Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmowy profiler #19. Dale Cooper. Miasteczko Twin Peaks

Oto niezwykły świat DALE’A COOPERA z MIASTECZKA TWIN PEAKS: FBI, tajemnice, kawa i senne przygody. Poznaj nietuzinkowego agenta!

Published

on

Filmowy profiler #19. Dale Cooper. Miasteczko Twin Peaks

Nie rozstaje się z dyktafonem, na którym uwiecznia swoje refleksje, adresując je do asystentki o imieniu Diane. Ceni sobie smak mocnej, dobrze zaparzonej kawy i placka z wiśniami. Nosi się elegancko, zawsze wygląda jak spod igły. Łączy dedukcyjne techniki śledcze z intuicyjną metodą tybetańską. Widuje karły w snach i olbrzymy na jawie.

Advertisement

Chluba, ale czasem i poważny problem dla FBI: agent Dale Bartholomew Cooper.

Inicjały i nazwisko Dale otrzymał po D.B. Cooperze, legendarnym porywaczu, który w 1971 roku uprowadził Boeinga 727, zażądał okupu w wysokości 200 tysięcy dolarów, a następnie ewakuował się ze spadochronem. Co się z nim dalej stało, nie wiadomo. Być może zginął – w zasadzie to najbardziej prawdopodobna teza – ciało jednak nigdy nie zostało odnalezione, a sam Cooper przeszedł do historii jako symbol brawury (czy też raczej bezczelności), efektywności, pomysłowości i dzikiej odwagi. Tym właśnie jest dzisiaj – przede wszystkim symbolem, ponieważ jego prawdziwe personalia nigdy nie zostały ustalone.

Advertisement

Pamięciowy portret porywacza D.B. Coopera

O biografii Dale’a Coopera wiemy sporo, nie tylko z serialu i z filmu Ogniu, krocz ze mną, ale też z książki Scotta Frosta (brata Marka) The Autobiography of F.

B.I. Special Agent Dale Cooper: My Life, My Tapes, opublikowanej w maju 1991 roku. Dale urodził się 19 kwietnia 1954 roku w Filadelfii. Kiedy miał trzynaście lat, pod choinką znalazł dyktafon i z czasem nabrał zwyczaju rejestrowania swoich myśli – od głębokich refleksji po zupełnie banalne obserwacje. Sporo życiowej mądrości przekazała mu matka, to ona wpoiła mu szacunek dla snów i przekonanie, że śmierci nie należy się obawiać. Mając lat piętnaście, Cooper zdecydował, jaka będzie ścieżka jego kariery: napisał list do J. Edgara Hoovera, informując go o swoich planach wstąpienia do biura.

Już jako nastolatek dysponował sporą pewnością siebie i udowodnił, że to popłaca, ponieważ otrzymał odpowiedź i zaproszenie do siedziby FBI w Waszyngtonie. Nie tylko poznał osobiście Hoovera, ale popisał się też talentem strzeleckim, bijąc na głowę wyszkolonego agenta. Jakiś czas potem zapadł na poważną chorobę, podczas której nawiedzała go wizja „dzikiego człowieka” próbującego sforsować drzwi. Te same sny miała później jego matka tuż przed śmiercią z powodu pęknięcia tętniaka. Po pogrzebie Dale doświadczył wizji swojej matki, która ofiarowała mu pierścionek. Wbrew wszelkim regułom logiki, miał go nadal po przebudzeniu.

Advertisement

Wybieramy NAJLEPSZY SERIAL KOMEDIOWY WSZECH CZASÓW. Zagłosuj!

W najwcześniejszym okresie dorosłości Cooper coraz częściej natykał się na morderstwa i śmierć, widywał też rzeczy, których nie umiał wyjaśnić, umykające cienie, śmiech jak z innego wymiaru… Marzenie o wstąpieniu do FBI powróciło w 1976 roku za sprawą spotkania z niezwykle błyskotliwym agentem Windomem Earle’em. Na kilka miesięcy przed wstąpieniem do biura Cooper nagrał na swoim dyktafonie znamienne zdanie „Evil does have a face”. O przydzielonej mu sekretarce Diane mówił, że to skrzyżowanie „świętej ze śpiewaczką kabaretową”. Swoje kolejne nagrania adresował już do niej.

W 1978 roku poznał Alberta Rosenfielda (którego odebrał jako „gniewnego”), a kilka miesięcy później – żonę Windoma Earle’a, Caroline. Jej późniejsza śmierć z rąk coraz bardziej pogrążającego się w obłędzie małżonka zostawiła na Cooperze niezatarte piętno. 1986 rok przyniósł mu refleksje nad dramatem Tybetu i przyczynił się do ustabilizowania jego niekonwencjonalnych technik śledczych, łączących intuicję z analizą faktów. W 1988 roku przejął śledztwo w sprawie tajemniczego morderstwa Teresy Banks po tym, jak dotychczasowy śledczy, Chester Desmond, zaginął bez śladu.

Advertisement

Cooperowi nie udało się ustalić winnego, natomiast rok po śmierci Teresy podzielił się z Albertem pewnym przypuszczeniem. Powiedział mu mianowicie, że zabójca wkrótce znów uderzy, a jego ofiarą będzie młoda blondynka, aktywna seksualnie, zażywająca narkotyki i błagająca o pomoc. Albert oczywiście te przeczucia wyśmiał, niemniej 24 lutego 1989 roku w miasteczku Twin Peaks w stanie Waszyngton znaleziono ciało miejscowej nastoletniej piękności – Laury Palmer. I tak Dale Cooper wyrusza podjąć śledztwo w sprawie, która niepokojąco przypomina śmierć Teresy Banks…

Pierwsze skojarzenie, kiedy patrzymy na Coopera w drodze do Twin Peaks? Chyba najbardziej odpowiednim słowem będzie – dziarski i rześki. Z pewnością nie wygląda na człowieka, który ma na karku poważne śledztwo. Cooper z przyjemnością wspomina miejsce, gdzie zatrzymał się na lunch, rozważa prognozę pogody i zapas benzyny, zachwyca się unoszącym w powietrzu zapachem igliwia i oczekuje na spotkanie z szeryfem o charakterystycznym nazwisku Truman. Pytanie o gatunek rosnących w Twin Peaks drzew będzie zresztą jednym z pierwszych, jakie szeryfowi zada. Nazwę „daglezja” powtórzy z taką rozkoszą, jakby smakował wyjątkowo smaczny cukierek na języku.

Advertisement

Specyficzna drobiazgowość agenta Coopera idzie u niego w parze z umiejętnością cieszenia się najmniejszymi elementami codzienności. Być może jest to mechanizm obronny, który wykształcił się u niego w odpowiedzi na stałe obcowanie z najokrutniejszymi przejawami ludzkiej degeneracji.

Od samego początku widzimy zatem pogodne i życzliwe usposobienie Coopera. Ma dość wyczucia i taktu, by zręcznie połączyć informację o przejęciu dowodzenia nad śledztwem z szacunkiem wobec statusu lokalnych władz. To kolejny aspekt osobowości Coopera: nigdy nie patrzy na ludzi z góry. Ceni sobie każdą opinię, nawet tę najbardziej ekscentryczną – sam w końcu jest ekscentrykiem. Wychodzi z założenia, że każdy ma swoją opowieść, której warto wysłuchać. Co prawda chwilę mu zajmie przekonanie się do rad artykułowanych przez Pieniek za pośrednictwem Margaret, ale dojrzeje również do tego.

Advertisement

Prezentowana przez Dale’a żywość i rześkość odwraca nieco naszą uwagę od innych jego charakterystycznych cech – a mianowicie tego, że jest stale czujny, niezwykle opanowany i w pełni panuje nad sobą. Pełna kontrola to kolejny sposób, w jaki Cooper radzi sobie z rzeczywistością. Przejawia się nie tylko w potrzebie porządkowania wrażeń na kilometrach taśmy dyktafonowej, nie tylko w reżimie ćwiczeń i eleganckim, niemal staroświeckim sposobie wypowiadania się – ale również w tym, jak wygląda i jak się nosi. Ani jeden włosek nie wyrywa się na wolność (dlatego tak zabawnie wypada scena, gdy Dale budzi się gwałtownie z bałaganem na głowie).

Ani jeden pyłek nie ma odwagi osadzić się na garniturze. Krok pewny, zamaszysty, sprężysty, ciało wyprostowane, głowa w górze. Samą postawą Cooper sygnalizuje pewność siebie na tyle ujmującą (a czasem onieśmielającą), że nawet jego najbardziej dzikie teorie traktuje się z powagą. Jest specyficznym ekscentrykiem, ma swoje zabawne dziwactwa, ale nigdy nie bywa śmieszny, a już na pewno nie żałosny. Chroni go przed tym pancerz naturalnej charyzmy, którą promieniuje. Ludzie automatycznie za nim podążają, wsłuchują się w to, co ma do powiedzenia, uznają jego racje. To urodzony lider, który nie waha się stanąć na pierwszej linii walki, i jak każdy świetny lider wie, kiedy należy ustąpić i cofnąć się o krok.

Advertisement

Z czasem dowiemy się, że ta pełna kontrola ma również swoją smutniejszą, tragiczną stronę. W życiu Coopera miała bowiem miejsce sytuacja, kiedy rozproszył się, pozwolił sobie na nieuwagę i opuścił gardę. Zginęła wtedy kobieta, którą kochał. Tej lekcji nie zapomniał nigdy. Jego pojedynek z Windomem Earle’em jest naznaczony nie tylko dramatem śmierci Caroline, ale również głęboko zawiedzionym zaufaniem do mentora, którego kiedyś bezgranicznie podziwiał. Cooper zdaje sobie sprawę, jak bardzo Earle jest niebezpieczny – w parze z umysłem jak brzytwa i napoleońskim zmysłem strategicznym idzie u niego całkowity brak empatii i w ogóle uczuć wyższych.

Do kwestii Earle’a Cooper nie umie podchodzić na chłodno, chociaż niewątpliwie się stara. Ale nawet on nie jest przecież odporny na żal, ból i zawód. Trudno mu też cokolwiek poradzić na to, że gdzieś w głębi został w nim ten podziw, jakim niegdyś obdarzał Earle’a. Powinien go znienawidzić, ale do końca nie może. To rodzi tak głęboki wewnętrzny dysonans, że Cooper popełnia błędy, do których w innej sytuacji na pewno by nie doszło. Ma świadomość, że je popełnił – Dale nigdy nie ucieka przed odpowiedzialnością i mierzeniem się ze swoimi słabościami – ale to nikła pociecha.

Advertisement

Kolejną charakterystyczną cechą Dale’a Coopera jest jego niesamowity zmysł obserwacji. Bez wysiłku dostrzega półtony i niuanse, mikrogesty, które wiele mu mówią o podskórnym napięciu utrzymującym się między ludźmi. Pozorna obojętność i taktyka „dalekich znajomych” między Edem a Normą nie jest w stanie go zwieść ani na sekundę. Błyskawicznie orientuje się też w uczuciu, jakim szeryf Truman darzy Josie Packard. Godna uwagi jest szybkość, z jaką Cooper wrasta w strukturę Twin Peaks. Jest przecież obcy, jest kimś totalnie z zewnątrz, wydawałoby się, że społeczność miasteczka powinna traktować go z podejrzliwością, zwierać przed nim szeregi, nie dopuszczać go do lokalnych tajemnic. Tak się jednak nie dzieje. Wręcz przeciwnie, Cooper błyskawicznie zaskarbia sobie zaufanie miejscowych i szybko staje się nieodłącznym elementem krajobrazu, tak jakby mieszkał w Twin Peaks od lat.

Składa się na to kilka podstawowych czynników. Pierwszym jest fakt, że sam dorastał co prawda w dużym mieście, ale w dosyć zamkniętym środowisku (uczęszczał do szkoły prowadzonej przez kwakrów, jako dziecko separował się od rówieśników z powodu nawracających ataków astmy). Drugim – serdeczne przywiązanie, jakim obdarza Twin Peaks i jego mieszkańców (w pewnym momencie sygnalizuje nawet Diane, że chciałby przejrzeć swój plan emerytalny i zakupić tu nieruchomość). Trzecim – jego postawa. Cooper jest dociekliwy, ale nie przekracza granic intymności. Szanuje prywatność i można zaufać jego dyskrecji. Czwartym, ale jednocześnie najważniejszym elementem jest natomiast jego relacja z szeryfem Harrym Trumanem.

Advertisement

To jedna z najpiękniej pokazanych szczerych, męskich przyjaźni, jakie kiedykolwiek pojawiły się na ekranie. Więź między Trumanem a Cooperem tworzy się błyskawicznie, praktycznie od pierwszego wejrzenia, chociaż wydaje się, że na wstępie łączy ich tylko skupienie na sprawie śmierci Laury Palmer. Płaszczyzna porozumienia rodzi się jednak natychmiast. Cooper podchodzi do szeryfa z szacunkiem, ceni jego miejscowe doświadczenie i okazuje mu lojalność w starciu z Albertem Rosenfieldem. Z kolei Truman, oswojony z ekscentrycznością mieszkańców Twin Peaks, nie ma problemu z dziwactwami Coopera i akceptuje jego techniki z dobrodziejstwem inwentarza.

Szybko zawierają więc milczący pakt, który z upływem czasu tylko się umacnia, im bardziej się na siebie otwierają i odkrywają własne słabości. To para, która wzajemnie się dopełnia, co daje im siłę, stabilność i skuteczność, a także swoiste poczucie zakotwiczenia w rzeczywistości. Obaj mogą na sobie bezwzględnie polegać i łączy ich absolutna lojalność wykraczająca poza obowiązek, a nawet poza prawo. Akceptacja szeryfa automatycznie zatem zapewnia Cooperowi możliwość wtopienia się w żywą tkankę społeczności Twin Peaks, ponieważ mieszkańcy, znający Trumana od lat, szanują go i ufają jego osądowi. Skoro Truman ufa Cooperowi – to my również możemy mu zaufać, ponieważ szeryf wie, co robi.

Advertisement

Znamy już zatem Coopera utrzymującego kontrolę, Coopera obserwatora, Coopera – życzliwego przyjaciela. Bardzo piękne cechy jego charakteru ujawniają się też w relacji z Audrey. Zafascynowana nim dziewczyna przywołuje na pomoc wszystkie uwodzicielskie sztuczki, by podbić serce swojego męskiego ideału. Słabszy mężczyzna z pewnością by im uległ. Cooper jednak, chociaż bynajmniej nie obojętny na urodę i wdzięk Audrey, dostrzega dużo więcej. Nie chodzi nawet o jej wiek ani o to, że znała Laurę i ma znaczenie dla toczącego się śledztwa. Przede wszystkim Dale widzi, że dziewczyna rozpaczliwie potrzebuje nie kochanka, tylko przyjaciela, opiekuna i męskiego wzorca.

Dostrzega jej zagubienie, jej kruchość, jej duchowe urazy, wszystko to, co ukrywała pod maską buntowniczki i zawadiackiej uwodzicielki. Audrey nie potrzebuje adoracji i kolejnego podboju, nie potrzebuje fałszu – doświadczyła go zbyt wiele w swojej toksycznej rodzinie. Potrzebuje prawdy, uczciwości i tego, by ją szczerze, bez ukrytych pobudek docenić i zainspirować do działania. Wszystko to otrzymuje właśnie od Coopera i od tego momentu obserwujemy ewolucję Audrey, która nabiera wiary we własne siły, swoją przedsiębiorczość, skuteczność i w to, co może własnymi siłami osiągnąć. W odniesieniu do Audrey Cooper wykazał się wielką delikatnością, spostrzegawczością i taktem.

Advertisement

Dał jej naprawdę wiele i fakt – dzięki niemu przeobraziła się z dziewczynki w kobietę, chociaż nie w sensie fizycznym i seksualnym, ale mentalnym. Każda młoda dziewczyna powinna mieć okazję, by spotkać na swojej drodze mężczyznę tego pokroju, zwłaszcza gdy nie odnajduje go w swoim ojcu.

NAGA PRAWDA

Klasyczne techniki śledcze Dale ma oczywiście w małym palcu, jednak to nie one czynią go najbardziej odpowiednią osobą do prowadzenia śledztwa właśnie w Twin Peaks, tylko jego umysłowa otwartość. O tym, że w tej małej mieścinie w stanie Waszyngton kryją się dziwne siły, wie praktycznie każdy jej mieszkaniec. W gęstych lasach otaczających Twin Peaks kłębi się coś groźnego i niepoznanego, wszyscy o tym wiedzą, chociaż nie mówią o tym głośno. Niewidzialna i niebezpieczna obecność, która jest w stanie wydobyć na powierzchnię wszystkie dręczące człowieka demony, nawet te najgłębiej skrywane, która karmi się strachem i kieruje pierwotnym, prymitywnym instynktem.

Advertisement

W tej sferze zaznacza się nie do końca zdefiniowane, ale niewątpliwie istniejące pokrewieństwo duchowe między Cooperem a Laurą Palmer. Oboje stanowią łasy kąsek dla BOBa, głównie dlatego, że są w stanie mu się przeciwstawić. Laura, która zdołała zachować niewinność mimo swoich seksualnych eskapad i narkotykowych odjazdów, i Cooper, który utrzymuje całkowitą kontrolę nad sobą i swoimi emocjami. Oboje są też ponadprzeciętnie wrażliwi, otwarci na sny, na wizje, na przesłania „z drugiej strony”. Laura ostatecznie woli umrzeć, i to umrzeć bolesną śmiercią, aniżeli ulec i zrezygnować z własnej wolnej woli.

Cooper natomiast odsłania swój wrażliwy punkt w chwili, gdy zakochuje się w Annie. Zapomina o swoim przekonaniu, że postępuje za nim nieszczęście, i płaci za to wysoką cenę. Po raz kolejny obniżenie pułapu kontroli sprawia, że w życiu Coopera – i bliskich mu osób – dochodzi do czegoś niedobrego. Konsekwencje tej sytuacji są długoterminowe i przerażające. Dają też do myślenia względem innych aspektów tego absolutnego panowania nad sobą.

Advertisement

Zwróćmy bowiem uwagę, jak bardzo kompletny, wykształcony i żywy jest sobowtór Coopera. To sprawnie funkcjonująca, w pełni integralna i niezależna jednostka. A że nic nie bierze się przecież z powietrza – ta mroczna strona, ten potężny cień musiał istnieć w Cooperze zawsze i mieć ogromną siłę. To, że – w odróżnieniu od Windoma Earle’a – nie dopuścił go do głosu i nad nim zapanował, jest jeszcze jednym dowodem na wyjątkową osobowość i moc charakteru Coopera. Niestety istnienie cienia miało też drugą stronę medalu. Wchodząc do Chaty, by ratować Annie, Cooper znalazł się na łasce sił, nad którymi zapanować nie był w stanie.

Uczynił to świadomie, ponieważ nie miał wyboru, ale stał się przez to uczestnikiem gry, w której był od początku na straconej pozycji. Ten „idealny” Cooper – jak twierdzi Audrey – to właśnie największy z nim problem – jest spętany, całkowicie bezwolny. Do głosu dochodzi zaś „mroczny” Cooper, zupełnie jakby reguła harmonii we wszechświecie, konieczność uzupełniania plusa minusem, dopadła również Dale’a. Uczynił tyle dobra, że teraz musi za to zapłacić, czyniąc zło. Właśnie wedle takich przewrotnych reguł gra BOB.

Advertisement

Co o osobowości agenta Dale’a Coopera dopowie nam David Lynch w trzecim sezonie Miasteczka Twin Peaks – o tym przyjdzie się nam dopiero przekonać. Co by to jednak nie było, jeden fakt pozostaje bezsporny – to jedna z najciekawszych, najbardziej pełnokrwistych i intrygujących postaci, jakie kiedykolwiek pojawiły się w telewizji. A dla Kyle’a MacLachlana poczesne miejsce w annałach historii kina w ogóle.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *