JACK STRONG - Pasikowski w mocnym wydaniu - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Jack Strong

Historia Kuklińskiego jest znana i jej zakończenie nie jest tajemnicą, to jednak Pasikowskiemu udało się stworzyć trzymający w napięciu thriller szpiegowski.




Pasikowski w mocnym wydaniu




Krzysztof Połaski
07.02.2014


plakat_mHistoria w pewien sposób zatoczyła koło, bowiem Władysław Pasikowski powrócił do Polski, z którą pośrednio rozliczał się i żegnał w swoim najlepszym filmie – „Psach”. Zresztą z tego, najprawdopodobniej najlepszego polskiego filmu jaki powstał po 1989 roku, tutaj wiele. W czasie, gdy filmowy Franz Maurer odstrzeliwał łeb, z Mausera 7,8 mm, kapitanowi Nowakowskiego, usiłującemu założyć wolne związki zawodowe w resorcie, w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego prężnie działał prawdziwy pułkownik Ryszard Kukliński. Człowiek ten napsuł wiele krwi Sowietom. Wymarzona historia filmowa, więc prędzej czy później musiał powstać „Jack Strong”.

Wygląda na to, że Władysław Pasikowski na stałe powrócił do polskiego kina. Na całe szczęście, bo bardzo brakowało tu tego ponad dwumetrowego olbrzyma; można o nim mówić wiele, ale nikt nie zakwestionuje tego, iż już samo jego nazwisko przyciąga uwagę, a filmy jakie robi, skrajnie różnie odbierane i oceniane, zawsze wywołują dyskusję. Nie inaczej będzie również w tym wypadku, już udane, i docenione w Stanach Zjednoczonych, „Pokłosie” pokazało jak niewiele potrzeba, aby kompleksy pewnych jednostek urosły do horrendalnych rozmiarów, a niezrozumiała etykietka filmu „antypolskiego” przylgnęła do obrazu na długo przed premierą. A pomyśleć, że autor „Krolla” opowiadał tam tylko prostą, a dla niektórych wręcz prostacką, historię dwóch braci, próbujących poradzić sobie z grzechem popełnionym przez ojca. „Jack Strong” może wywołać podobne reakcje, tyle, że w innych obozach politycznych. Tym razem ci, którzy pluli na Pasikowskiego po „Pokłosiu”, będą musieli przeprosić się z twórcą.

1

FILMOWA BANICJA

Po „Reichu” Pasikowski został wysłany na filmową banicję, co w ostateczności wyszło mu na dobre, bo może gdyby odbiór jego ostatniego obrazu z Bogusławem Lindą w roli głównej był inny, nigdy byśmy nie otrzymali serialu „Glina”. Nie bójmy się tego głośno powiedzieć, ten, niestety zarżnięty przez TVP, serial, ociera się o doskonałość i jest prawdopodobnie najlepszą polską produkcję telewizyjną, jaka powstała na początku XXI wieku. Charyzmatyczny nadkomisarz Gajewski, w wybitnej kreacji Jerzego Radziwiłowicza, ciekawe postaci drugoplanowe, trzymająca w napięciu fabuła, zapadające w pamięć dialogi i przede wszystkim klimat, i chociaż autorem scenariusza jest Maciej Maciejewski, to całość jest po prostu kwintesencją stylu Pasikowskiego i jedną z najlepszych rzeczy, jakie reżyser zrobił w całej swojej karierze.

W czasie, gdy powstawał „Glina”, a twórca pisał kolejne scenariusze do szuflady, bardzo mocno zmieniła się filmowa i telewizyjna rzeczywistość. Jak w wywiadzie z Barbarą Hollender przyznaje artysta, przez ponad dekadę jego nieobecności w kinie transformacji uległo wiele – taśmę filmową wyparła technologia cyfrowa, na filmowej mapie Polski pojawił się Wojciech Smarzowski, Marek Kondrat zrezygnował z aktorstwa, a gatunek komedii romantycznej został wyeksploatowany do cna. Zmienił się także sam Władysław Pasikowski, co widać było już na przykładzie „Pokłosia”. Cynicznych i zmęczonych życiem bohaterów zastąpili ludzie z krwi i kości, pełni słabości, po części pewni siebie i swoich racji, a po części naiwni. Po prostu zwykli ludzie bojący się o własne życie. Przekształceniu uległ również wizerunek kobiety, wygląda na to, że reżyser przestał rozliczać się z płcią piękną, której reprezentantki najwidoczniej nie raz w życiu „nadepnęły mu na odcisk”, co miało swoje odzwierciedlenie w twórczości autora „Słodko gorzkiego”. Koniec ze zdradzieckimi kobietami, wykorzystującymi własne ciało do realizacji swoich celów. Nawet język, jakim posługują się bohaterowie został wykastrowany z wulgaryzmów. „Jack Strong” kontynuuje tę politykę, na próżno szukać tutaj cynicznych twardzieli w głównych rolach i miauczących femme fatale, zamiast tego mamy wypowiadającego „kurwę” lekko ściszonym głosem i zatroskanego o los ojczyzny pułkownika z wyrzutami sumienia (Marcin Dorociński) oraz wiernie stojącą u jego boku żonę, istną Matkę Polkę (Maja Ostaszewska).

2

POWRÓT

Chociaż Pasikowski wyraźnie się zmienił, to jednak „Jack Strong” jest powrotem do tego rodzaju kina, które mu przyniosło największą sławę. Ciekawostką jest fakt, iż niemal wszystkie jego produkcje rozpoczynały się od… czerwonych napisów. Wyjątek stanowi „Pokłosie”, gdzie mamy białe napisy na czarnej planszy, zresztą nie bez przyczyny, bo to chyba najbardziej odmienny obraz od reszty dzieł urodzonego w 1959 roku twórcy. „Jack Strong” wraca do tradycji zapoczątkowanej przez „Krolla”, co już dla widza jest wskazówką czego może się spodziewać. Żadną tajemnicą nie jest, że Pasikowskiemu jednak bliżsi są bohaterowie ze służb mundurowych, a nie rolnicy z podlaskiej wsi.

Najlepsze filmy łodzianina otwierają bardzo mocne sceny, w „Psach” mamy wyznanie Franza o Witku, co to jego kolegą był i palenie akt operacyjnych na wysypisku śmieci, natomiast w „Psach 2” mamy genialny monolog Sławomira Suleja o wyrywaniu chwastów. Tutaj także mamy palenie, lecz wysypisko zastąpił piec hutniczy, a akta bezpieki człowiek, a konkretniej Oleg Pieńkowski, zdekonspirowany i skazany na śmierć wysoki oficer radzieckiego wywiadu, szpiegujący na rzecz Stanów Zjednoczonych. Taki komunikat pozbawia widza wszelkich złudzeń, Kukliński decydując się na współpracę z Amerykanami stawia na szali swoje życie, a Związek Radziecki zrobi wszystko, aby zdrajcę ukarać w najbardziej dotkliwy sposób.

3

ZDRADA

Zdrada bohaterom filmów autora powieści „Ja, Gelerth” towarzyszyła zawsze. Zarówno Franz Maurer, jak i Marcin Kroll, zostali zdradzeni przez najbliższych przyjaciół oraz życiowe partnerki. Kobiecą nielojalność poznał również Mat Hertz ze „Słodko gorzkiego” oraz Andre w „Reichu”, a na jednym ze swoich żołnierzy nie mógł polegać major Keller w „Demonach wojny wg Goi”. Im wszystkim rękę mógłby śmiało podać Ryszard Kukliński, ponieważ zdrada dotknęła także jego, z tą różnicą, iż tym razem zdradziecka nie okazała się kobieta czy wieloletni kumpel, ale Wojsko Polskie, które w grudniu 1970 roku strzelało do własnych rodaków. Ta kwestia nie dawała spokoju Kuklińskiemu, dlatego postanawia się sprzeciwić, czego skutkiem jest nawiązanie kontaktu z Amerykanami. Początkowo chce w strukturach Sztabu Generalnego zebrać zaufanych ludzi i utworzyć opozycję do posłusznego Moskwie dowództwa, jednak na tak szalony krok CIA nie może się zgodzić. W ten sposób Ryszard Kukliński staje się osamotnionym szpiegiem, lub ubierając to w ładniejsze słowa, pierwszym Polakiem w NATO.

Wyrzuty sumienia targają nie tylko agentem o pseudonimie „Mewa”, lecz też bezpośrednim uczestnikiem wydarzeń grudniowych, na rozkaz strzelającym do robotników, Marianem Rakowieckim (świetny Ireneusz Czop). Pasikowski uczynił z niego człowieka upadłego, z każdym dniem nienawidzącego siebie jeszcze bardziej, mającego świadomość własnej słabości oraz bezradności. Scena rozgrywająca się podczas zabawy sylwestrowej, gdzie Kukliński i Rakowiecki rozmawiają przy wódce o tym, że przestają różnić się od Sowietów, wygląda jakby była żywcem przeniesiona z „Psów”. Równie dobrze zamiast Dorocińskiego i Czopa na ekranie moglibyśmy oglądać Lindę i Kondrata, efekt byłby równie piorunujący. Zresztą z „Psów” tutaj jest naprawdę bardzo wiele, obraz jest wręcz przesiąknięty dziełem z 1992 roku. Pewne wątki i sceny powracają, jedynie w innych okolicznościach i kontekstach, zaczynając od postaci niesionego na drzwiach zabitego Zbigniewa Godlewskiego, a kończąc na scenie szpitalnej furii, tym razem w wykonaniu marszałka Kulikowa (Oleg Maslennikow).

4

SAMOTNOŚĆ

Filmowy Kukliński wydaje się być osamotniony, co prawda ma rodzinę, sympatycznego sąsiada czy grono przyjaciół, ale o swojej misji nie może rozmawiać nawet z najbliższymi. Wyjątek stanowi oficer prowadzący, David (bardzo dobry Patrick Wilson), jednak i on musi pamiętać o nieprzekroczeniu cienkiej granicy pomiędzy współpracą a przyjaźnią. Bardzo znacząca jest inna scena podczas zabawy sylwestrowej, gdzie imprezowicze śpiewają hymn Polski, zainicjowany przez wysokiego oficera kontrwywiadu, Genderę (wyborny Zbigniew Zamachowski). Cała sala śpiewa i doskonale się bawi, oprócz Kuklińskiego. To symboliczne, jest sam przeciwko wszystkim. Zresztą, co to za hymn? Równie dobrze ten pijacki popis mógłby zostać wykonany na melodię „Kalinki” czy innego szlagieru „made in CCCP”.

Obraz ten może sprawiać wrażenie laurki wystawionej Ryszardowi Kuklińskiemu, ale z tym stwierdzeniem można polemizować. Oczywiście, historia „Mewy” została uproszczona, bo jednak wiele lat działalności pułkownika trzeba zamknąć w ramach 120 minut, a i film fabularny rządzi się swoimi prawami. Jednak pomiędzy wierszami widać pewne niejasności biograficzne „Jacka Stronga”. Oczywiście pomijam tak prozaiczne wątki jak zaniedbywanie rodziny czy surowość wobec synów, lecz sam reżyser w wywiadach przyznaje, że zastanawiająca i tajemnicza jest dla niego działalność Kuklińskiego w Wietnamie. Niewiele wiemy również o przeszłości pułkownika i jego młodości, coś przecież musiało spowodować, iż był tak ceniony i zaufany, że do samego końca był jedną z najmniej podejrzewanych osób ze Sztabu Generalnego o szpiegostwo.

5

RZECZYWISTOŚĆ POLSKI LUDOWEJ

Oglądany na ekranie obraz Polski Ludowej wydaje się być bardzo realistyczny. Dla „szarych obywateli” ówczesna Polska mogła wydawać się suwerennym państwem, gdzie może i były kolejki, ale taka była rzeczywistość. Jednak na poziomie Wojska Polskiego i Sztabu Generalnego wyglądało to już zgoła inaczej; tam nikt nie miał wątpliwości, że Polacy są wyłącznie wasalami Sowietów. Doskonale oddaje to scena, jak przestraszony oraz gotowy na wszelkie ustępstwa, schowany za swoimi grubymi ciemnymi okularami, generał Wojciech Jaruzelski (genialnie ucharakteryzowany Krzysztof Dracz!), niemal klęka przed Kulikowem, posypuje głowę popiołem i przeprasza, że w kraju pozwolono na rejestrację „Solidarności”.

Swoisty „pstryczek w nos” otrzymuje Kościół Katolicki, będący polem działań zarówno wywiadu zachodniego, jak i wschodniego. W pewnym momencie, gdy w rękach Kuklińskiego znajdują się plany wprowadzenia stanu wojennego oraz lista osób do internowania, na ekranie pojawiają się nazwiska m.in. Lecha Wałęsy oraz Adama Michnika. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż jest w tym dużo ironii, przecież obaj panowie do dzisiaj niejednoznacznie oceniają postawę Kuklińskiego.

6

KLIMATYCZNA PRODUKCJA

„Jack Strong” to potwierdzenie, że Władysław Pasikowski nie zapomniał jak się pisze. Film nie jest przegadany, dialogi są oszczędne, lecz zarazem bardzo celne, a momentami nawet komiczne. Nie brakuje w nich ironii, podszczypywania czy mocnych ripost. I chociaż zostały lekko wygładzone z wulgaryzmów, co dwadzieścia lat temu byłoby pewnie nie do pomyślenia, to wciąż są mocne i charakterystyczne dla reżysera i scenarzysty w jednej osobie.

Na sukces tej produkcji pracował cały sztab ludzi, z czego na największe wyróżnienie zasługuje Magdalena Górka. Jej zdjęcia oraz perfekcyjna praca kamery spowodowały, że dostaliśmy film zrealizowany na światowym poziomie. W tym stwierdzeniu nie ma ani grama przesady, Polka coraz lepiej radzi sobie w USA, a zdobyte do tej pory doświadczenie potrafiła wykorzystać przy tym obrazie. Należy także docenić autora muzyki, Jana Duszyńskiego. Świetna reżyseria, perfekcyjne zdjęcia oraz bardzo dobra muzyka składają się na coś, czego brakuje wielu innym polskim produkcjom, a mianowicie – klimat.

Mamy tutaj szereg scen, śmiało mogących pretendować do nazwania ich prawdziwymi perełkami. Najbardziej charakterystyczny jest pościg ośnieżonymi ulicami Warszawy, jaki za Oplem Rekordem prowadzi kontrwywiad oraz milicja. Nie wykluczone, że jest to jedna z najlepszych scen pościgowych, jaką możemy oglądać we współczesnym polskim filmie fabularnym. Kawalkada niebieskich Fiatów 125p, sunąca, w miarę możliwości silnika, po oblodzonych jezdniach stolicy za uciekinierem nie tylko trzyma w napięciu i wygląda efektownie, ale przede wszystkim sprawia wrażenie autentycznej. Widząc te wciąż poruszające się „bokami” samochody, czuję się prawie jak przypadkowy przechodzień, podziwiający milicyjny pościg. Inną sceną, będącą istną wisienką na torcie, jest konfrontacja agenta Williamsa ze wschodnioniemieckim pogranicznikiem na Checkpoint Charlie.

7

DOROCIŃSKI NOWYM LINDĄ

W kwietniu 2011 roku Władysław Pasikowski został zapytany, czy w dzisiejszej rzeczywistości dałoby się nakręcić remake „Psów”. Autor wówczas odparł, że byłby gotów to zrobić i to przy wykorzystaniu tego samego scenariusza, tyle, że w innej stylistyce i z nowszymi samochodami, restauracjami oraz oczywiście młodszymi kobietami. Wtedy nie wiedział, kto zastąpiłby Bogusława Lindę w roli głównej i ironicznie zapytał: Małaszyński? Dzisiaj raczej nie miałby już tego problemu, bo Linda znalazł godnego następcę w Marcinie Dorocińskim. Urodzony w Milanówku aktor każdą kolejną rolą zdaje się udowadniać, że ma wszelkie predyspozycje by być tym dla współczesnego widza, kim dla widzów dwadzieścia czy trzydzieści lat temu był Bogusław Linda. Potwierdzają to nawet role epizodyczne aktora, który masową popularność zawdzięcza „Pitbullowi” Patryka Vegi, czego dowodem jest jego mała, lecz brawurowa kreacja chociażby w „Pod Mocnym Aniołem” Smarzowskiego. Dorociński w roli Kuklińskiego ostrożnie operuje środkami aktorskimi, nie chce przeszarżować, dzięki czemu stwarza świetną kreację samotnego i wycofanego pułkownika.

Wygląda na to, że reżyser przeprosił się z Małaszyńskim, bo powierzenie roli pamiętnemu Grandowi z „Oficera” Macieja Dejczera, który po drodze przez takie twory jak „Magda M” stracił przysłowiowe „jaja”, było jednym z największych obsadowych zaskoczeń. Zresztą raczej w tej obsadzie nie znajdzie się słabych punktów, nawet najmłodsi – Piotr Nerlewski, Józef Pawłowski i czarująca Michalina Olszańska – nie zawodzą. Patrick Wilson i jego piękna żona Dagmara Domińczyk wywiązali się z zadania w stu procentach, jednak zdaje się, iż aktorzy legitymujący się amerykańskimi paszportami zostali przyćmieni przez tych mających korzenie w Związku Radzieckim. Oleg Maslennikow jako sfrustrowany marszałek Kulikow budzi strach, natomiast, na co dzień żyjący w Niemczech, Dymitrij Bilow, jako agent KBG – Ivanow, naprawdę wygląda i zachowuje się demoniczne.

Polska reprezentacja aktorska też nie ma czego się wstydzić, Mirosław Baka i Zbigniew Zamachowski zamierzenie ocierają się o karykaturalność i przerysowanie, co ma być odbiciem absurdu jaki wówczas panował nie tylko w armii, lecz w całym kraju, natomiast już Ireneusz Czop tworzy postać całkowicie tragiczną, dla której nie ma żadnego ratunku. Bardzo dobrze zaprezentował się Zbigniew Stryj, aż żal, że gra tak mało dobrych ról filmowych, a prosty widz kojarzy go zapewnie jedynie z TVNowskiego serialu. Osobiście żałuję, że na ekranie nie podziwiamy Bogusława Lindy, bo mając w pamięci jego rolę w „Krollu”, doskonale prezentowałby się w mundurze. Jednak tym razem nawet nie zaproponowano mu roli, jak półżartem rzuca sam twórca, w zemstę za odrzucenie angażu w „Pokłosiu”.

8

SPRAWNE KINO

Władysław Pasikowski w końcu mógł zrobić film, w którym nie ma budżetowego udawania i szukania alternatyw. Tatry nie musiały być Bałkanami, Turcja nie musiała być Irakiem, a Mirosław Baka nie musiał udawać Tila Schweigera. Reżyser miał ten komfort, że mógł zrealizować sceny zarówno w Moskwie, jak i w Waszyngtonie, a nie szukać zamienników. No dobra, Legnica na chwilę stała się podzielonym Berlinem, ale trudno oczekiwać, aby dzisiejsza stolica Niemiec odgrywała podzielone murem miasto sprzed 1989 roku.

Twórca stara się też unikać scen mogących zostać uznane za groteskowe, jak np. ukrzyżowanie w „Pokłosiu”. Tym razem na szczęście autor „Operacji Samum” nie idzie tą drogą i stawia na realizm. Oczywiście „Jack Strong” nie jest filmem idealnym i bez problemu można znaleźć jakieś jego minusy. Pierwszy zgrzyt pojawia się w momencie, gdy na ekranie ukazuje się komputerowo wygenerowany samolot. To bardzo razi, szczególnie, że cała reszta filmu pod względem scenograficznym jest tak blisko rzeczywistości i prawdy tamtych czasów. Jednej scenograficznej wpadki nie udało się uniknąć w Waszyngtonie, gdzie teoretycznie obserwujemy środek lat 90. ubiegłego wieku, natomiast w tle pojawia się kilka dużo nowocześniejszych pojazdów.

Chociaż historia pułkownika Kuklińskiego jest powszechnie znana i jej zakończenie nie jest żadną tajemnicą, to jednak Pasikowskiemu udało się stworzyć trzymający w napięciu do ostatniej sekundy thriller szpiegowski. To się po prostu chce oglądać! Bardzo sprawne kino. Oczywiście, pojawiają się typowe dla gatunku schematy, ale reżyser wie co ma w ręku, przez co potrafi z nich umiejętnie korzystać, finalnie tworząc dzieło dla niego wręcz charakterystyczne.

„Jack Strong” to bardzo dobry film i mam ogromną nadzieję, że ta jakość będzie miała swoje przełożenie na wyniki frekwencyjne. Jeżeli Władysław Pasikowski mówi, iż w filmie nie interesuje go uprawianie polityki, tylko przedstawianie ciekawych historii, to ja mu wierzę. Zresztą to widać. Czy jest to jeden z najlepszych filmów łódzkiego reżysera? Nie chciałbym tego teraz wyrokować, bo to dopiero zweryfikuje czas, lecz myślę, że jest to bardzo prawdopodobne.

Polas - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Ze względu na chwilowe problemy z bazą, komentarze pod tym tekstem wylądowały tutaj: http://film.org.pl/a/fota/132-taksowkarz-49001/
    :)

    Jutro zostanie to naprawione. Przepraszamy za usterki.

  • Mefisto

    Strasznie rozwleczony tekst. Za dużo o Pasikowskim i jego historii, a za mało o samym filmie. Za dużo też fanbojstwa w tym wszystkim (najlepszy polski film, najlepszy polski serial, najlepsza scena pościgu i w ogóle złoty pomnik mu! ;).

    • John Wayne

      No i szpieg tez najlepszy!
      Nikt nie miał tak zajebistego szpiega wśród swoich jak Polacy!

      • Spodek

        Najlepszy? Na pewno wybitny.
        Kukliński: zdrajca PRL, bohater wolnej Polski.

        • John Wayne

          Jasne, zdrajca wybitny. Geniusz zakończył zimna wojnę…
          Postać na pewno niejednoznaczna.

          Czy gdzieś jeszcze na świecie tak hołubi się takie jednostki?

    • Kazik

      Zgadzam się z mefisto, mimo, że swego czasu poszliśmy na noże. No ale… autor powyższej recenzji po prostu tak sobie pisze, jego sprawa; my możemy to czytać lub nie. Co innego sam film. A mi on nie pasi kompletnie. Wcześniej w tekście, który jest na innej stronie przypomniałem „Monachium” Spielberga, film, który jest dla mnie niekwestionowanym arcydziełem jeżeli chodzi o tego typu tematy jak zimna wojna, szpiegostwo, walka z terroryzmem itd.

      Spielberg w niesamowity sposób wyważył rację obu stron – mimo, że wina organizacji „Czarny wrzesień” wydawała się bezsporna, to jednak reżyser dopuszcza tę drugą stronę do głosu, nie robi z jego członków przegiętych, dyszących żądzą mordu, religijnych fanatyków o zakazanych gębach, lecz ludzi, których moglibyśmy spotkać na co dzień w metrze, na chodniku, gdziekolwiek.

      To co robi Pasikowski jest po prostu śmieszne. Nikt nie kręci już filmów w tak zmurszały, przestarzały sposób. Co z tego, że da się to oglądać, że jeżeli chodzi o sprawy techniczne, jest to zrobione sprawnie. Do dupy jest scenariusz, ów rzekomy realizm. Kukliński zasługuje na to aby zrobić o nim naprawdę porządny film a nie przywleczony sprzed półwiecza komiks!

      To co mnie u Pasikowskiego szczególnie wręcz przeraża, to brak jakiekolwiek artyzmu w jego wykonaniu. Nawet w „Psach” tego nie było. Wszystko robione cholernie ciężką ręką.
      U Smarzowskiego np, za którego stylistyką również nie przepadam, jednak w jego filmach da się wyczuć pewne subtelne elementy gry z widzem, finezję w budowaniu wizerunków postaci,
      U Pasikowskiego za cholerę. Wszystko jest proste jak drzwi od stodoły, by nie rzec, prostackie i na temat. Warto o tym pamiętać.

      PS. W temacie „Kukliński – zdrajca czy bohater” nie wypowiadam się, bo po prostu jest tego za dużo a sama dyskusja do niczego nie prowadzi. Dodam jedynie, że skoro niejakiego Waleriana Łukasińskiego ocenia się jako narodowego bohatera, to z Kuklińskim powinno być tak samo.

    • Krzysztof Połas Połaski

      Z tym pomnikiem to już bez przesady, nie chciałbym, aby na Pasikowskiego srały gołębie. Ale już serio, dziękuję za uwagi, Mefisto. Faktycznie, zwróciłeś mi uwagę na ważną rzecz, że zdecydowanie za dużo jest „naj”. Zupełnie mi to umknęło. Czy tekst jest rozwleczony? Być może faktycznie przesadziłem z tym wstępem o historii reżysera, ale wydało mi się to dość ważne, to były moje pierwsze myśli zaraz po seansie i gdybym ich nie uwzględnił, to całość w moich oczach nie byłaby kompletna. Ale rozumiem, że czytelnikowi niekoniecznie musi się to podobać. Fakt, lubię kino Pasikowskiego, ale mimo wszystko, starałem się do filmu podejść obiektywnie i mam nadzieję, że mi się to udało. Piszę o filmie pozytywnie, ale dlatego, iż uważam, że to naprawdę udany obraz jest. Gdybym w tekście zajmował się np. taką „Operacją Samum”, którą lubię, to już raczej nie rozpływałbym się o niej w tak pozytywnym tonie. Ale rozumiem, że nie każdemu czytelnikowi taki sposób pisania może przypaść do gustu, do przemyślenia i wyciągnięcia wniosków z mojej strony na przyszłość.

  • Piotrek

    Wchodząc tu spodziewałem się przeczytać recenzję „Jacka Stronga”, tymczasem czytam i czytam, i cholera nie wiem co czytam i do czego to zmierza. Ale rozumiem zamysł, to „recenzja” szpiegowskiego filmu, więc clou zostało ukryte między wierszami, tak? Sprytnie ;). Ale filmu i tak jestem ciekaw.

    • Krzysztof Połas Połaski

      Wynika to z faktu, że na dobrą sprawę nawet nie chciałem napisać standardowej recenzji, tylko tekst traktujący zarówno o „Jacku Strongu”, jak i tym jak kino Pasikowskiego i jego bohaterowie się zmienili, właśnie na przykładzie tego obrazu. Myślę, że wszystko co chciałem napisać na temat samej produkcji w tekście jest zawarte, przedstawiłem swój punkt widzenia na ten film. Ale rozumiem, że niekoniecznie takie były oczekiwania od tego tekstu. Dziękuję za uwagę, wyciągnę wnioski.

      • El Mach

        Uważam, że nie ma z czego wniosków wyciągać, tylko pisać dalej w podobnym stylu. Myślę, że na tym właśnie polega specyfika strony KMF, i to ją odróżnia od typowej strony z wiadomościami o kulturze, w tym przypadku filmów, że teksty, w tym i recenzje, można poszerzyć, temat zgłębić zgodnie z upodobaniem autora, i za to właśnie cenię KMF, osobiście oceniam recenzję wysoko, właśnie ze względu na jej walor poznawczy i analizę warsztatu Pasikowskiego na tle jego najnowszego obrazu. Kto szuka recenzji filmu zawartej w ścisłych ramach trójdzielnej kompozycji niech kupi sobie jakąś gazetę telewizyjną.

  • max

    Kukliński, szpieg CIA, człowiek który wystawił na ostrzał NATO swoich kolegów z LWP i miliony rodaków w zamian za zielone srebrniki (W brew temu co mówi przychylna mu propaganda jest pewne, ze brał za to kasę). Zdrajca.

    • Spodek

      Na ew. „ostrzał NATO” wystawili nas Sowieci. Na szczęście,
      do wojny nie doszło, m.in. dzięki Kuklińskiemu.

      • John Wayne

        Bzdura.
        Amerykanie co najwyżej precyzyjniej wycelowali rakiety.

    • Artur Gralla

      Chlopcze poczytaj troche histori,ruskie mieli plan zaatakowania europy i plan byl taki ze rusza,to nato odp atakiem atomowym na terenie naszego pieknego kraju bo jakbys nie wiedzial to by szlo tutaj natarcie ruskich.I jak ja slysze typu ze Kuklinksi byl zdrajca to ja sie zgadzam tylko trzeba napisac ze polska byla wtedy po panowaniem ruskich wiec z dzisiejszego punktu widzenia to mysmy wszyscy byli zdrajcami.

      • Kazik

        Tak, Arturku. Rusie u progu lat 80-tych chcieli rozjebać całą europę atomówką. Nie czytaj historii, bo nie umiesz czytać po prostu.

        • Artur Gralla

          No oczywiscie ze nie chcieli dlatego robili plany,a amerykanie byli tak glupi ze to co im Kuklinski dawal to bylo nic ;).A potem poprzez to nic Kuklinski musial uciekac przed ruskimi,A pewnie ruskie tez nie spacyfikowali czechoslowacji pewnie czesi sami to zrobili,tak samo jak nie byo afganistanu,tak samo jak teraz nie toczy sie wojna w czeczeni tak samo jak nie byo wojny w Gruzi.

          • Kazik

            Człowieku, opanuj się! Owszem były takie plany, na identycznej zasadzie na której budowane były schrony przeciwatomowe. „O JEZU! Wybuchnie wojna jądrowa, bo rząd buduje schrony przeciwatomowe! Uciekajta!!!” Co innego plany, manewry, które były częścią zimnej wojny a co innego chęć realnego wcielenia tego w życie. Napisz, po jakiego chuja, mieli by rozpierdolić pół świata, co? O tak, dla zasady? Bo całe KPZR składało się z pierdolonych psychopatów, którzy, kurwa, każdego dnia, nie myśleli o niczym innym jak tylko o tym jak rozjebać 50 mln ludzi? „BO WSZELKIE wynaturzone zło to zawsze ruskie, panie! Amerykanie są dobrzy, panie, oni zawsze byli dobrzy, oni, panie nigdy nikogo nie skrzywdzą… A te ruskie, panie toż to wszelka zaraza, panie…”

            Zdaj sobie sprawę, skoro jesteś tak w niewysłowiony sposób… (niedomówienie), że bardzo wiele planów istniało na zasadzie zwyczajnych „straszaków”, coś trzeba było robić, brać za coś pieniądze. Co mieli robić? Stanąć na przeciw siebie i wygrażać sobie pięściami? Więc tworzyli sobie różne gry wojenne, zarówno Związek Radziecki jak i USA. Cały wyścig zbrojeń nie był niczym innym jak tylko zwyczajną pokazówką. I nikt, ani Breżniew, ani Reagan nawet przez moment nie myśleli o tym aby gdziekolwiek posłać głowice jądrowe. Kryzys w zatoce Kubańskiej również był jedną, wielką demonstracją siły. Wbrew pozorom i niektórym pojebanym filmom u sterów władzy po obu stronach nie siedziało stado zaślinionych prostaków, ale trzeźwo myślący analitycy, którzy potrafili realnie ocenić sytuację. Więc oszczędź sobie tępych, propagandowych bredni rodem ze stada stonek spuszczanych przez USA na socjalistyczne uprawy.

            Kukliński zaś był ścigany, ponieważ złamał prawo, okazał się szpiegiem. A każdego szpiega, nie wiem, może nie wiesz, z zasady się ściga.

            Twierdzenie też, że w całym obozie socjalistycznym strona amerykańska miała jednego Kuklińskiego, albo, że ów Kukliński ocalił świat przed III wojną światową, jest tak żenujące i pozbawione wszelkiego rozumu, że po prostu nie mam siły nawet tego wyśmiewać.

          • Artur Gralla

            Popatrz sobie na filmy z tego okresu i zobaczysz ze to bylo realne zagrozenie,nie wiem czy mam ci tytuly wymieniac ale ja pamietam tamte czasy i dzisiaj to moze jest nie do pomyslenia ale wtedy to bylo realne.

          • Kazik

            „Popatrz sobie na filmy z tego okresu” No, naturalnie… Nie mamy o czym rozmawiać.

          • Artur Gralla

            nie ironizuja tylko wez poczytaj,zobacz filmy fabularne a najlepiej dokumentalne,i przypomne ci ze wtedy byl totalitaryzm mordowano ludzi Popieluszke,Pyjasa,Gornikow z kopalni wujek ja wiem ze dzisiaj to sie wydaje smieszne ale wtedy wojska rosyjskie stacionowaly w Polsce o nie bylo tak zabawanie byl stan wojenny itd itp.Ja pomimo tego ze wtedy mialem malo latek ale pamietam.Rakiety byly wycelowane w rosje i europe i stany zjednoczone.A najzabawniejsze jest to ze o maly wlosy nie rozpoczela sie 3 wojna swiatowa bo system amerykanski sie zepsul i pokazywal ze nastapil atak ;) mozesz o tym poczytac na necie nie wiem czy sam znajdziesz czy mam dac ci linka.

          • Kazik

            Kopalnia Wujek, piszesz? To ja powiem Tobie tak. Co byś zrobił na na miejscu dowódcy ZOMO, który widzi tłum górników uzbrojonych w kilofy? Hm? Strzał ostrzegawczy? Oni nie nieśli transparentów z napisem „Chcemy chleba”. No więc?

            Myślisz, że rakiety USA gdzie były wycelowane? Na biegun północny? To była zimna wojna! Obie strony rywalizowały ze sobą we wzajemnym straszeniu. Tyle, że każdy od sprzątaczki do gospodarza Białego Domu, to samo działo się na Kremlu, wiedział, że w ewentualnym konflikcie zbrojnym nie będzie zwycięzców, To skutecznie trzymało wszystkie militarystyczne zapędy obu stron w pokojowych ryzach. Nie odsyłaj mnie więc do książek, bo przeczytałem ich dużo więcej od Ciebie, tylko naucz się, że świat nigdy nie jest czarno-biały. Masz chyba wystarczająco wiele lat aby to wiedzieć.

          • Artur Gralla

            no pewnie chlopaki z zomo wystraszyli sie gornikow z kilofami bo wiadomo ze taki jeden gornik z kilofem to jak jeden czolg,no i wiadomo ze ci zomowcy strzelali w powietrze a ze gornicy wtedy fruwali jak ptaki to ich wina bo jak by grzecznie chodzili to by ich nie trafily kule,a tak wogole to przeciez ci gornicy to tak naprawde byli ruscy ktorzy weszli i wladza walczyla z tymi niby gornika bo wiadomo ze to byli ruscy,wiadomo pyjas jak w fight klub sam sie zrzucil ze schodow i sie zabil popieluszko sam sie zwiazal owinal w dywan i rzucil sie do wody a do tego milujacy pokoj jaruzel nic nie wiedzial bo on to prawdziwy partyjota jest nie to co solidaruchy ktorzy tylko do koryta a tak naprawde to nie bylo komuny tylko solidarnosc to wymyslila zeby nasz oszukac ha.A na koniec jakie rakiety zadnych rakiet nie bylo nie bylo nic jak mowi kononowicz to poprostu byl spisek zydow masonow i marsian zeby mozna bylo sprzedac za bezcen majatek ;).

  • Artur Gralla

    Poza tym ze autor jest fanem pasikowskiego to nic nie wiadomo.

    • Artur Gralla

      no i z tego co wiem to Kuklinski byl niski ;).jesli chodzi realizm to jest z nim tak jak w poklosiu ;).

      • Krzysztof Połas Połaski

        Ale co to ma do rzeczy, że w rzeczywistość Kukliński był niski? Jaki to ma wpływ na fabułę? Jeżeli wymagasz, że w każdym filmie, w którym postać jest oparta na prawdziwym człowieku, będzie ona jego odbiciem 1:1, to życzę serdecznego powodzenia. To, czy filmowy Kukliński jest wzrostu Pasikowskiego, czy ma metr pięćdziesiąt nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Już pomijając bardzo dobrą charakteryzację Dorocińskiego podczas scen rozgrywających się w Waszyngtonie lat 90., to pisząc o realiźmie chodzi mi dość wiarygodne oddanie ówczesnej rzeczywistości, a nie samą historię pułkownika, która jest oczywiście bardzo uproszczona. Chodzi mi o to, że patrząc na Polskę w „Jacku Strongu” ja wierzę, że wtedy faktycznie tak było; ogromne kolejki na ulicach, przaśne bale sylwestrowe, przynoszący z domu w aktówce służbowej mydło i kanapki wysoki oficer LWP, ale przede wszystkim fakt, że o ile zwykłemu szaremu człowiekowi mogło się żyć w miarę dobrze i mógł mieć złudzenie państwa nie będącego pod panowaniem Moskwy, to już w armii oraz w partii wszystko było proste i wiadomym było, że za sznurki pociągają dostojnicy z Kremla.

        I to mi się podoba, a nie to, czy Kukliński był wysoki czy niski, czy w rzeczywistości uciekł z Polski na podrobionych dokumentach samolotem do Londynu, czy że jeden z jego synów został rozjechany w kampusie studenckim, a nie na autostradzie. Zresztą, jak po seansie mówił historyk, prawdziwy marszałek Kulikow też w rzeczywistości nie był takim frustratem oraz nie był tak gruby. Tyle, że to fabuła, a nie film dokumentalny, więc historię Kuklińskiego mniej lub bardziej luźno Pasikowski dostosował do swojej wizji. A to, czy taka prostota w opowiadaniu historii się komuś podoba, czy nie, to już kompletnie inna sprawa.

        • Artur Gralla

          prosze poczytac ksiazkem,gdyby to nie mialo znaczenia to Kuklinski nie mowil by o tym a w ksiazce jest kilka razy to napisane.

  • Ewelina

    godzinę temu wróciłam z filmu, jeszcze trzymają emocje są ogromne podczas oglądania Jack Strong, naprawdę godny polecenia film, naprawdę mamy u siebie wspaniałych aktorów

  • Lundvall

    Nie polecam. Scenariusz i tempo tego filmu to jeden wielki burdel bez żadnego ładu i składu. Film buduje przez długi czas postacie które pod koniec całkiem wyrzuca ze scenariusza (Iwanow). Miejscami wszystko to bardziej przypomina parodię niż poważny film szpiegowski. Czy ktoś tu grał w grę Red Alert 2? Jeśli tak to pewnie pamiętacie filmowe wstawki w tej grze. Gdy w Jack Strong pojawia się Breżniew to cała scena wygląda jak żywcem wyjęta z Red Alerta. Archaiczny filmmaking.

  • Krzysztof Naklicki

    Witam.
    Wróciłem z filmu i jedna rzecz nie daje mi spokoju. Akcja zaczyna się przynajmniej w 1970 bo są pokazane wydarzenia grudniowe z Gdańska ’70, jest sylwester 1970/71 ale nie wyłapałem czy w filmie Kukliński kupuje samochód później czy ma go od początku? Jeżeli od początku a kupił go po powrocie z Wietnamu to wydaje się że nie trafili z modelem Rekorda bo wersja D była produkowana od 1972. Ten Opel odgrywa w filmie dość ważną rolę więc powinien być dobrany rozsądnie. Kto pamięta kiedy pojawił się w filmie Rekord?

    • Krzysztof Połas Połaski

      Akcja zaczyna się w 1968 roku albo nawet wcześniej, bo jest mowa o interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji oraz motyw samospalenia Siwca. Trudno powiedzieć kiedy filmowy Kukliński nabył Opla, ale chyba faktycznie już w scenach rozgrywających się w 1970 roku go miał, więc możemy to potraktować jako wpadkę ze strony twórców.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

#115 Koneser

Następny tekst

#132 Taksówkarz



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE