Publicystyka filmowa
CHRISTOPHER NOLAN. Ranking WSZYSTKICH filmów reżysera
Z pasją odkrywaj świat filmów CHRISTOPHER NOLAN, reżysera, który łączy perfekcjonizm z ambicją. Poznaj ranking jego dzieł!
Chyba nie ma drugiej tak specyficznej grupy filmowych fanów jak miłośnicy twórczości Christophera Nolana. Aurę, jaką zdołał roztoczyć wokół siebie brytyjski reżyser za sprawą swych niezwykle wysmakowanych dzieł, można bez wątpienia nazwać niesamowitą. Jakby Nolan był bogiem kina, któremu nie wolno niczego zarzucić, gdyż godziłoby to w jego wizerunek twórcy doskonałego.
Otóż wbrew temu, co krzyczy Wikipedia („jeden z najbardziej dochodowych i cenionych twórców XXI wieku”), Nolan bogiem nie jest. Jego filmy mają wady, czasem dość duże. Ale prawda jest taka, że jest on przykładem filmowego profesjonalizmu, reżyserem zafiksowanym na celu, nieraz przesadnie ambitnym. Jawi się przy tym jako spadkobierca Kubrickowskiego perfekcjonizmu. Nie zwykł schodzić poniżej pewnego poziomu jakości, regularnie tworząc dzieła dobre, bardzo dobre lub znakomite. Trudno zatem nie patrzeć na niego jak na wzór.
Oto subiektywny (!) ranking filmów Christophera Nolana obejmujący wszystkie dziesięć jego produkcji, ułożonych od najgorszej do najlepszej. Zgadzacie się z takim wyborem?
10. Dunkierka
Jeśli miałbym wskazać jeden film, który w filmografii Nolana stanowi niechlubny przykład przerostu jego ambicji, wybrałbym Dunkierkę. Dzieło, którego zwiastun jest lepszy od samego filmu. To bowiem kino wojenne, które nie angażuje, jest nieciekawe i nudne, a przez to sprzeczne tak z zamiarami twórcy, jak z samą tematyką i jej potencjałem. Wszyscy zachwycają się zegarmistrzowską precyzją filmu, jego audiowizualnym wysmakowaniem, realizacyjnym kunsztem. Ja jednak twierdzę, że owszem, ten film może i ładnie wygląda, ale nie jest niczym ponad swój zgrabny kostium.
To klasyczna wydmuszka, bez historii (choć ponoć na historii oparta), bez bohaterów, bez krwi, potu i łez, przyciągająca uwagę kompozycją, ale niezawierająca niczego wewnątrz. Po latach od premiery nie trafiają do mnie także wszelkie argumenty dające do zrozumienia, że nieprzywiązywanie przez reżysera wagi do fabuły powodowane chęcią skupienia się na emocjach wojennych stanowi wyznacznik oryginalności tego obrazu w porównaniu do innych dramatów tego rodzaju. Nie przekonało mnie to; żaden z tych tekturowych rycerzyków nie sprawił, że chciałem przejąć się jego losem, żaden z tych fruwających nad plażą samolocików nie wywołał we mnie trwogi. Po raz pierwszy u Nolana poczułem też, że bombastyczność muzyki Zimmera działa na niekorzyść filmu, niejednokrotnie zaburzając jego seans.
④
9. Mroczny Rycerz powstaje
Mam z tym filmem spory problem. W kinie bawiłem się znakomicie i jeśli na tym wrażeniu miałbym opierać swoją ocenę, Mroczny Rycerz powstaje dostałby wysoką notę. Dopiero po miesiącach od seansu powoli, stopniowo zaczęły docierać do mnie dość ewidentne błędy realizacyjne tego widowiska (na które zwracali uwagę także moi redakcyjni koledzy).
Po raz kolejny Nolan chciał za dobrze, chciał za dużo. Kierując się przy tym faktem, że to koniec tworzonej przez niego wybitnej trylogii, która przecież jak żadna inna zasługuje na odpowiedni przytup. Fabuła jest za długa i w rezultacie męcząca. Świetne sceny – jak na przykład otwierająca film akcja w samolocie lub eksplozja na stadionie – przeplatają się z dialogową czerstwością oraz przesadnym mnożeniem wątków. Gubi się w tym i uwaga, i relacja z głównym bohaterem. Bo to kolejny film o Batmanie bez Batmana. Jest za to jeden arcywróg, którego – za sprawą perfekcyjnej kreacji Hardy’ego – uważam za najlepszego łotra w całej tej rojącej się od postaci trylogii Nolana. I zarazem najjaśniejszy punkt trzeciej części.
⑤
8. Śledząc
Widziałem lepsze debiuty reżyserskie, ale ten Nolana też zasługuje na uwagę. Twórca miał dwadzieścia osiem lat, gdy po raz pierwszy zasiadł na stołku reżyserskim. Swój debiutancki film zrealizował za „zaskórniaki”, bo za kwotę około sześciu tysięcy dolarów. I faktycznie da się wyczuć, że z czysto realizacyjnego punktu widzenia mamy do czynienia z reżyserem jeszcze niewyrobionym, przygniecionym ograniczeniami dotyczącymi sprzętu i ludzi, jakimi dysponuje. Może właśnie dlatego pierwszy film Nolana jest czarno-biały – dzięki temu nie tylko umiejętnie tworzona jest atmosfera czarnego kryminału, ale też ukrywane są niedociągnięcia techniczne.
Po raz pierwszy i ostatni nie jest ważne u Nolana to, że film nie ma wizualnego pazura, gdyż o wiele istotniejsze okazują się duszny klimat i narracja. Tu z kolei da się zauważyć zabiegi typowe dla Nolana w późniejszym okresie (jak mieszanie w chronologii), które finalnie, po zapoznaniu się widza z wszystkimi puzzlami, wywołują uczucie zaskoczenia. Mnie przeszkadzało jednak to, że Śledząc jest w odbiorze bardzo surowe i że nie jest niczym więcej niż wykalkulowaną, intelektualną zabawą. To nie zarzut, raczej właściwość, która sprawiła, że choć doceniam pomysł, na podstawie którego powstał film, to jednak jego seans dość szybko wyleciał z pamięci.
➅
7. Bezsenność
Jedyny film w filmografii Nolana, który został zrealizowany na bazie cudzego scenariusza i pomysłu. Bezsenność to bowiem amerykański remake norweskiego kryminału z 1997 roku. Mała oryginalność w porównaniu do innych filmów Brytyjczyka to jednak najmniejszy problem dzieła z 2002. Największy to aż nader wyczuwalna prostota.
Nie przywykliśmy do Nolana, który świadomie wyzbywa się narracyjnych fajerwerków na rzecz bezpiecznego schematyzmu. Bezsenność to po prostu bardzo przyzwoity kryminał, nakręcony po bożemu, niemający krzty odmienności uprawniającej go do nawiązania rywalizacji z innymi przedstawicielami gatunku. Po latach pozostało jednak po nim coś namacalnie wartościowego. Zdjęcia Wally’ego Pfistera tworzące senną atmosferę filmu idealnie podkreśliły apatyczny stan, w jakim znajduje się głównych bohater. Pacino po raz kolejny urzeka kreacją zgodną z jego emploi, ale prawdziwy zachwyt wzbudza Robin Williams, który tym razem owo emploi umiejętnie zmienił. Po raz pierwszy pokazał przy tym światu to, co ostatecznie doprowadziło do jego upadku – że pomimo noszonego na co dzień kostiumu klauna ma w sobie wiele trudnego do pozbycia się mroku.
⑦
6. Mroczny Rycerz
Trzeba mieć dużo odwagi, by w tytule kolejnej historii o rycerzu z Gotham nie zawrzeć słowa „Batman”. Już na wstępie Nolan dał do zrozumienia, że po tym, jak odhaczył genezę bohatera, może pozwolić sobie na ruch dosadny i niekonwencjonalny. Szkopuł w tym, że ta tytułowa sugestia zdradza jednocześnie podstawowy problem Mrocznego Rycerza – że to film nie tyle o Batmanie, ile o jego nemezis, Jokerze. I że Bale nie miał nawet tutaj czego zagrać, bo niemal całkowicie musiał ustąpić pola świetnemu Ledgerowi.
Jeśli mam być jednak całkiem szczery, muszę powiedzieć, że to kompletnie nie moje Gotham, nie mój Batman i nie mój Joker. Według mnie Nolan dokonał swoistego gwałtu na komiksowej retoryce, dając widzowi do zrozumienia, że film o facecie przebranym za nietoperza to film o czymś, co faktycznie mogłoby się zdarzyć. I jest to w moim mniemaniu po prostu głupie. Ta historia się nie klei, gdy pozbawi się ją groteski, umowności lub przynajmniej czytelnych mrugnięć okiem. Ta nadętość, bombastyczność odstręcza mnie skutecznie od ponownego obejrzenia tej produkcji, choć jej kunszt realizacyjny rzecz jasna doceniam.
⑦
5. Batman: Początek
Tak jak zraża mnie w Batmanach stylistyka Nolanowskiego realizmu, tak jako odświeżające novum w origin story sprawdziła się ona nadzwyczaj dobrze. Dlaczego pierwszy film z Nolanowskiej trylogii o Batmanie uważam za najlepszy? Odpowiedź jest nader prosta: bo to film o Batmanie, a dokładniej Brusie Waynie. W kolejnych filmach Nolan odjeżdża zupełnie od tej postaci, koncentrując się na jej żywiołowych antagonistach, nie dając głównemu bohaterowi nawet dobrych kwestii do wypowiedzenia. Inaczej jest w Początku.
Mimo że zna się tę historię dość dobrze, czy to z komiksów, czy to z wcześniejszych filmów, i tak przyciąga ona uwagę dzięki oryginalnym zabiegom reżysera. Choć do Keatona mu daleko, to jednak Bale ma tu jakąś rolę do zagrania. Główny wróg, Strach na Wróble, jest tutaj jedynie cennym dodatkiem, który umożliwia protagoniście wejście do jego największych koszmarów i konfrontację z drzemiącym w nim mrokiem. Bardzo lubię ten aspekt historii i osobowości Batmana i podoba mi się sposób, w jaki Nolan do niego podszedł.
⑦
4. Memento
Błysk geniuszu Nolana w czystej postaci. Świetnie zagrany, napisany i przede wszystkim zmontowany film. To, czego świat nie zdołał poznać i docenić przy okazji Śledząc, w Memento zostało zaprezentowane w pełnej krasie. Pomysłowość i styl reżysera objawiły się w nietuzinkowym podejściu do narracji.
Zaburzona chronologia działa jeszcze mocniej, gdy weźmie się pod uwagę problemy z pamięcią, jakie ma bohater tego filmu. Zasadne wydaje się pytanie, na ile możemy ufać swoim wspomnieniom i czy zawsze za prawdę możemy uważać to, co w nich odnajdujemy. Ale umówmy się co do jednego: Memento w dużej mierze jest kinem jednorazowym. Gdy po latach obejrzałem tę produkcję ponownie, nie zdołała zrobić na mnie takiego samego wrażenia jak za pierwszym razem. Pozostaje mi tylko zazdrościć osobom, które mają ją jeszcze na liście swych kinowych zaległości.
⑧
3. Prestiż
Do stworzenia kolejnej zagadki Nolan wybrał idealną wręcz tematykę. Nie ma chyba lepszego sposobu na igranie z widzem niż wykorzystanie sztuczek magicznych. Po raz kolejny zastosowany został typowy dla twórcy zabieg – fabularny twist wpleciony w okolicach kulminacyjnego punktu akcji, w tym wypadku nie mniej udany, nie mniej znaczący ani szokujący od tego, co mieliśmy okazję zobaczyć w Memento. Prestiż to bardzo dobre aktorstwo – najbardziej podobał mi się Hugh Jackman, który świetnie wyraża mimiką twarzy swoje zacietrzewienie (jakże różne to jest od tego, co pokazał światu rolą Rosomaka).
Prestiż to też świetny, steampunkowy klimat. W zasadzie to bardzo trudno jest mi po latach wypomnieć temu filmowi cokolwiek. To kapitalne kino rozrywkowe z ambicjami. Przepełniony aurą tajemniczości i magii, Prestiż skutecznie zdobywa uwagę widza, przekazując jednocześnie prawdę o sile iluzji i o tym, że rzeczy są takie, jakie są, a nie takie, jakie się nam wydaje, że są. Czy patrzysz uważnie?
⑨
2. Incepcja
To jeden z tych filmów, które widziałem najwięcej razy. Nie tylko w porównaniu z innymi tytułami tego zestawienia, ale w ogóle. Rzadko zdarza mi się serwować sobie kilkakrotne powtórki, zwłaszcza gdy wiąże się to z pójściem do kina raz za razem. Incepcja mocno mnie zaangażowała i finalnie mocno mną wstrząsnęła. I nigdy tego uczucia nie zapomnę. Choć ten zachwyt powinien stanowić wystarczającą recenzję, rzetelność wymaga dodania jeszcze kilku słów. Znaczący wyróżnik stanowi tutaj przede wszystkim fabuła, wyjęta jakby z mózgu jakiegoś geniusza.
Jest tak wielowarstwowa, tak nietuzinkowa, tak niejednoznaczna, że może służyć za zachętę do przeprowadzania pogłębionych analiz. Zarówno tych stanowiących przewodnik po Nolanowskim labiryncie znaczeń, jak i wyjaśniających kulturowe znaczenie podejmowanego przez niego tematu snu. I, co zaskakujące, wszystko to w sztafażu widowiskowego kina akcji. Incepcja stanowi podręcznikowy przykład filmu, który błyskawicznie zdobywa uwagę widza i nie traci jej aż do ostatniej sekundy widowiska.
⑩
1. Interstellar
Jako że ranking ten ma charakter subiektywny, postanowiłem umieścić na pierwszym miejscu film, który osobiście uważam za najlepszy w dorobku reżysera, ale który jednocześnie nie jest najlepszy w oczach wielu innych krytyków. Umieszczenie na szczycie Incepcji, Prestiżu czy Memento z pewnością byłoby bezpieczniejsze, nijak miałoby się jednak do moich wrażeń.
A te nie pozwalają mi myśleć o filmie Interstellar inaczej niż jak o arcydziele. Mądrze rozpisana fabuła uzupełnia się z wysmakowaną stylistyką twardej fantastyki. Ale rzecz w tym, że żaden inny film Nolana nie trafił tak do mnie swoim przesłaniem. Proekologiczne, jakże aktualne dziś hasła przeplatają się tu z katastrofizmem i wnioskiem, jakoby nigdy nie było nam pisane pozostać na Ziemi, tylko zmuszeni będziemy z niej uciekać. To przyczynek do poważnej dyskusji dotyczącej poszukiwania odwiecznego sensu istnienia człowieka – pod tym względem produkcji Interstellar najbliżej jest do pełnienia funkcji duchowego spadkobiercy 2001: Odysei kosmicznej.
Niektórym może wydać się ten sposób opowiadania Nolana zanadto napuszony, a nawet ckliwy. Ja jednak uważam go za adekwatny do wagi poruszanego problemu. Wielki to film, od początku do końca dobrze poprowadzony, także z naukowego punktu widzenia.
⑩
