Publicystyka filmowa
NAJSTRASZNIEJSZE sceny w filmach Z LAT 80.
Które sceny z filmów lat 80. szczególnie przerażają?
Lubimy się bać przed ekranem. Stwierdzenie może banalne, oklepane, ale nadal prawdziwe. Każda dekada ma w swojej kolekcji filmy ze scenami mogące wywołać strach różnymi metodami. Czasami suspensem, znakami, domniemaniem, tajemnicą, rzeczami w ukryciu i niewidocznymi gołym okiem za to działającymi na wyobraźnię. Z drugiej strony może to być forma dosadności i dosłowności przy ukazywaniu krwawej przemocy i bezpośredniej brutalności. Bywa też tak, że twórcy miksują obie taktyki. Lata 80. serwują nam w menu tego rodzaju filmowe dania do straszenia, czasem sąsiadujące nawet z przerażeniem. Mniej lub bardziej oczywiste, nie tylko wywodzące się z kina grozy.
Straszne sceny można rozumieć jako stymulator spokrewnionych emocji, czyli na przykład szok lub wstrząs. Pochodzą one zarówno z kina rozrywkowego, jak i niekomercyjnego. Filmowy strach posiada bowiem różnorodny wizerunek, przybierając rozmaite twarze. SUBIEKTYWNY WYBÓR Z PODZIAŁEM NA ROCZNIKI.
UWAGA NA SPOILERY!
1980
Odmienne stany świadomości
Brytyjski obrazoburca i ekscentryk Ken Russell przenosi się do Ameryki i zabiera się za kino gatunkowe. Odmienne stany świadomości traktują o zgubnych skutkach eksperymentu na ludzkim umyśle. Główny bohater, naukowiec Eddie Jessup, dąży do rozwikłania teorii ewolucji i przeprowadza doświadczenia na własnej osobie, zażywając psychodeliki i substancje o podobnych właściwościach. Umieszczony w zamkniętych komorach doznaje intensywnych, niepokojących i nasyconych religijną symboliką wizji zarówno w swoim instytucie, jak i później po zażyciu halucynogennego wywaru z grzybów podczas eskapady do Meksyku i udziału w obrzędzie plemienia Hinchi.
Z czasem badania wymykają się spod kontroli i mężczyzna zaczyna przechodzić metamorfozę. Jak wspomniałem, wizje Jessupa są psychodeliczne i bardzo niespokojne, pasujące do surrealistycznego horroru. Obraz Russella właściwie można nazwać takim horrorem naukowym z dość pretensjonalną historią miłosną w tle jako morałem historii, a reżyser przemyca ze swoich kontrowersyjnych Diabłów kilka trików wizualnych w postaci bluźnierczych, pogańskich motywów. Pamiętam jak za pierwszym seansem, kiedy byłem nastolatkiem, ten atak zmasowanych, progresywnych efektów wizualnych działał na moje zmysły i z obawą, a zarazem ciekawością, obserwowałem, jak William Hurt wchodzi przedtem do kapsuły, żeby kontynuować coraz bardziej ryzykowne eksperymenty, chociaż groziło to w najlepszym wypadku utratą zmysłów.
Fragmentem, który najbardziej może zadziałać jako wywoływacz strachu, jest dla mnie moment, gdy Jessupa chce pochłonąć nicość, bohater staje się materią, a siła energetyczna podczas tego procesu jest tak duża, że w laboratorium pękają szyby, a hydrauliczne rury samoistnie się wykręcają. Nawet po dziś dzień robi niemałe wrażenie w przeciwieństwie do sceny przemiany w małpę, która po latach wydaje się niezamierzenie komiczna. Co ciekawe, dzieło Russella jest jednym z bardzo nielicznych obrazów podchodzących pod gatunek horroru, w którym żadna osoba nie ginie.
Cannibal Holocaust
Cannibal Holocaust (pozostanę przy oryginalnym tytule) zasłużył sobie na miano klasyka tzw. shockerów, łącząc horror typu gore ze stylem paradokumentalnym. Ekspedycja żądnych wrażeń i sensacji mieszczuchów na tereny zamieszkałe przez plemiona kanibali kończy się naprawdę źle. Brak poszanowania dla tutejszych zwyczajów i barbarzyńskie wybryki grupy dziennikarzy to sceny, które są w stanie zaszokować i zszarpać nerwy niejednemu widzowi. Oglądamy realne zabijanie zwierząt (patroszenie piżmaka i żółwia), gwałty i zbrodnie na tubylcach, z drugiej zaś strony krwawe rytuały członków plemienia np.
egzekucja na kobiecie jako kara za niewierność. Jednak to człowiek z miasta okazuje się największym dzikusem. Materiał na taśmie odtworzony w drugiej połowy filmu pokazuje krok po kroku, w jaki sposób reporterzy zasłużyli sobie na okrutną śmierć włącznie z rozczłonkowaniem ich ciał. Warto wspomnieć o ilustracji muzycznej towarzyszącej tym wszystkim sekwencjom, użytej na zasadzie kontrastu – w jednej chwili słyszymy łagodną, sielską melodię rodem z filmu wakacyjnego, po czym przechodzi ona w wywołujące ciarki brzmienie pasujące do tego, co widać na ekranie.
Piątek trzynastego
Jeden z pierwszych i nadal najbardziej znanych slasherów, pierwsza odsłona serii dotycząca morderstw na turystach spędzających beztroskie chwile nad jeziorem Crystal Lake. Sceną będącą klasykiem gatunku, najbardziej rozpoznawalnym momentem cyklu i w ogóle topowym jump scare’em w tamtym okresie, jest oczywiście sekwencja z bohaterką w kajaku na środku jeziora. Nie wdając się w szczegóły, odsyłam do zestawienia na temat najlepszych filmowych jump scare’ów.
