Publicystyka filmowa
Ranking filmów JAMESA GUNNA. Wybór czytelników
James Gunn wyreżyserował do tej pory pięć filmów pełnometrażowych – który z nich cieszy się największą sympatią widzów?
W zeszłym tygodniu zaprosiliśmy was do udziału w głosowaniu na najlepszy film Jamesa Gunna. Reżyser do tej pory zrealizował pięć filmów pełnometrażowych – poniżej znajdziecie je wszystkie, począwszy od tego, który zdobył najmniej głosów.
5. Robale
Robale to zresztą przykład tego, jaką Gunn ma lekką rękę do kina gatunkowego i jak kreatywnie potrafi wykorzystać swoją filmową erudycję. Bo ten projekt to jedna wielka laurka dla kina o inwazji z kosmosu, pomieszana z radochą z epatowania absurdalną makabreską, którą reżyser wyniósł z pracy dla studia Troma – i to wszystko jeszcze doprawione bardzo dobrą chemią z aktorami, którzy będą powracać w jego kolejnych projektach. Fabularnie mamy tutaj małe amerykańskie miasteczko jak z pocztówki. Jest też oczywiście szeryf z kwadratową szczęką Nathana Filliona. Sprawy się komplikują, gdy wbija na scenę na dziwne bodyhorrorowe coś z kosmosu, zamieniające żywe organizmy w koszmarne hybrydy zmutowanego mięsa.
I Gunn bawi się w najlepsze losem bohaterów, wykorzystując do tego znakomite efekty praktyczne, w sumie mając w nosie wytyczne, które miałby sprawić, że film się sprzeda. I jest to pierwsze duże zwycięstwo w jego karierze, bo naprawdę trudno tej krwawej łaźni nie lubić – wizualnie cieszy oko, a bohaterowie są sympatyczni i z miejsca chce się za nich trzymać kciuki (to skupienie się na wyrazistym nakreślaniu postaci stanie się zresztą jego znakiem firmowym – od Super po The Suicide Squad). I tak tu wszystko narasta, puchnie (w sumie dosłownie), aż do bezczelnie ohydnego finału.
To ten typ filmu, po którym myślisz sobie „ja pier#$%^” i polecasz znajomym. Czyli najlepszy. [Radosław Pisula]
4. Super
Choć na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że film Super Jamesa Gunna jest bardzo zbliżony do melancholijnego Defendora, to szybko okazuje się, iż w obu produkcjach nie chodzi o to samo. Gunn w sposób zwariowany, brutalny i niegrzeczny stara się wyłącznie dokonać dekonstrukcji konwencji kina superbohaterskiego. Przy okazji mówi też, że jeśli przemienisz się w herosa, to rozwiążesz problemy z kobietami, które zresztą ewidentnie nie są tobie pisane.
Nie mam zamiaru dopisywać do tworu Gunna jakiejkolwiek ideologii, bo uważam, że to przesada. Polecam ten film, ponieważ jest w moim mniemaniu stosunkowo nieznany, ale zapewnia ogromną frajdę i dużą dawkę czarnego jak smoła humoru. Gwarantuje również jedną z najlepszych ról Elliota Page’a w karierze. [Przemysław Mudlaff]
3. Strażnicy Galaktyki vol. 2
Przy drugiej – w moim odczuciu lepszej – części Strażników Galaktyki włodarze Marvela wyraźnie dali Jamesowi Gunnowi jeszcze więcej wolności twórczej, co widać po pierwsze przy dużo mniej generycznej historii, a po drugie (i przede wszystkim) w przemyconych tu scenach, pomysłach, rozwiązaniach. Strażnicy Galaktyki Vol. 2 to de facto autorskie kino postmodernistyczne ubrane w szaty disneyowskiej rozrywki. Zwariowana podróż przez umysł Gunna i przepiękna, ujmująca historia o rodzinie. Zarówno łzy ze śmiechu, jaki i te ze wzruszenia są tu raczej gwarantowane.
[Filip Pęziński]
2. Legion samobójców. The Suicide Squad
James Gunn bierze na warsztat grupę kojarzącą się widzami z fatalnym filmem z 2016 roku i tworzy świetne widowisko, którego motorem napędowym są kapitalne postaci i chemia między nimi. Gunn znów udowadnia że jest mistrzem pisania bohaterów, z którymi całkiem naturalnie nawiązujemy więź i którym od początku do końca kibicujemy (zadziwiające, jak znacznie lepszą postacią w porównaniu do 2016 roku jest tu na przykład Rick Flag), a ponadto wlewa w to wszystko mnóstwo emocji i serca. Zupełnie nie dziwi mnie, że serca widzów podbija Ratcatcher 2 grana przez Danielę Melchior, bo to zdecydowanie jedna z najbardziej szczerych i ludzkich postaci DCEU.
Z kolei Harley Quinn według Gunna uważam za najlepszą interpretację tej postaci – Margot Robbie jest znakomita. [Łukasz Budnik]
1. Strażnicy Galaktyki
Gdy ogłoszono powstanie Strażników Galaktyki, nie miałem pojęcia, kim jest ta superbohaterska grupa, a wizja szopa mówiącego ludzkim głosem i chodzącego drzewa wydawała mi się nie tyle absurdalna (to w końcu komiks), co zupełnie niepasująca do reszty uniwersum. Jakże się myliłem! Dziś trudno wyobrazić sobie MCU bez Strażników Galaktyki, a ich filmowy debiut to znakomite przygodowe kino, z kapitalną chemią między aktorami, świetnym humorem i fantastycznym soundtrackiem, który w dodatku jest wpisany w fabułę. Bomba! [Łukasz Budnik]
