search
REKLAMA
Zestawienie

ZAKOŃCZENIA filmów, które MROŻĄ KREW w żyłach

Wstrząsające zakończenia – nie tylko horrorów – które zostawiają nas z gulą w gardle. Sprawdźcie, o jakich tytułach mowa!

Krzysztof Nowak

26 czerwca 2021

REKLAMA

Są filmy, które trzymają nasze nerwy na wodzy przez cały seans, by ostatecznie zrekompensować to przerażającą kulminacją. Zazwyczaj tej strukturze dramaturgicznej podporządkowują się horrory, jednak aby utrudnić sobie zadanie, przytoczyłem tutaj tytuły, spośród których tylko niewielką część będzie można zaliczyć do tego gatunku. Skupię się zaś na pozycjach, które – mimo że przeważnie niepokoją od pierwszej minuty – dopiero w finale pokazują coś, co sprawia, że oblewamy się zimnym potem. Oczywiście ostrzegam przed spoilerami, niemniej te ukryte będą w opisach, więc jeśli chcecie ich uniknąć, możecie po prostu omijać nieznane wam tytuły.

Saint Maud

No to na początek odhaczmy horror psychologiczny. Mająca premierę w poprzednim roku Saint Maud – nie zyskała sobie zbyt dużej popularności, a szkoda – opowiada historię z perspektywy głównej bohaterki, tytułowej Maud (Morfydd Clark), nazywanej żartobliwie świętą Maud. Zafiksowana na punkcie religii kobieta odnajduje w damie, którą się opiekuje, możliwość spełnienia moralnej powinności i nawrócenia jej na właściwą ścieżkę. Subiektywne przedstawienie świata sprawia, że od początku jesteśmy świadomi faktu, iż obserwowane na ekranie sytuacje mogą być przeinaczane przez nadwyrężoną psychikę protagonistki. Zjawisko to eskaluje jednak w finale, gdy najpierw zostajemy niemal dosłownie zaatakowani całkowicie niespodziewanym jump scare’em w postaci przemiany Amandy (nawiasem mówiąc, była to dla mnie bodaj najbardziej przerażająca – w klasyczny sposób – scena w zeszłym roku), a później – mimo że na tym etapie mamy wrażenie, że już nic nas nie zaskoczy – Maud postanawia dokonać samospalenia. Przyglądamy się więc, jak dostępuje w ten sposób wniebowstąpienia i finalnie łączy się z Bogiem, do którego modliła się przez cały film. A po chwili następuje gwałtowne cięcie i widzimy rzeczywistość, a w niej skwierczącą od ognia kobietę i jej przeraźliwy, przepełniony bólem krzyk.

Dług

Historię najsłynniejszego filmu Krzysztofa Krauzego napisało samo życie, więc być może tych, którzy znali przebieg wydarzeń, mniej one zszokowały. Dla mnie jednak był to pierwszy kontakt z ciągnącą się latami sprawą. Adam i Stefan to zwykli, ambitni przedsiębiorcy, którzy próbują uniezależnić się finansowo i wystartować z własnym biznesem. Niestety nie dysponują odpowiednimi środkami, w związku czym poszukują źródła finansowania. Wtedy trafiają na tajemniczego Gerarda Nowaka (genialny Andrzej Chyra), cwaniakowatego biznesmena, który oferuje im niekorzystne warunki pożyczki. Pomimo że ostatecznie się na nią nie decydują, samo wejście w kontakt z mężczyzną sprawia, że ten zaczyna regularnie ich odwiedzać, żądając spłaty wyimaginowanego długu. Jak można się spodziewać, posuwa się przy tym do coraz brutalniejszych metod, przez co z minuty na minutę dwójka przyjaciół wpada w coraz trudniejszą sytuację psychiczną i towarzyską. Kiedy okazuje się, że nie mogą liczyć ani na pomoc półświatka, ani policji, ani tym bardziej znajomych, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i w ostatnich scenach mordują fałszywego wierzyciela. Jest to o tyle przerażająca konkluzja, że żaden z nich nie chciał mieć do czynienia z przestępczym życiem i do takiego rozwiązania zmusił ich terror, jakiemu byli poddawani miesiącami przez psychopatę. Przykry obraz triumfu niesprawiedliwości.

Władcy chaosu

Mój kontakt z kulturą metalową skończył się w okolicach liceum, stąd nie żywię żadnej sympatii czy nostalgii wobec zespołu Mayhem. Mimo to Władców chaosu oglądałem z zaciekawieniem od samego początku, chłonąc fascynującą historię interesujących się satanizmem młodych ludzi. Szybko na pierwszoplanowy wątek wyrasta tu niejednoznaczna relacja pomiędzy Euronymousem (Rory Cuklin) a Vargiem (Emory Cohen). Na przestrzeni seansu staje się jasne, że o ile pierwszy traktuje swoje hobby przede wszystkim jako okazję do zarobienia pieniędzy i kreuje swoją markę bez rzeczywistego wchodzenia na drogę krwawych rytuałów, o tyle ten drugi stopniowo popada w coraz większy obłęd. Zaczyna się od szaleństw w życiu towarzyskim, później dochodzi do tego palenie kościołów, by w ostatnim akcie Varg zmienił się w pełnoetatowego psychopatę. Jednocześnie świadomość, że oglądane wydarzenia miały miejsce naprawdę, a nie są jedynie wymysłem scenarzysty, uwypukla emocjonalny impakt ostatnich scen. Wtedy Euronymous – już po swoim odejściu z zespołu – symbolicznie ścina włosy na znak odcięcia się od przeszłości, ale ta nie pozwala o sobie zapomnieć. Niczym anioł śmierci zjawia się Varg i w brutalny sposób zabija błagającego o litość byłego kolegę. Bezsens aktu przemocy tylko potęguje przerażający efekt.

Oldboy

Kto i dlaczego więził głównego bohatera przez kilkanaście lat? Takie pytanie siedzi nam w głowie już od zawiązania akcji i łapczywie chwytamy każde skrawki fabuły, by wyłuskać z nich odpowiedź. Na tę musimy poczekać do ostatniego aktu, gdzie dochodzi do ostatecznej konfrontacji zafiksowanego na punkcie zemsty Dae-su z jego oprawcą. Okazuje się jednak, że otrzymujemy przy okazji zupełnie inny zwrot akcji – dziewczyna, z którą protagonista wszedł w zażyłą seksualną relację, tak naprawdę jest jego córką. Zdruzgotany wiadomością, odcina sobie język, a gdy dochodzi do niego, że nigdy nie uwolni się od tej wiedzy, postanawia sięgnąć po jedyną możliwą metodę. Udaje się do hipnotyzerki i prosi ją o usunięcie wspomnień. W ostatnich scenach widzimy spotkanie Dae-su z córką, tylko że wielką niewiadomą pozostaje, czy naprawdę doszło do jakiejkolwiek hipnozy. Wątpliwości potęguje zaś wyraz twarzy mężczyzny podczas uścisku z dziewczyną. Błogie szczęście zostaje bowiem zastąpione równie głęboką, jeśli nie głębszą rozpaczą. Właśnie z takim widokiem zostawia nas film, jak również z kolejnym pytaniem: kto tak naprawdę był tu antagonistą?

Krzysztof Nowak

Krzysztof Nowak

Kocha kino azjatyckie, szczególnie koreańskie, ale filmami zainteresował się dzięki amerykańskim blockbusterom i ma dla nich specjalne miejsce w swoim sercu. Wierzy, że kicz to najtrudniejsze reżyserskie narzędzie, więc ceni sobie pracę każdego, kto potrafi się nim posługiwać.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA