Connect with us

Publicystyka filmowa

ZAPOMNIANE filmy akcji z lat 90.

W latach 90. spadła jakość kina akcji.

Published

on

ZAPOMNIANE filmy akcji z lat 90.

Tekst opublikowany pierwotnie 16.04.2023.

W latach 90. produkcja filmów akcji wyraźnie przyspieszyła w stosunku do lat 80. Niestety spadła również ich jakość. Kręciło się dużo i tanio, co jednak nie zmniejszyło ilości miłośników tego typu produkcji, niezależnie od jakości technicznej i fabularnej. Wśród tych tańszych filmów – które zostały prawie już zapomniane, odkąd odeszły do lamusa kasety VHS – da się jednak znaleźć perełki. W niektórych z nich zagrali kultowi aktorzy, których znamy z naprawdę wielkich filmów. W innych zaś artyści, którym nigdy nie udało się opuścić świata kaset video.

Advertisement

„Huragan ognia”, 1992, reż. Dwight H. Little

Mało znany film akcji i sztuk walki, mimo że zagrał w nim tak kultowy ze względu na sposób śmierci Brandon Lee. Była to jego przedostatnia rola, w sumie bardzo przeciętna, lecz w praktyce to wcale nie jest czynnikiem decydującym, gdy chodzi o popularność kina akcji, zwłaszcza tego z lat 80. i 90. Huragan ognia jest filmem o prostej fabule, bardzo czytelnych czarnych charakterach, z mnóstwem przeciwników padających w walce z głównym bohaterem jak boty w grze komputerowej. Widać, że sekwencje walk nie były zbyt często powtarzane, bo nie było na to albo czasu, albo i taśmy, albo tego i tego.

A poznać to można z łatwością po braku płynności w ruchach i licznych – trwających dosłownie ułamki sekund, lecz rozpoznawalnych – przerwach w starciach, żeby aktorzy przypomnieli sobie, jaki następny ruch powinni wykonać. A na końcu oczywiście jest scena z ogniem, przypalonym ciałem i romantycznym momentem.

Advertisement

„Mocne uderzenie”, 1998, reż. Kirk Wong

Kiedy kino akcji łączy się z komedią, wychodzi z tego albo kompletna, nieśmieszna klapa, albo coś wartego obejrzenia jak np. Sztanga i cash. Ten film jest jednak kilkanaście lat starszy od Mocnego uderzenia, a Mark Wahlberg ma wielkie szczęście. Szkoda, że film jest tak mało znany wśród widzów – zaledwie 2682 oceny na Filmwebie. Zawiera wszystko, co powinno być w kinie akcji, a przy tym mnóstwo dowcipu. Nie będę więc wam opowiadał, na czym polega uprowadzanie kobiet w wykonaniu ekipy Wahlberga, natomiast wspomnę jedną scenę, która zrobiła mi ten film.

Rozgrywa się ona w kuchni, a głównymi jej bohaterami są ręce mężczyzny i kobiety, czyli Melvina Smileya (Mark Wahlberg) i porwanej Keiko Nishi (China Chow). Namiętnie smarują one kurczaka mieszanką przypraw i gęstą marynatą. Mało tego, są skute ze sobą kajdankami, aż w końcu brytfanna z kurą ląduje gdzieś na podłodze.

Advertisement

„Gra o przeżycie”, 1994, reż. Ernest R. Dickerson

Klasyka gatunku kina akcji o dość charakterystycznej konstrukcji fabuły – jeden przypadkowy, nieuzbrojony cel i banda zamożnych myśliwych-hobbystów, którym znudziło się polowanie na jelenie, więc zdecydowali, że zapolują na człowieka. W miarę rozwijania się fabuły, ofiara staje się drapieżnikiem, a myśliwi tylko mięsem do kolejnego eliminowania. Sprawie zrealizowany film z Rutgerem Hauerem, Garym Buseyem oraz Ice-T w rolach głównych, niestety przyćmiona przez inny dość podobny młodszy o rok film Johna Woo – Nieuchwytny cel z Jeanem-Claudem Van Dammem w roli głównej.

„Niepohamowana siła”, 1993, reż. Jon Hess

Thomas Ian Griffith jest niedocenioną gwiazdą kina akcji i stuk walki, może trochę dlatego, że jest biały, a tego typu kino karate promowało zawsze raczej Azjatów. W tym zestawieniu jednak nie będziemy zajmować się analizą, dlaczego Griffith nigdy nie stał się ikoną jak Jackie Chan, chociaż umiejętności aktorskie posiada z pewnością większe. Co zaś do techniki walki niestety z Chanem przegra, lecz czy w filmie ma to aż takie znaczenie? Ma znaczenie kolor skóry – to z pewnością. Niepohamowana siła jest tym rodzajem kina, które zapewni nam prostą rozrywkę przy minimalnych nakładach umysłowych, żeby zrozumieć fabułę. A Thomas Ian Griffith napisał nawet scenariusz.

Advertisement

„Amerykański ninja 4”, 1990, reż. Cedric Sundstrom

Kultowa była tylko pierwsza część, która zaprezentowała białego mistrza sztuk walki, a nie Azjatę, co było rzadkością w kinie. W ninję wcielił się Michael Dudikoff, lecz jego gwiazda błyszczała krócej, niż mogli się spodziewać nawet jego krytycy, od początku niedostrzegający w nim talentu aktorskiego. Potem zastąpił go David Bradley, który już w ogóle nie dostał szansy na stanie się kultową postacią. Aż przyszły lata 90. i producenci wpadli na desperacki pomysł, złączenia tych aktorów w zespół. I trzeba przyznać, że ta sentymentalna idea mogłaby się sprawdzić, gdyby tylko obaj aktorzy mieli więcej talentu, a na film poświęcono większe środki finansowe.

Niemniej ten zabieg nie pomógł i Amerykański ninja 4 pozostaje i pozostanie filmem nieznanym. A co więcej po latach, które minęły od premiery pierwszej części, również i ona przestała już być taka „kultowa”.

Advertisement

„Najemnik”, 1996, reż. Avi Nesher

Najemnik to mniej znany film Olivera Grunera. Fani VHS bardziej kojarzą go z Nemesis i Zbuntowanego androida. Reszta w jego karierze jest milczeniem klasy co najwyżej B. Jeśli chodzi natomiast o Najemnika, w ramach tej nijakości ról Grunera, produkcja plasuje się na pozycji zaraz po Nemesis, czyli aż tak źle nie jest. Jest dużo akcji, strzelanin, trupów, Gruner zadziwiająco często nosi krawat, a poza tym zatrzasnął się w solarium, przeciwnicy pod wpływem wybuchów wzlatują w powietrze jak na trampolinie, na drzewach wiszą granaty, no i zobaczymy Johna Rittera bez otaczających go URWISÓW.

„Uliczny łowca”, 1990, reż. John A. Gallagher

Steve’a Jamesa fani kina akcji zapewne kojarzą z Amerykańskiego ninji, gdzie partnerował Michaelowi Dudikoffowi jako sierżant Curtis Jackson. Wsławił się umiejętnościami walki wręcz, a także wyćwiczonym ciałem. Inspirował się przez całe życie Bruce’em Lee, więc z łatwością odnalazł się w filmach, w których walka odgrywała rolę pierwszoplanową. I nie inaczej jest w Ulicznym łowcy. James jako Blade niewiele mówi, ale bezpardonowo likwiduje przestępców. A na dodatek wygląda jak ojciec Blade’a – Wiecznego łowcy, z tym że nie poluje na wampiry. Być może Uliczny łowca nadaje się na jednorazowy seans, lecz trzeba oddać sprawiedliwość przedwcześnie zmarłemu Steve’owi Jamesowi jako świetnej, nieco komiksowej postaci, w kapeluszu i symbolicznym płaszczu. Szkoda, że nie została ona bardziej rozwinięta w powstałych późniiej kolejnych filmach z tej serii.

Advertisement

„Czarny pies”, 1998, reż. Kevin Hooks

Cóż jest bardziej męskiego w kinie akcji niż kierowca ciężarówki? Niestety dwójka najbardziej znanych aktorów z tej produkcji już odeszła. Patrick Swayze dość dawno, natomiast Meat Loaf w 2022 roku. Wiem, że nazywanie go aktorem jest może przesadą, jednak te role, które zagrał, zawsze były dobrane do niego należycie, czego nie można powiedzieć o Patricku Swayzem. I również w tym wypadku być może tak jest. Mam nadzieję, że wielu widzów podzieli moją opinię, że w Czarnym psie Swayze do końca nie wszedł w rolę twardego, zdeterminowanego kierowcy, który udaje się w swoją drogę na zatracenie.

To, co ratuje ten film, to legenda aktora grającego główną rolę oraz świat przedstawiony, czyli wielkie samochody, elementy kina drogi i narastające napięcie. Kto jednak kojarzy Patricka Swayzego z tytułem Czarny pies?

Advertisement

„Three Days to a Kill”, 1992, reż. Fred Williamson

Lata 90. zmieniły świat kina akcji, jednak nie wszyscy poszli z duchem tych zmian. Z pewnością nie Fred Williamson – człowiek wielu talentów, w tym tego aktorskiego, ale dość konserwatywnie podchodzący do granych przez siebie bohaterów, których sam reżyserował. Fred nie skacze po suficie, nie robi fikołków. To twardy, nieco ociężały specjalista od tropienia, mało finezyjnego kopania w twarz i wygłaszania groźnych kwestii. Jak na kino akcji nieco słabo, prawda? Nic bardziej mylnego. Obejrzałem Three Days to a Kill drugi raz na potrzeby tego zestawienia i odkryłem ten film na nowo.

Może nie ma tu twistów i skomplikowanych intryg, ale Fred Williamson roztacza wokół siebie trudną do zakwestionowania heroiczną powagę. Ogląda się go naprawdę dobrze. Aż szkoda, że postać Cala nie znalazła swojego rozwinięcia w serialu. W produkcji poza Fredem Williamsonem zobaczymy także Henry’ego Silvę oraz Sonny’ego Landhama.

Advertisement

„Ryzykanci”, 1997, reż. Hark Tsui

Kino akcji m.in. tym różni się od produkcji sensacyjnych, że dziejące się tam starcia między złoczyńcami a pozytywnymi bohaterami są wyjątkowo nierealistyczne, jeśli chodzi o umiejętności fizyczne obu stron konfliktu. W przypadku Ryzykantów warto ten film obejrzeć nie tylko ze względu na osobliwy duet Jeana-Claude’a Van Damme’a i Dennisa Rodmana, ale i scenę z basenem. Każdy miłośnik kina akcji zachwyci się tym, jak Van Damme pozbywa się napastników, równocześnie rzucając się na pływający po wodzie materac, który następnie zostaje podziurawiony dziesiątkami kul, żeby po wyjątkowo trudnym zastrzeleniu kobiety przez naszego protagonistę, wszystko zamieniło się w wielką kulę ognia.

Oczywiście Jean-Claude przeżywa, a właściwie wychodzi z tej sytuacji z kilkoma otarciami. W domku naklei plasterek i będzie dobrze. Ryzykanci to połączenie kina akcji i komedii w kolorowym, absurdalnym stylu. Osobliwy duet protagonistów uzupełniany jest przez jeszcze bardziej abstrakcyjny czarny charakter – Mickeygo Rourke’a.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *