Publicystyka filmowa
ZAKOŃCZENIA filmów, które MROŻĄ KREW w żyłach
Wstrząsające zakończenia – nie tylko horrorów – które zostawiają nas z gulą w gardle. Sprawdźcie, o jakich tytułach mowa!
Są filmy, które trzymają nasze nerwy na wodzy przez cały seans, by ostatecznie zrekompensować to przerażającą kulminacją. Zazwyczaj tej strukturze dramaturgicznej podporządkowują się horrory, jednak aby utrudnić sobie zadanie, przytoczyłem tutaj tytuły, spośród których tylko niewielką część będzie można zaliczyć do tego gatunku. Skupię się zaś na pozycjach, które – mimo że przeważnie niepokoją od pierwszej minuty – dopiero w finale pokazują coś, co sprawia, że oblewamy się zimnym potem. Oczywiście ostrzegam przed spoilerami, niemniej te ukryte będą w opisach, więc jeśli chcecie ich uniknąć, możecie po prostu omijać nieznane wam tytuły.
Saint Maud
No to na początek odhaczmy horror psychologiczny. Mająca premierę w poprzednim roku Saint Maud – nie zyskała sobie zbyt dużej popularności, a szkoda – opowiada historię z perspektywy głównej bohaterki, tytułowej Maud (Morfydd Clark), nazywanej żartobliwie świętą Maud. Zafiksowana na punkcie religii kobieta odnajduje w damie, którą się opiekuje, możliwość spełnienia moralnej powinności i nawrócenia jej na właściwą ścieżkę. Subiektywne przedstawienie świata sprawia, że od początku jesteśmy świadomi faktu, iż obserwowane na ekranie sytuacje mogą być przeinaczane przez nadwyrężoną psychikę protagonistki.
Zjawisko to eskaluje jednak w finale, gdy najpierw zostajemy niemal dosłownie zaatakowani całkowicie niespodziewanym jump scare’em w postaci przemiany Amandy (nawiasem mówiąc, była to dla mnie bodaj najbardziej przerażająca – w klasyczny sposób – scena w zeszłym roku), a później – mimo że na tym etapie mamy wrażenie, że już nic nas nie zaskoczy – Maud postanawia dokonać samospalenia. Przyglądamy się więc, jak dostępuje w ten sposób wniebowstąpienia i finalnie łączy się z Bogiem, do którego modliła się przez cały film. A po chwili następuje gwałtowne cięcie i widzimy rzeczywistość, a w niej skwierczącą od ognia kobietę i jej przeraźliwy, przepełniony bólem krzyk.
Dług
Historię najsłynniejszego filmu Krzysztofa Krauzego napisało samo życie, więc być może tych, którzy znali przebieg wydarzeń, mniej one zszokowały. Dla mnie jednak był to pierwszy kontakt z ciągnącą się latami sprawą. Adam i Stefan to zwykli, ambitni przedsiębiorcy, którzy próbują uniezależnić się finansowo i wystartować z własnym biznesem. Niestety nie dysponują odpowiednimi środkami, w związku czym poszukują źródła finansowania. Wtedy trafiają na tajemniczego Gerarda Nowaka (genialny Andrzej Chyra), cwaniakowatego biznesmena, który oferuje im niekorzystne warunki pożyczki. Pomimo że ostatecznie się na nią nie decydują, samo wejście w kontakt z mężczyzną sprawia, że ten zaczyna regularnie ich odwiedzać, żądając spłaty wyimaginowanego długu.
Jak można się spodziewać, posuwa się przy tym do coraz brutalniejszych metod, przez co z minuty na minutę dwójka przyjaciół wpada w coraz trudniejszą sytuację psychiczną i towarzyską. Kiedy okazuje się, że nie mogą liczyć ani na pomoc półświatka, ani policji, ani tym bardziej znajomych, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i w ostatnich scenach mordują fałszywego wierzyciela. Jest to o tyle przerażająca konkluzja, że żaden z nich nie chciał mieć do czynienia z przestępczym życiem i do takiego rozwiązania zmusił ich terror, jakiemu byli poddawani miesiącami przez psychopatę. Przykry obraz triumfu niesprawiedliwości.
Władcy chaosu
Mój kontakt z kulturą metalową skończył się w okolicach liceum, stąd nie żywię żadnej sympatii czy nostalgii wobec zespołu Mayhem. Mimo to Władców chaosu oglądałem z zaciekawieniem od samego początku, chłonąc fascynującą historię interesujących się satanizmem młodych ludzi. Szybko na pierwszoplanowy wątek wyrasta tu niejednoznaczna relacja pomiędzy Euronymousem (Rory Cuklin) a Vargiem (Emory Cohen). Na przestrzeni seansu staje się jasne, że o ile pierwszy traktuje swoje hobby przede wszystkim jako okazję do zarobienia pieniędzy i kreuje swoją markę bez rzeczywistego wchodzenia na drogę krwawych rytuałów, o tyle ten drugi stopniowo popada w coraz większy obłęd.
Zaczyna się od szaleństw w życiu towarzyskim, później dochodzi do tego palenie kościołów, by w ostatnim akcie Varg zmienił się w pełnoetatowego psychopatę. Jednocześnie świadomość, że oglądane wydarzenia miały miejsce naprawdę, a nie są jedynie wymysłem scenarzysty, uwypukla emocjonalny impakt ostatnich scen. Wtedy Euronymous – już po swoim odejściu z zespołu – symbolicznie ścina włosy na znak odcięcia się od przeszłości, ale ta nie pozwala o sobie zapomnieć. Niczym anioł śmierci zjawia się Varg i w brutalny sposób zabija błagającego o litość byłego kolegę. Bezsens aktu przemocy tylko potęguje przerażający efekt.
Oldboy
Kto i dlaczego więził głównego bohatera przez kilkanaście lat? Takie pytanie siedzi nam w głowie już od zawiązania akcji i łapczywie chwytamy każde skrawki fabuły, by wyłuskać z nich odpowiedź. Na tę musimy poczekać do ostatniego aktu, gdzie dochodzi do ostatecznej konfrontacji zafiksowanego na punkcie zemsty Dae-su z jego oprawcą. Okazuje się jednak, że otrzymujemy przy okazji zupełnie inny zwrot akcji – dziewczyna, z którą protagonista wszedł w zażyłą seksualną relację, tak naprawdę jest jego córką. Zdruzgotany wiadomością, odcina sobie język, a gdy dochodzi do niego, że nigdy nie uwolni się od tej wiedzy, postanawia sięgnąć po jedyną możliwą metodę.
Udaje się do hipnotyzerki i prosi ją o usunięcie wspomnień. W ostatnich scenach widzimy spotkanie Dae-su z córką, tylko że wielką niewiadomą pozostaje, czy naprawdę doszło do jakiejkolwiek hipnozy. Wątpliwości potęguje zaś wyraz twarzy mężczyzny podczas uścisku z dziewczyną. Błogie szczęście zostaje bowiem zastąpione równie głęboką, jeśli nie głębszą rozpaczą. Właśnie z takim widokiem zostawia nas film, jak również z kolejnym pytaniem: kto tak naprawdę był tu antagonistą?
Lament
Kolejny koreański film i kolejny horror na tej liście koncentruje się na historii dziwnej epidemii, która atakuje mieszkańców niewielkiej górskiej wioski. Nasz główny bohater, niezbyt rozgarnięty policjant Jong-goo (Kwak Do-won), jest o tyle świetnym protagonistą, że przez większość fabuły czujemy się równie skołowani co on. Konflikt sił anielskich z demonicznymi rozgrywający się na zamieszkanym przez niego terenie przerasta możliwości niedoświadczonego funkcjonariusza, zwłaszcza gdy tajemnicza choroba atakuje także jego córkę. Podejmowane przez niego – często pod wpływem impulsu – decyzje do samego końca pozostają zwykłymi „strzałami”.
Czy wtedy wybrał dobrze, czy źle? Kto jest jego sojusznikiem, a kto wrogiem? Komu można zaufać? Kolejne pytania piętrzą się i dopiero w ostatniej sekwencji okazuje się, że dla Jong-goo i córki nie ma już ratunku. Deus ex machina nie zjawi się znikąd. Popełnione przez niego błędy zaowocowały zaprzedaniem kilku dusz piekielnym siłom. To pozbawione nadziei zakończenie uderza nas z pełną siłą dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie, jak naprawdę potoczyły się zdarzenia przedstawione w filmie.
Bulwar Zachodzącego Słońca
Bulwar Zachodzącego Słońca łączy elementy kina noir z dramatem psychologicznym, choć momentami ogląda się go jak dobry thriller. Opowiadając historię drobnego cwaniaka, Joego Gillisa (William Holden), tak naprawdę koncentruje się na sytuacji psychicznej byłej gwiazdy niemych filmów, Normy Desmond (Gloria Swanson). Ta wciąż żyje przeszłością, wspomnieniami o utraconej sławie, czemu wtóruje jej zaufany służący Max. Główne postacie związują się ze sobą zawodowo. W miarę rozwoju wydarzeń obserwujemy, jak Joe czuje się coraz bardziej przytłoczony obecnym stanem rzeczy, podczas gdy Norma coraz mocniej odkleja się od rzeczywistości.
W pewnym momencie świat rzeczywisty miesza jej się z fikcją, czego kulminacją są śmiertelne strzały oddane w kierunku scenarzysty. Tymczasem podczas przyjazdu policji kobieta zachowuje się, jakby za chwilę miało dojść do kręcenia jej niedoszłego filmu. Najbardziej wstrząsająca jest w tym niemożność pogodzenia się z gruntowną zmianą status quo. Norma cały czas karmi się przeszłością – Hollywood dało jej życie, by następnie bezwzględnie wyrwać je z rąk. Samo istnienie tak silnych emocji, że podporządkowała im resztki nadwyrężonej psychiki, mrozi krew w żyłach.
Grobowiec świetlików
Rozumiem, że niektórzy mogą czuć się zmęczeni powracającą w tego typu zestawieniach obecnością powyższego tytułu. Trudno jednak uniknąć pisania o wstrząsających zakończeniach bez uwzględnienia go na liście. Koncentrująca się na dramatycznych losach młodego rodzeństwa opowieść o cierpieniu cywilów podczas wojny przeraża właściwie od pierwszych minut, ale to w finale dochodzi do największego uwolnienia emocji. Próbujący na wszelkie możliwe sposoby znaleźć pożywne jedzenie dla chorującej siostry Seita podczas przyrządzania posiłku orientuje się, że jego podopieczna nie żyje. Zszokowany tragedią, po prostu pali jej ciało, a następnie ucieka w świat wspomnień i marzeń.
My także, postawieni przed faktem dokonanym, wolelibyśmy zobaczyć inne zakończenie tej historii, ale rzeczywistość jest nieubłagana. Nawet jeśli nie bezpośrednio, to konflikt zbrojny uśmiercił kolejne niewinne dziecko.
W ułamku sekundy
Katja (Diane Kruger) wiedzie spokojne życie z mężem i małym synkiem. Niestety ulega to kompletnemu wywróceniu do góry nogami, gdy wspomniana dwójka ginie w wyniku zamachu bombowego. Co więcej, odpowiedzialni za to przestępcy otrzymują wyrok uniewinniający, co przelewa czarę goryczy. Zrozpaczona kobieta, która na tym etapie już wie, że prawo nie stoi po jej stronie, postanawia wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Odnajduje miejsce zamieszkania zabójców i przez kilka dni waha się przed działaniem, ale w końcu wpada do ich przyczepy kempingowej obwieszona ładunkami wybuchowymi. W przypadku W ułamku sekundy trudno mówić o morale – to bardziej przestroga, że nienawiść rodzi nienawiść, i wrogie nastawienie prędzej czy później sprawi, że wszyscy zostaniemy zawaleni gruzami. Prezentuje przy okazji realny problem, bo odnosi się do zamachów bombowych, które w pewnym momencie zaczęły prześladować Europę.
Czy wy również uważacie powyższe zakończenia za wstrząsające? Jakie filmy z podobnie zatrważającym finałem możecie polecić? Podzielcie się tytułami w komentarzach!