Lśnienie
I tutaj nie trzeba się wielce rozpisywać. Sceny z Lśnienia chyba zawsze będą trafiać na wszelkiego rodzaju rozpiski w kwestii filmowego horroru. Mnóstwo tutaj momentów, które śmiało można ukoronować jako esencję artystycznej grozy. To jedno z tych dzieł, o których napisano już praktycznie wszystko, co nie przeszkadza kolejny raz o nim przy okazji napomknąć. Here’s Johnny, ikona omawiana, opisywana w niezliczonych ilościach. Potok krwi z windy i bliźniaczki w wizjach Danny’ego to też klasyka. Jedno zdanie na kartkach pisanej powieści przez Jacka jako ponowny dowód jego obłędu plus scena na schodach z kijem bejsbolowym w rękach Wendy były w kilkunastu zestawieniach.
Jack w pokoju 237 podobnie. Perfekcja w potęgowaniu atmosfery, operowaniu światłem, dźwiękiem i kolorem wraz z dopracowanym montażem i pracą aktorów sprawia, że sekwencje z Lśnienia będą lśnić jeszcze długie lata.
1981
Skanerzy
David Cronenberg buduje swoje filmowe portfolio jako przyszły władca cielesnego horroru. Skanerzy to kolejny punkt rozwoju w karierze Kanadyjczyka, jest to fantastycznonaukowy odłam kina grozy, dziś może wydawać się nieco zardzewiały, wówczas był jednak na tyle inspirujący, iż zdołał zapoczątkować kilka kontynuacji i reebotów. Co do sceny, to myślę, że każdy miłośnik gatunku i twórczości Cronenberga nie zdziwi się jej wyborem. To moment, gdy jeden z telepatów, chcący wykorzystać swoje zdolności w niecnych celach, demonstruje umiejętność wpływania na drugiego człowieka bez dotyku, za pomocą samych myśli.
Na specjalnym pokazie prowadzonym przez innego skanera, chcącego przeprowadzić próby skanowania na gościach konferencji, grany przez Michaela Ironside’a antagonista, Revok nieoczekiwanie metodą psychokinezy doprowadza do eksplozji głowy telepaty na oczach publiczności, siedząc obok niego.
Opętanie
Opętanie to dramat o rozpadzie małżeństwa w ujęciu metaforycznego i eksperymentalnego horroru. Andrzej Żuławski stworzył go na podstawie własnych problemów w małżeństwie z Małgorzatą Braunek. Powstał film dziwaczny i frenetyczny z histerycznym aktorstwem – bohaterowie Sama Neilla i Isabelle Adjani zachowują się, jakby byli pod wpływem silnych środków odurzających. Film podchodzi pod berliński rodzaj giallo z awangardowym temperamentem.
Dwa momenty zapisały się w gatunku europejskiego kina grozy. Pierwszy to obłąkane poronienie Adjani w metrze, aktorka dosłownie i w przenośni wycisnęła z siebie wszystkie soki. Drugi fragment to kopulacja kobiety z oślizgłą istotą z mackami formującą się na kształt człowieka na oczach męża bohaterki.
The Prowler (Zabójca Rosemary)
Jeden z lepszych slasherów dekady kontynuujący tradycje z Halloween i Piątku trzynastego. Zabójstw tym razem dokonuje nieznany sprawca w bojowym mundurze żołnierza i choć są one całkiem znośnie nakręcone jak na tamte czasy, to jednak na mnie zadziałała ostatnia scena jump scare’owa zbliżona klimatem do finału Carrie czy właśnie przytoczonego w tym zestawieniu końcowego fragmentu z Piątku trzynastego. Bohaterka po zabicia zabójcy – marudera – wraca do akademika, gdzie zastaje zwłoki zamordowanych przez niego studentów.
Martwy chłopak w kabinie prysznicowej w pewnym momencie zdaje się ożywać i próbuje chwycić dziewczynę, co okazuje się złudzeniem. Bez pomocy terapeuty z pewnością się nie obędzie, a ja dzięki tej scenie w nastoletnich latach miałem kłopoty z zaśnięciem.
1982
Coś
Nie będzie raczej przesadą stwierdzenie, że Coś Carpentera wraz ze Lśnieniem Kubricka królują w zestawie horrorów lat 80. Wynik plebiscytu czytelników film.org na najlepszy horror tej dekady mówi sam za siebie. Oba filmy w sumie mają sporo wspólnego: izolacja bohaterów, motyw szaleństwa w odosobnieniu, zimowa otoczka, uczucie klaustrofobii i zagrożenia. U Kubricka były widma i szalony Jack Nicholson, u twórcy Halloween jest kosmiczny kameleon, monstrum kopiujące swoje ofiary.
Pamiętam, że kiedy byłem nastolatkiem, Coś dość często emitowano w telewizji, scena z psami w zagrodzie – kiedy w jednym z nich zagnieździła się kreatura z kosmosu atakująca pozostałe Husky – wryła mi się w pamięć i nawet teraz jest w stanie przestraszyć. Efekty transformacji poczwary zasługiwały przynajmniej na nominację do Oscara, robota z gatunku: czapki z głów, bez komputerowych sztuczek, sama praktyka. Dla Akademii były wtedy chyba zbyt mocne. Dotyczy to zarówno sceny przemiany Benningsa i Palmera podczas testu krwi, która sama w sobie trzyma w napięciu, reanimacji Norrisa, jak i końcowego wcielenia Blaira poprzedzonego oryginalnym pozbawieniem życia Garry’ego z potraktowaniem jego skóry na twarzy jak gumy.
Sceny grozy z The Shining i The Thing to perełki gatunku, duma lat 80. w kwestii straszenia odbiorcy.
Duch
Film Tobe’a Hoppera można nazwać horrorem familijnym, bliższym klimatom dzieł Stevena Spielbierga (zresztą producenta obrazu), aniżeli reżysera Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Jednak, jeśli chodzi o tematykę walki ze złośliwymi duchami, może stanowić wzór, ponieważ da się wyłapać kilka pomysłów, z których czerpali przyszli twórcy, np. James Wan w swojej Obecności. Fragmenty Poltergeista dzisiaj, co niektórych mogą bawić, lecz w chwili powstania z pewnością co drugi widz mógł chować głowę pod kołdrę na widok takich momentów jak: ożywione drzewo za oknem domu rodziny, które przebija w nocy szybę gałęziami, porywa nimi chłopca i próbuje go pożreć.
Inna sekwencja tym razem pokazuje żywą zabawkę klauna chcącą wciągnąć go pod łóżko. No i oczywiście moment, gdy JoBeth Williams podczas ulewy wpada do wykopanego dołu będącego cmentarzyskiem, kobiecie ukazują się szkielety pochowanych tam ludzi wyłaniające się z błota.
1983
Cujo
Jedna z wielu adaptacji powieści Stephena Kinga, z której autor literackiej wersji jest ponoć bardzo zadowolony. Książki jeszcze nie przeczytałem, lecz jeśli wierzyć opiniom, to kładzie ekranizację na łopatki. Fabuła opowiada o sympatycznym bernardynie ugryzionym przez nietoperza. Czworonóg dostaje wścieklizny i staje się niebezpieczny dla swoich właścicieli. Najbardziej moim zdaniem udaną sceną z dawką strachu jest moment, kiedy Cujo atakuje matkę przy samochodzie, w którym ukrył się jej syn. Wszystko wskazuje na to, że kobieta zostanie zagryziona, chłopiec krzyczy, a kamera zaczyna się obracać wokół własnej osi…
Wideodrom
David Cronenberg nadal tworzy swoją markę jako monarcha organicznego horroru w postaci Wideodromu, który wyprzedził swoje czasy, pokazując telewizyjny przekaźnik, jako deformator ludzkiego ciała i umysłu. James Woods gra pracownika branży telewizyjnej, który lokalizuje zakazany program oparty na przemocy, perwersji i manipulacji mózgiem odbiorcy. Wkrótce sam staje się ofiarą tej machiny, wykorzystanym przez twórców nowego medium, mającym za zadanie kontrolować i przejąć świat polityki. Sceny z Wideodromu zapisały się w gatunku jako szokujące i groteskowe, np. emisja programu z sadomasochistycznymi aktami przełożona na kontakt seksualny bohatera z kochanką (moment z piercingiem i papierosem), halucynacje Woodsa, podczas których obrazy z ekranu stają się żywe i zdają się bezpośrednio komunikować z prezenterem (wielkie usta kuszące bohatera, wystająca z ekranu ręka). Bohater transportuje w swoim żołądku kasetę video, a później również tam przechowuje broń, żeby dostać się na kongres i zastrzelić właściciela korporacji chcącej go wykorzystać do współpracy.
Mężczyzna zastrzelony ze specjalnej broni umiera w konwulsjach na skutek uaktywnionych guzów w głowie i żołądku, które miały być wytwarzane u widzów uzależnionych od programów pornograficznych stworzonych przez korporacje na potrzeby walki politycznej i ekonomicznej o światową władzę.
1984
Terminator
To nie żart. Przebój Jamesa Camerona nie jest horrorem, rzadko też bywa nazywany thrillerem SF. Tymczasem zawiera epizody mające charakterystykę kina grozy. Po pierwsze sama postać cyborga w wykonaniu Arnolda Schwarzeneggera i sposób, w jaki zabił przyjaciółkę (i jej partnera) Sarah Connor. Mroczna muzyka i montaż slow motion mogą się kojarzyć z rasowym dreszczowcem. Podobnie w momencie, kiedy Terminator przeprowadza na sobie zabieg, lecząc obrażenia, rozcinając skórę z ręki, która ujawnia mechaniczny silnik zamiast ludzkich organów, a następnie usuwa ostrzem własne oko przed lustrem.
Co prawda charakteryzacja zdradza upływ czasu, jednak wraz z dobrze dobranym, mrocznym podkładem dźwiękowym klimat całości nadal robi robotę. No i rzecz jasna finałowy pościg cyborga już bez ludzkiej tkanki – jako metalowy szkielet z czerwonymi oczami – w fabryce maszyn za dwójką głównych uciekinierów zakończony poświęceniem Kyle’a. I kiedy myślmy, że to już naprawdę koniec historii, Terminator nagle atakuje Sarah, pomimo że jest częściowo rozerwany i pozbawiony nóg, nadal próbuje zabić ranną kobietę. Znowu ten klimat, znowu ta muzyka rodem z horroru.
1984
W totalitarnym państwie UK nie można sobie pozwolić na miłość i indywidualność. Jedyna dozwolona miłość ma być skierowana do Wielkiego Brata, a każdy rodzaj autonomii będzie ukarany. Winston łamie prawa Oceanii, nawiązuje zakazany romans z kobietą pragnącą niezależności i braku skrępowania. Niestety ich potajemny związek zostaje zdemaskowany, a oni aresztowani przez aparat władzy. Na ekranie pojawia się ponownie O’Brien, który w rzeczywistości należy do partii i zwalcza ruch oporu. Sceny, kiedy poddaje Winstona torturom elektrowstrząsami, należy bez cienia wątpliwości uwzględnić w tym zestawieniu.
O’Brien przy postawie mentora i nauczyciela nadal pozostaje oprawcą Winstona. Chce złamać jego ducha, pozbawić wszelkiej nadziei, zdusić ludzkie odruchy. Robi to metodycznie i cierpliwie, wykorzystuje spokojny ton głosu, wykonuje oszczędne ruchy i gesty, nie demonizuje swojej osoby, zachowuje się wręcz jak opiekun chcący nawracać i moralizować. Ale jego słowa także można nazwać torturami podobnymi do rażenia prądem. Żeby wykorzenić wszelkie przejawy nieposłuszeństwa i buntu, zmusić Winstona do wyrzeczenia się swoich ideałów, O’Brien przenosi go do niesławnego pokoju 101, gdzie więzień staje w obliczu swoich największych lęków.
Po szczegóły zapraszam do artykułu o złych pokojach na ekranie.
Koszmar z ulicy Wiązów
Dzięki Wesowi Craven’owi na ekrany wkracza Freddy Krueger, zabójca ze snów, jedna z najpopularniejszych postaci z horrorów. Krueger spalony podczas samosądu powraca jako zjawa, żeby nawiedzać potomków osób odpowiedzialnych za jego śmierć. Co ciekawe, robi to, wdzierając się do snów swoich ofiar, czyli bohaterowie filmu nie mogą zasnąć, jeśli chcą mieć szansę na przeżycie. Dwie sceny zaliczają się do klasyki gatunku i powinny być odnotowane w związku z tym zestawieniem. Jedna z nich pokazuje główną bohaterkę, Nancy, kąpiącą się i zasypiającą w wannie, gdy nagle wyłania się z piany uzbrojona w ostrza ręka Kruegera pomiędzy jej nogami.
Próbuje ją wciągnąć do wytworzonej w wannie jamy, ale dziewczyna ratuje się przebudzeniem. Kolejny fragment to rzecz jasna Johnny Depp u progu swojej kariery w Hollywood jako chłopak Nancy, on również staje się pożywką dla Freddiego podczas zaśnięcia w łóżku. Zostaje wciągnięty do środka, jakby zjedzony przez łoże, aby po chwili doszło do erupcji fontanny krwi i szczątków przyszłego Edwarda Nożycorękiego (zresztą jego nożyce trochę przypominają nieco szponiaste ręce Kruegera) i Jacka Sparrowa.
1985
Idź i patrz
Tym razem jeden tytuł z rocznika 1985. Radziecki film wojenny Idz i patrz ma reputację dzieła przewyższającego niejeden horror pod względem podejścia i sposobu ukazania okupacji na Białoruskich ziemiach. Od symbolicznego realizmu, po ciężkostrawny ładunek narastającej grozy rozpoczynający się w momencie, gdy główny bohater, nastoletni Flora, wraz z dziewczyną poznaną w partyzantce ukrywają się w lesie przed bombardowaniem nazistów, a potężny huk dewastujących przyrodę wybuchów uszkadza mu słuch; jest to sfilmowane z jego perspektywy.
Po jakimś czasie chłopak wraca do swojej wioski, gdzie została jego matka i siostry. Wieś jest wyludniona i wymarła, a Flora nie chce uwierzyć, że jego rodzina została zabita przez Niemców, którzy zdążyli już przejść przez zamieszkałe tereny, dokonując czystek etnicznych. Wraz z koleżanką przedzierają się przez bagna, aby dotrzeć na wysepkę, gdzie schroniła się garstka ocalałych mieszkańców. Całość ilustruje symfoniczna, rozbuchana nawałnica zagłuszająca naturalne dźwięki otoczenia, mająca podsycić nieco paranoidalną atmosferę bardzo zbliżoną do klasycznego horroru. Nie można pominąć niesławnej, rozciągniętej sekwencji płonącej stodoły z cywilami uwięzionymi przez okupantów, a podobieństwa z Jedwabnem mają uzasadnienie, zwłaszcza że np.
Wojciech Smarzowski czerpał z tej sceny pełnymi garściami podczas kręcenia Wołynia i ostatniego Wesela. Flora, wykorzystując zamęt i chaos, cudem uchodzi z życiem, a schwytany przez czwórkę eksterminatorów miejscowej ludności, zostaje przymuszony do pamiątkowego zdjęcia z lufą przy skroni.
1986
Pluton
Na powyższym przykładzie można oprzeć teorię, że strach wywodzący się z kina wojennego działa nieco inaczej niż w przypadku czystego horroru, co nie oznacza, że mniej skutecznie. Wietnamskie dzieło Olivera Stone’a Pluton zawiera elementy i pojęcia w swojej fabule oraz przymioty, które na ogół dotyczą filmów grozy. Wystarczy przytoczyć scenę, podczas której Charlie Sheen na nocnej warcie zauważa zbliżającą się grupę Wietnamczyków, a dźwięki przyspieszonego bicia serca pulsują, zwiększając poczucie stresu i zagrożenia.
Decydującą fazą filmu jest akcja brutalnej pacyfikacji wioski cywilów. Wzburzeni żołnierze po znalezieniu zabitego kolegi z oddziału, prowadzeni przez Barnesa, wkraczają do osady i dokonują zabójstw z zimną krwią – Bunny rozłupuje kolbą karabinu czaszkę upośledzonemu chłopakowi, Barnes zaś wrzuca granat fosforowy do schronu z dziećmi w środku, później strzela do bezbronnej kobiety i następnie przystawia pistolet do głowy małej dziewczynki, grożąc, że naciśnie spust przekonany, że jej ojciec będący sołtysem jest w zmowie z Wietkongiem. Zgromadzonym w tych scenach napięciem można obdarować kilka horrorów.
Mucha
Mucha pozostaje jednym z bardziej udanych remake’ów w kinie grozy, podobnie jak Coś Johna Carpentera. Zresztą oba filmy łączy upodobanie do dość obrzydliwych efektów specjalnych w przedstawieniu mutacji ludzkiego ciała. Opowieść o feralnych skutkach eksperymentu teleportacji była dla Davida Cronenberga sporym krokiem filmowego kontaktu z masowym widzem. Do dziś jest to jedna z bardziej znanych propozycji Kanadyjczyka. Grany przez Jeffa Goldbluma ekscentryczny naukowiec, niczym William Hurt z Odmiennych stanów świadomości, obsesyjnie dąży do przełomowego odkrycia w dziedzinie nauki. Jedna z najbardziej pamiętnych scen Muchy, to moment z pawianem, którego Seth próbuje teleportować, niestety test kończy się fiaskiem, a ze zwierzęcia zostają tylko szczątki. Niewykorzystana scena w filmie, chyba jeszcze bardziej niesmaczna, zawiera synchronizację ciał małpy i kota. Następnie przeprowadza doświadczenie na samym sobie, udoskonalając moduł molekularny, jednak i tym razem dochodzi do błędu.
Do kopuły dostaje się mucha i z czasem geny owada i człowieka zaczynają się krzyżować. Fuzja sprawia, że ludzkie ciało naukowca ulega rozpadowi, a te stopniowe przemiany (Oscar ’87 za charakteryzację) mogą u widza budzić zarówno strach, obrzydzenie, jak i politowanie. W ostatnich momentach Seth przeistoczony już w monstrualnego insekta usiłuje doprowadzić do metamorfozy swoją ukochaną (scenę jej snu, gdy rodzi kokon owada, również można dołączyć do listy), do ich ujednolicenia. Piękna i bestia w kształcie body horroru.
Henry – Portret seryjnego zabójcy
Film ten, oparty na prawdziwym zbrodniarzu, odznacza się scenicznym realizmem, choć fabuła swobodnie traktuje temat jego osoby. Produkcja przy niskim nakładzie finansowym, z początkującymi aktorami, na wpół amatorska zdołała podnieść ciśnienie wielu widzom szorstkim detalem i patologicznymi scenami. Już sam prolog konkretnie sugeruje, z jakim filmem będziemy obcować. Kamera robi zbliżenie na zwłoki zabitych młodych kobiet, prawdopodobnie między innymi prostytutek, przy dźwiękach z offu, z których wydobywają się krzyki ofiar i wrzaski sprawcy. Z czasem sceny morderstw są pokazane coraz bardziej dosadnie, kiedy Henry wprowadza Otisa, swojego współlokatora w arkany własnych zbrodni.
Kontrowersyjnym i odpychającym zapisem jest prymitywny mord na rodzinie nagrany na kamerze wideo, podobnie jak krwawa konfrontacja Henry’ego z Otisem napastującego seksualnie własną siostrę. Po zabiciu byłego kompana Henry patroszy jego ciało w wannie jak karpia, żeby pozbyć się dowodów.
Obcy – Decydujące starcie
Obcy – Ósmy pasażer Nostromo Ridleya Scotta to szlagier horroru SF. Kontynuacja spod ręki Jamesa Camerona jest podana w nieco odmiennym stylu. Twórca Terminatora pomnożył Obcych, zwiększył tempo akcji, postawił na efektowność i dynamikę. Jednak moment, gdy Ripley wraca do bazy, żeby uratować dziewczynkę, a przed ich oczami pojawia się złowrogo dysząca i znosząca kokony potężna Królowa Obcych, to nie tylko majstersztyk efektów wizualnych (Oscar ’87), ale też popis kinowej grozy. Warto także wspomnieć o śnie Ripley w pierwszej fazie filmu. Szczegóły można poznać w tekście o filmowych koszmarnych snach.
Blue Velvet
1986 rok okazał się czasem, gdzie swoim językiem filmowym przemówił również David Lynch, kształtując własną filmową estetykę filmem Blue Velvet, psychokryminałem na granicy karykatury neonoir i erotycznego dreszczowca. Lynch posługuje się kontrastami, pielęgnując swoją specyfikę wykrzywiania rzeczywistości. Młody student prowadzi śledztwo i trafia do mieszkania nocnej piosenkarki, gdzie odkrywa zakazane, ciemne tajemnice. W lokum pojawia się budzący postrach Frank, miejscowy władca przestępczego światka z perwersyjnymi fetyszami.
Brutalnie molestuje piosenkarkę pobudzony azotanem amylu wdychanym przez maskę tlenową. Oglądający tę scenę widz czuje prawie identyczny stan niepokoju i konsternacji, co młody Jeffrey ukryty w szafie. Podobna sytuacja ma miejsce w końcówce filmu, chłopak wraca do mieszkania Dorothy i zastaje na miejscu tajniaka po lobotomii, stojącego na nogach z odkrytym mózgiem, oraz zabitego męża piosenkarki z odciętym uchem i wetkniętym w usta fragmentem jej niebieskiego szlafroka. Po chwili pojawia się sprawca, czyli Frank w przebraniu uciekający przed policją. Psychopata szuka ponownie schowanego w szafie Jeffreya po całym mieszkaniu z zamiarem zastrzelenia go.
I znowu towarzyszy nam dziwny rodzaj napięcia z domieszką grozy.
Autostopowicz
Jeden z najlepszych thrillerów lat 80. posiadający akcenty filmu sensacyjnego oraz horroru. Duża w tym zasługa klimatycznej muzyki (niskie, złowieszcze pasaże Marka Ishama) i sprawnego oka operatora, Johna Seale’a (odludne pejzaże autostrady) podtrzymujących uczucie lęku przed postacią Johna Rydera, który od początku do końca jest postacią mroczną i tajemniczą, ucieleśnieniem nadnaturalnego zła. Czy to w samochodzie podczas sceny, gdy z nożem przy gardle młodego kierowcy nakazuje mu powiedzieć dwa niezbyt magiczne słowa, aż po moment na posterunku, gdy Jim spostrzega, że cela jest otwarta, a przy życiu zostały tylko policyjne psy.
No i oczywiście przełomowa sekwencja opisywana przy okazji zestawienia o najbardziej pamiętnych scenach filmowych morderstw. Blaski policyjnych sygnalizatorów świetlnych i reflektorów odbijających się w nocy na twarzach bohaterów plus warkot uruchamianej ciężarówki z Rutgerem Hauerem wewnątrz pojazdu przyprawiały mnie w swoim czasie o dreszcze.
1987
Harry Angel
Film Alana Parkera jest różnie kategoryzowany gatunkowo. Niektórzy nazywają go horrorem noir, jeszcze inni okultystycznym dreszczowcem lub satanistycznym kryminałem. Harry Angel składa się z kilku momentów grozy, począwszy już od otwarcia, gdy zabłąkany pies, szukając jedzenia w posępnym zaułku Nowego Jorku, natrafia na trupa z poderżniętym gardłem. Scenie towarzyszy brzmienie saksofonu, a klimat można kroić przysłowiowym nożem. Oczywiście należy wymienić zakończenie historii, diabelskie rozwiązanie śledztwa, to jeden z najmroczniejszych finałów filmowych z tego okresu.
W międzyczasie widz na pewno nie przeoczy słynnej sceny erotycznej pomiędzy Mickeym Rourkem i Lisą Bonet z krwią kapiącą zamiast deszczu z przeciekającego sufitu na ich ciała, z przebłyskami orgii, szatańskich ceremonii i morderstw.
Predator
Po dwóch częściach Obcego i dwóch wersjach filmu Coś, do akcji wkracza kolejny złoczyńca z kosmosu, łowca ludzkich czaszek wyposażony w nowoczesną technologicznie broń i sztukę kamuflażu. W amazońskiej dżungli wybija w pień dzielnych komandosów, aż do finałowego starcia z (myślę, że pojedynek pierwszego Terminatora z Predatorem byłby całkiem ciekawym crossoverem) Arnoldem Schwarzeneggerem. I chociaż dzieło Johna McTiernana nie jest horrorem, to momenty, gdy drapieżca z innej planety rejestruje głosy swoich ofiar, wyrywa z ciał kręgosłupy, tworząc trofea z czaszek, wyłania się z wody, próbując namierzyć pokrytego błotem Schwarzeneggera za pomocą zastosowania termowizji, aż do końcowego spotkania twarzą w hmmm w twarz (?), gdy Predator zdejmuje maskę i pokazuje swoją fizjonomię bestii, po czym okłada ciosami Arniego, wydając dzikie, bojowe, zwierzęce skrzeki (przy czym z perspektywy kosmity jęki majora brzmią jak dziecięce piski) – można śmiało podpiąć pod cechy bardzo bliskie właściwościom kina grozy.
Fatalne zauroczenie
Filmów o poważnych, wręcz dramatycznych konsekwencjach zdrady powstało bardzo wiele, lecz jeśli chodzi o thriller z domieszką erotyki z takim scenariuszem, to prym nadal wiedzie produkcja Adriana Lyne’a Fatalne zauroczenie. Michael Douglas szybko pożałuje romansu z Glenn Close na ekranie, gdy uświadomi sobie, że kobieta spodziewa się jego dziecka i w dodatku cierpi na ostre zaburzenie typu borderline. Odrzucona Alex nie zamierza dać spokoju swojemu kochankowi, który chce bezpiecznie wrócić na łono rodziny. Sceny z dreszczykiem nadające się na to zestawienie stanowią: niesławny fragment z ugotowanym królikiem oraz końcowa konfrontacja w łazience, gdzie doprowadzona do ostateczności Alex atakuje nożem żonę byłego kochanka, kiedy ten na parterze domu przygotowuje herbatę.
Zaalarmowany kapiącymi z sufitu kroplami wody, na skutek przelanej wanny, mężczyzna rusza na ratunek i rzuca się na Alex, próbując ją utopić. Typowy dla wielu thrillerów jump scare, tutaj jest naprawdę dobrze nakręcony i jego miejsce na tej liście jest w pełni zrozumiałe.
Hellraiser: Wysłannik piekieł
Klasyka gatunku ery VHS i początek serii o Cenobitach, demonach z innego wymiaru przywoływanych za pomocą mistycznej kostki układanki. Cykl zdołał zyskać popularność podobną do: Koszmaru z ulicy Wiązów, Piątku trzynastego, Laleczki Chucky czy Halloween, które po dziś dzień są wznawiane. Pośród kilkunastu scen, wyselekcjonowałem dwie, w mojej opinii, najbardziej się broniące po latach. Pierwszy moment przedstawia Kristy w szpitalu, jest ona w posiadaniu antycznej kostki, przekręca ją i przebudza siły z zaświatów.
Otwiera się ściana w szpitalnym pokoju odsłaniająca korytarz, dziewczyna ostrożnie wchodzi do środka, zaczynając go powoli przemierzać. Słyszy odgłosy płaczu dziecka, a po chwili napotyka stwora o kształcie wielkiej salamandry pełniącego prawdopodobnie rolę strażnika świata Cenobitów. Kristy zaczyna uciekać, a potwór rusza w pogoń, lecz dziewczynie w ostatnim momencie udaje się dotrzeć z powrotem do pokoju i zamknąć portal. Druga scena pojawia się pod koniec filmu, gdy Frank przejmuje postać ojca Kristy po zabiciu go, aby oszukać Cenobitów. Istoty jednak identyfikują go i przebijają jego ciało łącznie z twarzą łańcuchami i hakami. Zanim zostanie rozerwany na strzępy, z lubieżnym uśmiechem zdoła jeszcze powiedzieć do dziewczyny słowa Jezus zapłakał.
1988
Oskarżeni
Trudno tutaj mówić o efekcie tradycyjnego modelu kina grozy przy wzbudzeniu strachu zjawiskami nadprzyrodzonymi, jednak dramat społeczny Jonathana Kaplana, a konkretnie scena zbiorowego gwałtu w barze, wyzwala w widzu podobne odczucia bliskie pojęciom z definicji przysługujące horrorom. W zestawieniu znalazły się przykłady kina wojennego z kilkoma epizodami działającymi na podobnych zasadach, co czyste kino grozy. Natomiast groza życia codziennego oparta na zbrodni gwałtu z filmowego nurtu rape and revenge kwalifikuje się na tę listę. Oskarżeni z oscarową rolą Jodie Foster nie jest obrazem z tego podgatunku, lecz wiarygodność sekwencji gwałtu, a także powrotu do miejsca przestępstwa wraz z prawniczką w celu wskazania sprawców zachęcanych i podjudzanych niektórych klientów lokalu nadaje się w moich oczach do tego zestawienia.
Nierozłączni
Przykłady scen z filmu Nierozłączni znalazły się w zbiorach filmowych koszmarów sennych czy na liście ekranowych morderstw, lecz pasują również i tutaj. Chodzi o psychologiczno-cielesny strach braci bliźniaków przed wzajemną separacją. Senna zmora o rozłączeniu z połowy filmu Cronenberga mająca charakterystykę horroru znanego choćby z poprzedniej Muchy spełnia się w zakończeniu przynoszącym nacisk na stempel dramatu psychologicznego z gatunku tych mrocznych i trudnych. Warto jeszcze dorzucić epizod, gdy jeden z braci przystępuje do operacji pod wpływem narkotyków, używając podczas zabiegu dziwnych narzędzi chirurgicznych przeznaczonych według niego dla zmutowanych pacjentek.
Klimat tej sceny ma także coś ze snu, a uwagę zwraca głęboka czerwień kombinezonów lekarzy budząca skojarzenia z tajemniczym misterium.
Oddział 731 (Man Behind The Sun)
Drugi po Cannibal Holocaust klasyczny shocker dekady lat 80. mający łatkę jednego z bardziej nieprzyjemnych i rażących filmów w myśl maksymy: człowiek człowiekowi wilkiem lub człowiek człowiekowi zgotował taki los. Obraz opowiada o japońskiej jednostce wojskowej, gdzie przeprowadzane są nieludzkie eksperymenty podczas II Wojny Światowej, królikami doświadczalnymi są zaś jeńcy uwięzieni w obozie służącym jako laboratorium. Wachlarz scen zdolnych w jednakowym stopniu zaszokować i wywołać trwogę, tworzy wręcz kompilacyjny pakiet. Jedną z nich stanowi epizod, gdy kobieta podczas testu ze skrajnymi temperaturami i reakcji ciała oraz organizmu zostaje wystawiona na mróz, a jej odsłonięte ręce są polewane wodą przez żołnierza, który po jakimś czasie uderza pałką w zamrożone kończyny.
Ponadto widz mierzy się z obrazami autopsji na uśpionym, lecz nadal żywym chłopcu, a fragmenty pobierania organów nie są udawane, dalej widzimy zagazowaną matkę z dzieckiem, następnie mężczyznę poddanego dekompresji, w której wyniku eksplodują mu jelita. Nie tylko człowiek jest ofiarą testów japońskiej armii, chwilami bardziej paskudnych nawet od badań samego Josefa Mengele. Chodzi oczywiście o rzucenie przez obozowego lekarza kierującego procederem kota szczurom na pożarcie. Horda wygłodniałych gryzoni rzuca się na nieszczęsnego futrzaka pozbawionego możliwości ucieczki i skutecznej obrony, ślady krwi zaś coraz bardziej plamią jego białą sierść.
Niestety, także ta scena zdaje się prawdziwa, pomimo że twórca filmu po jakimś czasie przekonywał, że to jednak inscenizacja, a zwierzę w rzeczywistości przeżyło i wcale nie ucierpiało.
Laleczka Chucky
Zbrodnicza zabawka o osobowości seryjnego zabójcy to kolejna postać, którą amator horrorów z ery kaset wideo powinien bezsprzecznie znać. Niektóre momenty obecnie mogą bardziej śmieszyć niż straszyć współczesnego odbiorcę lub zwolennika teorii, iż większość filmów grozy z poprzednich lat kiepsko się starzeje. Niemniej pierwsza odsłona żywej lalki Chucky doczekała się kilku kontynuacji i na pewno zaznaczyła się w gatunku. Podobnie jak sceny z Charlesem Lee Rayem na początku filmu, kiedy traci życie w sklepie z zabawkami, a jego dusza poprzez obrzęd voodoo przenosi się do jednej z lalek.
Chucky staje się prezentem dla Andy’ego, jego matka zaś z czasem dostrzega dziwne wydarzenia dziejące się wokół kupionej zabawki. Moment, gdy lalka odzywa się pomimo zużytej baterii, aby później ożywiona nagle wybuchła złością głosem Lee Raya, przy zmienionej mimice twarzy i ku przerażeniu matki chłopca, z pewnością kiedyś spowodował podskok z fotela wielu widzów oglądających film za pierwszym razem.
Zniknięcie
Stanley Kubrick uznawał holenderski dreszczowiec za najbardziej przerażający film wszech czasów. To z pewnością duża rekomendacja. Reżyser filmu George Sluizer nakręcił kilka lat później amerykańską wersję z Jeffem Bridgesem i Kieferem Sutherlandem, zmieniając zakończenie. A w rzeczy samej o finał głównie się rozchodzi w przypadku oryginału Zniknięcia. Opowieść mówi o relacji porywacza i partnera uprowadzonej kobiety. Kidnaper będący tzw. everymanem, nauczycielem, mężem i ojcem po dobrym, bohaterskim uczynku dla równowagi zapragnął uczynić zło.
Porywa upatrzoną dziewczynę i po latach kontaktuje się z jej ukochanym, bliskim obłędu z powodu tęsknoty i niewiedzy na temat dalszego losu kobiety. Sprawca obiecuje mu, że jeśli przystanie na jego warunki, dowie się, jak skończyła zaginiona ofiara. Mężczyzna nie może się oprzeć ciekawości, a porywacz, wykorzystując jego słabość, kusi niczym szatan. W efekcie bohater przekonuje się, co spotkało jego uprzednią partnerkę, i podobnie jak ona zostaje… pogrzebany żywcem. Scena podana jest widzowi zwyczajnie, a nawet prozaicznie, bez przesadnej otoczki i efekciarstwa, a jednocześnie ta przyziemność oraz wysokie prawdopodobieństwo, że tego typu sytuacja, a raczej zbrodnia, wcale nie jest oderwana od rzeczywistości, jest jak najbardziej możliwa w prawdziwym życiu, bohater zaś mógł z łatwością uniknąć takiego losu, gdyby podjął inną decyzję, godząc się ze stratą i gnębiącym go brakiem odpowiedzi, pozostawia widza z dziurą w głowie.
1989
Cyborg
Film z Jean-Claudem Van Dammem w składance najstraszniejszych scen z filmów lat 80.? I to jeszcze tytuł, który nawet przez zagorzałych fanów Belga, a zarazem tych wracających do filmów z przeszłości patrząych pryzmatem sentymentu, jest uznawany za jeden ze słabszych? Przyznaję, mój wybór może się wydawać nieco zaskakujący i wątpliwy. Cyborg zrealizowany jako kino kopane w duchu postapo zawiera scenę, która może nie stawia włosów dęba na głowie, lecz jest w stanie wywołać gęsią skórkę. Mam na myśli moment, gdy bohater Van Damme’a zostaje ukrzyżowany na maszcie statku i wraca wspomnieniami do chwil, gdy jego najbliżsi zostali zabici przez Fendera i jego bandę.
Gibson zaczyna kopać piętą w belkę masztu przy retrospekcji tamtych wydarzeń: Fender umieszcza bohatera i jego nową rodzinę w studni i zmusza do przejęcia w dłonie przymocowany do kołowrotu drut małej dziewczynce, córce ukochanej mężczyzny, wiedząc, że nie jest ona w stanie utrzymać dwojga dorosłych ludzi na powierzchni, co skazuje ich na śmierć przy upadku do głębinowego dołu. Jednak Gibsonowi dwukrotnie udaje się ocaleć dzięki sile i żądzy zemsty.
Martwa cisza
Małżeństwo po tragicznym wypadku i śmierci dziecka próbuje dojść do siebie podczas wycieczki jachtem. Przyjmują na pokład rozbitka, który przekonuje ich, że jego załoga śmiertelnie się zatruła kiełbasianym jadem. Grany przez Sama Neilla mąż zamierza to sprawdzić i udaje się na statek, zostawiając żonę z obcym człowiekiem. Na miejscu okazuje się, że szkuner tonie, a filmowa taśma ujawnia, co tak naprawdę stało się na pokładzie. Urwana projekcja materiału zdradza, że rozbitek zabił swoich towarzyszy i ten moment, kiedy żaglowiec nabiera coraz więcej wody, a uwięziony w nim mężczyzna walczy o przetrwanie (nieopodal pływają trupy), w tle słysząc wydarzenia z nagrania, świadczące, że intruz jest szaleńcem, można według mnie śmiało umieścić w tym przeglądzie nawet kosztem Cmentarza dla zwierzaków czy piątej odsłony filmu z Freddym Kruegerem.
Na wzmiankę zasługuje też zakończenie Martwej ciszy ze sceną mycia głowy, gdy wydaje się, że dalszy rejs małżonków będzie już niezakłócony…
