search
REKLAMA
Zestawienie

FILMOWE rozczarowania ROKU 2020

Odys Korczyński

27 grudnia 2020

REKLAMA
To był nieszczęśliwy rok, przede wszystkim nie dla kin, filmów czy w ogóle kinematografii, lecz dla ludzi, przez co zachwiała się również sztuka filmowa. Ona jako taka sobie jednak poradzi, natomiast zmarłych przez pandemię już nie przywróci się do życia. Tak więc moje rozczarowania filmowe są, ale znacznie mniejsze niż rok wcześniej. Premier było niewiele. Na szczęście serwisy streamingowe nieco wypełniły tę lukę, a może i na stałe zmieniły nawyki wielu widzów, podpowiadając im, że oglądanie filmów w domu jest bezpieczniejsze, a gdy ma się odpowiedni sprzęt, może zrekompensować brak kina.
Tenet, reż. Christopher Nolan

Z biegiem czasu klaruje mi się odpowiedź na pytanie, czego się po Tenecie, a właściwie po Nolanie spodziewałem w jego najnowszym filmie. Na pewno nie tematycznej prostoty. Nolan musiał wznieść się na wyżyny swoich możliwości, gdyż kiedyś nakręcił Interstellara. Dzisiaj już wiem, że spodziewałem się spokoju i szacunku dla aparatu poznawczego, którym dysponuje widz. Pod tym względem Tenet jest dla mnie zawodem roku 2020, potworem wyzutym z emocji, produkcją noszącą wymyślną maskę, ukrywającą bezdenną pustkę. Podczas seansu Teneta nie doświadczyłem przyjemności, nie poczułem się rozrywkowo odświeżony, a przerażająco zmęczony. Reżyser znęcał się nade mną w imię egoistycznej wizji udowodnienia sobie, że potrafi stworzyć najbardziej wieloaspektowy, skomplikowany i dialektyczny film świata. Stworzył produkt fabularny podobny do popękanej z powodu braku wody, jałowej ziemi.

Psy 3. W imię zasad, reż. Władysław Pasikowski

Głupotą było spodziewać się filmu, który okaże się tak legendarny czy też kultowy jak pierwsze Psy. Nadzieja na zadowalające kino akcji jednak była. W sumie Pasikowskiemu udało się nakręcić poprawny film sensacyjny, ale legendy mają to do siebie, że oddziałują na wszystko, co chce do nich nawiązać. Pasikowski w ostatniej odsłonie Psów zbyt tego chciał, dlatego poniósł klęskę. Obronił się jedynie Cezary Pazura, mało tego – naprawdę mnie poruszył. Bogusław Linda za to mocował się ze swoim podeszłym wiekiem niczym pies z kolczatką. Nie było łatwo go więc w tej roli oglądać. Właśnie ze względu na tę legendę, jaką roztaczał wokół siebie kiedyś młody Franz Maurer, w trakcie oglądania W imię zasad czuć zawód, niespójność z przeszłością, żałosne pogodzenie z rzeczywistością, która się nie zmieni. Podczas oglądania np. takiego Zenka nie było zawodu, bo i nośnikiem jakiej legendy może być disco polo? Psy zaś poległy, jak po trosze nasza współczesna demokracja.

Mank, reż. David Fincher

Emocjonalny bajzel, zabawa w pchełki, Coenowski film rozliczeniowy przypominający custompublishingową prasę w wielkich korporacjach. Nie spodziewałem się, że obejrzę drugi raz Ave, Cezar!, siejący wokół siebie nudę metafilm o tworzeniu filmu w filmie. Aż sobie włączyłem dla odświeżenia Obywatela Kane’a, by poczuć ten autentyczny klimat lat 40. i po raz kolejny doznać zawodu Fincherowską jego symulacją. Tak się stało głównie dlatego, że Fincher zostawił Finchera i poszedł ścieżką zupełnie dla siebie obcą. Zawsze był reżyserem kreującym po swojemu świat przedstawiony, a teraz, o dziwo, poszedł w dość obce stylistycznie mu rejony uwielbiane raczej przez fanów filmoznawczej dekonstrukcji historii kina, a nie widzów, którzy szukają w nim rozrywki. Gdyby bardziej zaufał sobie, a więc dokonał analizy pracy Hermana Mankiewicza na swój surrealny sposób, w kolorze, z pełną emocji narracją itp. A tak Manka odbieram jako chęć przypodobania się tzw. wyższym Hollywoodzkim sferom artystycznym.

Kolejny film o Boracie, reż. Jason Woliner

Czuć zmęczenie materiału w stosunku do poprzednich dokonań Borata. Zbyt również hermetyczny stał się jego żart. Skupienie się na Trumpie ustawiło cały film, a przeciętny europejski widz raczej potrzebował czegoś więcej. Borat słynął z tego, że wyśmiewał wszystkich, niezależnie od strony na scenie politycznej. Republikanie plus Żydzi to temat już nieco ograny, stąd zawód. Mam jednak przeczucie, że Borat nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i za kilka lat zobaczymy go w bardziej kontrowersyjnych klimatach typu Bruno. Jako człowiek o poglądach raczej lewicowo-liberalnych chciałbym zobaczyć go w roli prześmiewcy wszelkich wolnościowych ideałów, łącznie z symbolem tęczy. Wiem, że już to robił, lecz teraz, gdy świat został zdominowany przez koronawirusa, mogłoby być jeszcze ciekawiej.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA