publicystyka filmowa

Five for Vendetta

Autor: Michał Fedorowicz
opublikowano

...czyli totalitarna numerologia, a raczej motyw piątki w klimacie orwellowskim.

Bracia Wachowscy, uznani za wizjonerów twórcy najlepszego filmu science fiction ostatniej dekady XX wieku, napisali scenariusz ekranizacji komiksu Alana Moore’a „V for Vendetta” na kilka lat przed nakręceniem pierwszej części „Matrixa”. Nie mogli jednak zrealizować swoich marzeń o adaptacji losów anarchisty działającego w alternatywnej rzeczywistości, póki nie zgromadzili odpowiednich funduszy.

Ogromny sukces części pierwszej losów fajtłapowatego hakera imieniem Neo, który z biegiem czasu stał się mesjaszem ciemiężonej przez maszyny ludzkości, doprowadził do powstania kolejnych części jego przygód. Te jednak nie były już tak dobre jak pierwowzór – skrywający pod płaszczykiem kina akcji nieco głębsze, niemal filozoficzne przemyślenia, lekko nacechowany mistycyzmem, będący kulturową mieszanką film ustawił poprzeczkę zbyt wysoko nawet dla swoich własnych ojców. To, co przyczyniło się do sukcesu części pierwszej, starano się usilnie zawrzeć również i w dwóch sequelach, z marnym jednak skutkiem. „Reaktywacja” i „Rewolucje” okazały się jedynie wizualnymi perełkami, majstersztykami speców od efektów specjalnych, a usilnie upychane tu i ówdzie pseudofilozoficzne dywagacje odniosły skutek odwrotny od oczekiwanego. Mimo że oba filmy zarobiły tony dolarów, nie zaskarbiły sobie serc fanów części pierwszej, a pozycja wizjonerów z polskimi korzeniami została zachwiana.

Plan Wachowskich został jednak zrealizowany – sukces komercyjny całej trylogii spodobał się włodarzom studia Warner Bros, setki milionów dolarów wpływów zrobiły swoje. Larry i Andy dostali więc zielone światło dla realizacji wymarzonego filmu, filmu, którego tematyka niezbyt odbiega od tego, co uświadczyliśmy w ich słynnej trylogii. Scenariusz Wachowskich, włożony na kilka lat do szuflady, musiał zostać nieco odświeżony, a z perspektywy wydarzeń pierwszej dekady XXI wieku, zamachów terrorystycznych czy wybuchu kilku wojen, mocno zmodyfikowany. Anarchistyczny wydźwięk komiksu został więc zagłuszony przez narodowo-wyzwoleńcze hasła rzucane na lewo i prawo przez głównego bohatera „V for Vendetta”, także niemal do złudzenia zaczął on swoim zachowaniem i wyznawaną filozofią przypominać wspomnianego już mesjasza popkultury – Neo.

Wprowadzone zmiany tak bardzo nie spodobały się Alanowi Moore’owi, że odciął się kompletnie od zupełnie dobrej filmowej adaptacji. Nie zrażeni tym jednak Wachowscy, czy to z sympatii dla Moore’a, czy z czystego zamiłowania do szczegółów, pomimo wszystkich scenariuszowych zmian w stosunku do pierwowzoru, postanowili jednak oddać z pełną dokładnością to, co w sumie było raczej sprawą drugorzędną. I tak po raz kolejny otrzymaliśmy film naszpikowany aluzjami, grami słownymi czy numerologią – tym, co poznaliśmy już oglądając „Matrixa”. Otrzymaliśmy film o niebo lepszy od wyżej wspomnianych, zupełnie zbędnych sequeli, film na tyle ciekawy, że ta właśnie mała, bo skupiająca się tylko na jednym aspekcie analiza w ogóle powstała.

Marionetkowy reżyser James McTeigue w swoim debiutanckim filmie umieścił niesamowitą wręcz liczbę odniesień do cyfry 5. Odniesienia te są bardzo często dosłowne, jednak jeszcze częściej nawiązuje do nich litera „V” – rzymski odpowiednik arabskiej piątki. W całym filmie jest kilkadziesiąt ujęć i scen, w których tu i ówdzie puszczane jest do widza oko. Oko wskazujące na ten numerologiczny fetysz, fanom Vendetty znany również z komiksu. Znaczna część z tu spisanych aluzji została wyłapana przez autora tego tekstu, część pochodzi ze źródeł internetowych, a część, która w tym tekście się nie zmieściła, nadal czeka na znalezienie. A zatem, jeśli coś umknęło uwadze fanów „V for Vendetta”, coś, co nie jest naciągane jak cięciwa w łuku Robin Hooda, a uchwycone zostało przez czytelnika tej mikro-analizy, niechaj zostanie zgłoszone, a na pewno będzie dopisane do niżej prezentowanej listy. Listy, która powinna być na tyle ciekawa, że ponowny seans mimo wszystko świetnej ekranizacji jeszcze lepszego komiksu będzie nieodzowny.

„Remember remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot.
I see no reason why gunpowder, treason
Should ever be forgot…”

Cyfra 5, pod postacią rzymskiego symbolu „V”, rzuca się w oczy już w tytule filmu. Nie wszyscy jednak pewnie zauważyli, że zarówno tytuł polski jak i angielski składają się łącznie z pięciu sylab.

Pierwsze wypowiedziane przez V słowa w filmie to cytat z „Makbeta” Williama Szekspira. Najsłynniejszy na świecie dramatopisarz jako swoją firmową stopę metryczną (najmniejsza jednostka miary wierszowej – zbudowana z powtarzających się sylab akcentowanych i nieakcentowanych) obrał jambiczny pentametr, czyli wiersz pięciostopowy. W niemal każdej linijce każdego z utworów Szekspira (m.in. wspomnianego „Makbeta”) występuje więc pięć jambów (jamb zbudowany jest z dwóch sylab: akcentowanej i nieakcentowanej), dając nam łącznie dziesięć sylab na wers.

Po uratowaniu Evey z rąk tajnej policji, tajemniczy osobnik w masce przedstawia się jako V, wcześniej jednak wygłaszając 5-zdaniowy monolog, podczas którego używa 49 wyrazów zaczynających się na literę „v”, co w połączeniu z czterema innymi znajdującymi się wewnątrz innych wyrazów jego wywodu, daje nam 53 nawiązania do cyfry 5. Oto pełen tekst powitania Evey w wersji oryginalnej:
Voila! In view, a humble vaudevillian veteran, cast vicariously as both victim and villain by the vicissitudes of fate. This visage, no mere veneer of vanity, is a vestige of the vox populi, now vacant, vanished. However, this valorous visitation of a bygone vexation stands vivified, and has vowed to vanquish these venal and virulent vermin vanguarding vice and vouchsafing the violently vicious and voracious violation of volition. The only verdict is vengeance; a vendetta held as a votive, not in vain, for the value and veracity of such shall one day vindicate the vigilant and the virtuous. Verily, this vichyssoise of verbiage veers most verbose, so let me simply add that it’s my very good honour to meet you and you may call me V.”

W trakcie monologu V robi krótką pauzę, podczas której rozcina znajdujący się na ścianie rządowy plakat dwoma cięciami, które przecinają się tworząc literę „V”.

Imię Evey, ulubienicy głównego bohatera, to kolejne 4 nawiązania do cyfry 5. „E” to piąta litera alfabetu, „V”, jak wszyscy wiedzą, to też piątka, tyle że po rzymsku. Dalej mamy kolejne „E”, a na końcu „Y” – 25. literę (5×5) uwspółcześnionego alfabetu łacińskiego.

Obserwując gmach sądu, który lada moment ma zostać wysadzony w powietrze przez głównego bohatera, dostrzec można motto, które brzmi „Defend the Children of the Poor and Punish The Wrongdoer”. Literka „U” w słowie „punish” jest jednak przedstawiona jako „V” (zapis prezentowany w filmie jest zgodny z zapisem rzeczywistym, jednak nie bez powodu znalazł się w tym właśnie filmie).

W rozmowie z głównym bohaterem Evey przyznaje się, że kiedyś wcieliła się w postać Violi, w sztuce „Wieczór Trzech Króli” autorstwa Williama Szekspira.

Credo, wyznawane przez głównego bohatera (wygrawerowane na powierzchni zwierciadła, które w pewnym momencie poleruje Evey) brzmi: „Vi Veri Veniversum Vivus Vici” („Siłą prawdy, Ja, człowiek żyjący, podbiłem Wszechświat”). W filmie słowa te przypisywane są Christopherowi Marlowe, twórcy „Tragicznych Dziejów Doktora Faustusa”, podczas gdy tak naprawdę ich autorem jest słynny okultysta Aleister Crowley. Swoją drogą, słowo „Veniversum” w łacinie nie istnieje – zarówno w komiksie, jak i w filmie popełniono literówkę. Prawidłowa pisownia łacińskiego słowa „Wszechświat” to „Vniversum”. Alfabet łaciński początkowo nie rozróżniał liter „V” i „U”.

Wśród wielu cytowanych przez głównego bohatera utworów literackich nie mogło zabraknąć fragmentów pochodzących z książki Thomasa Pynchona, zatytułowanej „V.”.

Na nieaktualnej przepustce do studia telewizji BTN, którą znajduje Finch, zauważyć można aż trzy literki „V”: w imieniu panny Hammond, w słowie „television” oraz na naklejce unieważniającej z napisem „VOID”.

W trakcie wygłaszania orędzia do narodu, odtwarzanego z płyty w chwilę po sterroryzowaniu gmachu telewizji BTN, czerwona kotara za plecami głównego bohatera oświetlana jest w taki sposób, że światło tworzy na niej literę „V”. W rogu ekranu natomiast widzimy logo pirackiej stacji VTV.

Do więzienia Larkhill V został przetransportowany 22 maja (=piąty miesiąc), wraz z 49 innymi osobami, co daje nam łącznie 50 osób, na których można było eksperymentować.

Ostatnio dodane