search
REKLAMA
Recenzje

BLACK ADAM. Siri, wygeneruj film superbohaterski

Generyczny blockbuster z The Rockiem jako antysuperbohaterem

Filip Pęziński

24 października 2022

REKLAMA

Rok 2007. Spider-Manem jest Tobey Maguire, Batmanem Christian Bale, Supermanem Brandon Routh, a seria o X-Men trylogią. Właśnie w tym roku, wierzcie mi lub nie, Dwayne „The Rock” Johnson został obsadzony przez Warner Bros. jako Black Adam. 15 lat później finalnie udaje się przenieść tę postać na wielki ekran i zaprezentować widzom na całym świecie. Czy warto było czekać te półtorej dekady? Otóż nie.

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia w temat, abyśmy mogli już spokojnie pastwić się nad najnowszym tworem Warner Bros. Black Adam opowiada historię bohatera tytułowego, który w starożytnej krainie obdarzony został przez bogów nadludzką mocą, która miała mu pozwolić pokonać wspartego przez siły zła monarchę absolutnego. Tysiące lat później Black Adam budzi się we współczesnym świecie i ponownie musi pokrzyżować demoniczne plany. Tym razem jednak na jego drodze stanie też Stowarzyszenie Sprawiedliwości, grupa herosów, która ma Adama nie za bohatera, ale za złoczyńcę.

Nieskończony festiwal cudzych pomysłów

Chichotem losu pozostaje fakt, że The Rock walczył o przedstawienie widzom tej postaci na wielkim ekranie jeszcze przed erą Kinowego Uniwersum Marvela czy chociażby szczątkowymi planami budowania filmowego świata DC, a ostatecznie Black Adam okazuje się istnym i bezczelnym potworem Frankensteina zlepionym z pomysłów, scen czy rozwiązań żywcem zapożyczonym z innych filmów superbohaterskich.

Mamy tu nie tylko przełamujące poważne sceny żarty (skrajnie w tym przypadku nieudane) charakterystyczne dla Marvela, dynamiczne sceny akcji połączone z hitami XX wieku znane z produkcji Jamesa Gunna czy Taiki Waititiego, czy podniosłe i pełne slow mo sekwencje kojarzące się kinem Zacka Snydera, ale momenty, w którym możemy niczym Leonardo DiCaprio w popularnym memie wskazać palcem na ekran i powiedzieć „to widziałem w X-Men, tamto w Ant-Manie, to w Iron Manie, a ta scena zerżnięta została z Fantastycznej Czwórki (tej z 2015 roku)”.

Plusy ujemne i plusy dodatnie

Co poza tym? Generyczne kino blockbusterowe, o którym zapomnicie za godzinę. Dużo akcji, pełno CGI, eskalująca stawka, nawiązania do komiksów i próba osadzenia wszystkiego w ramach większego uniwersum. Widzieliście to już 38 razy, zobaczycie kolejne 46. Względem nawet mniej udanych produkcji, chociażby Marvel Studios, na minus Black Adam wyróżnia się naprawdę, ale to naprawdę nieciekawym protagonistą (może The Rock, zamiast od roku opowiadać, jak potężna jest jego postać, mógł poprosić twórców by dali mu chociażby jedną scenę pozwalającą go polubić) i przezroczystym przeciwnikiem stworzonym według „najlepszej” szkoły randomowych supervillainów imienia Davida Ayera.

Coś na plus? Wprowadzona do świata DC drużyna znana jako Stowarzyszenie Sprawiedliwości zalicza całkiem sprawny debiut (nawet jeśli scenarzystom nie chciało się powiedzieć czegokolwiek o ich genezie) ze szczególnie udaną postacią Dr. Fate’a odgrywanego z wrodzoną klasą przez Pierce’a Brosnana i… i… Tyle.

Black Adam to nie tylko nieprzemyślany, niepotrzebny i nieudany blockbuster, ale też naprawdę nieciekawy projekt na potężnej mapie superbohaterskich przedsięwzięć. Dość powiedzieć, że aby wskazać gorsze ekranizacje pozycji DC Comics, cofnąć musielibyśmy się do czasów kinowej Ligi Sprawidliwości czy pierwszego Legionu samobójców. A to już kopanie leżącego, więc zakończę pozytywnym zdaniem, które zrozumie zapewne każdy miłośnik popkultury: Jeśli dzięki temu gniotowi dostaniemy sequel Człowieka za stali, to ok, niech będzie. Te 15 lat nie poszło na marne.

Ach, przed seansem puszczany jest zwiastun drugiej części Shazama!. Nie zazdroszczę niedzielnym widzom próby zrozumienia, dlaczego Black Adam ma te same moce, ten sam design stroju, a z tamtymi filmami niemal nic wspólnego.

Filip Pęziński

Filip Pęziński

Wychowany na "Batmanie" Burtona, "RoboCopie" Verhoevena i "Komando" Lestera. Miłośnik filmów superbohaterskich, Gwiezdnych wojen i twórczości sióstr Wachowskich. Najlepszy film, jaki widział w życiu, to "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj".

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA