Connect with us

Publicystyka filmowa

10 pomysłów na filmy dla Wojtka Smarzowskiego

Wojciech SMARZOWSKI zaskakuje kontrowersjami i emocjami. Odkryj, jakie tematy mogłyby stać się jego nowymi filmowymi dziełami!

Published

on

10 pomysłów na filmy dla Wojtka Smarzowskiego

Było pijaństwo (najczęściej, najintensywniej, najbardziej w Pod Mocnym Aniołem), były kompleksy polskiej prowincji (Wesele), była PRL-owska demoralizacja (Dom zły), było spojrzenie na Policję (Drogówka) i na dwa mocne i bolesne tematy historyczne (Róża, Wołyń). No i teraz – Kler, wiadomo, w co uderza. Wojciech Smarzowski potrafi mierzyć się z tematami kontrowersyjnymi, dwuznacznymi. Potrafi wbijać szpilę tam, gdzie inni się boją, a przy tym jego filmy są głęboko humanistyczne, wpatrzone w dusze Polaków. Nie robi filmów wysublimowanych, bo żeby zwrócić uwagę na problem, potrzeba rozdrapania ran, mocnego ciosu w trzewia. Ma prawo do takiej wrażliwości, a widzowie mają prawo go za to cenić (zdecydowana większość tak czyni) lub ignorować, dewaluować (krzykliwa mniejszość).

Advertisement

Po jakie tematy mógłby jeszcze Smarzowski sięgnąć? Co mogłoby pasować do jego stylu, intencji? Oto subiektywny zestaw pomysłów na filmy Smarzowskiego. W komentarzach rzućcie swoje, bo tak naprawdę tematy leżą na ulicy, tylko trzeba je zauważyć.

Cel: system oświaty degenerujący młodych

Arek Jakubik w roli nauczyciela chemika z alkoholowo-rodzinnymi problemami dalekimi od egzystencjalnych rozkmin Adasia Miauczyńskiego. Raczej zgorzkniały, przepełniony złością i rozczarowaniem, ale i niezły nauczyciel w dobrym prowincjonalnym liceum. Obok niego – sama młodzież, szczególnie wyróżniająca się dwójka, chłopak i dziewczyna, zakochani, inteligentni, miotający się między wolnością a zaspokajaniem nie swoich potrzeb, miłośnicy Tarantino i gier komputerowych (źródła problemu, które są tylko zmyłką).

Advertisement

Nie będziemy mieli tutaj do czynienia z młodymi gniewnymi, którym Jakubik pomaga wyrwać się z życiowego marazmu, znaleźć pomysł na siebie. Chodzi raczej o edukacyjne tarcia nauczyciela z systemem, z dyrekcją, z uczniami i z ich rodziną – tarcia, które doprowadzają w końcu do drastycznego końca w rodzaju tego sprzed 4 lat w Białej Podlaskiej (dwójka nastolatków okrutnie zamordowała rodziców jednego z nich). Powiązanie odważne, ale czy bezzasadne? Bo problemy młodych nie są zawieszone w próżni, degeneracja nie rośnie wyłącznie w genach – przemoc kiełkuje wśród nas. 

Cel: Łupaszka i jego banda

Kończy się wojna – choć nie wszyscy wiedzą, że się skończyła. Cóż z tego, że Niemcy przegrali, skoro ziemie polskie wciąż są pod okupacją, tym razem sowiecką? Wiadomo dlaczego Ruscy tu są – bo mają tu swoich przyjaciół, popleczników, którzy dla chleba, wody i kawałka ziemi są w stanie zdradzić swój naród, sprzedać pobratymców. Oni nie wiedzą, co to Ojczyzna, nie wiedzą, co to Honor, co to Bóg.

Advertisement

Zygmunt Szendzielarz (w tej roli Bartłomiej Topa) gromadzi wokół siebie Brygadę Śmierci (m.in. Arek Jakubik, Eryk Lubos, Sebastian Fabijański), której celem jest wyplenienie z ziem polskich wszelkich komunistycznych zdrajców. Choćby to były dzieci, kobiety i starcy – w końcu takie okrutne czasy, nie? Litość? A czy ktoś z nich litował się nad losem Łupaszki, gdy ginęli jego bliscy? Brygada czyści więc Podlasie ze zła wszelkiego, o którym wiedzą wszyscy, a nikt nic nie robi. Próbują robić komuniści, którzy wysyłają w pogoń za Łupaszką doświadczonego oficera Armii Ludowej (Dawid Ogrodnik), który uciekł z Auschwitz i brał udział w Powstaniu Warszawskim. Następuje konfrontacja złego antykomunisty z dobrym komunistą…

Cel: współczesny futbol

Swoisty sequel Piłkarskiego pokera, tym razem w oparach turbokapitalizmu i rzekomej profesjonalizacji futbolowego świata. A i przy okazji odważny rodzimy remake Wall Street – konfrontacja doświadczenia starego wygi pamiętającego Fryzjera (Gajos – to ten bezpośredni łącznik z dziełem Zaorskiego) z młodym menadżerem i niespełnionym piłkarzem (Ogrodnik), który chce więcej i szybciej, niż może.

Advertisement

Mistrz i uczeń. Obaj mają na oku 16-letniego młokosa spod Ciechanowca, który ma duże parcie na kasę (starzy też upatrują sukcesu na pokolenia). W tle oczywista żądza pieniądza, kilka znanych klubów i ich chciwi i głupawi prezesi, nie mniej głupawi piłkarze, politycy, upadłe gwiazdy, kibolstwo, mobbing, molestowanie. A w tym wszystkim talent, praca i ambicje.

 

Advertisement

Cel: lokalne kliki

Prezydent powiatowego miasta średniej wielkości (Karolak – przełomowa rola) na wojnie z oskarżeniami o mobbing (była sekretarka – Bohosiewicz), o łapówkarstwo (nie lubi go prokurator – Woronowicz) i o brak wsparcia dla lokalnej diecezji (biskup obiecuje, że nie zagłosuje). Chce być powiatowym Chuckiem Norrisem, strażnikiem z Teksasu, więc stara się z nikim nie układać, tylko ludziom robić dobrze, anonimowym mieszkańcom ulżyć, tak zwyczajnie.

Advertisement

Żona (Kożuchowska – heheszki z Rodzinki.pl) go nie szanuje, dzieci się wstydzą, komendant policji (Dziędziel) szantażuje ujawnieniem relacji biznesowych, które niekoniecznie się zakończyły wraz z rozpoczęciem prezydentury (lekki wątek kryminalny z lokalnym baronem – Gajos w tej roli). A trzeba bal charytatywny zorganizować dla wnuczki komendanta – bal, na którym spotkają się wszyscy bohaterowie, którzy będą wiadomo co robić.

Cel: parlamentarzyści

Chyba nie ma bardziej znienawidzonej grupy zawodowej od polityków. Szyderstwo? Satyra? To za mało, za lekko. Spokojnie można skleić obraz wstydliwych patologii dziejących się na korytarzach, w salach plenarnych, w hotelach poselskich. Na przykład mozaikowa historia z czterema bohaterami: młodym parlamentarzystą tuż po wyborach, któremu się chce (Ogrodnik), starym wyjadaczem sejmowym, któremu się nie chce (Dziędziel), dziennikarzem, który dużo pije (Paweł Królikowski), i protestującym związkowcem, który ruszył na Warszawę z kumplami na ciągnikach na totalnym wkurwie (Jakubik).

Advertisement

W okolicach Sejmu dochodzi do zbrodni – ginie wiceminister, którego wszyscy nienawidzili. Nikt jednak nie widział pobicia, ale każdy ma swoją teorię, racje, przekonania i cel. Każdy gra na siebie przy użyciu wszystkich dostępnych metod. Dzieje się to podczas świąt Wielkiej Nocy i oczekiwanie na stuknięcie się jajkami nie jest bezzasadne. Politycy z lewa i prawa oficjalnie ciskają gromy w Smarzowskiego, choć nieoficjalnie, nie pod nazwiskiem, ze zmienionym głosem przyznają rację, bo widzą samą prawdę.

Cel: wymiar sprawiedliwości

A gdyby tak niejako bazować na sprawie Tomasza Komendy? To doskonały przykład patologii w systemie wymiaru sprawiedliwości. Szczególnie kuksańce mogłyby pójść w stronę niewiarygodnej prokuratury i ogólnej mordęgi instytucjonalnej, której niewydolność i ślepota doprowadziły do skazania za okrutne morderstwo niewinnego człowieka i przetrzymywania go w więzieniu przez 18 lat.

Advertisement

Niekoniecznie musi to być polska odpowiedź na wybitne W imię ojca Neila Jordana – chodzi raczej o serię błędów, do których jednak nikt się nie przyznaje (co jest cechą wybitnie popularną w życiu publicznym). To nie musiałaby być nawet historia o samym Komendzie, wystarczy bowiem odważne spojrzenie na sposób prowadzenia śledztwa, usilne poszukiwanie dróg na skróty, granie na siebie przeciwko innym, system zależności służbowych. O czymś podobnym mówił Układ zamknięty, ale Smarzowski nie tyle wydobywa na światło dzienne same patologie, ile umie nadać owemu złu bardziej uniwersalne znaczenie, piętnować niegodziwe dusze, które tak łatwo ulegają zepsuciu.
 Cel: sprawa zabójstwa Grzegorza Przemyka

Może ekranizacja wybitnego reportażu Cezarego Łazarewicza Żeby nie było śladów? Niekoniecznie utkana w tej samej kolejności, linearnie, nie zawsze z naciskiem na te same elementy i z tymi samymi bohaterami. Temat tragicznej śmierci Grzegorza Przemyka można podjąć na wiele różnych sposobów i są z pewnością twórcy, którzy potrafią uchwycić zarówno te jednostkowe tragedie (matka traci syna), jak i emocje tłumu. Ale to są te oczywiste elementy, a Smarzowski nie lubi czarno-białych podziałów (mimo wyrazistych postaci). Chodzi o kontekst ludzki – aparat władzy tuszujący zbrodnię składa się z ludzi, czyż nie? Tych świadomych złych czynów, ale i tych niezbyt świadomych, choć czyniących umizgi do władzy.

Advertisement

Wypełniony świniami, przypadkowymi ofiarami (także po stronie tzw. złych). Może więc historia z punktu widzenia młodego oficera Milicji (Tomasz Ziętek, świetny w Cichej nocy), który musi przycisnąć kilku świadków, żeby ci zeznali w jedynie słuszny sposób? Może z punktu widzenia ratowników z karetki (Łukasz Simlat, Tomasz Schuchardt – dwaj znakomici aktorzy, którzy zasługują na więcej), którzy przewozili pobitego Przemyka do szpitala – w końcu oni stali się również ofiarami tej historii? Jest naprawdę wiele elementów wokół śmierci Grzegorza Przemyka związanych z ludzkimi ułomnościami, małostkowością, karierowiczostwem. Jednoznacznie złe czyny niejednoznacznie złych ludzi. Kino zasługuje na tę historię.

Cel: polska ksenofobia wobec emigrantów

fot. Wykop.pl

Temat uchodźców w Polsce – chwytliwy, na czasie i wystarczająco dzielący, aby wywołać ciekawą dyskusję. Mogłaby to być historia rodziny czeczeńskiej, która przyjeżdża do Polski w wiadomym celu. Najpierw problemy z przekroczeniem granicy, następnie ośrodek dla emigrantów przypominający więzienie, upragniona i cholernie niepewna wolność.

Advertisement

Znieczulica urzędnicza, wyzysk pracodawców i głupi naziole, którzy szczycą się pobiciem dzieciaka z ciemniejszym kolorem skóry. Mogłaby to być historia detektywistyczno-policyjna nawiązująca do wydarzeń sprzed kilku lat w Białymstoku (opisanych m.in. w książce Marcina Kąckiego), gdzie ktoś (kto?) podpalił drzwi w mieszkaniu rodziny czeczeńskiej. Smarzowski mógłby tu brutalnie skomentować znieczulicę społeczną, krótkowzroczność, drzemiącą nietolerancję wspieraną przez nieodpowiedzialnych polityków. Cios prosto w ksenofobiczną duszę Polaka. A gdyby jeszcze do głównej roli zatrudnił czeczeńskiego aktora – bajka.

Cel: polski antysemityzm międzywojenny

Tyle już widzieliśmy filmów o relacjach polsko-żydowskich, że wypatrywanie kolejnego zdaje się przesadą, czyż nie? Jednak to Smarzowski mógłby wbić klina w dobre samopoczucie tych podobno najprawdziwszych Polaków szczycących się wielokulturowością i wciąż zaprzeczających istnieniu ciemnych kart w historii. A gdyby tak uczciwie pokazać polski antysemityzm i przy okazji – co nie mniej ważne, choć mocno niewygodne – żydowski antypolonizm? Dajmy na to starcia w Przytyku niedaleko Radomia w 1936 roku.

Advertisement

Po jednej stronie barykady prości chłopi (musi być Dziędziel, dawno niewidziany na ekranach Majchrzak, Pieczyński, Koman), u których narodowcy zasiewają niechęć do Żydów (bo dominują w tych sferach zawodowych, których przedstawiciele nie cierpią podczas wielkiego kryzysu tak bardzo jak inni). Po drugiej stronie lokalni Żydzi zbrojący się, tworzący bojówki pod przewodnictwem Icka Frydmana (Rafał Mohr – gdzie on jest obecnie?), których celem jest ochrona przed agresją Polaków. Można zahaczyć o temat gett ławkowych, może Polenaktion.

Cel: katastrofa w Smoleńsku

Advertisement

Smoleńsk, k$%#&! Kto jak nie Smarzowski mógłby wbić szpilę w temat wypadku? Nie chodzi o zabieranie głosu w sprawie i tworzenie kolejnych teorii (potwierdzających istniejące lub tworzących nowe). Ale gdyby przyjrzeć się małostkowości, goryczy, złości, które na czas pogrzebu ofiar na chwilę przygasły, po czym wybuchły na nowo ze zdwojoną siłą? Dwa plany czasoprzestrzenne: samolot prezydencki przed i w trakcie lotu oraz tydzień po wypadku, kiedy cały naród na chwilę łączy się w bólu. Ładnie można pokazać niefrasobliwość, głupotę. I tę chwilę zadumy, która za chwilę staje się podstawą do podzielenia narodu.

[socialpoll id=”2521356″]

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *