Publicystyka filmowa
CHARAKTERYSTYCZNI AKTORZY, którzy zawsze grają NEGATYWNE postaci
To ZAWSZE wziąłbym jednak w cudzysłów.
To ZAWSZE wziąłbym jednak w cudzysłów. Oznacza ono, że w pamięci widzów aktorzy ci zapisali się najbardziej w rolach negatywnych, natomiast zdarzało im się grać nie tylko wynaturzonych bohaterów. Jest to wybitnie męskie grono, chociaż znalazłyby się aktorki, które mają całkiem znaczące portfolio negatywnych ról. W przypadku np. Rebekki De Mornay czy Kathy Bates ról charakterystycznych i negatywnych jednak jest znacznie mniej niż w karierach dziesięciu poniżej zestawionych mistrzów filmowych czarnych charakterów, podobnie jak w przypadku tych, którzy na listę się nie dostali, lecz o nich pamiętam.
Są to: nasz polski Mirosław Zbrojewicz, Peter Stormare, Jason Isaacs, Willem Dafoe, Michael Shannon, Lance Henriksen, Mark Strong, Michael Rooker, James Woods, Michael Ironside, Vernon Wells, Steven Berkoff i jeszcze kilku innych. Aktorki charakterystyczne zaś powinny mieć osobne zestawienie z większym naciskiem na specyfikę charakteru i wyglądu postaci, a nie jednoznaczne jej klasyfikowanie jako dobrej lub złej.
Gary Busey
W jego portfolio oczywiście nie znajdziemy samych ról morderców i dewiantów. Zdarzało mu się grać pozytywnych bohaterów. Najbardziej znaną i docenioną rolą jest kreacja Buddy’ego Holly w filmie biograficznym Opowieść o Buddym Hollym Steve’a Rasha. Busey był nawet nominowany do Oscara za tę produkcję. Potem coś się z jego karierą stało. Pierwsze plany odeszły w cień, za to pojawiło się kino klasy B z lat 80. i 90., mieszane niekiedy z nieco lepszymi rolami w bardziej znanych filmach jak np. Zabójcza broń.
Do dzisiaj Busey wziął udział w prawie 150 filmach, lecz najbardziej pamięta się go z ról złych bohaterów w filmach sensacyjnych. Trudno mi osobiście wytłumaczyć, czemu tak jest. Busey aż tak charakterystycznej urody nie ma, chociaż dysponuje specyficzną mimiką. Nie jest to jednak ani Richard Lynch, ani Brion James. Zagadka jego charakterystyczności jest więc dla mnie zbyt trudna do rozwiązania. Fakty są jednak takie, a nie inne.
Richard Lynch
Można powiedzieć, że poczynania z okresu młodości sprawiły, że został aktorem charakterystycznym grającym czarne charaktery. W 1967 roku orbitował po LSD i poleciał na fali zbyt daleko. Podpalił się w Central Parku, oszpecając sobie twarz. Rekonstrukcja częściowo przywróciła mu normalny wygląd, lecz pozostały blizny i charakterystyczny nos z uniesionymi płatkami. Nie poddał się jednak. Rzucił narkotyki i zaczął uczyć się aktorstwa. Światowej sławy w tym sensie mainstreamowym nie zdobył, lecz został na zawsze zapamiętany z ról najgorszych dewiantów i przestępców. Od dzieciństwa pamiętam jego rolę w Strachu na wróble, gdzie wcielił się w Jacka Rileya.
Wrażenie na mnie zrobił również w Mieczu i czarnoksiężniku jako morderczy król Titus Cromwell. Za tę rolę otrzymał Saturna w 1983 roku. Fani kina akcji mogą podziwiać go w Inwazji na USA jako Mikhaila Rostova.
Brion James
Niestety nie ma go już wśród nas. Zmarł dość wcześnie, bo w 1999 roku na atak serca. Miał wtedy 54 lata. W pamięci miłośników kina na zawsze pozostanie Leonem z Łowcy androidów, który dość NERWOWO zareagował na pytanie o swoją matkę podczas testu Voighta-Kampffa. Leon z pewnością nie był pozytywną postacią, oczywiście z ludzkiego punktu widzenia. Grywał przestępców, skorumpowanych gliniarzy, postaci neutralne, lecz niezbyt skłonne do czynienia dobra itp. Jego specyficzna uroda predestynowała go do ról twardych mężczyzn, a nie melodramatycznych amantów.
Poza Leonem z Łowcy androidów warto pamiętać go jako Stubbsa (Mój własny wróg), Karsthansa (Ciało i krew) czy też Krasnova (Czerwony skorpion).
Robert Englund
Sytuacja z jego karierą jest podobna do Tobina Bella. Zastanawiam się tylko, który z nich jest bardziej kultowy. Postawiłbym jednak na Roberta Englunda i postać Freddy’ego Kruegera z serii Koszmar z ulicy Wiązów wpisany w horrorową popkulturę od lat 70., a więc o wiele starszy archetyp niż Jigsaw z Piły. Z innych ciekawostek: mało kto wie, że Robert Englund brał udział w przesłuchaniach do Gwiezdnych wojen. Podobno chodziło o rolę Hana Solo.
Poza tym mieszkał wtedy w mieszkaniu z Markiem Hamillem i jak twierdzi, to dzięki niemu Hamill wziął udział w castingu i otrzymał rolę Luke’a Skywalkera. Możemy się dzisiaj jedynie domyślać, jaka rewolucja we wzorcach kulturowych mogłaby nastąpić, gdyby to Englund, a nie Harrison Ford zagrał Hana Solo. W sumie, gdyby tak się nad tym zastanowić, to wcale nie jest taki głupi pomysł. Englund do tej roli pasuje.
Peter Greene
Ma złośliwość i krnąbrność wypisane na twarzy, a to klasyfikuje go już wysoko pośród złoczyńców. Wśród zestawionych tu postaci jest wręcz młodzieniaszkiem. Kariera mordercy i zboczeńca w kinie jeszcze przed nim, lecz ma już na koncie „wielkie” role w tym zakresie moralnym. W Masce wcielił się w Doriana Tyrela, przestępcę z aspiracjami, w Liberatorze 2 był pozbawionym uczuć najemnikiem, w Żonie bogatego mężczyzny odgrywał szantażystę i mordercę. Patrząc na rozwój jego kariery, można już stwierdzić, że ustrzegł się tego, co dotknęło wielu wspominanych tu aktorów charakterystycznych – Peter Greene nie uwięził się zawodowo w kinie klasy B.
Tobin Bell
Kiedy był młody, jego uroda jeszcze nie ukształtowała się w formę nadającą się do odgrywania szaleńców. To przyszło dopiero po latach. Tobin Bell oparł właściwie całą swoją karierę na jednej postaci – Jigsawa w serii Piła i to wystarczyło, żeby każdy kinoman mógł z łatwością go rozpoznać – może nie z imienia i nazwiska, ale wskazać, że go widział w tym i tym filmie. Bell zawsze był aktorem cierpliwym i pokornym. Przez wiele lat pojawiał się epizodycznie w przeróżnych filmach, czasem nawet niewymieniony w napisach.
Funkcjonował cały czas obok wielkich, obserwując ich pracę, i cieszył się z rzeczy naprawdę niewielkich, pogardzanych wręcz przez innych młodych aktorów, czujących niezwykły głód światowej kariery. Tak było np. z Tootsie. Pojawił się w niewielkiej roli w Wyborze Zofii. Potem był agent FBI w Missisipi w ogniu, aż wreszcie w 1993 roku zagrał w Firmie Sidneya Pollacka zabójcę zwanego „Nordykiem”. Tam już możemy podziwiać jego talent do tworzenia szaleńców i desperatów, ale nie zwykłych morderców, których w historii kina pojawia się przecież mnóstwo. Morderca musi mieć nietuzinkowy charakter zarówno pod względem szalonej osobowości, jak i wyglądu. Nordyk taki był, a Jigsaw stał się najdojrzalszą formą takiej postaci, stworzoną przez powierzchowność i talent do jej wykorzystania u Tobina Bella.
Clancy Brown
W Skazanych na Shawshank górował swoją posturą nad Timem Robbinsem, chociaż jest od niego niższy. Ma 191 cm, a Robbins 196. O jakich jednak wartościach tu mówimy. Obydwaj aktorzy to bardzo wysocy mężczyźni. Jeden z nich jednak posiada twarz potrafiącą wyrazić złowrogie emocje, a na jej tle lico tego drugiego jest słodkie i niewinne jak pyszczek małego kociaka. Tę mrożącą krew w żyłach twarz Clancy Brown pokazał w Smętarzu dla zwierzaków II, gdzie zagrał złego za życia, skłonnego do przemocy policjanta, który wrócił zza grobu jako postać jeszcze gorsza.
W Nieśmiertelnym zaś mogliśmy podziwiać wiecznie zasępione oblicze Browna w roli Kurgana, najzacieklejszego wroga Connora MacLeoda.
Brad Dourif
Zawsze go będę pamiętał z dwóch ról – Billy’ego Bibbita z Lotu nad kukułczym gniazdem oraz Grímy „Gadziego Języka” z Władcy Pierścieni: Dwóch Wież. Bibbit oczywiście postacią negatywną nie był, lecz Dourif potrafi zagrać mroczny charakter, zwłaszcza mimiką twarzy. Fani horroru zapewne kojarzą jego głos, którego użyczył laleczce Chucky. Dourif wyspecjalizował się w rolach epizodycznych, takich, które straszą, a niekoniecznie na ekranie robią coś strasznego. Chodzi o ruch, spojrzenie, szaleństwo obecne gdzieś bardzo głęboko w aktorze.
Przypomnijmy sobie rolę doktora Jonathana Gedimana z Obcego: Przebudzenia i jedną scenę, kiedy naukowiec tresuje ksenomorfa. Wpierw jednak udaje jego mimikę. Szczerzy się do niego, całuje przez szybę. Jest wyraźnie zafascynowany obcością kosmity, a z drugiej strony chce mieć go za swojego niewolnika. Jeśli ksenomorf nie przyjmie tych warunków, Gediman chętnie będzie go torturował, bo to również sprawia mu przyjemność. Rola zwyrodniałego naukowca idealna dla demonicznego Dourifa.
Cary-Hiroyuki Tagawa
Jeśli coś jest prawdziwego w stwierdzeniu, że Japończycy mają wypisaną na twarzy pogardę dla doczesnego życia, to uroda Tagawy jest tego przykładem. Uroda, której w tym przypadku kluczową częścią jest przeszywające spojrzenie. Stąd może aktor grał negatywne postaci o rodowodzie dalekowschodnim, samurajskim i mafijnym. Warto tu podkreślić, że pojawiał się u boku naprawdę znanych aktorów, zapewniając im nietuzinkowe tło. Ciekawy jestem, czy widzowie rozpoznają go w jednej z jego lepszych ról jako Changa w Ostatnim cesarzu? Tam był skryty, wydawać by się mogło, że niepozorny, lecz jakże ważny i znaczący dla fabuły. Obecnie jego kariera zmieniła nieco tor na postaci mniej efektowne i bardziej pozytywne niż np. Funekei Yoshida w Ostrym pokerze w małym Tokio.
Brian Thompson
Otóż rola w Kobrze z 1986 roku pozostaje w jego karierze najbardziej znacząca i oddziałującą na wyobraźnię. Zagrał tam Nocnego Rzeźnika. Brian Thompson często otrzymywał role po warunkach, czyli grubo ciosana twarz oraz imponujący wzrost (195 cm) predestynowały go do roli potwornych istot ludzkich. Warto jednak pamiętać, że Thompson jest aktorem gruntownie wykształconym, obytym z teatrem, w tym jego specyficzną odmianą, którą jest teatr muzyczny, i w jego portfolio znajdują się role zupełnie odmienne niż np. ów Nocny Rzeźnik. Bardziej jednak pozostają w pamięci te negatywne, co jest całkiem zrozumiałe.
Kto inny mógłby zagrać Nędznego Wiktora w Smrodzie życia albo Brocka w Ostatnim Smoku. Jednym słowem Brian Thompson jest wymarzonym artystą do wcielania się w czarne charaktery. Jego wygląd sprawdza się idealnie w produkcjach fantasy – Cyrus Jacob w Zakonie czy też Shao Kahn w Mortal Kombat 2: Unicestwienie. Co ciekawe, oglądając zdjęcia współczesne tego aktora, odnosi się wrażenie, że upływający czas nieco złagodził jego surowe oblicze.
