementorzy nawet wyglądają jak istoty ze sobą głęboko spokrewnione. Światło jest ich wrogiem. Wszelkie dobro również.

Advertisement
Zguba Durina (Balrog) – Sultur (Thor: Ragnarok, 2017, reż. Taika Waititi)

W bezpośrednim starciu zapewne Balrog nie miałby szans z Sulturem, który jest nordyckim bogiem ognia. Balrog zaś był Majarem (Ainurem stworzonym przez Eru Ilúvatara), czyli duchem, który stał się Balrogiem z chwilą, gdy uległ mocy Melkora (Morgoth). Zguba Durina był właśnie jednym ze złych duchów ognia. Jego projekt we Władcy pierścieni, gdy pojawia się w kopalni Moria, jest łudząco podobny do postaci Sultura, chociaż znacznie mniejszy. Obydwaj władają ognistymi mieczami, służą siłom ciemności i są nieśmiertelni. W przypadku Zguby Durina, jak to zawsze bywa w bajkowych opowieściach, pokonać go może tylko najwyższej klasy dobro (moralna czystość).

Gandalfowi się więc udaje i za to awansuje na zupełnie inny poziom wtajemniczenia w jego magicznej hierarchii ­– tam, gdzie do niedawna był Saruman. Natomiast wezwany przez Lokiego Sultur z łatwością niszczy Asgard swoim ognistym mieczem. Nikt, nawet Thor, nie może temu zapobiec. W końcu Sultur jest Bogiem.

Advertisement
Legolas – Hawkeye (Avengers, 2012, reż. Joss Whedon)

Obydwaj są mistrzami sztuk walki i łuku. Zawsze trafiają do celu i, co ciekawe, rzadko kiedy kończą im się strzały w kołczanach. Ich dzieciństwa nie można ze sobą porównać, chociaż na późniejszym etapie życia Legolas popadł w konflikt z ojcem, Thranduilem, władcą Mrocznej Puszczy, co na zawsze wypchnęło go z rodzinnych stron i elfiego dworu. Za to Hawkeye doświadczał życia trampa od zarania. Najpierw dom dziecka, potem cyrk i funkcjonowanie na uboczu społeczeństwa. Z jednej strony w niezwykłej chwale, jaka otaczała grupę Avengers, jednak z drugiej z obciążającym bagażem odpowiedzialności za miliony słabych ludzi i za swoją przeszłość (pranie mózgu zrobione przez Lokiego w Avengers 2012).

Z Legolasem są więc po trochu banitami, jak i charakterami w swoich uniwersach traktowanymi niekiedy drugoplanowo. Tworzą tło dla najważniejszych superbohaterów kosztem własnej sławy i nadludzkich zdolności. Może też dlatego paradoksalnie mogą być bliżsi widzom, bo czasem przegrywają. Legolas i Hawkeye to cenni towarzysze uzupełniający skład przeróżnych wypraw po niesamowite przygody, natomiast nie sprawdzają się jako samodzielni bohaterowie, na których może oprzeć się cała historia. To ich również łączy.

Advertisement

Gandalf Biały – Albus Dumbledore (Harry Potter i Książę Półkrwi, 2009, reż. David Yates)

Niewątpliwie w swoich uniwersach są jednymi z najpotężniejszych magów, chociaż Gandalf używa swoich magicznych umiejętności, jakby się ich bał. Jeśli już się na to decyduje, nie jest to magia stwórcza, a obronna, lecząca i generalnie niezwykle zachowawcza. Dumbledore nie ma takich obiekcji. Świat, w którym funkcjonuje, jest o wiele bardziej umagiczniony i pozbawiony chrześcijańskich obaw przed okultyzmem. Obydwaj z Gandalfem są niewątpliwie mądrzy i silni. Łączy ich również pewnego rodzaju nadludzkość. Gandalf jest Majarem wysłanym przez Valarów do zaprowadzenia równowagi, którą zaczął niszczyć Sauron.

Dumbledore jest czarodziejem półkrwi, to znaczy mieszanką umagicznionej istoty ludzkiej ze zwykłym człowiekiem nieposiadającym nadnaturalnych zdolności. Przy tym nie jest wyjaśniona geneza czystokrwistych magów prócz kilu niepotwierdzonych i ludowych opowieści – np. czystokrwiści nie chorują na choroby wieku dziecięcego. Co jeszcze łączy te dwie postaci? Przede wszystkim to, że mają ukryte plany – Gandalf wobec Froda, a Dumbledore wobec Pottera. U jednego, jak i drugiego trudno stwierdzić, że owe plany są moralnie nieskazitelne. W końcu chodzi nie o dobro jednostki, a o losy świata.

Advertisement
Sauron – Lord Voldemort (Harry Potter i Insygnia Śmierci I i II, 2010–2011, reż. David Yates)

Obydwaj na pewnych etapach swojej egzystencji utracili ciało i funkcjonowali w postaci duchowej, manifestującej się znakami świadomości. Z tym że Sauron jako Majar był z natury istotą polimorficzną, natomiast Voldemort, jeszcze jako Tom Marvolo Riddle, był człowiekiem, któremu udało się rozdzielić swoja duszę na 7 części. Każdą ukrył w określonym rodzaju przedmiotu nazywanym horkruksem (np. diadem, medalion, pierścień). Zapewnił sobie w ten sposób nieśmiertelność, podobnie zresztą jak Sauron za pomocą Jedynego Pierścienia. A wszystko to po to, żeby panować nad światem, niepodzielnie i okrutnie, mając na swych usługach wielkie armie, potwory i brutalną magię.

Sauron i Voldemort są postaciami jednoznacznymi. Można mieć pewność, że nigdy się nie zmienią. Stanowią koronne przykłady zła osobowego, które należy zniszczyć takimi samymi metodami, jakie stosują ci najgorsi. W pewnym sensie, nawet gdy tak uformowane zło przegra, naznaczy tego, kto je pokonał blizną nie do zagojenia. W ten sposób Sauron unicestwił mentalnie Froda. Potter zaś został aurorem, co na zawsze złączyło go z niszczeniem mocy i zabijaniem innych czarodziejów.

Advertisement
Gollum (Smeagol) – Joker (Joker, 2019, reż. Todd Phillips)

Tę łączność między Jokerem a Gollumem zrozumiałem dopiero po obejrzeniu filmu Todda Phillipsa. Wcześniejsze interpretacje postaci Jokera były zbyt komiksowe, a jednocześnie za mało psychologicznie realistyczne. Najpierw przypatrzyłem się wychudzonym plecom Jokera i wystającemu z nich kręgosłupowi. Potem przypomniałem sobie, że w najtrudniejszych momentach, kiedy chęć posiadania pierścienia chciała zawładnąć Gollumem, on podobnie się kulił, jakby było mu zimno. Rozmawiał ze sobą jak z kimś, kto ma nad nim władzę, z zupełnie niezależną osobą. Często też zanosił się kompulsywnym śmiechem.

Potrafił być układny i miły, a zarazem z zimną krwią mordował w imię pierścienia lub nadziei jego odzyskania. Schizofreniczne osobowości Jokera i Smeagola wydają się bliźniacze i przewidywalne. Zarówno Tolkien, jak i Jackson oraz Phillips stosują te same tricki, żeby pokazać szaleństwo swoich bohaterów, aż do poziomu, na którym ono wzrusza. Szaleńcy lubią być poważani, głaskani, uznawani za spragnionych opieki i empatii. Wtedy niespodziewanie atakują.

Advertisement
Frodo Baggins – Ellen Ripley (Obcy: 8. pasażer Nostromo, 1979, reż. Ridley Scott)

To porównanie może wydawać się karkołomne i idiotyczne, ale czy podobnie fantastyczna nie jest analogia z Jezusem – taka również pojawia się w interpretacjach Froda. Zacznijmy od tego, że Frodo na samym początku swojej podróży wcale nie jest silny, a przynajmniej tak mu się wydaje. Jako postać jest trochę nijaki. Zyskuje z czasem, gdy do jego osobowości wkrada się mrok. Podobnie Ripley. Spotkanie z Ksenomorfem pozwala jej dorosnąć, stać się wojowniczką, silną kobietą. Jak na ironię, wygrana z potworem okazuje się chwilowa. Ripley zawsze będzie się bała, czuła jego obecność w piersi i w głowie.

Obcy zdominuje jej życie na tyle, że już nigdy nie wróci do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. W końcu umrze, stając się fizycznie częścią swojego koszmaru. Frodo po ranie zadanej przez Nazgûla na Wichrowym Czubie i stycznością z pierścieniem także będzie musiał odejść ze Śródziemia. Radość i nadzieja znikną. Zostanie jedynie cielesna powłoka, którą trzeba będzie doprowadzić z czasem do śmierci. Najwidoczniej Sauron i Ksenomorf tak mocno zakrzywili osobisty świat bohaterów, i świat w ogóle, że w jakimś sensie udowodnili realne i nieodłączne w stosunku do dobra istnienie radykalnego zła. A to implikuje kolejny problem natury filozoficznej – skoro zło w takiej formie może istnieć, oznacza to tyle i nie więcej, że jest konieczne.

Advertisement

Aragorn – Thor (Thor, 2011, reż. Kenneth Brannah)

Różnica między Bogiem a człowiekiem z reguły jest kwestią semantyki z racji przyrodzonej nam zdolności w wymyślaniu przeróżnych bóstw. To znaczy bogowie są jak ludzie, tylko ze zdolnościami podniesionymi do rangi absolutnej. Tak więc w tamtych czasach historii Śródziemia, jak i w epoce istnienia Asgardu, Aragorn i Thor mogli być Bogami, jak również mogli być traktowani jako bóstwa. Obydwaj z początku wydawali się skłóceni ze swoimi korzeniami, niewątpliwie królewskimi i szlachetnymi. Jako samotnicy wkrótce przekonali się, że otoczenie nie chce ich zostawić w spokoju.

Obydwaj musieli skonfrontować się z hordami wrogów, lecz akurat to wcale nie czyni ich aż tak podobnymi do siebie. W życiu samego Aragorna był jednak taki moment, kiedy w jednej chwili stał się nadludzki, zbliżając się do postaci Thora, kiedy ten zrozumiał, że wcale nie potrzebuje młota, żeby władać piorunami. Stało się to na Ścieżce Umarłych. Przekuty na nowo ze szczątków Narsila Andúril, miecz Aragorna, powstrzymał wtedy ostrze wodza Ludzi Gór. Chociaż Peter Jackson mocno zmienił dzieje tego oręża, to lepiej oddał jego znaczenie niż sam Tolkien. Młot Thora, czyli wykuty przez karły Mjølner, przypomina trochę Andúrila.

Advertisement

Jego obecność przy właścicielu jest tak samo dwuznaczna – z jednej strony potwierdza bohaterski rodowód, a z drugiej wcale nie jest do tego konieczna, jak pokazuje przykład Thora oraz Aragorna, tyle że według prozy Tolkiena, a nie filmu.

Galadriela – Wonder Woman (Wonder Woman, 2017, reż. Patty Jenkins)

Z pozoru delikatne i niezdolne do jakiejkolwiek przemocy, są kobietami śmiertelnie niebezpiecznymi. Obydwie dysponują nadludzką mocą oraz rozbuchanymi ambicjami przywódczymi. Jak pamiętamy z Tolkiena, Galadriela była w stanie oprzeć się mocy Jedynego Pierścienia, mimo że zrobiła to z ogromnym trudem, obnażając przy okazji swoją skrywaną naturę. Natomiast Wonder Woman (Diana Prince), chociaż wychowana w zupełnej separacji od współczesnego świata, umiała zachować swoje amazońskie ideały. Przecież z łatwością mogłaby zastąpić generała Ericha Ludendorffa. Mogłaby władać ludzkim światem.

Advertisement

Ten jednak budził u niej zachwyt, ale i litość. Traktowała go jako bardzo nietrwały, słaby byt, którym należy się opiekować. Galadriela czuła podobną odpowiedzialność za Śródziemie. Obydwie bohaterki dały nadzieję kobietom, że męska rzeczywistość ich potrzebuje nie tylko jako emocjonalne wsparcie, lecz także realną, fizyczną pomoc w walce z radykalnym złem.

Gimli – Drax (Strażnicy Galaktyki, 2014, reż. James Gunn)

Dzieli ich pochodzenie, wzrost, technologia, rzeczywistość, język, dosłownie wszystko, a jednak łączy rola w uniwersum i charakter. Gimli jako krasnolud jest twardy, nieufny, małomówny, opryskliwy, uprzedzony do obcych (zwłaszcza elfów) i niespotykanie silny. Drax jest małomówny, wycofany, nie lubi obcych, nieufny i nadludzko silny. Czasem wydaje się, że obydwoje nie są zbyt inteligentni, chociaż to pozory. Fasada, którą zbudowali między sobą a światem zewnętrznym, miała na celu uchronić ich indywidualność. Twórcy tych postaci jednak nie zdecydowali się na umieszczenie ich w jakichś ważniejszych rolach.

Advertisement

Drax i Gimli są pomocnikami, takimi wykidajłami w swoich uniwersach. Spełniają rolę narzędzi do rozwiązywania problemów, lecz nie kluczowych. Co ciekawe, tworzą czasami rozluźniającą atmosferę swoim odludkowatym zachowaniem i specyficznym, nieco dosłownym pojmowaniem otoczenia.

Saruman – Gellerd Grindelwald (Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda, 2018, reż. David Yates)

Podobnie jak Gandalf był Majarem sprowadzonym do Śródziemia, żeby pomóc Wolnym Ludziom. Różnica między nim a Gandalfem była jednak kolosalna. Saruman działał ambicjonalnie i racjonalnie. Nie kierował się emocjami i moralnością. Chociaż był potężnym czarnoksiężnikiem, uległ Sauronowi, a raczej wizji nowego świata po inwazji. Kto wie, może planował zająć miejsce Saurona, lecz dopiero po rozprzestrzenieniu się w Śródziemiu mrocznych sił z Mordoru. Co do Grindelwalda, to Lord Voldemort mógł jedynie pomarzyć o władaniu taką potęgą. Był równie potężny i racjonalny, co podły i amoralny.

Advertisement

Z Sarumanem jednak nie stworzyliby zgranego duetu, ponieważ miał podobne do niego ambicje, wykluczające chęć dzielenia się władzą. Podobnie jak Saruman, z początku nic nie zwiastowało, że przemieni się w takiego potwora. Być może był czarodziejem czystej krwi, co jeszcze potęgowało jego chęć wywyższenia się ponad wszystkich.

Czarnoksiężnik z Angmaru – David Lo Pan (Wielka draka w chińskiej dzielnicy, 1986, reż. John Carpenter)

Był najpotężniejszym z Upiorów Pierścienia. Bezcielesny. Swoje trupie i zarazem królewskie oblicze pokazywał jedynie tym, którzy mieli na palcu pierścień Saurona. Próżno było szukać w nich chociaż śladu dobra. Wraz ze swoimi ośmioma pobratymcami, więziony mocą pierścienia, mógł jedynie niszczyć i zabijać. Podobnie bezcielesną formę istnienia przybrał z konieczności David Lo Pan. Dawno temu został obłożony klątwą, która odebrała mu ciało. Powrócił we współczesności, żeby odnaleźć kobietę z zielonymi oczami, wziąć z nią ślub i złożyć jako ofiarę bogom. Lo Pan jest nie tylko straszny, ale zarazem śmieszny.

Advertisement

Co ciekawe, gdyby tak przeanalizować działanie operacyjne Czarnoksiężnika z Angmaru, również można by się dopatrzyć wielu nieścisłości i wręcz śmiesznej bezradności upiornego jeźdźca w poszukiwaniu pierścienia – np. dźganie mieczami łóżek, gdzie mieli spać domniemani Hobbici, podczas gdy oni siedzą z Aragornem po drugiej stronie ulicy. Kuriozalna sytuacja zupełnie podobna do promieni światła wystrzeliwujących z rozedrganych oczu i ust Lo Pana. Czarodzieje są więc siebie warci. Jeden tylko udaje poważnego, a drugiemu niespodziewanie w całej jego morderczej powadze udaje się zostać nieudacznikiem. Aż się dziwię, że Sauron powierzył mu dowództwo nad armią Mordoru.

Théoden – Artorius Castus (Arturius) (Król Artur, 2004, reż. Antoine Fuqua)

Nie liczę okresu, kiedy Saruman uwięził jego umysł postarzającymi zaklęciami, a Grima Gadzi Język podtrzymywał ich mentalne działanie. Jest potężnym, charyzmatycznym władcą godnym poprowadzić ludzi w nową erę po odejściu elfów. Nie do końca mu się to udaje, chociaż jego wkład w bitwę o Minas Tirith jest nieoceniony. Artorius Castus, będący daleką analogią do mitycznego Króla Artura, scala w sobie wszystkie te najszlachetniejsze zalety, które posiada Théoden. Właśnie on, ponieważ jest zupełnie nową wizją legendarnego władcy Brytów – odessaną z nadprzyrodzonych alegorii, bardzo spójną wewnętrznie i świetnie zagraną przez Clive’a Owena.

Advertisement

Théoden zaś wydaje się jednym z najbardziej niemagicznych bohaterów u Tolkiena. Jego główną zaletą jest charyzma wynikająca z bycia królem oraz umiejętności dowódcze. Mogliby z Artoriusem walczyć na wspólnej wojnie i zdobywać nowe szczyty bohaterstwa.

Szeloba – Aragog (Harry Potter i Komnata Tajemnic, 2002, reż. Chris Columbus)

Obydwa stworzenia są pająkami. Szeloba była ostatnim dzieckiem Ungolianty, a Aragog, jakkolwiek to brzmi, wychowankiem Rubeusa Hagrida. Oprócz rodowodu ewidentnym podobieństwem między nimi jest charakter z lekkim przesunięciem ciężaru bycia złym na Szelobę, bo była ona w końcu córką istoty demonicznej, która przybrała organiczną formę pająka. Obydwa potwory, co wynika z ich zwierzęcej natury, były sprawnymi i bezlitosnymi mordercami, nieakceptującymi jakiejkolwiek władzy nad sobą. Sauronowi tylko wydawało się, że panuje nad Szelobą, podczas gdy ona akceptowała jedynie Golluma jako swojego sługę.

Advertisement

Aragog także zrobił wyjątek jedynie dla Hagrida, ale już nie mógł powstrzymać swoich dzieci przed atakiem na Harry’ego Pottera. Szeloba w przeciwieństwie do Aragoga nie potrafiła mówić, co być może świadczyło o jej niższej inteligencji, chociaż wcale tego nie przesądzało.

Boromir – Loki (Thor, 2011, reż. Kenneth Brannah)

Wśród pozytywnych bohaterów Tolkiena nie było słabszej mentalnie i przez to bardziej dwulicowej postaci niż Boromir, ukochany syn namiestnika Gondoru, Denethora II. Boromir pragnął pierścienia niemal tak silnie jak jego ojciec. Był także podobnie jak on próżny, chociaż nie miał do tego podstaw – Denethor żywił nieuzasadnione pochodzeniem pretensje do tronu Gondoru. Obydwaj nie zdawali sobie sprawy, że są zbyt słabi, żeby władać taką bronią jak Jedyny Pierścień, jednak ambicja i chęć posiadania władzy zdominowały ich zdrowy rozsądek. Podobnie sprawa wyglądała z Lokim, o wiele słabszym wojownikiem niż Thor, lecz o wielkich pragnieniach, znacznie przekraczających jego możliwości.

Advertisement

Loki nie był prawdziwym synem Odyna. Wiele razy nadwyrężał zaufanie ojca i brata, ale oni zawsze mu wybaczali. Nie będąc z nimi związany krwią, wciąż rościł sobie pretensje do władania Asgardem, aż w końcu nieoczekiwanie udało mu się go zniszczyć. Kto wie, czy Boromir dałby się tak zaskoczyć przez orków, gdyby miał w sobie więcej pokory.

