Recenzje

PSY 3. W IMIĘ ZASAD. Czy ten KUNDEL jest rasowy?

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Nie jest, chociaż usilnie chce zachować pozory. Po dawnych Psach zostały miłe wspomnienia oraz smutna, pusta buda. Nawet łańcuch zżarła rdza. Utrzymana więc została reguła, czy też, mówiąc językiem z Psów, zasada – rzadko kiedy udaje się zmierzyć z legendą i wyjść z tego cało. Może byłaby jeszcze szansa, gdyby z jakichś niezrozumiałych powodów najnowsza odsłona historii życia Franza Maurera nie skręciła w stronę komedii. Czy tym sposobem Władysław Pasikowski postanowił załatać dziury w scenariuszu? Może i widzowie na sali kinowej będą nagle wybuchać niekontrolowanym śmiechem. Na seansie Psów jednak to dowód na tanią rozrywkę dla mas, a nie ponowne spotkanie się z filmem w polskiej kinematografii legendarnym. Jeśli tak chciano na siłę poszerzyć target odbiorców, nie widzę sensu w kręceniu Psów 3 w ogóle.

Siłą Psów była kultowość rozumiana jako zapisanie się w świadomości widza na długo po seansie za pomocą obrazów i dialogów.

A potencjał był, zważywszy na obsadę aktorską. Zadziwił mnie pozytywnie nawet Marcin Dorociński (Wit), którego uważałem za aktora jednej miny. Okazał się całkiem dramatycznie sprawnym łącznikiem między nowoczesnym światem skorumpowanej policji a tym niegdysiejszym, postubeckim sprzed 30 lat. Natomiast nie warto zwracać uwagi na jego partnerkę (Dominika Walo jako Ola). Jest ona dla całej historii zbędna jak zakurzona ikebana w europejskim domu. Na jej obronę może działać tylko konwencja, ponieważ we wszystkich odsłonach Psów kobiety odgrywały rolę półinteligentnych tworów do łóżkowego używania. Taki jest po prostu męski klimat tej psiej rzeczywistości, i tyle.

Najważniejsza jednak miała być historia Franza i Nowego (Cezary Pazura jako Waldemar Morawiec). A ta, mimo świetnych momentów (rozmowa na balkonie, w kostnicy), najbardziej kuleje, szczególnie w połączeniu ze współczesnym światem. Pasikowski zdecydował, że zdobędzie nowego widza dla Psów, kiedy umieści w filmie sugestie, że Policja jest zła, skorumpowana i pełna bezrozumnej przemocy, a na dodatek torturuje niewinnych ludzi taserami, co doprowadza do ich śmierci. Analogia z przypadkiem Igora Stachowiaka jest w Psach 3 widoczna z podobną nachalnością, co lokowanie produktów w polskich operach mydlanych typu Barwy szczęścia czy Na wspólnej. Pasikowski tak się skupił na walce kryształowego policjanta (Dorociński) z korupcją w systemie, że zapomniał o dopracowaniu relacji starej gwardii z tym światem. A to na niej opiera się przecież legenda tej serii. Przez to zapewne najnowsze Psy przypominają mi taką komedię sensacyjną z Morganem Freemanem, Michaelem Cainem i Alanem Arkinem w rolach głównych – W starym, dobrym stylu (2017). Fabułę obydwu filmów można streścić jednym zdaniem. Dawni koledzy z wojska, pracy, policji, szkoły, nieważne skąd, ale przyjaciele, których złączyła przeszłość, postanawiają po raz ostatni w życiu zamienić się w superprzestępców walczących z całym otaczającym ich światem, w imię zasad i społecznej sprawiedliwości.

Okazuje się, że taka narracyjna mieszanka się nie sprawdziła. Pasikowski mógł zrobić Psy 3 dziesięć lat temu. Wtedy miałby do dyspozycji młodszych i sprawniejszych głównych aktorów. Być może nie musiałby mieszać światów, by jeden równoważył drugi. Zrobiłby kolejną, czystą opowieść sensacyjną bez komediowych gagów i bez tak usilnego nawiązywania do problemów naszej młodej demokracji z nierozliczoną przeszłością komunistyczną i jak na ironię wciąż obowiązującymi tymi samymi standardami, co niegdyś w UB. W końcu Franz nie musiał siedzieć aż 25 lat. Gdyby siedział, powiedzmy, z dziesięć, jest szansa, że obyłoby się bez takich wpadek jak udawane zagubienie po wyjściu z mamra, ale tylko przez pięć minut, zadziwiająca sprawność w posługiwaniu się telefonem komórkowym, Internetem po tylu latach odsiadki, niewyjaśniona sprawa ze Spinakerem (Eryk Lubos) itd. Te wszystkie mniejsze lub większe dziury może i by aż tak nie bolały, gdyby zostały lepiej wizualnie oprawione. Nie pomogła im, a może i doprowadziła do jeszcze większej dysharmonii między obrazem i dźwiękiem, klimatyczna muzyka Michała Lorenca.

Ostatnio dodane