publicystyka filmowa

PYTANIA bez odpowiedzi, które POZOSTAWIŁ po sobie JOKER

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Joker Todda Phillipsa to jeden z największych fenomenów kina rozrywkowego ostatnich lat. Znany z głośnych komedii (seria Kac Vegas) reżyser wziął na warsztat bohatera komiksu superbohaterskiego i stworzył poruszający thriller psychologiczny, który zawojował światowy box office oraz podbił serca widzów i krytyków na całym świecie. 

Jednym z licznych powodów składających się na sukces filmu Phillipsa był z pewnością przemyślany i intrygujący scenariusz. Po wyjściu z kina opowiedziana historia na długo zostaje w głowie. Szczególnie że na kilka pytań nie dostaliśmy jednoznacznej odpowiedzi…

Uwaga na KLUCZOWE dla fabuły spoilery z filmu!

Czemu współpracownik dał Arthurowi broń?

W pierwszym kwadransie filmu współpracownik głównego bohatera w firmie zajmującej się wynajmem klaunów przekazuje mu rewolwer. Rzekomo jako narzędzie obrony. Jego troska może jednak dziwić, bo w dalszej części filmu widzimy, że wraz z innymi kolegami otwarcie wyśmiewa Flecka (o czym wspomina zresztą tytułowy bohater), wypiera się przekazania mu broni, a okazuje wymuszone zainteresowanie, dopiero czując się zagrożony. Felerny pistolet najpierw doprowadza do zwolnienie Flecka, a następnie bohater dokonuje nim pierwszego morderstwa. Widzowie są podzieleni – mężczyzna naprawdę chciał pomóc Fleckowi i wykazał się jedynie dużą nieodpowiedzialnością czy może świadomie chciał pogrążyć mężczyznę?

Czy Arthur był synem Thomasa Wayne’a?

Jednym z najważniejszych wątków filmu jest relacja rodziny Flecków z Thomasem Wayne’em. Wpływowy biznesmen i kandydat na burmistrza miasta zatrudniał kiedyś matkę Flecka w swojej firmie i – jak twierdzi sama kobieta – był biologicznym ojcem Arthura. W toku wydarzeń okazuje się jednak, że kobieta cierpi na duże zaburzenia psychiczne, swojego syna adoptowała, a cały związek z Thomasem wymyśliła. Czy jednak na pewno? Pamiętajmy, że Thomas Wayne i cała klasa wyższa kreowani są w filmie jako swego rodzaju antagoniści głównego bohatera. Nikogo nie zdziwiłoby chyba, gdyby Thomas wykorzystał i porzucił Penny, a następnie wmówił jej chorobę. Znaczący wydaje się fakt, że aktor wcielający się w Bruce’a Wayne’a (czyli rzekomego brata przyrodniego Arthura) grał w filmie Nigdy cię tu nie było młodszą wersję postaci granej tam przez… Joaquina Phoenixa. Przypadek?

Czy Arthur zamordował Sophie?

Chyba najczęściej przewijające się pytanie. W filmie cała sytuacja wygląda bardzo niejednoznacznie – najpierw widzimy rodzący się związek Arthura i jego sąsiadki, następnie zostajemy uświadomieni, że żadnego związku nie było, a cała relacja była jedynie wyobrażeniem bohatera i jednym z objawów jego choroby psychicznej. Kiedy zatem Arthur pojawia się w mieszkaniu sąsiadki, kobieta natychmiast go wyprasza. W kolejnej scenie widzimy już mężczyznę nerwowo wracającego do swojego mieszkania, a do wątku Sophie już nigdy w filmie nie wracamy. Jaki był jej los? Czy Arthur zamordował ją, a może i jej córeczkę? Tu z odpowiedzią spieszy sam reżyser, który w wywiadzie przyznał, że Arthur nie zabił kobiety. Jak twierdzi Phillips, Arthur zabijał tylko tych, którzy wyrządzili mu krzywdę. Film pozostawia jednak pole do własnej interpretacji.

Jak brzmiał finałowy żart?

W finale filmu Arthur trafia do zakładu zamkniętego i w trakcie sesji z lekarką zaczyna się śmiać z kawału, który sobie przypomniał. Fani komiksów byli zapewne przekonani, że Phillips nawiąże tu do finału kultowego komiksu o genezie Jokera, czyli Zabójczego żartu Alana Moore’a, który rzeczywiście kończy się żartem opowiedzianym przez Jokera Batmanowi. Filmowa postać jednak nie zdradza treści dowcipu, twierdząc przy tym, że lekarka i tak go nie zrozumie. W montażu widzimy wtedy przez chwilę młodego Bruce’a stojącego przy zamordowanych rodzicach – twórca może chcieć nam dać do zrozumienia, że Joker poczeka na kogoś, kto jego żart zrozumie, tj. rodzącego się tej nocy Batmana.

A jak brzmiał żart we wspomnianym komiksie?

Było dwóch szaleńców w domu wariatów. Pewnego dnia postanowili, że nie chcą tam mieszkać. Zdecydowali się uciec! Tak więc wspięli się na dach i tam… po drugiej stronie muru zobaczyli dachy miasta skąpane w poświacie księżyca. Mały skok do wolności. Pierwszy szaleniec przedostał się przez mur bez problemu, ale jego kolega nie odważył się skoczyć. Bał się, że spadnie. Pierwszy szaleniec wpadł na pomysł. „Ty!” – mówi – „mam ze sobą latarkę. Jak zaświecę, to będziesz mógł przejść po promieniu”. Ale drugi szaleniec potrząsa tylko głową… „Nie, nie!” – odpowiada. – „Myślisz, że zwariowałem? Mógłbyś zgasić, kiedy będę w połowie drogi!”.

Co właściwie zdarzyło się naprawdę?

W ciągu całego filmu wielokrotnie przekonujemy się, że granica między tym, co dzieje się naprawdę, a tym, co wyobraża sobie Arthur, jest bardzo płynna i nieoczywista. Które zatem wydarzenia miały miejsce naprawdę? I czy zobaczyliśmy je na ekranie bez wpływu chorego umysłu Flecka? W końcu w finale widzimy go w zakładzie psychiatrycznym podczas sesji z terapeutką. Czy opowiadał jej całą tę historię? A jeśli tak, to ile wydarzeń zmyślił? A może wszystkie? Zostawię te pytania bez odpowiedzi, zacytuję za to na koniec ponownie Jokera ze wspomnianego już Zabójczego żartu:

Coś podobnego mnie się wydarzyło. Nie pamiętam dokładnie co. Raz pamiętam to tak, a kiedy indziej siak. Gdybym miał przeszłość, to wolałbym mieć wybór!

Ostatnio dodane