Thorin Dębowa Tarcza – Iron Man (Iron Man, 2008, reż. Jon Favreau)

Krasnoludy zawsze skrzętnie dbały o swój – i wyłącznie swój – interes. Budowały kopalnie, gromadziły bogactwa i rzadko kiedy ktokolwiek był skłonny po dobroci przekonać je, żeby się nim podzieliły, zwłaszcza z elfami. Thorin jest emblematycznym przykładem krasnoluda. Uparty, silny, pełen agresji w stosunku do tych, którzy zmusili go do pójścia na wygnanie i niekiedy skłonny do ulegania najprostszym emocjom, ignorując obiektywnie istniejący świat zewnętrzny. Iron Man już we współczesności połączył inteligencję z pancerzem, który służył mu jako jego osobista drewniana tarcza.

Advertisement

Niepokorny, czasem zbyt łatwo ulegający emocjom, niesubordynowany biznesmen dysponujący ogromnym majątkiem, w kluczowym momencie potrafiący zapłacić cenę własnego życia, byle inni przetrwali. Jego arcyklejnotem był podtrzymujący go przy życiu, a jednocześnie zatruwający palladem reaktor łukowy. No cóż. Za luksus posiadania czegoś, czego nie ma nikt inny, płaci się niejednokrotnie dosłownie wszystkim. Za samą chęć posiadania arcyklejnotu Thorin również zapłacił.

Azog – Whiplash (Iron Man 2, 2010, reż. Jon Favreau)

Azog nie jest postacią, którą można analizować na wielu płaszczyznach. To jednoznaczny antagonista z konkretnym celem do zrealizowania, podobnie jak Whiplash. Obydwaj na sposób odpowiadający ich czasom dokonali ulepszeń własnych ciał. Zwyrodnialstwa z ich twarzy jednak nikt nie mógł usunąć. Zapadają w pamięć, a widz ma co do nich konkretne i negatywne odczucia. Oczywiście porównanie to ma sens, gdy odnosimy Azoga do postaci granej przez Mickeya Rourke’a, ponieważ komiksowy Whiplash wygląda zupełnie inaczej, czyściej, schludniej, bardziej jak maszyna, a nie poorany zmarszczkami i bliznami potwór.

Advertisement

Ci, którym wciąż jednak to porównanie zgrzyta między zębami, niech przypomną sobie charakterystyczny ruch Whiplasha z dwoma energetycznymi batami i sposób poruszania się Azoga, zwłaszcza na zamarzniętym jeziorze podczas walki z Thorinem.

Arwena – Mantis (Strażnicy galaktyki 2, 2017, reż. James Gunn)

W filmowym wydaniu postać to niezwykle nudna, zwłaszcza kiedy szepcze Aragornowi do ucha bądź telepatycznie swoje czułe kawałki w elfickim języku. Czasem aż trudno uwierzyć, że potrafi zrobić coś konkretnego dla Drużyny Pierścienia, prócz utyskiwania, jaki to świat stał się złowrogi i mroczny. W książce jest nieco lepiej, ale też bez rewelacji. Patrząc na jej ojca, wojownika, można się zastanawiać, co ją tak wydelikaciło – życie ze śmiertelnym człowiekiem? Od razu przychodzi do głowy Mantis jako podobnie efemeryczna postać w superbohaterskim uniwersum. Trzeba tylko pamiętać, że chodzi o jej filmową wersję, natomiast nie o komiksową postać wyposażoną w nad wyraz obfite piersi, przy których znaczenie czułek jakoś ekspresowo maleje.

Advertisement

Pozostają jeszcze Elrond i Bilbo Baggins. Pierwszy jest szarą, magiczną eminencją Tolkienowskiej opowieści. Drugi niespodziewanym miłośnikiem przygód, złodziejem, przypadkowym czarodziejem i wojownikiem. Czy pasowaliby do nich np. Obi-Wan Kenobi oraz Peter Quill (Star-Lord)?

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *