Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmy i seriale, które dowodzą, że EPOKA WIKTORIAŃSKA była EPOKĄ GROZY

EPOKA GROZY to niezwykła podróż do mrocznych zakamarków wiktoriańskiej Anglii. Odkryj filmy, które rozpalają wyobraźnię i dreszczyk emocji.

Published

on

Filmy i seriale, które dowodzą, że EPOKA WIKTORIAŃSKA była EPOKĄ GROZY

Epoka wiktoriańska – tak nazywamy w historii Anglii lata 1837–1901, kiedy to na tronie Imperium Brytyjskiego zasiadała królowa Wiktoria. Były to czasy pruderii, gorsetów i zabudowanych sukien, ale i rozwoju kapitalizmu oraz wielkich odkryć. Szczytowy okres potęgi Imperium, a zarazem okres, kiedy przeciętnemu Brytyjczykowi nie wiodło się najlepiej na ulicach przeludnionych, brudnych miast. Kojarzymy tę epokę nie tylko z niepowtarzalnym, trochę ponurym i mrocznym klimatem, ale i dziwacznymi obyczajami, takimi jak… zdobienie odzieży martwymi owadami czy fotografowanie się ze zwłokami bliskich.

Advertisement

Nic dziwnego, że tę ekscentryczną epokę upodobali sobie filmowcy, chętnie obierając ją za tło historyczne swoich dzieł: często horrorów, kryminałów i wszelkiego rodzaju dziwności. W mroźny, ciemny, zimowy wieczór nie ma lepszego pomysłu na klimatyczny seans niż film z dreszczykiem, którego akcja toczy się w wiktoriańskiej Anglii. Polecam najlepsze tytuły osadzone w tej epoce.

Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street (reż. T. Burton, 2007)

Wiktoriański klasyk nad klasykami, którego nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu. Któż by potrafił lepiej wydestylować specyfikę i mrok epoki od ekscentrycznego mistrza stylizacji, Tima Burtona? Ponura, groteskowa i krwawa wizja wiktoriańskiej Anglii sączy się z każdego kadru. W rolach głównych: Johnny Depp, Helena Bonham-Carter, Alan Rickman oraz „najgorsze ciastka w Londynie”.

Advertisement

Najgorsze, bo faszerowane… nie, nie będę zdradzać czym, jeśli ktoś jeszcze nie oglądał. Unikatowa wrażliwość reżysera okazała się idealna do przeniesienia na ekran hitowego, teatralnego musicalu z dreszczykiem. Połączenie grozy z komizmem i piosenkami daje niepowtarzalny efekt. Inspiracje wiktoriańską, romantyczną, ciemną estetyką widać zresztą w innych filmach Burtona, przede wszystkim w Jeźdźcu bez głowy, ale także w Edwardzie Nożycorękim, a nawet w Batmanie. Angielska kultura drugiej połowy XIX wieku wyraźnie przyczyniła się do ukształtowania wyobraźni twórcy.

Żywi i umarli (twórca: A. Pharoah, 2016)

Ten miniserial nie jest jeszcze znany w Polsce, aż do niedawna nie miał też w naszym kraju oficjalnej dystrybucji. Na szczęście to przeoczenie nadrobiła stacja Epic Drama, na której już niedługo, bo 13 grudnia, będzie można go obejrzeć. A jest na co czekać! Żywi i umarli to rasowy, klimatyczny dramat horrorowy, z akcją osadzoną w 1889 roku na odludnej, angielskiej wsi. To na nią wprowadza się młode małżeństwo, Nathaniel (Colin Morgan) i Charlotte Appleby (Charlotte Spencer). Są pełni nadziei na wspólną, szczęśliwą przyszłość, ale nie przewidzieli jednego: dom, który odziedziczyli, jest nawiedzony.

Advertisement

A może to Nathan jest opętany? Wkrótce małżonkowie staną się świadkami mrożących krew w żyłach, nadprzyrodzonych wydarzeń, które wystawią ich relację na ogromną próbę. A wszystko w otoczeniu mrocznych angielskich krajobrazów i niemal bez pomocy z zewnątrz… Serial zgrabnie łączy zagadkowość i wątki kryminalne z paranormalnymi zjawiskami oraz pieczołowicie odwzorowanymi realiami historycznymi. Sześć trwających godzinę odcinków układa się w konstrukcję, a piękne zdjęcia oraz tajemnicza muzyka w tle dodają całości smaku. Pozycja obowiązkowa dla fanów historycznej grozy!

Advertisement

Człowiek słoń (reż. D. Lynch, 1980)

Najsmutniejszy z filmów Lyncha, być może też najsmutniejszy film, jaki widziałam w życiu. Reżyser oparł swoje dzieło na autentycznej historii Josepha Merricka, określanego mianem najbardziej zdeformowanego człowieka w historii. Pomimo ponadprzeciętnej inteligencji i dużej wrażliwości mężczyzna pozostawał dla większości współczesnych jedynie dziwadłem i potworem. Porzucony przez matkę przy narodzinach, większość życia spędził występując w cyrkach jako „człowiek słoń” i będąc obiektem badań lekarzy oraz naukowców.

Zmarł w wieku zaledwie 28 lat. Film Lyncha pokazuje grozę wiktoriańskiej epoki nie ze względu na paranormalne i niesamowite wstawki: wręcz przeciwnie, to bodaj najmniej „udziwniony” obraz tego reżysera. Człowiek słoń przeraża nas ludzką tragedią, obrazuje, z jakimi cierpieniami musiały się dawniej mierzyć osoby niepełnosprawne, inne, odmienne. Pokazuje znieczulicę ówczesnego społeczeństwa, trudne realia i początki nowoczesnej medycyny, brud londyńskich ulic. Przepiękne, czarno-białe, stylizowane na stare fotografie kadry dodają całości specyficznego klimatu i pozwalają podczas seansu poczuć się jak w innej epoce (sekwencja narodzin człowieka słonia, utrzymana w konwencji pierwszych filmów – mistrzostwo).

Advertisement

Głęboko poruszające dzieło, z Johnem Hurtem jako Merrickiem i Anthonym Hopkinsem jako prowadzącym go lekarzem.

Kuba Rozpruwacz (reż. D. Wickes, 1988)

Któż nie słyszał o Kubie Rozpruwaczu? Seryjny morderca kobiet siał postrach w wiktoriańskim Londynie. Polował na prostytutki i kobiety z nizin społecznych, grasował w okolicach East Endu i zabijał w bardzo brutalny sposób: podcinał gardła, rozpruwał brzuchy (stąd przydomek), wycinał wnętrzności. Podejrzewano, że ze względu na znajomość anatomii jest chirurgiem. Plotkowano, że to sam diabeł krąży po Londynie i karze to miasto za trawiący je nierząd. Ale mimo zaangażowania Scotland Yardu, ogromnego zainteresowania prasy i Londyńczyków, setek listów wysyłanych do policji przez rzekomych „Kubów Rozpruwaczy” nigdy nie udało się pochwycić mordercy ani ustalić jego tożsamości.

Advertisement

Otaczająca postać złoczyńcy tajemnica doprowadziła do wysnucia setek hipotez i teorii na temat jego osoby, nieraz całkiem szalonych, a mroczna legenda mężczyzny ochrzczonego przez prasę Kubą Rozpruwaczem do dziś pozostaje żywa. Spośród wszystkich filmów poświęconych najsłynniejszemu mordercy epoki wiktoriańskiej najlepszy w moim odczuciu jest miniserial BBC z 1988 roku. Produkcja telewizyjna powstała w setną rocznicę pierwszego morderstwa przypisywanego Kubie Rozpruwaczowi. Fabuła koncentruje się wokół granego przez Michaela Caine’a inspektora, który zostaje wyznaczony przez rząd do schwytania mordercy. Świetny, mroczny, brytyjski kryminał: zapomniany, a absolutnie wart przypomnienia.

Z piekła rodem (reż. A. i A. Hughes, 2001)

Kolejny, dużo bardziej rozpoznawalny tytuł poświęcony postaci Kuby Rozpruwacza. I kolejny film z główną rolą Johnny’ego Deppa, którego intrygująca, tajemnicza uroda świetnie predestynuje go do grania w obrazach osadzonych w epoce wiktoriańskiej. Co prawda w pojedynku na role prowadzącego śledztwo w sprawie Kuby Rozpruwacza inspektora Fredericka Abberlina zdecydowanie wygrywa jak dla mnie sir Michael Caine z omawianego wyżej miniserialu BBC, ale i Depp ze swoją skupioną, posępną aparycją daje radę. Z piekła rodem nie jest może dziełem do końca udanym, ale to wciąż perfekcyjnie wystylizowany, klimatyczny, doskonale odzwierciedlający atmosferę epoki thriller kryminalny z wątkiem romantycznym (uczucie inspektora do młodej prostytutki). Jest też całkiem drastycznie, duet reżyserów potrafi wywołać u widza gęsią skórkę. Dlatego mimo wszystko polecam ten tytuł wszystkim fanom epoki oraz grozy w wydaniu retro. Film stanowi adaptację serii komiksów Alana Moore’a (tego pana od Watchmen), który pracował również przy scenariuszu, dbając o zachowanie swojej autorskiej wizji.

Advertisement

Dark Angel (reż. B. Percival, 2016)

Epoka wiktoriańska to nie tylko mężczyźni mordercy, ale i kobiety morderczynie. Jedną z najbardziej osławionych była Mary Ann Cotton, ochrzczona przez sobie współczesnych mianem „czarnego anioła” i „czarnej wdowy”. Kobieta mordowała z zimną krwią, wyłącznie dla zysku. Z pomocą arszeniku – ogólnie dostępnego, najpopularniejszego wiktoriańskiego środka na szczury – otruwała członków swojej rodziny, by następnie zgłaszać się po pieniądze z ubezpieczenia. Ten proceder pozostawał niewykryty przez wiele lat. Czarna wdowa została powieszona w 1873 roku: oficjalnie udowodniono jej zabicie trzech z czterech mężów, ale przypisuje się jej nawet dwadzieścia jeden ofiar.

Wśród nich znajdują się matka Mary oraz jedenaścioro z trzynaściorga jej dzieci: wszystkie przed śmiercią zdradzały objawy przypominające zatrucie arszenikiem… Produkcja sieci ITV Dark Angel w przekonujący, frapujący sposób opowiada historię Mary Ann Cotton, zagranej przez ocierającą się miejscami o wybitność Joanne Froggatt. Nie rozumiem, dlaczego ten świetny, dwuodcinkowy miniserial nie spotkał się z większym rozgłosem i uznaniem. Być może opowieść okazała się zbyt ponura, krwawa, „grząska” i trzymająca się realiów, uciekająca od taniej sensacyjności, nieprzyjemna i uwierająca, by przekonać do siebie masowego widza.

Advertisement

Polecam tę produkcję szczególnie osobom interesującym się true crime i historiami o seryjnych mordercach. Przeoczona perełka w swoim gatunku.

Drakula (reż. F. F. Coppola, 1992)

gary-oldman-winona-ryder-francis-ford-coppola

Powieść Brama Stokera należy do najsławniejszych dzieł literackich epoki wiktoriańskiej, a do tego stanowi żelazną klasykę horroru. To oczywiste, że przynajmniej jedna z ekranizacji Drakuli musiała znaleźć się na tej liście. Wybrałam tę, która w moim odczuciu jest najbardziej wiktoriańska, klimatyczna, gotycka, czyli frenetyczną interpretację Coppoli z fantastyczną muzyką Wojciecha Kilara. A także z doskonale dobranym Oldmanem jako tytułowym wampirem, Winoną Ryder w roli rezolutnej Niny, kaleczącym angielski akcent Keanu Reevesem jako naiwnym Jonathanem, sir Anthonym Hopkinsem jako moją ulubioną postacią z tej opowieści, czyli Van Helsingiem, a także z boginią Monicą Bellucci i Tomem Waitsem w mniejszych rolach. Film Coppoli jest postmodernistyczny, pastiszowy, oszałamiający wizualnie, a jednocześnie wiernie trzymający się fabuły oryginału. Rozpięta między Transylwanią a Anglią historia jest romantyczna, zachwycająca, przenosząca nas w świat fantazji, doprawiona odpowiednią dawką dreszczyku i ohydy – idealna na mroczny wieczór pod kocykiem, koniecznie z kieliszkiem krwistego wina w dłoni.

Advertisement

Penny Dreadful: Dom grozy (twórca: J. Logan, 2014–2016)

Kadr z serialu Dom grozy

Fantastyczna wizja wiktoriańskiej Anglii i smaczek dla wszystkich fanów nawiązań literackich. Trzysezonowy serial wypełniony paranormalnymi zagadkami zdobył kilka ważnych nagród i zgromadził oddanych fanów. Opowiada o przygodach ekscentrycznej ekipy od zadań specjalnych: Timothy Dalton gra przywódcę i odkrywcę Malcolma Murraya, Eva Green medium Vanessę Ives, a Harry Treadaway – naukowca Victora Frankensteina (uprzedzając pytania o nieobecność ekranizacji Frankensteina w tym rankingu: powieść nie ma nic wspólnego z epoką wiktoriańską, została napisana w 1818 roku, wydana po raz pierwszy w 1923, a jej adaptacje albo dzieją się najczęściej pod koniec XVIII wieku, zgodnie z oryginałem powieściowym).

Na dokładkę mamy jeszcze Doriana Graya w wykonaniu Reeve’a Carneya i wiele innych wyrwanych wprost z kart książek postaci (nie sposób wymienić tu wszystkich). Czy można sobie wyobrazić lepsze towarzystwo do eksplorowania niebezpiecznych tajemnic wiktoriańskiego Londynu? Tytuł nawiązuje do tzw. penny dreadfuls, gatunku popularnych, tanich fantastycznych powiastek o sensacyjnej fabule, jakie z zapałem czytała wiktoriańska publiczność. Chociaż twórca produkcji, John Logan, zapowiedział, że uznaje tę historię za zakończoną w odpowiednim momencie i nie zamierza kręcić czwartego sezonu, to serial doczekał się powstałej na jego podstawie serii komiksów oraz filmowego spin-offa, Miasto aniołów, z akcją umieszczoną w Ameryce.

Advertisement

Kobieta w czerni…. razy dwa (reż. H. Wise, 1989 oraz reż. J. Watkins, 2012)

Kobieta w czerni opowiada o pewnym młodym adwokacie, który udaje się do posiadłości swojej zmarłej klientki, aby uregulować jej kwestie spadkowe. Na miejscu natrafia nie tylko na wiele mrocznych tajemnic z przeszłości kobiety, ale także na ducha, tytułową kobietę w czerni – bo pod taką postacią występuje aktualnie zmarła pani domu. Film z 2012 roku z Danielem Radcliffem spotkał się z mieszaną recepcją krytyki i widzów, ale mnie uwiódł swoją atmosferą i stylistyką, pięknym wiktoriańskim sznytem, a dodatkowo zafundował bezsenną nockę po seansie – co w przypadku horroru stanowi najlepszą rekomendację.

Mało osób wie jednak, że film jest remakiem produkcji telewizyjnej z 1989 roku pod tym samym tytułem. Oryginalna Kobieta w czerni plasuje się pod względem jakości o klasę wyżej od nowszej wersji. Również straszy, ale nie tak efekciarsko jak remake, subtelniej, m.in. dzięki genialnemu wykorzystaniu efektów dźwiękowych. Oba filmy to chyba najlepsze propozycje na tej liście dla osób, które chciałyby się przede wszystkim solidnie „pobać” podczas seansu.

Advertisement

Portret Doriana Graya (reż. A. Lewin, 1945)

Ze wszystkich adaptacji klasycznej powieści Oscara Wilde’a tą najbardziej wiktoriańską i chyba też najlepszą jest ta z 1945 r., nagrodzona Oscarami za piękne zdjęcia, scenografię i drugoplanową rolę Angeli Lansbury. Portret Doriana Graya nie ma w sobie oczywiście wiele grozy, ale za to sporo fantastyki, jest opowieścią dziwną, osobliwą, na wskroś oryginalną, z pomocą metafory niosącą ważne przesłanie. Historia młodzieńca, który w trosce o zachowanie własnego piękna wypowiada życzenie, by jego portret namalowany przez przyjaciela starzał się zamiast niego, to uniwersalna i ponadczasowa krytyka narcyzmu i próżności. Film Lewina doskonale buduje tajemnicę wokół głównego bohatera, z dużą elegancją i dandyzmem odegranego przez Hurda Hatfielda.

Pies Baskerville’ów (reż. T. Fisher, 1959)

Jak pamiętamy z książek Arthura Conana Doyle’a, Sherlock Holmes darzył królową Wiktorię absolutnym, platonicznym uczuciem. Najsłynniejszy detektyw literatury światowej zasługuje na miejsce w tym zestawieniu nie tylko ze względu na godne podziwu oddanie władczyni, od której imienia wzięła nazwę cała omawiana epoka, ale także ze względu na samą specyfikę rozwiązywanych przez niego zagadek kryminalnych. I choć cięta brzytwa Holmesowskiej dedukcji w porę ucinała wszelkie paranormalne bajdurzenia – jak w Psie Baskerville’ów właśnie – to i tak jego przygodom nigdy nie brakowało dreszczyku niebezpieczeństwa i grozy.

Advertisement

Postać detektywa zrodziła wiele intrygujących ekranizacji, a nawet te najbardziej niekonwencjonalne z jego wcieleń – jak te Benedicta Cumberbatcha czy Roberta Downeya Juniora – nawiązują w swojej stylistyce do epoki wiktoriańskiej, która wydała na świat Sherlocka (jak epizod specjalny serialu BBC, czyli osadzona w alternatywnej linii czasowej i wiktoriańskim Londynie Upiorna panna młoda).

Osobiście nigdy jednak nie przepadałam za tymi mniej konwencjonalnymi wcieleniami tej postaci. Sherlock Holmes, pedantyczny angielski dżentelmen, to bohater tak doskonale skonstruowany i tak mi bliski, że nie podoba mi się, kiedy ktoś robi z niego energicznego showmana albo cynicznego bubka. To nie mój Sherlock, po prostu. Wolę stare, klasyczne filmy z jego udziałem – takie jak np. Pies Baskerville’ów z 1959 r., z Peterem Cushingiem w roli Holmesa i z Christopherem Lee jako znajdującym się na celowniku detektywa Henrym Baskerville’em.

Advertisement

Obłąkani (reż. B. Anderson, 2014)

Jednym z największym koszmarów epoki wiktoriańskiej było to, w jaki sposób traktowano wtedy chorych psychicznie. Ówczesne szpitale psychiatryczne przypominały raczej więzienia niż miejsca, w których ktokolwiek mógłby odzyskać równowagę. Terapie stosowane przez lekarzy często były regularnymi torturami, takimi jak kąpiele w lodowatej wodzie. Były to w końcu ledwie początki współczesnej medycyny, psychologia jako dziedzina dopiero się klarowała. Wgląd w tę przykrą rzeczywistość daje film Obłąkani z 2014 roku, luźno oparty na noweli Edgara Allana Poego, w którym możemy zobaczyć m.

in. Bena Kingsleya, Kate Beckinsale, Davida Thewlisa, Brendana Gleesona, Michaela Caine’a i Jima Sturgessa. Opowieść koncentruje się na osobie młodego absolwenta Oxfordu, który przyjmuje posadę w szpitalu psychiatrycznym. Tam poznaje ekscentrycznego psychiatrę, który prowadzi na swoich pacjentach owiane tajemnicą eksperymenty – jak pewnie się domyślacie i jak odkryje główny bohater: dalece nieetyczne.

Advertisement

Dziwne losy Jane Eyre (R. Stevenson, 1944)

Ci, którzy mają Dziwne losy Jane Eyre za byle romansidło, niech czym prędzej zmienią zdanie! Większość ekranizacji tej powieści Charlotte Brontë jest co prawda utrzymana w konwencji melodramatu, ale wersja Roberta Stevensona wyeksponowała to, co w literackim oryginale najlepsze: ponurość, gotycyzm, tytułową „dziwność” życiorysu Jane, umiejętne połączenie romansu i drobiazgowego, dziewiętnastowiecznego realizmu z kreowaniem atmosfery niesamowitości i niepokoju.

Nie jest to oczywiście horror per se, ale korzystające z tradycji tego gatunku, oryginalne i spełnione artystycznie dzieło. Dodatkowo w film z 1944 r. zaangażowano tak wiele ważnych nazwisk, że fan kina po prostu musi wpisać go na listę pozycji do nadrobienia. W roli pana Rochestera zobaczymy Orsona Wellesa (na dwa lata przed sukcesem Obywatela Kane’a), a w roli heroiny, Jane Eyre – Joan Fontaine. Na ekranie pojawia się także mała Elizabeth Taylor w jednej ze swoich wczesnych, dziecięcych ról, a za klimatyczny soundtrack odpowiada Bernard Herrmann.

Advertisement

Scenariusz napisali m.in. Orson Welles (niewymieniony w czołówce) oraz Aldous Huxley, pisarz i myśliciel, autor Nowego wspaniałego świata. Pierwsza część filmu skupia się na sportretowaniu trudnych początków życia Jane, kobiety z niższej klasy, sieroty, dręczonej najpierw w domu okrutnej ciotki, a następnie w szkole sadystycznego dyrektora Brocklehursta.

Te wszystkie wątki nie są niestety efektem wyobraźni Charlotte Brontë, która oparła je w dużej mierze na własnych doświadczeniach: wiktoriańskie szkoły naprawdę były tak przerażające i naprawdę z powodu kiepskich warunków ginęły w nich dzieci, samej pisarce na skutek zaniedbań umarły na jednej z takich pensji dwie młodsze siostry. W końcu Jane trafia jako guwernantka na ponure, gotyckiego zamczysko tajemniczego, nieprzystępnego pana Rochestera, gdzie zaczyna się nietypowy romans tej pary. Główny horrorowi wątek Dziwnych losów Jane Eyre związany jest z osobą (spoilery, spoilery) ukrywanej przed światem na poddaszu, obłąkanej żony pana Rochestera, która pod koniec wywołuje pożar i oślepia męża.

Advertisement

Na postać tej szalonej kobiety – w filmie przedstawianej jako klasyczny potwór z horroru – nowe, budzące względem niej duże współczucie światło rzuciła książka The Madwoman in The Attic autorstwa Susan Gubart i Sandry Gilbert, klasycznej feministycznej pracy, wciąż nieprzetłumaczonej na polski język. Badaczki analizują w niej powszechną w literaturze wiktoriańskiej postać tytułowej „wariatki na strychu”, czyli kobiety trzymanej przez rodzinę w izolacji ze względu na złe zachowanie. Niestety nie jest to fikcja literacka, takie praktyki zamykania chorych psychicznie kobiet z dala od otoczenia były w owych czasach powszechne – bez konsultacji z lekarzem, w fatalnych warunkach urągających jakimkolwiek standardom higienicznym, w zapomnieniu, izolacji społecznej, a często i w ciemności oraz bez wypuszczenia poza pokój nawet „od święta”.

Co gorsza, zdecydowana większość pokrzywdzonych nie była wcale niebezpieczna dla otoczenia, do wykonania takiego rodzinnego samosądu wystarczało, że kobieta nie chciała się podporządkować woli ojca np. w kwestii zamążpójścia, miała zbyt niezależną i swawolną naturę, cechowała się nadwrażliwością lub nerwowością, nie pasowała z pewnych względów do norm społecznych i w odczuciu bliskich przynosiła swojej rodzinie „wstyd”. Uwięzienie takiej kobiety miało ją docelowo zdyscyplinować i nauczyć porządku, ale w warunkach izolacji i poczuciu braku zrozumienia nawet najzdrowsza psychicznie osoba zaczynała w końcu tracić zmysły. To oznaczało dla niej dożywocie: wiele „wariatek” nie opuszczało swojego strychu aż do śmierci. A świadomość tego jest bardziej przerażająca niż jakakolwiek fantastyczna groza.

Advertisement

Lady M. (reż. W. Oldroyd, 2016)

Florence Pugh

A skoro już mowa o kobietach skrępowanych społecznymi oczekiwaniami, to nie sposób zapomnieć o Florence Pugh, która nadała nową jakość postaci Lady Makbet w thrillerze z erotycznym zacięciem, Lady M. Trawestacja szekspirowskiej antybohaterki przenosi ją do wiktoriańskiej Anglii, która w ujęciu reżysera jest miejscem przerażającym, dusznym i nieprzyjaznym, zwłaszcza dla kobiet – bo skrajnie patriarchalnym i seksistowskim. Wiktoriańska Lady Makbet to nieszczęśliwa młoda żona starego męża, która odreagowuje doznane krzywdy, pogrążając się w zemście i występku.

A my, dzięki sprawnie poprowadzonej narracji i bezbłędnej Pugh, paradoksalnie jej w tej zemście kibicujemy i rozumiemy motywacje. Wszystko toczy się w nieprzyjemnej, zimnej, smaganej wiatrem scenerii angielskich wrzosowisk, stanowiącej jakby pejzaż wewnętrzny bohaterki… Solidny thriller z feministycznym zacięciem i wspaniałą tytułową rolą, a także ciekawy debiut dobrze rokującego reżysera z Wysp.

Advertisement

W kleszczach lęku (reż. J. Clayton, 1961)

Horrorowy klasyk z Deborą Kerr w głównej roli, wiktoriańska opowieść o tajemniczym zamczysku pełnym nadprzyrodzonych sił i wybitna adaptacja prozy Henry’ego Jamesa (dużo lepsza od materiału źródłowego) – już to powinno zachęcić do seansu. A co, jeśli dodam, że dzięki zdjęciom Freddiego Francisa film bywa nazywany jednym z wizualnie najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek nakręcono? Albo że współodpowiedzialny za scenariusz był Truman Capote? Gorąco zachęcam wszystkich zwolenników psychologicznej grozy do odświeżenia tego nieco zapomnianego tytułu.

Fabuła koncentruje się wokół postaci młodej kobiety, która przybywa do odludnej posiadłości, by pracować jako guwernantka dla dwójki sierot, pozostających pod opieką pewnego arystokraty. Po jakimś czasie bohaterka staje się świadkiem wielu dziwnych, trudnych do wytłumaczenia zdarzeń. Nabiera przekonania, że dzieci, którymi się opiekuje, są opętane, nawiedzane przez duchy zmarłych. Czy tak faktycznie jest? A może to kobieta zaczyna odchodzić od zmysłów i pogrążać się w urojeniach? W kleszczach lęku doczekało się wielu interpretacji, m.in. na temat wyparcia seksualnego u głównej bohaterki.

Advertisement

Jakość filmu podbija muzyka Georges’a Aurica oraz niezwykle starannie wykonane kostiumy. W 1971 roku W kleszczach lęku doczekało się prequela w reżyserii Michaela Winnera i z Marlonem Brando w roli głównej. Film Koszmary był jednak marnymi popłuczynami po oryginale, dodatkowo odebrał mu to, co najcenniejsze, czyli tajemnicę – dlatego należy traktować go raczej w kategoriach niewiele znaczącej ciekawostki.

Tess (reż. R. Polański, 1982)

To arcydzieło angielskiego powieściopisarstwa podsunęła Polańskiemu żona, Sharon Tate (do którego to faktu pięknie puścił oczko Tarantino w Pewnego razu… w Hollywood, w scenie wybierania książkowego prezentu dla męża przez Margot Robbie).

Advertisement

Po lekturze książki Thomasa Hardy’ego reżyser wiedział już, że kiedyś nakręci na jej podstawie filmy. Zadedykował go też swojej zmarłej tragicznie żonie. Historia Tessy nie jest horrorem w gatunkowym rozumieniu tego słowa, ale horrorem wiktoriańskich realiów. Hardy, pisarz bardzo wrażliwy, z niezwykłą jak na swoje czasy świadomością społeczną, pochyla się nad losem dobrej i niewinnej kobiety z nizin, która przez całe życie doznaje jedynie krzywd, gwałtów i upokorzeń. W warstwie filozoficznej książka stanowi wyzwanie rzucone wiktoriańskiej mentalności, a także Bogu, którego pisarz wprost oskarża o okrucieństwo i obojętność w słynnym ostatnim zdaniu.

Jego powieść, piętnująca obyczajową hipokryzję, pełna przekraczających normy scen (np. morderstwo gwałciciela), wywołała prawdziwy skandal, zarzucano jej niemoralność, a autora piętnowano. Polański doprawił ponurość i smutek tej historii inspirowanymi malarstwem Wordswortha zdjęciami mrocznych wrzosowisk i dzikiej angielskiej przyrody (zasłużony Oscar za scenografię), a w tytułowej roli z genialną intuicją obsadził młodziutką Nasstasię Kinski. Delikatna i subtelna, ale pełna melancholii i tajemnicy uroda tej aktorki w idealny sposób zespoliła się z postacią nieszczęsnej Tess.

Advertisement

Film mimo kilku zmian stanowi wierną, przesyconą charakterystycznym dla prozy Hardy’ego liryzmem adaptację. Scena pierwszego gwałtu dokonanego przez Aleca D’Urberville’a czy ta na uroczysku Stonehenge wywierają niezatarte wrażenie. Warto zwrócić uwagę na polski akcent: w jednej ze scen usłyszymy graną na flecie melodię Laury i Filona.

Krew doktora Jekylla (reż. W. Borowczyk, 1981)

Kolejny polski akcent na liście, a to za sprawą enfant terrible rodzimego kina, „wygnanego”, tworzącego i docenionego przede wszystkim za granicą, czyli Waleriana Borowczyka. Kto lepiej od tego mistrza perwersji mógł wydobyć to, co w epoce wiktoriańskiej było najbardziej deprawującego, co kryło się pod spętanymi zabudowanymi strojami ciałami, co pozostawało skrępowane przez konserwatywną, pełną hipokryzji moralnością tamtych czasów? Podskórna, niezrealizowana seksualność jest jedną z charakterystycznych cech sztuki wiktoriańskiej, obecna w niedopowiedzeniu, symbolu i metaforze, niemogąca mówić wprost przez wszechobecną cenzurę, ale paradoksalnie dzięki temu jeszcze lepiej działająca na wyobraźnię.

Advertisement

Ten specyficzny „brudzik” epoki zainspirował Borowczyka do stworzenia wyjątkowo ekscentrycznego horroru erotycznego, baaardzo luźno inspirowanego Dziwną historią doktora Jekylla i pana Hyde’a. W roli tytułowego wynalazcy: Udo Kier. Utrzymany w ciemnej i mrocznej kolorystyce francuski film opowiada o wydarzeniach z wieczoru zaręczynowego doktora Jekylla. Zaproszeni goście gubią się w jego posiadłości, a poluje na nich pan Hyde o wyraźnie seksualnych motywacjach… Spektakularna fantazja autorska, niepowtarzalne kino. W pamięci zostaje (oprócz cudownie obrzydliwych scen) przede wszystkim intrygująca postać narzeczonej doktora, jakby uosabiającej pierwotne instynkty panny Osbourne.

Ja byłam zachwycona, ale Krew doktora Jekylla na pewno nie podejdzie każdemu. Jest to natomiast pozycja obowiązkowa dla fanów wszelkich dziwnostek. A skoro już jesteśmy przy postaci doktora Jekylla…

Advertisement

Doktor Jekyll i Mr Hyde (reż. R. Mamoulian, 1931)

Retro w podwójnym wydaniu, bo nie dość, że adaptacja klasycznej, wiktoriańskiej pozycji Roberta Louisa Stevensona (Dziwna historia doktora Jekylla i pana Hyde’a), to jeszcze kino z lat 30. – już dźwiękowe. Stare filmy potrafią wywoływać doprawdy osobliwe odczucia i niezapomniane dreszcze… Fabuła tego horroru psychologicznego połączonego z fantastyką naukową jest Wam pewnie mniej więcej znana: doktor Jekyll pracuje nad eliksirem mającym za zadanie oddzielić w człowieku dobro od zła.

Advertisement

Specyfik wypróbowuje na sobie i w rezultacie doprowadza do rozszczepienia swojej osobowości na dobrego doktora Jekylla i odrażającego pana Hyde’a, będącego uosobieniem wszystkich najgorszych ludzkich cech. Film Mamoulina do dziś uchodzi za najlepszą adaptację opowieści Stevensona, a także za wybitne osiągnięcie kina międzywojennego. Podwójna, tytułowa kreacja Fredrica Marcha została uhonorowana Oscarem dla najlepszego aktora pierwszoplanowego – co do dzisiaj pozostaje jedyną nagrodą w tej kategorii przyznaną za występ w horrorze! Film nawet współcześnie robi wrażenie wykorzystaniem kamery subiektywnej, ciekawym poprowadzeniem narracji, utrzymanymi w ekspresjonistycznej konwencji kadrami zamglonego, niebezpiecznego Londynu, charakteryzacją, rewolucyjnym jak na tamte czasy nakładaniem filtrów na obiektyw i zatarciem cięć z pomocą umiejętnego montażu (wykorzystanym m.

in. w podlinkowanej wyżej sekwencji wypicia eliksiru). Doktor Jekyll i Mr Hyde był również jak na swoje czasy bardzo… erotyczny, interpretował pana Hyde’a jako uosobienie Freudowskiego id, dyszące pożądaniem do napotkanych kobiet. Dlatego też amerykańska cenzura wycięła z produkcji 14 najbardziej nieobyczajnych jej zdaniem minut, które widzowie mogli obejrzeć dopiero wiele lat później, na reedycji DVD z pełną wersją filmu.

Advertisement

Mary Reilly (reż. S. Fears, 1996)

Kolejna luźna wariacja na temat historii doktora Jekylla, a tym samym filmy inspirowane książką Stevensona zaliczają hattricka w niniejszym zestawieniu. Film Fearsa z imponującą obsadą – w głównych rolach John Malkovich (doktor), Julia Roberts (tytułowa służąca doktora), Glenn Close – stanowi twórczą trawestację Dziwnej historii doktora Jekylla i pana Hyde’a.

Jako reżyserzy początkowo byli rozważani Tim Burton oraz Roman Polański. Mary Reilly przedstawia historię doktora Jekylla oczami oddanej mu służącej, trapionej strasznymi przeżyciami z dzieciństwa. Młoda kobieta jest bardzo zadowolona ze swojej posady; do czasu, aż doktor przedstawia jej swojego nowego asystenta, pana Hyde’a… Film stanowi udane połączenie zagadki kryminalnej, romansu, fantastyki i brutalnych scen (ze względu na nie otrzymał kategorię R). Reinterpretuje klasyczne dzieło literackie w świeży sposób, stawiając ważne pytania o naturę dobra i zła.

Advertisement

Golem z Limehouse (reż. J. C. Medina, 2016)

Ten raczej przeoczony kryminał z wątkami horrorowymi na pewno zapewni pierwszorzędną, szarpiącą nerwy rozrywkę na grudniowy wieczór. Akcja tej adaptacji powieści Petera Ackroyda przenosi nas do 1880 roku w Londynie. Inspektor John Kildare (Bill Nighy) zajmuje się sprawą niezidentyfikowanego mordercy, który w ostatnich miesiącach dokonał serii wyjątkowo brutalnych zabójstw w portowej dzielnicy miasta. Równocześnie inspektor prowadzi śledztwo w sprawie kobiety oskarżonej o otrucie męża (Olivia Cooke). Nieoczekiwanie domniemana trucicielka staje się nieopisaną pomocą i partnerką w poszukiwaniach zwyrodniałego seryjnego mordercy. Chemia między parą aktorów, świetnie budowa centralna zagadka oraz komediowy, rozładowujący napięcie występ Douglasa Bootha składają się na naprawdę jakościową całość.

Grobowiec Ligei (reż. R. Corman, 1964)

Kolejna adaptacja literacka, co prawda spod pióra Amerykanina, Edgara Allana Poe. Jednak zarówno produkcja była angielska, jak i zdjęcia nakręcono w Wielkiej Brytanii, zaś akcja została przeniesiona z drugiej połowy XIX wieku w Ameryce do drugiej połowy XIX wieku w Anglii – mamy więc do czynienia z filmem osadzonym w epoce wiktoriańskiej. Grobowiec Ligei jest ostatnim segmentem z ośmioczęściowej serii adaptacji dzieł Poego nakręconej przez Rogera Cormana. Cała ta seria jest godna polecenia dla fanów podobnych klimatów. Film stanowi połączenie horroru, historii miłosnej i opowieści o duchach.

Advertisement

Choć z dzisiejszej perspektywy już nie straszy, to nadal wywiera wrażenie swoją niepokojącą atmosferą i intrygującą akcją. Fabuła jest zbliżona do tej z książki Poego. Główny bohater, Verden Felle, spotyka Rowenę: kobietę łudząco podobną do swojej zmarłej, ukochanej żony, tytułowej Ligei, której śmierć nadal rozpamiętuje. Kiedy Rowena zostaje nową żoną Verdena i wprowadza się do jego domu, zaczyna dochodzić do serii niewytłumaczalnych zjawisk. Jak się okazuje, to duch Ligei próbuje wypędzić swoją „konkurentkę” i zniszczyć nowe małżeństwo jej męża…

Piknik pod wiszącą skałą (reż. P. Weir, 1975)

Tutaj dokonuję małego oszukaństwa, ponieważ akcja tego przepięknego, poetyckiego filmu Weira toczy się nie w wiktoriańskiej Anglii, lecz w wiktoriańskiej… Australii. Ale, ale, proszę na mnie nie krzyczeć: czas akcji osadzony jest w roku 1900, a pierwsze australijskie kolonie uzyskały niepodległość od Wielkiej Brytanii w 1901 roku. Wydarzenia z Pikniku pod wiszącą skałą mają zatem miejsce jeszcze w kraju objętym protekcją królowej Wiktorii i stanowiącym składową Imperium Brytyjskiego.

Advertisement

Możemy zatem uznać arcydzieło Australijczyka za film osadzony w epoce wiktoriańskiej, prawda? Chyba każdy, kto oglądał ten jedyny w swoim rodzaju, niepoddający się łatwym interpretacjom film, przyzna, że opowieść o pikniku grzecznych pensjonarek w zabudowanych, białych sukienkach ma w sobie silnego ducha tamtych czasów. Nierozwiązane zniknięcie kilku uczennic między skałkami często odczytuje się jako podróż do wyzwolenia, także seksualnego, zerwanie z siebie gorsetu sztywnych wiktoriańskich obyczajów (zresztą dziewczęta dosłownie się rozbierają w trakcie wspinaczki). Subtelny surrealizm w połączeniu z metafizycznym niepokojem i osobliwą ścieżką dźwiękową sprawiają, że Piknik pod wiszącą skałą dotyka głębiej i mocniej niż dosłowna, przeładowana efektami specjalnymi i jump scare’ami groza. Piękna, oniryczna zagadka filmowa w niepowtarzalnej, odrealnionej, australijskiej scenerii.

Wichrowe wzgórza (reż. P. Kosminsky, 1992)

I znowu małe oszukaństwo, bo przecież akcja Wichrowych wzgórz dzieje się na przełomie XVIII i XIX wieku, czyli na długo przed rządami królowej Wiktorii. Sama książka należy jednak do kręgu literatury wiktoriańskiej, więcej, jest dla tego nurtu wręcz symptomatyczna, natychmiastowo z nim utożsamiana. Dlatego nie wyobrażałam sobie nie umieścić w zestawieniu filmów przesiąkniętych wiktoriańską grozą tej ekranizacji klasycznej powieści Emily Brontë. Ten doprawiony wątkami nadnaturalnymi melodramat to po prostu esencja wiktoriańskiej estetyki i wrażliwości. Toksyczna, namiętna, intensywna miłość Cathy i Heathcliffa nie jest relacją, na której powinny się wzorować osoby próbujące stworzyć udany związek, ale należy już do symboli kultury europejskiej, które każdy wykształcony człowiek znać powinien.

Advertisement

Ze wszystkich ekranizacji tego ikonicznego dzieła tą najpiękniejszą i najbardziej uwielbianą przez widzów jest chyba ta z 1992 roku, z Ralphem Fiennesem i Juliette Binoche w rolach kochanków. A na koniec, dla najbardziej wytrwałych czytelników i fanów romantycznej epoki wiktoriańskiej, którzy dotrwali ze mną do końca tego niekrótkiego zestawienia, mały bonus: moja ulubiona imienniczka, Kate Bush, śpiewająca jako duch innej Kaśki, tej z Wichrowych Wzgórz, w jednym ze swoich największych przebojów, piosence z gatunku tych najlepszych, dziwnych i niewpadających w ucho przy pierwszym odsłuchaniu, a urastających w nas i stopniowo uzależniających od siebie przy każdym kolejnym odtworzeniu:

Advertisement

Publikuje w "KINIE", Filmwebie, serwisie Film w Szkole i (oczywiście) na film.org.pl. Edukatorka filmowa w Zespole Edukacji Ferment Kolektiv. Lauretka II nagrody w Konkursie im. Krzysztofa Mętraka dla młodych krytyków filmowych oraz zwyciężczyni konkursu Krytyk Pisze Festiwalu Kamera Akcja.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *